fbpx

Dobre nawyki: Nie narzekam

myslenie pozytywne
123rf.com

Czyli ukierunkowuję swoje myśli na szukanie rozwiązań zamiast problemów. Co nie znaczy, że nie mówię, że bywa źle. Bywa, ale na szczęście umiem sobie z tym poradzić. Z psycholog Dorotą Hołówką rozmawia Joanna Olekszyk.
Wielu z nas uważa, że jak człowiek sobie trochę ponarzeka, to od razu zrobi mu się lepiej. Pani zachęca do powiedzenia narzekaniu: „STOP”

…ale czym innym jest wyrzucenie z siebie myśli i wyrażenie smutku, a czym innym narzekanie. Jest różnica pomiędzy opowiedzeniem pewnej historii – bo to oczyszcza, a mówieniem w kółko o tym, że jest nam źle – bo to zatruwa. Akcja „Powiedz STOP narzekaniu” jest kontynuacją akcji „Wybieram dobre myśli”, którą zorganizowaliśmy w Stowarzyszeniu Nowej Psychologii cztery lata temu. Nowe hasło miało odświeżyć trochę ideę pierwszej akcji. Przesłanie jest bardzo podobne: kiedy zaczniemy myśleć pozytywnie, a nie negatywnie, nasze życie ulegnie zmianie. Na lepsze.

Jak rozumiem, po tylu latach nie narzeka pani w ogóle?

Od czasu do czasu zdarza mi się, przyznaję. Ale wtedy inni szybko mi na to zwracają uwagę (śmiech). Najczęściej robi to moje dziecko. Tak jak ostatnio, gdy zdarzyło mi się narzekać na jego zachowanie w szkole. Ale pani pytanie przywołuje ważną kwestię. Otóż największym błędem w myśleniu o idei życia bez narzekania jest przekonanie, że chodzi tu o to, by w ogóle nie mówić, że jest nam źle, smutno czy że czujemy złość. Przyznawanie się do trudnych emocji, głównie do złości i smutku, jest niezmiernie istotne. Jest podstawą do dalszego rozwoju, do odczuwania radości z życia, bo jeśli wypieramy trudne emocje, nie będziemy mogli być szczęśliwi. Smutek i złość, odrzucone, będą czaić się pod każdą radosną myślą. W momencie, kiedy zaakceptujemy smutek, pojawi się w nas melancholia, która nie ma jednak nic wspólnego z depresją czy czarnowidztwem, a jest rodzajem wewnętrznego spokoju. Z kolei kiedy zaakceptujemy złość, doda nam ona dzikości, seksualności. To jest niesamowite, ale kiedy już wypłaczemy się i wykrzyczymy, te początkowo negatywne emocje będą miały dla nas taką właśnie niespodziankę – wartość dodatkową. Dlatego ideą akcji nie jest niewyrażanie smutku i złości. Chodzi o to, by myślenie o problemach nie wchodziło w nawyk na tyle, by nie widzieć ich rozwiązania.

Czasem jednak rzeczywiście nie sposób znaleźć wyjścia z trudnej sytuacji. Kiedy, w jakim momencie, takie myślenie staje się dla nas zgubne?

Wtedy, kiedy mówimy, jak nam źle i smutno, ale nie ma w nas żadnej chęci, by zmienić ten stan rzeczy. Kiedy szukamy dowodów potwierdzających tezę, że jest źle. Narzekanie staje się wtedy nawykowym reagowaniem na rzeczywistość. Odbieramy sobie sprawczość i kontrolę nad życiem. Najlepszym dowodem na to, jak może się zmienić samopoczucie i relacje z innymi, gdy zrezygnujemy z narzekania, są historie osób, które tego dokonały.

Jaka jest ta pierwsza zmiana, którą zauważamy?

Pierwszą „nagrodą” jest wewnętrzny spokój. Dla wielu osób, którym mówię, że tak właśnie się stanie w ich życiu, gdy dokonają zmiany, spokój oznacza nudę, nicnierobienie, brak lęku, który by motywował do działania. Uświadomienie sobie, że za tym spokojem idzie inny rodzaj działania, to pierwszy krok do zmiany. Pojawia się bowiem działanie motywowane radością. Czyli nie uciekam od czegoś złego, ale dążę do czegoś dobrego, do spełnienia marzeń, celów. Staję się panem swojego życia, to ja kreuję swoją rzeczywistość.

A jeśli zwala nam się na głowę masa problemów?

Narzekanie to pierwszy odruch, który – jak sądzimy – przyniesie ulgę…

Bardzo często jest tak, że nie możemy zmienić rzeczywistości, bo wymagałoby to od nas bardzo dużego wysiłku i zabrałoby sporo czasu, a efekt i tak byłby mizerny. Jedyne, co możemy wtedy zrobić, to zmienić swój stosunek do sytuacji, jakie się nam przydarzają. Czyli spróbujmy na początek uchwycić, co tak naprawdę nas denerwuje i czy jest to powód wart tego, by dawać się wyprowadzić z równowagi. Jeśli tak, to proponuję wziąć parę oddechów i zadać sobie pytanie: „Co w tej sytuacji mogę zrobić najlepszego?”. W tym momencie podświadomość przekierowuje tryb myślenia na poszukiwanie rozwiązania sytuacji. Nawet jeśli odpowiedzi nie przychodzą od razu – chociaż one się pojawiają, tylko my nie zawsze je zauważamy lub nie jesteśmy gotowi je dostrzec – to przynajmniej nasza uwaga zostaje ukierunkowana.

Właściwe pytanie to kluczowa sprawa. Nie: „Dlaczego znów mnie to spotyka?”, tylko: „Co mogę zrobić?”. Czasem jedyną słuszną odpowiedzią jest: „Popłakać sobie”. Ale to już zawsze coś. Jak już się wypłaczemy, możemy zadać sobie pytanie: „Czy jest jakiś pozytywny wymiar tej sytuacji?”. I to, chcąc nie chcąc, przekierunkuje myślenie właśnie na pozytywy. Momentalnie zmieni się nasz stan emocjonalny, a wtedy nastąpi zmiana w ścieżkach neuronalnych i nagle zaczniemy doszukiwać się tych pozytywów we wszystkim, co nas spotyka.

Kiedy na trwałe zmieni się nasz sposób myślenia?

Z doświadczeń wynika, że po miesiącu intensywnej pracy nad zmianą myśli wchodzi nam to na stałe w nawyk. Po tym czasie nawet nie będziemy musieli wysilać się, by znaleźć pozytywy sytuacji, w której sąsiad nad ranem postanawia rozpocząć remont mieszkania – po prostu nas to rozśmieszy, zamiast zirytować.

Czy pomocne może się okazać także otaczanie się ludźmi o pozytywnym nastawieniu do świata?

Owszem, choć może się okazać, że wcale nie będziemy musieli się o to specjalnie starać. Zawsze powtarzam, że pierwszym symptomem zmiany są ludzie, którzy nas otaczają. Zaczynamy dostrzegać tych pozytywnych i oni w niewytłumaczalny sposób do nas lgną. Natomiast ci, którzy czas spędzają głównie na obmawianiu innych i narzekaniu, nagle omijają nas szerokim łukiem. Pojawiają się wspierające, wesołe rozmowy. I dzieje się to w sposób bardzo płynny, naturalny, delikatny. To symptom tego, że zaszła w nas zmiana. Oczywiście, jeśli była prawdziwa i trwała, bo jeśli tylko chwilowa, to jeden wampir energetyczny od nas odejdzie, a kolejny przyjdzie.

Może się zdarzyć, że pod naszym wpływem inni rozpoczną w sobie zmianę?

Tak, ale jest jeden warunek – nie możemy na nich świadomie wpływać. Osoby, które zaczynają pracować nad sobą, zwykle popełniają jeden podstawowy błąd – wypominają innym, że tego nie robią. Takie postępowanie prowadzi tylko do tego, że ludzie się od nas oddalają, mówiąc, że zapisaliśmy się chyba do jakiejś sekty (śmiech). A w zmianie chodzi o to, żeby zaakceptować inny punkt widzenia, być raczej przykładem niż nauczycielem, ufać ludziom i widzieć w nich to, co dobre, a nie to, co jest do naprawy. Nie oceniać, bo to zawsze zamyka.

Z całego serca polecam praktykę wdzięczności. Oczywiście, bardzo istotne jest jej wyrażanie, czyli dziękowanie i chwalenie innych, ale w głównej mierze chodzi tu o poczucie wdzięczności – do świata, do ludzi. Żałuję, że nie ma na to twardych dowodów, ale proszę mi wierzyć, że wdzięczność czyni w życiu cuda.

Jak pomóc przyjaciółce, która właśnie narzeka, że nic jej w życiu nie wyszło?

Na pewno nie mówić jej: „Przestań tak narzekać, musisz nastawić się pozytywnie” ani: „Przecież jesteś taka ładna, inteligentna i bardzo utalentowana”, tylko delikatnie, pytaniami, ukierunkować ją na poszukanie tego, co jej się w życiu udało. Zmotywować do zmiany myślenia.

Dorota Hołówka, psycholog, pedagog, international coach ICC, założycielka Stowarzyszenia Nowej Psychologii, felietonistka SENSu.