Ewa Mazul - „Nie miałam wyboru”, „szef mi kazał”. Dlaczego tak mówimy? 3 przykłady pokazują, jak odzyskać odpowiedzialność za własne decyzje
00:00
10:05
Wypieranie się odpowiedzialności to jedna z najczęściej stosowanych obron w środowisku zawodowym, kiedy czujemy się zagrożeni, bo działanie, w którym braliśmy udział, przyniosło niepożądany efekt. Tymczasem to prosta droga do nieporozumień i nieufności w zespole. Jak zatem formułować komunikaty, w których nie chodzi o to, kto wygra, a kto przegra, ale o to, by skutecznie współpracować?
Tekst pochodzi z miesięcznika „Sens” 06/2026.
Według Marshalla Rosenberga – twórcy metody „Porozumienie przez przemocy” – wypieranie się odpowiedzialności to jeden z czterech podstawowych komunikatów uniemożliwiających porozumiewanie oparte na wzajemnych zaufaniu i trosce o dobro każdego z rozmówców. Stosujemy je, gdy odpowiedzialność za swoje zachowanie przerzucamy na okoliczności zewnętrzne. Takie komunikaty zaciemniają świadomość tego, że każdy odpowiada za siebie.
Oto kilka przykładów:
- Działanie bliżej nieokreślonych bezosobowych sił: pojechałem na integrację, bo musiałem.
- Nasz stan, autodiagnoza, problemy osobiste: siedzę do nocy w biurze, bo jestem pracoholiczką.
- Cudze działania: krzyczałem na niego, bo mnie doprowadził do szału swoją głupotą.
- Polecenia zwierzchników: okłamałem klienta, bo szef mi kazał tak powiedzieć.
- Nacisk grupy: nie powiedziałem jej, że rozmawialiśmy za jej plecami, bo nie chciałem wychodzić przed szereg.
- Polityka, zasady, regulaminy: za takie zachowanie przewidziana jest nagana, więc nie będziemy na ten temat dyskutować.
- Role społeczne, organizacyjne: nie cierpię wydawać poleceń, ale to robię, bo jestem szefem.
- Niepohamowane impulsy: opanowała mnie chęć, żeby natychmiast wyjść i trzasnąć drzwiami.
Po głębszym zastanowieniu mogłoby się okazać, że tego typu komunikaty w gruncie rzeczy są wbrew naszym wartościom i przekonaniom. Tyle że presja czasu, nawyki, oczekiwania otoczenia i panujące w organizacji zwyczaje skutecznie odbierają nam zdolność do refleksji, dokąd te wypowiedzi zaprowadzą.
Mój ulubiony cytat z Junga dotyczący pracy nad sobą i wysiłku wkładanego w samorozwój: „Na szczęście fatalne pytanie o sens ich życia większości ludzi nigdy w życiu nie przychodzi na myśl” – pasuje również do kontekstu wypierania się odpowiedzialności.
Osobista odpowiedzialność oznacza uznanie, że za swoje wybory odpowiadamy przede wszystkim przed sobą – od kultywowania codziennych nawyków po wyznaczanie sobie życiowych celów. Każdy wybiera postawę życiową, na którą składają się świadome decyzje i działania oraz ich konsekwencje.
Odpowiedzialność wyklucza automatyczne zrzucanie winy na innych czy na okoliczności zewnętrzne. Oczywiście takie podejście wymaga więcej wysiłku, ale inaczej trudno mówić o rozwoju osobistym, sukcesie zawodowym czy zdrowych relacjach w rodzinie i w pracy.
Umiejętność zdiagnozowania problemu to jedno, a umiejętność uniknięcia go w komunikacji to drugie.
Kiedy zaczynamy naukę nieopresyjnego komunikowania się, zwykle z entuzjazmem odkrywamy błędy, których wcześniej nie zauważaliśmy, i zaczynamy być ekspertami od... przyłapywania na nich innych. Niestety, ten odwieczny mechanizm dostrzegania źdźbła w oku bliźniego i niedostrzegania u siebie belki uruchamia się w sposób nawykowy.
Zanim jednak zaczniemy wychowywać i edukować innych w stylu: „Hej, ty mi się tu nie wypieraj odpowiedzialności, bo z tego wyniknie tylko jeszcze większy konflikt, a nawet mobbing” – warto się zatrzymać i rozważyć inne podejście, bo ta wypowiedź jest oparta na źle pojętej asertywności – pouczanie nie ma z nią nic wspólnego. Podobne sformułowania wcale nie prowadzą do lepszej współpracy i lepszego porozumienia, tylko uruchamiają u rozmówcy mechanizmy obronne i tym samym przenoszą dyskusję na poziom „kto ma rację”. A że rację może mieć tylko jedna strona – uruchamiamy styl komunikacji „wygrany/przegrany”, czyli tak zwany styl wojny. A przecież zmierzamy do tego, by porozumiewać się w sposób życzliwy, partnerski i oparty na zasadzie „wygrany/wygrany!”. Co więc robić, by tę intencję wprowadzić w czyn?
Najskuteczniejsze jest nauczenie się, by samemu nie stosować mechanizmów opresyjnych. Czyli dobrze zacząć od wyłapywania własnych błędów. Początkowo szybciej zauważymy je na piśmie, na przykład w mejlach, które piszemy do współpracowników.
Przeformułowując w nich zdania zawierające komunikaty blokujące porozumienie na komunikaty wolne od tych blokad, z czasem dojdziemy do etapu, kiedy będziemy w stanie wyłapać swoje wypieranie się odpowiedzialności nawet w trakcie emocjonującej rozmowy. Wtedy w myślach zmienimy cisnący się na usta nawykowy komunikat na inną frazę, świadczącą o naszej dojrzałości, i dopiero potem ją wypowiemy.
Dlaczego mowa o emocjonujących rozmowach? Bo pod wpływem emocji mamy tendencję do automatycznego wpadania w stare, utrwalone w nieświadomości schematy (są jak dobrze znane koleiny na drodze).
A zmiana przyzwyczajeń komunikacyjnych wymaga takiego samego wysiłku jak zmiana wszelkich innych nawyków i wymaga ćwiczenia ich przez dłuższy czas. Dlatego tak wiele osób zatrzymuje się na etapie jedynie teorii i pouczania innych, zamiast osiągnąć etap praktyka, który swoimi zachowaniami jest w stanie inspirować innych do zmiany.
Za wypieraniem się odpowiedzialności w pracy często stoją lęk przed karą i chęć jej uniknięcia. Doświadczenie pokazuje, że szczególnie często spotykamy się z tym w firmach, gdzie obowiązują tak zwane bursztynowe wzorce zarządzania. To instytucje charakteryzujące się sztywną hierarchią, gdzie decyzje zapadają na górze, a procesy są powtarzalne i sformalizowane – to między innymi: wojsko, policja, organizacje rządowe i administracja publiczna oraz niektóre korporacje między - narodowe.
W tego typu firmach rzeczywiście nie ma zbyt wiele przestrzeni na indywidualne podejście do każdego pracownika. Błędem jest jednak założenie, że nie da się elastycznie dogadać się z szefem czy innymi pracownikami, i tym samym usprawiedliwianie własnego podejścia opartego na wypieraniu się odpowiedzialności.
Znacie historię o mężczyźnie, który po powrocie do domu widzi podrapaną ścianę i zdenerwowany krzyczy na psa: „Co ty znowu nawyrabiałeś?!”, a zwierzak ze spokojem odpowiada: „To nie ja, to kot”. Kiedy zirytowany właściciel protestuje, że przecież nie ma kota, pies mówi: „A, to nie wiem kto”. Takie sytuacje niezwykle często mają miejsce w pracy. Oczywiście przytoczone role rozgrywają się pomiędzy ludźmi, ale mechanizmy tych zachowań są identyczne. Oto kilka przykładowych sytuacji – wraz z propozycjami, jak przeformułować komunikat, by pokazać gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje wybory.
1. Opóźniony raport
Pracownik do kierownika: „Nie oddałem raportu na czas, bo IT nie naprawiło mi komputera, a szef kazał mi najpierw zająć się pilną prezentacją. To nie moja wina, że systemy tu nie działają”.
Jak inaczej to powiedzieć?
„Wiedziałem, że mam zepsuty komputer, a kiedy czekałem na naprawę, dostałem polecenie od szefa, żeby pilnie przygotować prezentację. Uznałem, że dam radę ją zrobić i przygotować raport w terminie, dlatego o tym nie mówiłem. Jednak to mi się nie udało, bo naprawa trwała dłużej, niż się spodziewałem. Teraz zdaję sobie sprawę, że powinienem był cię poinformować wcześniej o zaistniałej sytuacji i możliwości poślizgu w czasie. Zobowiązuję się na przyszłość tak zrobić w podobnej sytuacji”.
2. Zła oferta
Kierownik do zespołu: „Klient jest wściekły, bo dostał pomyloną ofertę, a to nie moja wina”. Odpowiedź: „To Ania przygotowała złe dane, a ja tylko je zatwierdziłam pod presją czasu. Strategia robienia wszystkiego na wczoraj zbiera swoje żniwo”.
Jak inaczej to powiedzieć?
„Mamy problem z klientem, który otrzymał złą ofertę i jest – delikatnie mówiąc – rozczarowany i zły. Ania, przygotowując pismo, wstawiła błędne dane, co prawie nigdy się jej nie zdarza. A ja z przyzwyczajenia zatwierdziłem pismo, bez sprawdzenia, a powinienem to zrobić, bo po to mamy tę dwustopniową ścieżkę. Biorę więc na siebie rozmowę z klientem”.
3. Konflikt w zespole sprzedażowym
Jeden współpracownik do drugiego: „Przez ciebie nie zrobiliśmy budżetu – nie dzielisz się informacjami o klientach z zespołem. Ja robię, co mogę”.
Jak inaczej to powiedzieć?
„Słuchajcie, porozmawiajmy o tym, jak mamy dzielić się klientami, żeby można było ich obsługiwać na bieżąco. Widziałem w danych za ten kwartał, że nie były one dzielone równo między nas wszystkich. Wygląda na to, że dlatego nie zrobiliśmy budżetu. Dla mnie dobra współpraca jest ważna. Co wy na to, żeby każdy z nas zobowiązał się do niezatrzymywania informacji dla siebie, tylko udostępniał je wszystkim na bieżąco?”.
Ewa Mażul, trenerka komunikacji, mediatorka. Autorka książki „Od czerwieni do turkusu. Jak lepiej porozumiewać się w pracy”; ewamazul.pl