fbpx

„Jeśli będziesz niegrzeczny, powiem wszystko tacie”. Do czego prowadzi wychowanie na strachu?

"Jeśli będziesz niegrzeczny, powiem wszystko tacie". Czy wychowanie na strachu jest skuteczne?
Źródłem odwagi dziecka jesteśmy my, rodzice. Ale odwagę tak jak inne ważne cechy charakteru można budować dzięki stawianiu na mocne, a nie słabe strony. (Fot. iStock)

Dzieci wychowane na strachu coraz bardziej się boją. A rodzice też zaczynają się bać, że ich dzieci się boją. Zresztą rodzice boją się wielu prawdziwych i wyimaginowanych niebezpieczeństw i przekazują ten lęk dzieciom. Tak narasta spirala strachu. Jak ją przerwać?

Zaczyna się na ogół niewinnie. Mama mówi do 4-letniego Janka: – Jak będziesz ssał smoczek, wypadną ci zęby. Tata przestrzega 10-letnią Kasię obgryzającą paznokcie: – Bo ci się powykrzywiają palce. Babcia do 7-letniej Zosi: – Nie jedź do szkoły na rowerze, bo ci go ukradną. Pani w przedszkolu: – Jak będziecie niegrzeczni, zadzwonię po rodziców (przyjdzie pani dyrektor). Wszyscy mają dobre intencje. W myśl zasady: im bardziej cię nastraszę, tym bardziej będziesz bezpieczny. Potem dziecko słyszy o bandytach, przemocy, terroryzmie, kataklizmach. Zawsze z podtekstami. Po pierwsze: martwię się o ciebie. Po drugie: dzisiaj nikomu nie można ufać. I po trzecie: niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Rodzicom wydaje się, że dzieci traktują te uwagi jak rady dotyczące bezpieczeństwa. W rzeczywistości słyszą: nie ufasz mi.

Autorzy książki „Jak wychować dziecko, żeby umiało się bronić”, Debbie i Mike Gardnerowie, twierdzą, że wychowanie na strachu nie jest skuteczne, tak jak nieskuteczne jest uczenie oparte na strachu. Argumentują: jeśli początkującemu kierowcy każemy skupiać się na ewentualnych niebezpieczeństwach na drodze, wciąż przywoływać negatywne zdarzenia, to w końcu do nich dochodzi. Jeśli skupimy się na instruktażu techniki jazdy, zachowaniu bezpieczeństwa, kierowca o wiele skuteczniej przyswoi naukę i w razie zagrożenia będzie umiał się odpowiednio zachować. Zamiast zatem akcentować często przesadzone obawy, bezbronność i bezradność dziecka, koncentrujmy się na uczeniu odwagi – apelują autorzy. I przekonują, że skupianie się na tym, co słuszne, a nie na tym, co niesłuszne, zaszczepi w dziecku postawę mocy, pewności siebie i siłę. Mamy do tego celu bardzo ważne narzędzie – pozytywne komunikaty. Na przykład: – Cieszę się, że jesteś rozsądna i wiesz, że po powrocie ze szkoły zamykasz drzwi na klucz. Wierzę, że podejmiesz dobrą decyzję.

Wielu rodziców zaprotestuje: – Ależ moje dziecko nie podejmuje dobrych decyzji. Nie można mu ufać, że zamknie drzwi na klucz, nie oddali się od domu itd.

Źródłem odwagi dziecka jesteśmy my, rodzice – przekonują Debbie i Mike Gardnerowie, małżeństwo psychologów i zarazem rodzice. Ale odwagę tak jak inne ważne cechy charakteru można budować dzięki stawianiu na mocne, a nie słabe strony.

Pytanie tylko: co to jest odwaga? Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska w książce „Z dzieckiem w świat wartości” podają taką definicję: „Odwaga jako wartość moralna jest to podejmowanie trudnych, służących dobru decyzji oraz przeciwstawianie się złu”. Autorzy książki „Jak wychowywać dziecko, aby umiało się bronić” przywołują definicję swojego syna: „Odwaga to stawianie czoła komuś lub czemuś, co może cię skrzywdzić”. Zapytajmy swoje dzieci, co według nich znaczy bycie odważnym. I rozmawiajmy z nimi na ten temat, wykorzystując każdą okazję: sytuację, w której ktoś wykazał się odwagą, książkę, film.

Dlaczego to takie ważne? Bo nikt z nas nie wie, kiedy przyjdzie czas próby. Bywa, że tej próbie poddawane są dzieci. Jedyne, co można, to wpoić im przekonanie, że bez względu na rodzaj wyzwania znajdą sposób na to, aby sobie poradzić.

Większość rodziców sądzi, że odwagi można uczyć poprzez sport. To jednak nie takie proste. O odważnym zachowaniu nie przesądzają mięśnie, ale charakter. To dlatego dobre szkoły sztuk walki koncentrują się na dyscyplinie, szacunku do przeciwnika, zasadach zachowania, a pierwsze, czego uczą, to sposobu, w jaki należy pokłonić się nauczycielowi. Zostało dowiedzione, że w sytuacji zagrożenia decyzje i działania człowieka zależą bardziej od tego, kim jest, niż od tego, co wie. Dlatego odwagę można kształtować przede wszystkim przez kształtowanie charakteru. Pytanie tylko – jak to robić?

Po pierwsze: dawajmy przykład, że należy nieść pomoc innym. Dziecko najlepiej uczy się, obserwując nasze postawy. Czy reagujemy, gdy ktoś zasłabnie na ulicy? Co robimy, żeby pomóc obcym w trudnych sytuacjach? Jak traktujemy kogoś przegranego lub słabszego? Kiedy sami stajemy przed trudnymi wyzwaniami, pomyślmy o dzieciach jako o naszych pomocnikach: proszę, podaj wodę temu panu. Potrzymaj dziadka za rękę. Przytul babcię i posiedź z nią.

Zachęcajcie dziecko do pomocy. To świetna okazja do rozwoju emocjonalnego, nauki rozwiązywania problemów, dawania i zyskiwania szacunku. Pomaganie daje dziecku poczucie pewności siebie, a to z kolei przygotowuje na przyszłe niezależne podejmowanie decyzji. Buduje silny charakter, uczy kierować swoją uwagę z „ja” na „my”.

Po drugie: sami bądźmy zdyscyplinowani, a wtedy nauczymy dyscypliny. Dyscyplina źle się kojarzy. Trudno ją wyegzekwować, a jeszcze trudniej narzucić sobie. Rodzice usprawiedliwiają nieudane próby dyscyplinowania dzieci: – Nie chcę z nimi walczyć. Jestem zmęczony. Nie ma mnie w domu, a jak jestem, to nie będę rozstawiał ich po kątach. Nie znoszę niczego wymuszać. Nie chcę denerwować dziecka.

Niestety, jako rodzice zapłacimy kiedyś za swoje zaniechanie. Bo dyscypliny nie da się wprowadzić, ot tak, kiedy dziecko staje się nastolatkiem – wtedy na ogół jest już za późno. Dyscyplina to systematyczny trening w przestrzeganiu reguł i zasad obowiązujących w rodzinie. Pamiętajmy, że dzieci najlepiej reagują na zasady postępowania tworzone i egzekwowane przez własnych rodziców. Pod warunkiem, że ów kodeks jest spójny, obowiązuje „od zawsze” i jest konsekwentnie przestrzegany także przez dorosłych.

Po trzecie: pozwólmy dzieciom samodzielnie radzić sobie z porażkami. Kto z nas nie „podkładał się” dziecku w czasie gry? Większość rodziców robi to w przekonaniu, że sprawia mu radość. Mało kto zdaje sobie sprawę, że załatwia w ten sposób własne potrzeby emocjonalne. Nie chodzi oczywiście o to, żeby skazywać dziecko na ciągłe porażki w pozbawionej równych szans rywalizacji z rodzicami, ale żeby unikać wybawiania go z każdej opresji. Wiemy przecież z doświadczenia, że porażki są źródłem bezcennej nauki.

Wyprawa po odwagę nie jest prosta i łatwa. Musi obfitować zarówno we wzloty, jak i upadki. Dzieci, którym nie usuwa się sprzed nóg wszystkich przeszkód i których nie pozbawia się możliwości przeżywania porażek, zdobywają nieocenione umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Powinniśmy więc w równym stopniu cieszyć się osiągnięciami dziecka, jak i chwalić je za wysiłki mimo poniesionej porażki. Dobrze jest dzielić się ze swoimi dziećmi opowieściami o własnych klęskach i niedoskonałościach. Historie, które opowiadamy pełni pokory – jako w pewnym sensie trenerzy odwagi – uczą stawania na nogi i dowodzą, że porażki da się przeżyć.

Po czwarte: pomagajmy odkryć dziecku moc pozytywnego głosu wewnętrznego. Żeby dziecko mogło usłyszeć pozytywny głos wewnętrzny, najpierw musi go usłyszeć od nas. Mówmy do niego językiem mocy. Zmieńmy słowa z destrukcyjnych na konstruktywne, z pesymistycznych na optymistyczne. Na przykład: – To nie problem, to przygoda. Ależ to fascynujące wyzwanie! Nigdy się nie przegrywa, kiedy podejmuje się próbę. Zawsze płynie z tej próby jakaś lekcja. Kiedy dziecko będzie słyszeć taki język, w końcu samo zacznie go przejmować. Odważny głos wewnętrzny stanie się potężnym zasobem, do którego dzieci będą mogły sięgać zawsze, także wtedy, gdy obok nie będzie rodziców.

Jak działa trening odwagi za pomocą pozytywnego przekazu? Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: córka wyjeżdża na wycieczkę z koleżanką i jej rodzicami. Przy pożegnaniu mówimy do opiekunów: – Na pewno wyprawa się uda, jednak w razie problemów proszę zwrócić się o pomoc do córki. Jest dzielna i zrobi to, co słuszne.

Nie powiedzieliśmy niczego, co byłoby nieprawdą. Wszak prawdopodobieństwo, że stanie się coś złego, jest niewielkie (w przeciwnym razie nie posyłalibyśmy córki na wycieczkę). Duże jest natomiast prawdopodobieństwo zaprogramowania dziecka na to, by zareagowało odważnie. Pomyślmy, jak wielką moc generują te słowa. Podziw w oczach rodziców koleżanki, dumę i wiarę w siebie córki. Płyną z tych słów same korzyści. Dla rodziców koleżanki: bo przyjmujemy, że może wydarzyć się coś niepożądanego, kiedy nasza córka jest pod ich opieką. Ale jeśli pojawi się problem, mogą liczyć na jej pomoc. Bo dorośli mogą ufać naszemu dziecku – robi to, co słuszne. Korzyści z tych słów czerpie także dziecko. Publicznie potwierdziliśmy jego odwagę, dyskretnie podkreślając swoje oczekiwania: – Bądź pomocna. Rób to, co słuszne. Ufamy ci. Córka usłyszała też w tym komunikacie, że czasami, kiedy nie ma w pobliżu rodziców, zdarzają się problemy. I że nie oznacza to katastrofy.

Po piąte: nagradzajmy zachowania, jakie chcemy wpoić. Rodzice często uciekają się do łatwego i skutecznego tylko na krótką metę motywowania dzieci poprzez groźby: – Jak będziesz tam chodzić, wpadniesz w kłopoty. Jak wrócisz późno, coś ci się stanie. Dzieci wychowane w atmosferze zagrożeń uwewnętrzniają następujące przekonanie: niczego nie umiem zrobić, jak należy. Tymczasem, jak dowodzą psychologowie, najefektywniejsze narzędzie motywujące dzieci to nawiązanie z nimi relacji opartych na zaufaniu. I przekonują, że zamiast grozić, lepiej wzmacniać pozytywne zachowania. Oczywiście, trzeba przy tym wykazać się pomysłowością i przedstawić dziecku korzyści płynące z takiego postępowania. Zwracać uwagę na to, co sobie ceni, a potem zachęcać, aby zdobywało to, kawałek po kawałku. Bycie odważnym nigdy nie jest łatwe. Ucząc dziecko odwagi, wyznaczamy mu więc trudniejszą drogę. Ale zarazem dajemy coś bezcennego – poczucie pewności siebie i siłę.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze