fbpx

„Dziękuję, idę dalej”, czyli jak odciąć się od wpływu rodziców i zacząć żyć swoim życiem

Dziękuję, idę dalej. Jak niwelować wpływ rodziny?
fot. iStock

Od dorosłego dziecka nie wymaga się posłuszeństwa wobec rodziców, ale szacunku. A to znacząca różnica – podkreśla psycholożka Agnieszka Malczewska-Gortych. Jak zatem niwelować wpływ, jaki ma na nas rodzina pochodzenia, jednocześnie nie odcinając się od niej i będąc świadomym swoich korzeni?

Zacznę przewrotnie: czy hasło „uwolnij się od wpływu rodziców i zacznij żyć swoim życiem” ma sens? Przecież wszystko, nad czym w życiu i na terapii pracujemy, jest jakoś powiązane z tym, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie, z tym, co wynieśliśmy z rodziny pochodzenia.
To zależy, jak rozumiemy to zdanie, jak definiujemy ten wpływ. Dla niektórych może on oznaczać coś bardzo oczywistego, bo zinterpretują uwalnianie się od wpływu rodziców wprost: jako życie po swojemu, według własnego scenariusza, a nie pod dyktando rodziców, którzy się we wszystko wtrącają. Myślę jednak, że wielu z nas ten termin rozumie głębiej – jako nasze skrypty z dzieciństwa, podświadome przekonania wyniesione z domu rodzinnego albo jako zjawisko tzw. przymusu powtarzania. Jesteśmy świadomi, że wychowanie i wpajanie nam pewnych zasad przez rodziców lub opiekunów jest sza- lenie istotne. Często wpływ jest też rozumiany jako oddziaływanie na nasze dorosłe życie dysfunkcji rodzicielskich, traum z dzieciństwa i innych aspektów, które sprawiają nam psychiczny ból, są niewygodne i nie pozwalają szczęśliwie żyć. W takiej sytuacji uwolnienie oznacza, że szukamy ratunku, drogi do własnego szczęścia, ucieczki od tego, co określa się jako cień rodzica w dorosłym życiu.

Ale czy wpływ każdego rodzica wymaga tego, byśmy się od niego uwolnili? Rozumiem rodzinę pochodzenia, która wywołuje w nas wspomniany przez ciebie stres czy ból; istnieją jednak rodzice pełni miłości, dający dzieciom komfort i wsparcie. A może to jest tak, że te dwie rzeczywistości zawsze, w każdej rodzinie, współistnieją?
Wśród psychologów popularne jest żartobliwe powiedzenie: „Nie ma ludzi niezaburzonych, są tylko jeszcze ci niezdiagnozowani”. A na poważnie: we wpływie nie chodzi o to, czy przeżywaliśmy w dzieciństwie traumy, a nasz dom był miejscem nieprzyjemnym, ale o to, jak bardzo rodzice czy opiekunowie oddziałują na nasze obecne życie i jak sobie z tym radzimy; czy jest to coś, co nas buduje w dorosłym życiu, czy rujnuje. To oczywiste, że rodziny upośledzone, patologiczne mają ogromny, najczęściej niszczący wpływ na dziecko, które potem wchodzi w dorosłość. Jednak także w tych rodzinach, w których rodzice zapewniali dzieciom atmosferę miłości i wsparcia, w relacji rodzic dziecko może się pojawiać jakiś aspekt stanowiący znaczący problem dla człowieka już dorosłego. Może to być sposób rozwiązywania konfliktów, metoda komunikacji, podejście do zarabiania pieniędzy, wyznawany system wartości, budowanie relacji damsko-męskich. W tej ostatniej kwestii warto dodać, że – jak wskazuje słynna amerykańska terapeutka rodzin Virginia Satir – na charakter rodzinnej homeostazy znacząco wpływają relacje małżeńskie. Stanowią one pewną oś, wokół której kształtują się wszystkie pozostałe relacje rodzinne. Satir mawiała, że partnerzy czy małżonkowie są architektami rodziny. Bolesna relacja małżeńska owocuje zwykle rodzicielstwem w jakiś sposób dysfunkcyjnym, choćby było pełne miłości i oddania.

Kiedy wpisywałam w wyszukiwarce hasło „jak się uwolnić od wpływu rodziców”, praktycznie zawsze pojawiały się artykuły o rodzicach toksycznych. Wnioskuję, że spotyka się ich dużo częściej, niż chcielibyśmy w to wierzyć – i całkiem daleko im do potworów!
Uśmiecham się, słysząc to pytanie, bo wiąże się z początkami mojego zainteresowania psychologią. Gdy byłam w liceum, dostałam od mamy książkę „Toksyczni rodzice” Susan Forward, która jako pierwsza sformułowała termin zawarty w tytule swojej pracy. Przeczytałam jednym tchem i… wiedziałam już, jaki zawód wybiorę w przyszłości. Być może także dlatego, że toksyczne rodzicielstwo jest szalenie złożonym i naprawdę fascynującym tematem. Susan Forward pokazała, że chora relacja rodzica z dzieckiem nie polega tylko na przemocy, alkoholizmie czy molestowaniu seksualnym. Toksyczny rodzic to ten, który w jakiś sposób manipuluje dzieckiem, „wpuszcza toksynę”. Może to wyrażać się na rozmaite sposoby: przez warunkowanie miłości, poniżanie, narzucanie zdania krzykiem, ale także przez nadopiekuńczość. Zachowania te nie są u rodzica intencjonalne, a wynikają właśnie z tego, o czym dziś rozmawiamy – z jego trudnych relacji z własnymi rodzicami, z dzieciństwa. Naszym dzieciom dajemy najczęściej to, co sami wcześniej dostaliśmy lub czego się nauczyliśmy.

Ale może – choć zauważamy wpływ – nie zawsze trzeba się od niego uwalniać, jak od wspomnienia czegoś traumatycznego, tragicznego. Może po prostu wystarczy zrozumieć, gdzie kończą się oni, czyli rodzice, a gdzie zaczynamy my?
Australijski psycholog David Field w swojej książce „Osobowości rodzinne” napisał, że przeznaczeniem tych, którzy lekceważą historię, jest popełnianie dawnych błędów. To bardzo mądre słowa. Rodziny, z których pochodzimy, zawsze mają istotny wpływ na nasze dorosłe życie i na nasze relacje rodzinne. Powielamy wzorce zachowań rodziców w kontekście związku małżeńskiego czy partnerskiego, a także w kontekście wychowywania dzieci. Dobrze, jeśli ten wpływ jest pozytywny, budujący nas, zapewniający obfitość w relacjach. Ale bywa, że jest to wpływ negatywny, który nam nie służy, który rujnuje nasze relacje. Jak pisze Field, nie trzeba mówić o uwolnieniu, o które pytasz, ale o tym, by stawić czoło przeszłości, by tę przeszłość zrozumieć. Przyjrzenie się naszym relacjom z rodzicami, czy szerzej – naszej rodzinie pochodzenia, pomaga zrozumieć to, jak dziś kształtują się nasze uczucia i relacje z ludźmi. Może stanowić przyczynek do wielu pozytywnych zmian, a z całą pewnością zwiększy naszą samoświadomość.

Wspomniałaś o negowaniu, a mnie przypomniała się historia z mojej własnej psychoterapii. Powtarzałam prowadzącemu, że za żadne skarby świata nie chcę i nie mogę powtórzyć wzorców zachowań zaobserwowanych u moich rodziców. Usłyszałam wtedy od niego, że całkowite odwrócenie od korzeni jest kolejną formą uwikłania w trudną relację. Jakie zachowanie będzie więc dążeniem do prawdziwej dojrzałości i niezależności?
Co to oznacza, że mamy spojrzeć w naszą rodzinną przeszłość? Czy rozpamiętywanie? Nie. Oznacza to, jak już powiedziałam, PRZYJRZENIE SIĘ jej i pogodzenie się z faktem, że rodzina pochodzenia jest integralną częścią nas, że jest podstawą naszego życia. Nawet jeśli jako dorośli ludzie zanegujemy tę rzeczywistość i nie będziemy do niej świadomie wracać, uznając, że odrzucamy wpływ rodziców na nasze życie – to najprawdopodobniej w nowych rodzinach i tak będziemy funkcjonować w sposób, w jaki zostaliśmy zaprogramowani przez rodziców. W tym procesie przyglądania się i pojmowania pewnych zależności bardzo pomaga psychoterapia. To, co uda nam się zaobserwować, a potem zrozumieć, przepracować i ewentualnie zmienić, będzie miało wpływ na nasze relacje; na to, jak wychowujemy dzieci, jakimi jesteśmy małżonkami, przyjaciółmi, ale też pracownikami czy szefami. Wzorce rodzicielskie są na tyle silne, że przekładają się później na różne obszary dorosłych relacji.

To chyba rozwiązanie idealne: obserwacja własnej przeszłości pod okiem doświadczonego terapeuty, który zwróci naszą uwagę na istotne elementy. Gorzej, gdy w stawaniu w kontrze do rodziny pochodzenia najważniejsza staje się nie tyle niezależność, ile robienie rodzicom na złość – jakby priorytetem nie było osiągnięcie spokoju i zadowolenie z życia, a raczej ukaranie ojca czy matki.
W tym robieniu na złość tkwi właśnie próba uzyskania niezależności! Dla niektórych zanegowanie własnego rodzica jest sposobem na uwolnienie się. Jednakże zgadzam się z tobą, że często bardziej przypomina ucieczkę lub wręcz odwet na rodzicach – a wtedy nie buduje się niczego konstruktywnego. Z zanegowaniem autorytetu rodziców w sposób naturalny łączy się okres dojrzewania, kiedy młody człowiek próbuje budować swoją niezależną tożsamość dorosłego. W prawidłowym rozwoju to odrzucenie autorytetu rodzica i bunt wobec niego mija wraz z nadejściem dorosłości. Oczywiście nie u każdego przebiega to tak książkowo. Przychodzą mi na myśl liczne sylwetki ze świata show biznesu, choćby postać Michaela Jacksona. Jego próba zanegowania swojego dzieciństwa i postawy, jaką miał wobec niego ojciec, zaowocowała mocno zinfantylizowanym życiem, próbą nieustannego rekompensowania sobie braku dzieciństwa, a nawet radykalnymi zmianami w wyglądzie fizycznym, pokazującymi skrajny brak akceptacji rodziny pochodzenia. Czy był szczęśliwy? Tego oczywiście nie wiemy; wielu z nas, czytając informacje w mediach, stwierdzi jednak zapewne, że nie, choć w kategoriach materialnych gwiazdor miał przecież absolutnie wszystko. Negowanie nie uczyni nas wolnymi, zaprzeczanie rodzinie pochodzenia nie ułoży nam zdrowych relacji. Konieczna jest praca nad obszarami, które w naszym życiu kuleją, i, przede wszystkim, rodzaj zgody na to, że właśnie z takiej, a nie innej rodziny pochodzimy; że mieliśmy takich, a nie innych rodziców.

Buddyści mówią wręcz: „Masz dokładnie takich rodziców, jacy potrzebni są dla rozwoju twojej duszy”. Z drugiej strony – w naszej kulturze, związanej przecież z religią chrześcijańską, jednym z kodów, który zostaje w nas zapisany od najmłodszych lat, jest przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Wielu z nas obawia się podskórnie, że działania mające na celu uwolnienie się spod wpływu rodziców stoją z nim w sprzeczności. Jak widzisz to ty jako psycholożka?
Cóż, w Biblii padają też słowa: „Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (List do Kolosan, 3, 21). Przykazanie, które zacytowałaś, wiąże się z szacunkiem wobec rodziców. Nie oznacza jednak, abyśmy się z nimi we wszystkim zgadzali i akceptowali ich zachowania bezkrytycznie. To raczej poszanowanie ich roli w rodzinie, wdzięczność za ofiarowanie nam życia. Dla mnie szanowanie rodziców w dorosłym życiu to słuchanie tego, co chcą przekazać, branie pod uwagę ich zdania, ale także mądra konfrontacja z nimi, gdy uważamy to za słuszne. Rodzice mogą być dla nas ważną inspiracją, a relacje z nimi, szczególnie jeśli bywają trudne – bodźcem do rozwoju. Od dorosłego dziecka nie wymaga się posłuszeństwa, ale szacunku. To znacząca różnica. Buddyści z kolei odwołują się do tego, że wszystko w naszym życiu może nas kształtować, być drogą do rozwoju. Odpowiada to spojrzeniu na swoje doświadczenia jako pewną szansę, dar. Trudno oczywiście o tym mówić, gdy wychodzi się z rodziny pełnej cierpienia czy przemocy. A jednak nawet w tak skrajnych przypadkach znajdują się osoby, które potrafią zamienić dramaty w wartość, zrewolucjonizować swoje życie, a nawet pomagać innym znajdującym się w podobnej sytuacji. Gdy rozpoczęłam studia psychologiczne, mama często powtarzała mi, że problemy i cierpienie, które, jak każdy człowiek, przeżywam, dane mi są po coś. Że dzięki własnemu przeżywaniu i doświadczaniu lepiej zrozumiem innych cierpiących w swojej pracy. Miała w tym dużo racji – to, co sami prze- żyjemy, możemy przekuć w praktyczną wiedzę i doświadczenie. Dotyczy to także trudności w relacjach z rodzicami.

Cóż, zdarza się, że mimo naszych wysiłków relacja z rodzicami pozostaje niezdrowa i niesatysfakcjonująca. Czy w takiej sytuacji możliwe jest szczęśliwe życie?
Nie możemy oczekiwać, że zmienimy rodziców – ani jakiegokolwiek innego człowieka. Mamy jednak wpływ na siebie. Bycie szczęśliwym w życiu nie polega na zmianie naszego otoczenia, ale raczej na zmianie nas samych, w środku. Odnosząc tę prawdę do relacji z rodzicami, podam ci prosty przykład: jeśli rodzic, mimo naszych sprzeciwów, mówi drażniące, oceniające komunikaty pod naszym adresem, to od nas zależy, jak na nie zareagujemy, na ile weźmiemy je do siebie, na ile podważą one nasze poczucie wartości. Jako dzieci nie umieliśmy się psychicznie obronić; jako dorosły człowiek mamy już wiedzę, mądrość, dostępne narzędzia i specjalistów, aby sobie pomóc.

Agnieszka Malczewska-Gortych, psycholożka, ekspertka Centrum Pomocy Osobom Poszkodowanym. Pracuje z osobami po ciężkich wypadkach, wspiera programy aktywizacyjne w zakresie pomocy psychologicznej, angażuje się w programy dla osób wykluczonych społecznie i zawodowo. Pracuje w konwencji Gestalt.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>