fbpx

Cisza może nas ocalić – naucz się jej świadomie doświadczać

Cisza może nas ocalić - naucz się jej świadomie doświadczać
Cisza jest w nas cały czas, musimy tylko ją odnaleźć. (Fot. iStock)

Cisza jest w nas cały czas, musimy tylko ją odnaleźć. „Wsłuchaj się w siebie” znaczy według mnie dokładnie to samo, co „doświadcz swojej ciszy”. Nie da się tego zrobić wśród hałasu ani w wiecznym pędzie – mówi podróżnik i filozof Erling Kagge.

Czym jest cisza?
To jesteś ty, a hałas to wszyscy inni wokół. Cisza znajduje się w tobie i we mnie, ale każda z nich jest inna. Oczywiście, nie mówię tu o ciszy, która nas otacza, ale o tej wewnętrznej, która jest przeżyciem osobistym. To ważne, żeby je rozdzielić. Wcale nie potrzebujemy spokojnego miejsca, by doświadczyć swojej wewnętrznej ciszy. Ona może pojawić się wszędzie, nawet w zgiełku.

Co panu dała cisza?
Jej odkrycie bardzo wzbogaciło moje życie. Dzięki niej jestem w stanie choć na chwilę stać się bezludną wyspą. W ciszy mogę się zatrzymać, doświadczyć teraźniejszości i spotkać się ze swoim wewnętrznym ja. To pozwoliło mi lepiej poznać samego siebie, dokonać paru odkryć. Ale też paradoksalnie bardziej otworzyłem się na świat i innych ludzi. Mamy w Norwegii, skąd pochodzę, takie powiedzenie: że nie możesz zobaczyć lasu, bo drzewa go zasłaniają. Z ciszą jest podobnie. Ona jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy ją w sobie odnaleźć. Potrzeba ciszy, którą w sobie odkryłem, nurtowała mnie na tyle, że zacząłem snuć wokół niej rozważania. Z nich właśnie wykluła się książka „Cisza…”, która w 33 rozdziałach odpowiada na pytanie, czym jest cisza i jak ją odnaleźć.

Jak pan dojrzewał do tej ciszy? Od czego zaczął jej doświadczanie w swoim życiu?
Gdy byłem dzieckiem, cisza kojarzyła mi się z nudą, smutkiem, czekaniem na coś i tym, że nic się nie dzieje. A potem jako 20-latek zacząłem spędzać więcej czasu wśród przyrody i oswajać się z ciszą. Gdy miałem 35 lat, ruszyłem na wyprawę na biegun południowy.

No właśnie, jako pierwszy człowiek na przełomie lat 1992 i 1993 zdobył pan samotnie Antarktydę. Dzięki temu wyczynowi trafił pan nawet na okładkę magazynu „Time”. Skąd ten pomysł, żeby ruszyć na biegun południowy bez pomocy z zewnątrz?
Zdecydowałem się na totalne odcięcie od świata i nie utrzymywałem łączności radiowej przez 50 dni i nocy, bo tyle mi ta wyprawa zajęła. Antarktyda to najcichsze miejsce na Ziemi. Tam zrozumiałem, że nasze mózgi są bardziej bezkresne niż niebo.

Zwykł pan mówić, że żeby dojść na biegun, trzeba po prostu postawić jedną nogę za drugą dostateczną liczbę razy. Strategia małych kroków zawsze się sprawdza?
Sukces wielu rzeczy w życiu polega właśnie na tym, że robimy jeden krok na raz i na tym się skupiamy. Dzięki takiemu myśleniu doszedłem na biegun, ciągnąc wszystko – od opału po jedzenie – na sankach. Dziś nie wydaje mi się to takie trudne, ale wiele rzeczy widzianych z dystansu takimi się staje. To, że nie miałem radia, zdawało się komplikować sprawę, ale tak naprawdę to była wielka ulga. Nie musiałem nieustannie zdawać relacji i mogłem się skupić na drodze. Miałem przerwę. Myślę, że marsz na biegun i rozmawianie przez telefon satelitarny byłyby o wiele większym wyzwaniem [śmiech]. A sama wyprawa na Antarktydę, tych 50 dni i nocy, to było niezwykle wzbogacające przeżycie. Bardzo głęboko doświadczyłem ciszy i uważam, że każdy powinien taką wyprawę przeżyć, choć to, oczywiście, niemożliwe. Ale jeżeli nie możesz wybrać się na biegun południowy, znajdź swój własny biegun.

Gdzie go szukać?
Przede wszystkim w sobie. Chodzi o wyprawę do wewnątrz siebie. A ona jak każda podróż zawsze zaczyna się od pierwszego kroku.

Jaki mógłby być ten pierwszy krok dla początkujących amatorów ciszy?
Z pozoru niewielki. Każdego dnia spróbujmy na chwilę odstawić wszelką elektronikę. Niech to będzie pięć, dziesięć minut. Kolejny krok to wprowadzenie chwili ciszy do naszej codziennej rutyny. Potem nieco ją wydłużmy.

Jak nauczyć się doświadczać ciszy?
Postarać się wyłączyć świat dookoła. Odciąć się. Starać się nie myśleć. Bo jak pozwolimy myślom biec, polecą w przeszłość albo przyszłość. A tu chodzi o to, żeby być tu i teraz. Czuć chwilę. Warto poprosić domowników, żeby nie przeszkadzali. Usiąść, zamknąć oczy albo wręcz przeciwnie – wstać i przejść się, i zatrzymać świat. Nie musi być na długo. Cisza prędzej czy później do nas przyjdzie. To nie jest skomplikowane.

Są na osiągnięcie ciszy jakieś patenty?
Można ją znaleźć za pomocą jogi, medytacji, hipnozy, mindfulness. Można też się zaszyć w klasztorze albo pojechać na warsztaty. To wszystko pomaga, ale nie jest konieczne. Bo cisza tkwi w nas cały czas. Musimy ją tylko odnaleźć. Mogę zagwarantować, że gdy nam się to uda, ona nas wzbogaci. Sprawi, że życie stanie się lepsze i ciekawsze. Bo gdy zagłuszamy ciszę, otaczamy się hałasem, to każdy dzień jest podobny, galopuje w tym samym rytmie i ani się obejrzymy, a już go nie ma. To dlatego wielu ludzi skarży się, że czas mija im zbyt szybko, że nie czują, że żyją, że nie wiedzą, kiedy to życie im zleciało. Tymczasem życie wcale nie jest za krótkie. Jego długość jest idealna. Tylko trzeba je przeżyć bardziej świadomie. Jeśli się wyciszysz i każdego dnia choć na chwilę staniesz się centrum własnego życia, będziesz zauważała, jak ono płynie.

Przyroda pomaga w odnalezieniu ciszy?
Ogromnie. Jestem Norwegiem, ale myślę, że w Polsce jest podobnie – macie fantastyczną przyrodę i niesamowite miejsca do wędrowania czy spacerowania. A poruszając ciało, poruszasz też i umysł. Chociaż ciszę, która jest wszędzie tam, gdzie my się znajdujemy, można również odnaleźć w głośnym centrum Warszawy. Mnie się to udało. Jednak na łonie natury przychodzi to zdecydowanie łatwiej. Podczas wędrówki na biegun cisza i brak słów sprawiły, że zacząłem dostrzegać wiele odcieni bieli oraz niesłyszane wcześniej dźwięki śniegu czy lodu. Cisza mnie uwrażliwiała. Dzięki niej właśnie czujemy się częścią natury. Tego uczucia często doświadczają ludzie wędrujący – czy to po lasach wokół Zakopanego, czy po fiordach Norwegii. Na biegunie południowym udało mi się to odczuć głębiej, bo znajdowałem się sam w ogromnej przestrzeni. Może dlatego to uczucie bycia coraz bliżej natury stało się mocniejsze.

„Podczas wędrówki na biegun cisza i brak słów sprawiły, że zacząłem dostrzegać wiele odcieni bieli oraz niesłyszane wcześniej dźwięki śniegu czy lodu. Cisza mnie uwrażliwiała” – mówi Erling Kagge. (Fot. iStock)

Przeżył pan szok, gdy wrócił z bieguna do codzienności?
Pierwszym szokiem była konieczność mówienia. Ale zostały mi wspomnienia i to, czego się tam nauczyłem. Dziś ciszę zdarza mi się odnajdywać, gdy zmywam naczynia, słucham muzyki, czytam, leżę na kanapie, uprawiam seks. Można ją odnaleźć na wiele różnych sposobów.

Którą ciszę ze wszystkich, jakich pan doświadczył, uważa pan za najważniejszą? Tę z bieguna południowego, z Arktyki, z Mount Everestu, z rejsu przez Atlantyk czy może jeszcze jakąś inną?
Codzienna cisza jest dla mnie najważniejsza. Nie ta spektakularna na Arktyce czy na Mount Evereście.

Uważa pan, że potrzebujemy właśnie ciszy, żeby odnaleźć siebie i osiągnąć równowagę. Tymczasem wielu ludziom kojarzy się ona z czymś kłopotliwym i nudnym.
Dyskomfort, który odczuwany w ciszy, to nie jest nowe zjawisko, to coś głęboko ludzkiego i występującego równolegle z potrzebą ciszy, którą odczuwaliśmy od zawsze. „Poznaj siebie, wsłuchaj się w siebie” – to najstarsze porady na świecie. A do poznania siebie niezbędna jest cisza. Powinniśmy podejść do tego poważnie. Według mnie „wsłuchaj się w siebie” znaczy dokładnie to samo, co „doświadcz swojej ciszy”. Nie da się tego zrobić wśród hałasu ani w wiecznym pędzie. Kiedyś świat toczył się wolniej, w ostatnich latach zaczął pędzić bez opamiętania. Trzeba się umieć odciąć.

Cisza jest w niebezpieczeństwie?
Hałas z telefonów, monitorów, telewizorów, reklam, samochodów, tłoku – to wszystko nas rozprasza, absorbuje, zagłusza. Nadużywamy technologii, daliśmy się jej zdominować. Ludzie lubią wybierać najłatwiejsze ścieżki i iść na skróty, najlepszy przykład to ucieczka w hałas i zagłuszanie emocji. Kusi nas niekończące się sprawdzanie mejli, Facebooka, Instagrama, SMS-ów czy przeglądanie newsów, koniec końców wciąż czytamy to samo. Najgorsze jest to pozorne wrażenie, że coś może nas ominąć! Być cały czas zajętym jest o wiele prościej niż usiąść, wyłączyć wszystko i postarać się myśleć. W ciszy zupełnie inaczej widzimy świat, bo patrzymy na niego z innej perspektywy i, co więcej, poprzez swoje własne oczy, ciało, umysł, słuch i węch, a nie za pośrednictwem ekranu, komputera czy innych urządzeń lub ludzi.

Niełatwo się zatrzymać i dać popędzić światu bez nas.
Filozof Blaise Pascal już w XVII wieku stwierdził, że nieszczęście ludzi bierze się z tego, że nie mogą wytrzymać bez nicnierobienia. Napisał: „Całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, że nie umieją pozostać w spokoju i w izbie”. Więc to nie telewizja, Internet czy smartfony są winne. Bo dyskomfort, jaki wywołuje przebywanie w samotności, był z człowiekiem dużo wcześniej. Od wieków byciem w ruchu, zaabsorbowaniem myśli muzyką, a teraz hałasem czy technologią staramy się zagłuszyć niepokój, który towarzyszył nam od zawsze. Dziś żyjemy w epoce hałasu, a cisza stała się luksusem.

W książce cytuje pan wyniki badania naukowców z uniwersytetów Harvarda i Wirginii, według których większość badanych odczuwa przykrość, gdy przebywa przez kwadrans samotnie w pustym pomieszczeniu, nic nie robiąc. Co zadziwiające, więcej niż połowa z nich wolała poddać się bolesnemu kopnięciu prądem niż wytrzymać do końca w samotności.
Też mnie to zdziwiło. Ale jeśli się zastanowimy, właśnie o tym pisał cztery wieki temu Pascal. Jeszcze nie tak dawno spędzenie kwadransa offline, bez połączenia ze światem, było dla moich trzech nastoletnich córek torturą. To spostrzeżenie stało się dla mnie impulsem do przemyśleń o ciszy i do napisania o niej książki.

Udało się panu przekonać córki do ciszy?
Dwie starsze tak – mają 21 i 18 lat. Ale najmłodsza, 15-latka, nie rozumie, o co mi chodzi. Uważa, że cisza to strata czasu i głupota. Przyjmuję to z pokorą, bo to kwestia wieku. Gdy się ma 15 lat, cisza oznacza smutek, bycie samemu, czyli wykluczenie z grupy. Starsze córki widzą to już inaczej. Zaczęły patrzeć na życie z szerszej perspektywy. Do ciszy trzeba dojrzeć.

Nuda jest sprzymierzeńcem ciszy?
Tak. Dobrze się czasem ponudzić.

Cisza to niemówienie. Ale czy ona może powiedzieć więcej niż słowa?
Jeżeli chcesz być z kimś blisko, powinieneś umieć i móc z tą osobą pomilczeć. Cisza zdecydowanie mówi więcej niż słowa. A jeżeli cały czas ją zagłuszasz, to coś nie tak. Trudno utrzymać taką relację. Poza tym życie bywa za bardzo skomplikowane, żeby wszystko wyrażać słowami. Powiedzenie komuś „kocham cię” jest miłe. Jednak tu chodzi o to, w jaki sposób się zachowujesz, jak tę osobę traktujesz, jak na nią patrzysz. Słowa mogą kłamać, ale cisza nigdy nie kłamie. Może dlatego, że w ciszy trudniej kłamać.

I mówi to pisarz, autor siedmiu książek i założyciel popularnego wydawnictwa.
Wiele rzeczy łatwiej zrozumieć w ciszy niż opisać słowami. Czasem, gdy widzi się pary w kawiarni, wystarczy na nie popatrzeć, by wywnioskować, czy ich relacja jest dobra. Nie trzeba z nimi rozmawiać. Milczenie jest równie pełne treści co słowa.

W książce cytuje pan badania mówiące o tym, że ludzie umieją obecnie utrzymać pełną koncentrację przez zaledwie osiem sekund. W 2000 roku było to 12 sekund.
To zaskakujące. Ale gdy wszyscy chorują, choroba staje się normą. Codzienne życie, funkcjonowanie w mieście, w mediach, w Internecie dostarcza nam tylu bodźców i informacji, że większości z nich nawet nie zauważamy ani nie słyszymy.

Co się stanie, gdy ciszy zabraknie?
Nie oszalejemy. Ale wszyscy będziemy żyć podobnym, pełnym pędu, hałasu i braku refleksji życiem. Jesteśmy istotami społecznymi, stworzonymi do bycia w grupie i wśród innych. Jednak ani w grupie, ani w hałasie nie możemy być cały czas. Potrzeba wielu rzeczy i czynników, by mieć bogate życie, jednym z nich – ważnym i niezbędnym – jest cisza. Może nas ocalić.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>