fbpx

Konflikt wewnętrzny – ile postaci mieści się w jednym człowieku?

Konflikty wewnętrzne – ile części mieści się w jednym człowieku?
W ramach naszej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci. Czasem każda z nich pragnie czegoś zupełnie innego - wtedy mamy konflikt wewnętrzny. (Fot. iStock)

W ramach naszej osobowości kryje się wiele wewnętrznych postaci. I czasem każda z nich pragnie czegoś zupełnie innego – wówczas mamy do czynienia z konfliktem wewnętrznym. Z Agnieszką Wróblewską, psychoterapeutką z Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, rozmawia Aleksandra Nowakowska.

Dlaczego człowiek doświadcza konfliktów wewnętrznych?
Bo człowiek nie jest monolitem. Mamy określoną osobowość, ale w jej ramach dużo aspektów, tak jakby wiele różnych wewnętrznych postaci. To wspaniałe, bo to oznacza, że mamy bogatą, ciekawą osobowość. Czasem jednak te nasze kawałeczki chciałyby wędrować w zupełnie inne strony. To też może być fajne, bo wówczas zmieniamy się, rozwijamy. Trudności pojawiają się, kiedy nasze wewnętrzne osoby działają w sposób nieświadomy. Wtedy ktoś przychodzi do psychologa i mówi na przykład: „Tyle razy próbowałam zakończyć swój związek, ale za każdym razem mi się nie udaje”. Bo co z tego, że kawałek mi znany podjął decyzję o rozstaniu, jeśli drugi ma zupełnie inny pomysł na moje życie. Trzeci z kolei siedzi cicho, ale jest przerażony wizją samotności i straszy nas z ukrycia.

Jakie konflikty wewnętrzne najczęściej miewamy?
Konflikty wewnętrzne mamy od rana do wieczora, a w bardzo interesujący sposób przejawiają się też w naszych snach. Są przeróżne – od takich „czy chcę iść dzisiaj na kawę czy do kina” poprzez „czy mam wziąć kredyt czy nie”, po „czy mam zmienić pracę” albo „czy chcę wychodzić za mąż”. To są rzeczy, które immanentnie wynikają z naszej natury. Są takie cudowne momenty w życiu, kiedy jesteśmy cali za czymś. Całą sobą czujemy, że to ten mężczyzna, że chcę kupić to mieszkanie albo koniecznie muszę zmienić pracę. Najważniejszy jest ten jeden kawałek, który w tym momencie na przykład pragnie zmiany. I cała nasza energia nakierowana jest na tę zmianę, a wszelkie niepokoje, wątpliwości znikają lub są w tle, ale czujemy, że nad nimi panujemy. Jednak przez większość życia jesteśmy pomiędzy.

Z czego wynika, że jeden człowiek ma w sobie tyle różnych aspektów?
Z całego bogactwa osobowości. Z tego na przykład, że nie jesteśmy tylko spokojną zorganizowaną kobietą nastawiona na jeden cel, jakim jest wychowanie potomstwa, bo czasem okazujemy się kimś szalonym, żeby za jakiś czas poczuć się jak przestraszone dziecko. I to jest super, nie nudzimy się sobą. Nasze poszczególne kawałki pomagają nam radzić sobie z różnymi sytuacjami w życiu.

Kiedy nasze wewnętrzne postacie przysparzają nam problemów?
Kłopot się robi wtedy, kiedy pewnych postaci nie chcemy przyjąć. Kiedy się uprę na przykład, że jestem silną, zmotywowaną i zdyscyplinowaną kobietą, a wychodzi ze mnie coś słabego, delikatnego. Nie chcę tego i postanawiam sobie, że tego nie będzie.

To chyba częsty konflikt. Jak sobie z nim radzić?
To kwestia skali. Jeśli ta słabość jest czymś, czego nienawidzę i zaczynam cierpieć, wtedy wyjściem może okazać się pójście do terapeuty. Po to, żeby zobaczyć skąd się bierze we mnie postawa, która uznaje, że nie mogę sobie pozwolić nawet na cień słabości. Często w takich sytuacjach natrafiamy na bardzo złe doświadczenia z przeszłości związane z siłą. Ktoś kiedyś używał przeciwko mnie siły i to mnie nauczyło, że nigdy nie można być słabym. Bo dopóki jestem po stronie siły, nikt mnie nie skrzywdzi. Gdy przejdę na stronę słabości, zaraz mogę oberwać.

Czyli warto uświadomić sobie, jakie mamy w sobie subosobowości?
Warto zrobić sobie czasem trochę więcej miejsca na inną mnie.

To wcale nie musi być proste.
Czasami jest bardzo trudne. Czasami dużo czasu upłynie, zanim zobaczymy i poczujemy tę drugą stronę. Nic dziwnego, bo skoro zawsze jestem po jednej stronie, trudno mi tamtą dostrzec. Często tą ukrytą część pokazują nam konflikty zewnętrzne. Kiedy ktoś przychodzi i mówi: „Zrób coś ze swoją pracą, bo pracujesz poniżej swoich możliwości” i ja reaguję na to emocjonalnie, to znaczy że mam konflikt wewnętrzny wokół tego. Albo mam jedno dziecko i reaguję strachem, gdy słyszę od teściowej „Wychowasz samotnika”.

I co dalej?
Warto poszukać, kto we mnie i dlaczego chce mieć jedno dziecko a kto dwoje. Czy drugie dziecko chce urodzić kobieta, która naoglądała się reklam margaryny, w których zawsze wpadają do kuchni uśmiechnięci chłopiec i dziewczynka? Czy to jest kobieta, która ma poczucie, że wokół dzieci jest dużo fajnej energii i potrzebuje tego? Czy może jest to kobieta, która więcej czasu chce spędzać w domu? A kto chce mieć jedynaka? Kobieta, która chciałaby mieć więcej przestrzeni na takie obszary życia jak praca, rozwój osobisty czy bycie z partnerem? Czy może matka, która boi się, że nie będzie potrafiła kochać drugiego dziecka, tak jak pierwszego lub nie sobie rady z dwójką dzieci? Czasami te informacje już wystarczają, bo odkrywają się pewne karty, które znajdowały się pod spodem. Czasami następnym krokiem jest negocjacja między tymi dwiema, dwiema czasem nawet trzema stronami.

Z tym jest cały problem. Konflikty wewnętrzne często biorą się stąd, że mocno stoimy po jednej stronie, którą wspiera nasza kultura, nasi rodzice, nasze doświadczenia życiowe. Mogę na przykład nie chcieć mieć drugiego dziecka, ale jak widzę, że ani moja matka, ani babka nie miały jedynaków, skłaniam się jednak do takiej decyzji, bo po prostu w mojej rodzinie zawsze tak było. Jak rozpoznać, którą z tych stron posłuchać?
Takich przekonań mamy bardzo wiele, nie zawsze są one świadome, po prostu: u nas w rodzinie dzieci są zawsze najważniejsze, albo kobieta powinna zawsze liczyć na siebie, albo to mężczyzna powinien utrzymywać całą rodzinę. Dobrze jest zbadać swój system przekonań wokół konfliktowej sprawy, poznać jego pochodzenie i zobaczyć jak się to ma do mnie, mojego aktualnego życia, mojej sytuacji. Może się zdarzyć, że hołdujemy pewnym przekonaniom, które niewiele mają wspólnego ze mną, np. moja matka być może nie mogła na nikogo liczyć, ale ja mam wokół siebie bliskich ludzi, którzy już wielokrotnie dali dowód tego, że w trudnej sytuacji nie jestem sama. Inny przykład: boję się zmiany zawodowej, kurczowo trzymam się swojej posady, chociaż jej nie lubię, nie dostrzegając, że zawsze dobrze radziłam sobie w każdej nowej pracy, ale jestem wierna rodzinnej mądrości, że jak się coś ma, to trzeba się tym cieszyć i nie sięgać po więcej.

Jak to zobaczymy, to się dowiemy, czego tak naprawdę chcemy?
Tak i troszkę się rozluźnimy. Zmieni się perspektywa. Bo skoro uświadomię sobie, że mój strach przed zmianą pracy to nic innego, jak efekt atmosfery w moim rodzinnym domu, to może łatwiej dam miejsce tej mnie, która ma odwagę do nowego i wcale nie ma zamiaru rezygnować ze swoich aspiracji i sięgania po więcej.

W jaki sposób konflikty wewnętrzne przekładają się na zewnętrzne?
Zazwyczaj automatycznie. Jeśli ciągle kłócimy się o jakąś sprawę ze swoim partnerem, jest to sygnał, że podobny konflikt jest w nas. Bo jeśli mam absolutne przekonanie, że coś jest dla mnie ważne i ja tak chcę, to wtedy to, że on ma inne zdanie, nie stanowi dla mnie problemu. Wtedy albo uznaję, że to jest sprawa nie do dyskusji, albo rozmawiamy o tym, ale nie ma wokół tego emocjonalnego zamieszania. Może być na przykład smutek, że mamy inne zdania na dany temat, ale nie ma ciągłego napięcia.

Zatem źródeł naszych konfliktów z ludźmi należy szukać w sobie?
Na pewnym poziomie tak, ale to jest tylko połowa prawdy. Często po prostu trzeba skonfrontować się z drugą osobą, mocno stanąć za sobą. Buddyjska maksyma „Zacznij od siebie” nie zawsze zdaje egzamin. Czasem trzeba powiedzieć mężowi czy koleżance, że to czy tamto mi się nie podoba. Dobrze jest mieć, oczywiście, świadomość jak to się ma do moich aspektów wewnętrznych, ale to nie zmienia faktu, że trzeba również coś zrobić w rzeczywistości zewnętrznej.

Nasze konflikty wewnętrzne wpływają silnie na związki. Lepiej starać się je rozwiązywać zanim przerodzą się w zewnętrzne?
Trzeba jednak liczyć się z tym, że jak już rozwiążę swój konflikt wewnętrzny, mogę mieć kolejny konflikt zewnętrzny, który będzie reakcją na nową mnie. Bo jeśli na przykład partner podważa moje poczucie wartości i ja stanę mocno za tym moim kawałkiem, który mówi mi, że dam sobie z czymś radę i to zrobię, to zmienia się cała konstelacja między nami. Partner nagle staje przed czymś nowym i nie wiadomo, jak to wpłynie na cały układ.

Może lepiej znać nawzajem swoje konflikty wewnętrzne. To chyba ułatwia porozumienie w związku?
Czasem tak, a czasem to nie wystarcza. Mam za sobą doświadczenia terapeutyczne z parami, którym wystarczyło kilka spotkań, podczas których ujawnienie takich wewnętrznych konfliktów bardzo dużo zmieniło, ale są takie sytuacje, że znamy swoje konflikty doskonale, ale pojawia się potrzeba zrobienia czegoś więcej.

Czyli?
Samouświadomienie sobie to za mało. Są konflikty, które realnie mogą rozbić związek. Jeżeli stanę po jednej stronie, to ten związek może dalej istnieć, jeśli stanę po drugiej stronie – nie da się już go poskładać. To, co można zrobić, to obojętnie w którą stronę, ale odważyć się na dwa kroki dalej. Jeśli mam poczucie, że nie chcę z tym mężczyzną być, to przenieść się przynajmniej do drugiego pokoju. Jeżeli czuję, że chcę jednak ratować związek, to powiedzieć mu o swoich uczuciach, wyjechać razem na weekend. Czasami jednak takie wahanie trwa długo. To czas potrzebny do wewnętrznej zmiany, dojrzewanie decyzji. Szykujemy się bądź do zerwania, bądź do świadomej zgody na związek taki, jaki jest, a w każdym z tych przypadków przy okazji powstaje również moje nowe „ja”.

Dlaczego nasze konflikty wewnętrzne bywają takie trudne?
Dlatego, że często dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. Do konfliktu wystawiamy naszą mocną część, nie dostrzegamy że jest w nas przestraszone, poranione dziecko. Podobnie nasz partner, partnerka w konflikcie. Często boimy się kolejnych zranień, trudno okazać emocje, które są pod spodem, takie jak strach, odrzucenie. Ale poprzez konflikty intensywnie się rozwijamy. Jeśli ktoś z zewnątrz atakuje jakiś nasz aspekt, zmusza nas do zrobienia jakiegoś kroku, do sięgnięcia po dodatkowe zasoby. To wzbogaca naszą osobowość.

Są ludzie, którzy w ogóle nie mają konfliktów wewnętrznych?
Trudno mi sobie kogoś takiego wyobrazić. Oświecony Budda?

Agnieszka Wróblewska, dyplomowana psychoterapeutka i trenerka pracy z procesem. Psycholożka, współzałożycielka Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. Prowadzi psychoterapię indywidualną (również przez skype’a) i grupową oraz warsztaty rozwoju twórczego. Zajmuje się szkoleniami dla firm, coachingiem i rozwiązywaniem konfliktów w organizacjach. Jest współautorką programów projektu wyjazdów psychologiczno-podróżniczych Experience Expeditions.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze