fbpx

Nie widziałam cię już od miesięcy – o związkach na odległość

Nie widziałam cię już od miesięcy - o związkach na odległość
Pandemia poważnie skomplikowała życie w związkach na odległość. (Fot. Getty Images)

Pandemia poważnie skomplikowała życie w związkach na odległość, zwłaszcza jeśli partnerzy mieszkają w różnych krajach. Rozłąka jest tym bardziej dotkliwa, że przyszła bez ostrzeżenia. I jak się okazuje, kryzys separacyjny uwalnia najbardziej pierwotne lęki.

Magda była jedną z moich pierwszych pacjentek w gabinecie po lockdownie. Nie chciała rozmawiać przez Skype’a, na sesję w realu czekała trzy miesiące. W tym czasie przynajmniej raz w tygodniu dzwoniła i pytała, czy już wróciłam.

Kiedy odpowiadałam, że nadal pracuję jedynie online, wzdychała: ,,Ja tego nie przeżyję”. Zapytałam, czy chodzi o lęk przed wirusem, powiedziała:

,,Po raz pierwszy boję się śmierci. Ten lęk czuję każdą komórką mojego ciała. Pomóż mi, proszę”

Krok 1. Odkrywamy emocje uruchomione słowem „nagle”

Kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam wysoką, piękną kobietę w ciemnych okularach, przyciskającą do piersi dużą torbę. W ręku miała kluczyki do samochodu, pod pachą butelkę wody. Nic nie mówiła, z ogromnym skupieniem patrzyła na moją twarz, jakby próbowała mnie rozpoznać. Potem westchnęła: „Jesteś, nareszcie”. Kiedy przekroczyła próg i podałam jej rękę na powitanie, długo jej nie wypuszczała. Próbowałam rozszyfrować emocje na jej twarzy: odrobina lęku, szczypta wzruszenia i ogrom nadziei…

– Od świąt nie widziałam Alvina – zaczęła. – Wyjechał ode mnie po sylwestrze. Mieliśmy w marcu razem jechać na narty, ale… ta pandemia mnie zabije!

Starałam się w myślach policzyć, jak długo się nie widzieli i coś mi się nie zgadzało. Od stycznia do marca są prawie trzy miesiące, teraz mamy maj, to tylko dwa miesiące dłużej, czyli zakładając, że spotykają się średnio raz na kwartał, to raptem wypadło im jedno spotkanie. Nie zdążyłam podzielić się swoimi wątpliwościami, bo Magda zaczęła opowiadać ich historię. Patrzyłam na nią, słuchałam uważnie i miałam wrażenie, że snuje tę opowieść bardziej dla siebie. Poznali się w zeszłe wakacje w Londynie, na kursie fotograficznym. Alvin jest fotografem, mieszka w Rumunii, dla Magdy robienie zdjęć to przede wszystkim hobby. Poznali się, zakochali w sobie i chyba nadal byli na etapie zakochania; przed pandemią nie snuli wspólnych planów, spotykali się raz w miesiącu, to on przyjeżdżał do Polski, pracował jako wolny strzelec, podczas gdy Magda była na etacie w agencji reklamowej.

W odpowiedzi na pytanie, co ich łączyło, usłyszałam, że przede wszystkim genialny seks, bliskość fizyczna na okrągło – kiedy tylko byli razem, poza tym obydwoje lubili odkrywać nowe smaki i nowe restauracje. – Cudnie się razem bawiliśmy – spuentowała. Przez myśl przemknęło mi, że to taka raczej symbiotyczna relacja przerwana rozstaniami: albo osobno – w dwóch różnych państwach, albo spleceni w uścisku. Nie było w tym niczego dziwnego, w końcu niespełna roczny związek na odległość ma prawo być nadal na etapie symbiozy.

– Ta dłuższa przerwa od stycznia do marca była z góry ustalona. Alvin miał bardzo ważny projekt do skończenia, więc umówiliśmy się, że odbijemy to sobie dwutygodniowym wyjazdem w Alpy, a tu nagle… – Magda ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać, kiwała się przy tym jak dziecko z chorobą sierocą. Zaskoczyła mnie ta jej nagła zmiana z dorosłej, sprawiającej wrażenie silnej kobiety w bezradną małą dziewczynkę. – Rozumiem, że żadne z was nie zdążyło dolecieć do drugiego przed zamknięciem granic? – próbowałam połączyć fakt niedokończonego zdania: „a tu nagle…” z jej nagłą zmianą samopoczucia, ale Magda chyba nie zrozumiała pytania. – Wiesz, ale to nie było tak od razu. Alvin nawet chciał przerwać projekt i przyjechać do Polski, ale powiedziałam, że poczekam te kilka dni czy tygodni, bo przecież nic mi się nie stanie – bardziej wyczułam niż usłyszałam, że końcówka zabrzmiała jak pytanie. – Rozumiem, że rozłąka jest dla ciebie trudna, ale wiele par…

– A potem pewnej nocy obudziłam się z krzykiem i nagle uświadomiłam sobie, że nie wiadomo, kiedy zobaczymy się następnym razem. Nie mogłam oddychać, jakby ktoś położył mi kamień na klatce piersiowej – Magda znowu była w swoim świecie przerażonej dziewczynki.

Wiedziałam, że to „nagle” jest słowem-kluczem. Pandemia zamknęła granice i razem z nimi możliwość spotykania się wielu par żyjących w innych krajach. Kryzys rozłąki spowodowany koronawirusem jest wyjątkowo traumatyczny, bo nagle, bez zapowiedzi, bez możliwości przygotowania się czy jakichkolwiek negocjacji i bez ostrzeżenia – zostajecie rozdzieleni. Żeby go przetrwać, musicie szybko wypracować nowe sposoby komunikacji i nowe reguły bycia w związku, co nie jest łatwe. Jednocześnie jest to ważny sprawdzian tego, jak funkcjonujecie w sytuacji zagrożenia i w kryzysie dla was jako pary, ale też dla każdego z osobna.

Krok 2. Magda mówi o tym, co odebrała jej pandemia

Z badań wynika, że pary żyjące w rozłące w rozmowach wirtualnych przekazują sobie o wiele więcej informacji niż pary będące na co dzień razem, a także uważniej słuchają się nawzajem. Poza tym wkładają więcej wysiłku w przekazywanie sobie uczuć.

Ale Magda i Alvin, jak większość z nas w dobie pandemii, pracowali online. Magda stwierdziła, że nie była w stanie spędzać kolejnej godziny przed monitorem komputera.

– Próbowałam, bo on chciał gadać godzinami, codziennie, a ja nie miałam siły nawet patrzeć mu w oczy – opowiada. – Jego głos był inny, nie czułam jego zapachu, ale kiedy podnosiłam wzrok i widziałam jego ciepły uśmiech, płakałam, a czasami krzyczałam z bezradności. Bywało, że brzuch bolał mnie tak bardzo, że z trudem dobiegałam do łazienki. A kiedy on mówił: „Mała, nie płacz, wkrótce przyjadę”, a ja przecież widziałam, że to nie zależy od niego ani od nikogo i że to wszystko przez ten pieprzony wirus… Ja tego nie przeżyję! – Czego? Czego najbardziej się boisz? Czego nie przeżyjesz? – No tego wszystkiego – Magda patrzy na mnie ze zdziwieniem i z oburzeniem, że nie rozumiem, że przecież tu chodzi o życie. A ja naprawdę nie rozumiem powodu tego ogromu jej rozpaczy.

– Kiedy ostatni raz rozmawialiście? – pytam. – Ciągle rozmawiamy; na Messengerze albo WhatsAppie. – Rozumiem, że się nie widzicie, tylko piszecie. – Tak, dlatego jesteśmy na bieżąco z tym, co u każdego z nas, tylko często się kłócimy, czuję, że on mnie coraz mniej rozumie, nie wie, przez jakie piekło tu przechodzę. A przecież powinien być teraz obok, chronić mnie, wspierać. Po co mi taki „pisany” związek?

Choć współcześni młodzi ludzie właściwie bez przerwy są ze sobą w wirtualnym kontakcie, okazuje się, że kontakt online jest nie lada wyzwaniem dla komunikacji. Musisz być bardziej uważny na tę drugą osobę, zadawać sobie pytanie, jak twoje słowa zostaną odebrane, brać odpowiedzialność za swoje emocje. To szczególnie trudne w rozmowie bez wizji, kiedy nie możecie odbierać i nadawać komunikatów pozawerbalnych. Messenger czy WhatsApp mają tę przewagę nad Skype’em, że możecie dzielić się informacjami natychmiast. Ciągła dostępność mentalna jest pewnego rodzaju rekompensatą za brak kontaktu fizycznego. Jeśli uda się wam naprawdę dobrze komunikować się za pomocą technicznych ułatwiaczy, to znaczy, że w waszym związku jest zaufanie, uważność i starania po obydwu stronach, żeby pielęgnować relację. To bardzo ważne.

Pomyślałam, że związek Magdy bardziej opierał się, przynajmniej na tym etapie, na cyklu: odświętne dni, kiedy jesteśmy obok siebie, a kiedy każde jest w swoim życiu – bliskość znika. Nie było w tym nic dziwnego, przez prawie rok nie mieli okazji spędzić razem w jednym kawałku więcej niż kilku dni.

– Nie chcę patrzeć na niego na Skypie i nie móc go dotknąć. To okrutne, zwłaszcza kiedy dopada mnie tak silny szloch, że boję się, że się uduszę, a jego nie ma obok mnie – poczułam, że te słowa nie były kierowane do Alvina, musiały być jakimś echem z przeszłości.

Krok 3. Przyglądamy się temu, co rozłąka oznacza dla związku

– Związek jest po to, żeby ludzie wspierali się, kiedy tego najbardziej potrzebują – Magda podejmuje przerwany wątek. – To prawda, ale w sytuacji pandemii nic się nie da z tym zrobić. Nie czułaś wsparcia Alvina? – Tak – jeśli chciałam się wygadać, ale kiedy potrzebowałam, żeby wziął mnie za rękę, dotknął mojej twarzy, przytulił mnie – jego nie było. – To nie zależało od niego – mówię, choć przecież ona to wie. – Gdyby mnie naprawdę kochał, byłby przy mnie. – Jak miał to zrobić? – Nie wiem, gdyby mnie kochał, wiedziałby, jak być przy mnie wtedy, kiedy go potrzebowałam.

W tym momencie z torebki Magdy rozlega się dźwięk nadchodzącej wiadomość, a ja wpadam na pomysł: – Jeśli to Alvin, może zaprosimy go do rozmowy? – Teraz? – Tak.

Jestem zaskoczona, że Magda tak łatwo się zgadza. Po chwili łączymy się przez Skype’a. Mężczyzna jest uważny, pełen czułości, skupiony na Magdzie, za to ona warczy, wścieka się, to znów z trudem hamuje wzruszenie. Nie dopuszcza mnie do głosu. Jakby bała się, że jej go zabiorę albo że bardziej zainteresuję się nim niż nią. Zachowuje się jak dziecko zazdrosne o rodzica (czuję, że raz jest zazdrosna o mnie, a raz o chłopaka), próbujące złym zachowaniem zwrócić na siebie uwagę i sprawdzić, na ile jeszcze może sobie pozwolić, żeby nie tracić miłości rodzica.

Czuję, że ich kryzys jako pary wywołany pandemią jest konsekwencją tego, że nie udało im się zbudować jeszcze części wspólnej. Kiedy pytam Alvina, jak radzi sobie z tą niezaplanowaną rozłąką, mężczyzna otwarcie mówi, że również jest mu trudno, jednak wierzy, że wkrótce będzie mógł przylecieć.

– Pod warunkiem że nadal będziesz chciał – Magda nie przestaje prowokować, a za chwilę prosi: – Przyleć już, zrób coś, proszę cię.

Długotrwałe, wystarczająco dobre związki nie boją się rozłąki, ale wiele par rozstaje się z powodu niemożności bycia razem, zwłaszcza kiedy pojawia się realne zagrożenie (pandemia jest takim zagrożeniem) i na dodatek jest to rozłąka przymusowa. Lęk – ten najbardziej pierwotny o zdrowie i życie – łączy się z bezradnością, niepewnością, ale także złością i chęcią odwetu. W końcu ludzie łączą się w pary po to, by być razem „na dobre i na złe”. Stąd irracjonalne oczekiwania, że on pokona wszystkie przeszkody, żeby być, kiedy ona go potrzebuje. Rozumiałam to, ale też czułam, że rozpacz Magdy dotyka jakiejś jej indywidualnej traumy.

Krok 4. Zyskujemy wgląd w lęk Magdy

Opowiedziałam jej, jak mózg funkcjonuje w sytuacji tak silnego zagrożenia typu pandemia. Okazało się, że Magda od dawna ma lęki związane z tym, że ważni ludzie znikną z jej życia – nagle i niespodziewanie. Opowiedziała mi o sytuacji, kiedy w środku nocy jechała do przyjaciółki, bo ta nie odebrała jej telefonu. Wszystko zaczęło mi się składać w całość. Jej tęsknota za bezwarunkową miłością – jeśli naprawdę mnie kocha, to zrobi wszystko, żeby być przy mnie, kiedy go potrzebuję – i lęk separacyjny – opowiedziała mi, że czasami budzi się w nocy i jest przerażona, że nie pamięta twarzy Alvina: – A co, jeśli on zniknie? A co, jeśli on nie istnieje i ja to wszystko sobie wymyśliłam?

Naprawdę rozumiałam jej lęk, przerażenie małego dziecka, które czeka na matkę i boi się, że matka już nigdy nie wróci, a ono bez niej przecież nie przeżyje. Myślę, że rozłąka pandemiczna w wielu ludziach rozdzielonych z bliskimi, wyzwoliła ów lęk z wczesnego dzieciństwa. A partner oddzielony o tysiące kilometrów jest jedynie mechanizmem spustowym wyzwalającym ten lęk. Zaproponowałam Magdzie, żeby spisywała wszystkie swoje lękowe myśli, nawet te najbardziej absurdalne, np.: „boję się, że Alvin zniknie”, a potem raz w tygodniu czytała listę i oceniała na ile to, czego tak bardzo się boi, ma szansę wydarzyć się w rzeczywistości.

– Wiadomo, że to moje świry. Myślisz, że jeśli będę to zapisywać, to lęki się zmniejszą – stwierdziła. – Przekonaj się sama.

Po miesiącu przysłała mi SMS: „To działa”.

Autoterapia dla nagle rozdzielonych

  • Urozmaicajcie swoją wirtualną komunikację: niech czasami to będzie Skype, innym razem telefon, wiadomości na WhatsAppie, a może nawet papierowy list? Pamiętajcie, że wreszcie macie czas na długie rozmowy, nie tylko te mające na celu podtrzymanie waszej więzi, ale także o tym, na co wcześniej nie mieliście czasu czy odwagi.
  • Zorganizujcie sobie maraton filmowy online. Wystarczy zainstalować odpowiednią wtyczkę, by móc wspólnie oglądać filmy i na gorąco dzielić się wrażeniami. Za pośrednictwem komunikatora możliwe jest nawet wspólne gotowanie czy wirtualna, intymna randka.
  • Dbajcie o to, by częstotliwość i rodzaj wirtualnej komunikacji nie naruszały granic żadnego z was. Jeśli twój partner w tym momencie nie ma ochoty na rozmowę albo prosi o dzień przerwy, to nie jest to wymierzone przeciwko waszej relacji. Każde z was przechodzi swoje indywidualne kryzysy wywołane pandemią i nie wszystkim, i nie natychmiast chcecie się tym dzielić choćby i z najbliższą osobą. Nawet jeśli bardzo się kochacie, nie możecie być terapeutami dla siebie nawzajem. Poproście o pomoc, kiedy jest wam za trudno.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze