fbpx

Czułość i dotyk – remedium na wszystko, co złe

Czułość i dotyk - remedium na wszystko, co złe
(Fot. iStock)

To najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt między dwojgiem ludzi. Za jego pomocą można przekazać to, co trudno wyrazić słowami. Bez niego nie sposób prawdziwie komunikować się ze światem. Dotyk to najbardziej naturalna forma wyrażania uczuć i autentyczny język miłości.

Czułość – taka prawdziwa – rodzi się w brzuchu. Z dna miednicy czerpie swoją moc. Łagodnie podchodzi w okolice serca, które zasila ją spokojną miłością. Delikatnie wibruje w gardle, jakby pragnęła wyrazić się w słowach. Ale czujesz, że słowa to za mało. Czasami wyciska z oczu łzy – łzy wzruszenia. Innym razem delikatnie kołysze twoim ciałem, zamienia się w dreszcz ekscytacji. Ciepło, cieplej… tak, już prawie, ale to jeszcze nie to. Zastygasz w oczekiwaniu i czujesz ją coraz mocniej. Cofa się do klatki piersiowej, muska serce, wypełnia ramiona i wreszcie dociera do rąk. Ciepło i moc rozpływają się w twoich dłoniach, aż po czubki palców. Prostujesz plecy, otwierasz klatkę piersiową, przyspieszasz oddech i wyciągasz ręce. Tak, to właśnie to! Językiem czułości jest dotyk – mowa dłoni.

Od pierwszego dotknięcia

Kiedy przychodzimy na świat, zanim złapiemy pierwszy samodzielny oddech, zanim przetną nić pępowiny – na skórze czujemy pierwszy dotyk. Zwykle są to ręce położnej albo lekarza. Ten dotyk „przejścia” – z zacisza bezpiecznej macicy do nieznanego świata – rzadko jest czuły. Raczej zdecydowany, nieco szorstki, czasami pospieszny, pełen napięcia. Twoje ciało rozpozna go w przyszłości ilekroć ktoś, dla kogo jesteś jedynie jednym z wielu: pracownikiem, człowiekiem spotkanym przypadkowo na ulicy czy daleką znajomą, na powitanie poda ci rękę, potrząśnie za ramię, poklepie. Taki dotyk zawsze wzbudza chęć zamknięcia się, wycofania, czasami protestu czy agresji. Twoje ciało doskonale go pamięta z pierwszych chwil przejścia z bezpiecznego „tam” do „tutaj”, które wydarzyło się bez twojej woli, jak wiele innych spraw w życiu.

Z rąk lekarza trafiasz w czułe objęcia matki, na jej obolały, ale przyjmujący cię z miłością brzuch. Czujesz kojące bicie jej serca, doskonale to znasz, towarzyszyło ci przez ostatnie dziewięć miesięcy. To uczucie będzie powracało wiele razy w przyszłości, ilekroć z ufnością wtulisz się w bezpieczne ramiona kogoś, kto deklaruje, że jest gotowy przyjąć cię ze wszystkim, co dla ciebie zbyt trudne, zbyt przerażające, zbyt bolesne. Bicie jego serca cofa cię do wspomnień z pierwszych chwil tuż po przyjściu na świat. Może być kojące, dające poczucie bezpieczeństwa albo przestraszone, odrzucające, podobnie jak wtedy. Ilekroć przytulając się, przywierasz do brzucha drugiej osoby, za każdym razem tęsknisz za szczerym i radosnym przyjęciem. Z tej tęsknoty zrodzone jest pragnienie dotyku.

Tęsknota za dotykiem

Dotyk to najważniejsze ze wszystkich luster. Jeden dotyk może powiedzieć o człowieku bardzo wiele. Za pomocą jednego gestu możesz rozpocząć jasną i otwartą komunikację z drugą osobą i przekazać jej to, co trudno wyrazić słowami. Kiedy kogoś dotykasz i czujesz jego ciało, jest to również moment, w którym on sam siebie czuje – czytamy w „Świadomej spontaniczności” Ruthy Alon. Dotyk pozwala doświadczyć w pełni prawdziwego siebie. Dzięki niemu czujesz, że jesteś odrębną indywidualnością. W autentycznym dotyku możesz zjednoczyć swoją głowę, serce i ciało. On określa istnienie fizyczne i emocjonalne. W wielu sytuacjach intuicyjnie dotykamy samych siebie i naszych bliższych, np. kiedy coś nas boli albo pragniemy okazać wsparcie czy sympatię. Dotyk pomaga złagodzić lęk i depresję. Jest najlepszym sposobem na rozładowanie nagromadzonego napięcia.

Większość z nas odczuwa tęsknotę za dotykiem, ale i lęk przed nim, bo dotyk to najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt pomiędzy dwojgiem ludzi. Jeśli w dzieciństwie byłaś dotykana jedynie w określonym celu, np. w trakcie karmienia czy przy zmianie pieluchy, nie czujesz w pełni swojego ciała, nie czujesz się w nim jak w bezpiecznym domu, tęsknisz za czymś, czego nigdy nie dane ci było doświadczyć. Jeśli twoje ciało pamięta dotyk głównie jako zranienie czy odrzucenie, nie jesteś w stanie przyjąć ani ofiarować miłości, czułości i akceptacji. Zdarza się, że twoja skóra jako podstawowy narząd czucia i kontaktu ze światem – choruje (alergie, nadwrażliwość, zaburzone czucie temperatury). Może nawet składasz deklaracje o miłości, przyjaźni, ale one są „z głowy”, podczas gdy twoje ciało zamiera w kontakcie z dotykiem drugiego człowieka. Możesz dotykać kogoś, nie dotykając, ściskać czyjąś dłoń, nie będąc w autentycznym kontakcie. Ponieważ, żeby prawdziwie kogoś dotknąć, musisz przenieść duszę w swoją rękę, stać się swoimi palcami, swoją dłonią. Tylko wtedy możesz naprawdę dotykać i czuć dotyk.

Niezaspokojona potrzeba dotyku nigdy nie umiera. Bywa, że popycha w kompulsywny seks, przemocowe związki, samookaleczenia ciała, rozmaite uzależnienia albo prowadzi do gabinetu terapeuty.

Pokaż, że jestem dla ciebie ważna

Czy można wyrazić akceptację, uważność, empatię, troskę i czułość jedynie za pomocą słów? To pytanie, które zadawałam sobie przez lata, stosując się do zakazu terapii klasycznej, zgodnie z którym nie wolno mi było dotykać pacjenta. Uważne słuchanie, potakiwanie, parafrazowanie słów pacjenta, podczas gdy czułam, że wystarczyłby jeden czuły gest, było jedną wielką „ściemą”. Odważyłam się przełamać terapeutyczne tabu i zaczęłam współpracować z terapeutą manualnym. Miałam szczęście. Spotkałam rehabilitanta, który uzdrawia dotykiem.

Iza trafiła do mnie z symptomem guli w gardle i duszności w klatce piersiowej – mówi Jacek Sobol, rehabilitant, terapeuta manualny. – Patrzyłem na tę kobietę, która siedziała naprzeciwko mnie skulona, z zamkniętą klatką piersiową, łapiąc oddech jak ryba wyrzucona na brzeg, z trudem hamując łzy. Zaciśnięte szczęki uniemożliwiały jej mówienie. Słowa nie były potrzebne. Czułem jej cierpienie. Intuicja podpowiedziała mi, że pacjentka nie jest w stanie położyć się na stole, bo to zaburzy jej poczucie bezpieczeństwa. Podszedłem do niej i moje dłonie same odkryły ten gest: jedną z nich położyłem na jej czole, drugą z tyłu, powyżej potylicy. Zamknąłem oczy i zacząłem spokojnie oddychać. Oddech pacjentki również zwolnił, powoli dostosowywał się do mojego rytmu. Jej napięcie powoli zaczęło puszczać. Usłyszałem jej cichy płacz, a potem westchnienie ulgi. Przez całą sesję jedynie trzymałem ręce na jej głowie, nie wydarzyło się nic więcej. Następnego dnia przysłała mi SMS-a, że dziękuje za czułość i troskę, że właśnie tego potrzebowała. Gula w gardle się rozpuściła, a duszność ustąpiła.

Dotyk to najbardziej bezpośredni i łatwy do odczytania sposób komunikowania się ciała z ciałem. Uważnemu terapeucie pozwala poczuć napięcia w ciele pacjenta, ustawić ciało w innej niż zwykle pozycji, rozluźnić mięśnie, dotrzeć do zamrożonych uczuć.

Kiedy dotykam pacjenta, czuję, czy jest w głowie, czy w ciele – tłumaczy Jacek Sobol. – Jeśli pacjent jest wyłącznie w głowie, nie czuje swojego ciała, ale nie potrafi też odczytać intencji mojego dotyku. Dotykając pacjenta, często zadaję pytania: „Opisz, co czujesz, kiedy cię dotykam?”. Bywa, że pacjenci nie rozumieją pytań albo odpowiedź budzi ich wstyd czy lęk. Pacjent, który pojawia się kierowany bólem i pragnie jedynie, żeby zdjąć z niego ten ból, to tzw. powracający pacjent. Znika, kiedy poczuje się lepiej i wraca jak bumerang, ilekroć ból się odnowi. Ciało takich pacjentów przy pomocy bólu dopomina się o czułość, troskę, zainteresowanie czy bycie ważnym.

Zdarzają się pary, którym należy pokazać, jak przytulać się z miłością, w jaki sposób integrować oddechy, jak oswoić lęk przed dotykaniem. To smutne, ale w dzisiejszym świecie większość z nas cierpi na głód dotyku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze