fbpx

Psychoterpia tańcem i ruchem – co mówi ciało?

Psychoterpia tańcem i ruchem - co mówi ciało?
Ciało i umysł są nierozłączne. Ruch i postawa ciała odzwierciedlają wewnętrzny stan człowieka, a zmiany w ruchu mogą prowadzić do zmian w psychice, wspomagając zdrowienie i rozwój. (Fot. iStock)

Penelope Best, nauczycielka psychoterapii tańcem i ruchem, tłumaczy, że aby wejść w uzdrawiający kontakt, często nie są potrzebne słowa. Jej praca polega na komunikacji. Na odczytywaniu subtelnych odpowiedzi i zachęcaniu do tego, by pacjenci mówili dalej – poprzez swoje ciała.

Terapia tańcem to brzmi przyjemnie. Tymczasem ty pracujesz także z osobami w depresji, po ciężkich traumach.
Zazwyczaj, kiedy ludzie słyszą o terapii tańcem, to wydaje im się, że będą wykonywać piękne figury, a my razem z nimi, i wszyscy będą szczęśliwi… Tymczasem to terapia w ruchu, i jednocześnie terapia ruchem, który może przypominać taniec w swoim rytmie, frazie czy melodii. Każda relacja ma swój rytm, swoją melodię. W tym sensie tańcem jest też rozmowa czy próba nawiązania kontaktu.

A co taniec ma wspólnego z terapią?
Ciało magazynuje całe nasze fizyczne i emocjonalne doświadczenie, dlatego wchodząc w kontakt z ciałem, możemy przyjrzeć się swojemu życiu. Terapia relacyjna, a tym jest Dance Movement Therapy, czasem korzysta z ciała jak z instrumentu; zarówno ciała terapeuty, jak i pacjenta, które pozostają wobec siebie w ruchu.

Jak by z sobą rozmawiały?
Dokładnie, tyle że to rozmowa niewerbalna. Badania pokazują, że w ten sposób przekazujemy sobie aż 90 proc. informacji.

Oczywiście…
Ludzie mówią „oczywiście”, ale trzeba w to naprawdę uwierzyć. Wciąż nam się wydaje, że komunikujemy się głównie przez słowa, budując zdania. A to może prowadzić do szumu. Dlatego potrzebujemy wyrażać się też za pomocą ciała.

Moja znajoma samotnie wychowuje synka. Od początku trudno im było się ze sobą „dogadać”. Przedszkole zaproponowało jej najpierw indywidualne, a potem wspólne sesje terapii tańcem. Dziś świetnie im ze sobą.
Relacja matki z dzieckiem to z założenia swego rodzaju taniec: jest rytmiczna, ma w sobie powtarzalne frazy, przyspiesza, zwalnia, jest w niej i zmiana tonu, i naśladowanie dźwięków oraz gestów, są powtórzenia, jest milczenie. W Wielkiej Brytanii terapeuci często wykorzystują terapię tańcem i ruchem w pracy z rodzinami. Podczas sesji rodzice i dzieci mówią o tym, co zauważyli u siebie i u drugiej osoby, jak się ruszali – zamiast komentować: „powinnaś być taka i taka” albo „powinnaś zrobić to tak i tak”. Tak nawiązuje się między nimi prawdziwy kontakt.

My teraz też uprawiamy taniec?
W jakimś sensie tak. Ja mówię – ty kiwasz głową, obie próbujemy werbalnie i niewerbalnie zbliżyć się do siebie na potrzeby rozmowy. To fantastyczne! A pomyśl, jak wygląda taki taniec z osobą cierpiącą na schizofrenię albo psychozę. Musisz zacząć od ustalenia warunków, w jakich jest w stanie pracować. Czy to może być duża czy mała przestrzeń, czy mogą być obecne inne osoby? Czasem praca polega na wyrównaniu oddechu, na spokojnym i uważnym byciu w swoim ciele.

Dzieci uczą się zwykle podczas zabawy, i to jest łatwe. Ale na przykład komuś, kto doświadczył przemocy seksualnej ruch należy proponować bardzo powoli, gdyż może być dla niego odsłaniający. Trzeba być też bardzo ostrożnym w kwestii ewentualnego dotyku. Podobnie z osobami w depresji, jeśli wejdziesz do nich ze skoczną muzyką, wołając: „Zróbmy coś fajnego!” – to ustawiasz się tak daleko od ich doświadczeń, jak tylko możliwe.

Co zamiast tego?
Czasem trzeba zrobić niewiele i bardzo powoli. Obserwujesz, patrzysz na ciała, na ich reakcje, na to, czy uczestnicy potrafią się skoncentrować, czy potrafią skończyć ruch albo zdanie, czy może są zbyt pobudzeni. Trzeba się przygotować na ćwiczenie oddechu, na powtarzalność ruchu, pracę indywidualną. Szukamy bardzo małych rzeczy, małych osiągnięć, ale też gwałtownych zmian zachowania, jak nagła utrata kontroli, kiedy biegają dookoła – to może oznaczać, że w środku są przerażeni. Czasem sukcesem jest już zatrzymanie się w tym biegu. Niekiedy wystarczy, by pacjent poczuł swoje ciało: to, że stoi nogami na ziemi, że ma ciało, głowę, że odnajduje się w przestrzeni.

Co jest największym wyzwaniem podczas takiej terapii?
Nawiązanie relacji. Gdy pytam studentów o pracę z pacjentami, często mówią: „Chyba już mi ufają”. Wtedy ich pytam: „Skąd to wiesz, po czym to poznajesz?”. Bo poczucie bezpieczeństwa i zaufanie to podstawa. Celem terapeuty jest zbudować miejsce pełne bezpieczeństwa dla każdej osoby i dla całej grupy, by mogli razem wzrastać.

Po czym poznać, że ktoś nam zaufał w terapii?
Na przykład zacznie ruszać palcem. Dotąd tylko siedział nieruchomo, albo machał rękami jak ptak, nie umiał się uspokoić. Albo ktoś nagle zaczyna do nas mówić. To nie dzieje się szybko. Najpierw przez miesiąc lub dwa pracy z dzieckiem, które jest ofiarą mobbingu w szkole, tylko odbijasz piłkę o ścianę, dopiero po tym czasie ono zaczyna ją ci podawać. By wykształciła się relacja u kogoś, kto przestał ufać światu, potrzeba czasu. Z czasem komunikacja będzie się rozwijać. To jak metafora z zamrażarką. Możesz ją wyłączyć z prądu i poczekać, aż się roztopi, albo wstawić garnek z wrzątkiem i rozbijać lód maczetą.

Nie chciałabym być potraktowana drugą metodą.
No właśnie. Dlatego najpierw trzeba stworzyć bezpieczne środowisko dla danej osoby, zwracać uwagę na jej zachowanie, pytać o to, jak działa jej ciało, jak mocno bije jej serce, niech to pokaże. Czy widzi swoje buty? Czy widzi moje oczy? Nie ma potrzeby rozmawiać z kimś o traumie, wystarczy skupić się na ciele, na tym, co się z nim dzieje.

Świat potrzebuje psychoterapii ruchem?
Odcinamy się nie tylko od naszych ciał i zmysłów, ale i od innych ludzi, od przyrody. Wydaje nam się, że możemy zorganizować świat w sposób cyfrowy, za pomocą oczu i kciuków. Ale przez to tracimy kontakt ze sobą, umiejętność równowagi życiowej, a także odporność. Poza tym jesteśmy zwierzętami, więc nasz system nerwowy jest w ciągłej gotowości, do tego w dzisiejszym świecie doświadczamy ogromnego stresu, którego nie potrafimy wyłączyć. Nasz organizm stale wydziela kortyzol, który – podwyższony – nie pozwala na odpoczynek. Kontynuowanie tego stanu to utrwalanie w naszym ciele traumy. Dlatego wielkie korporacje wprowadzają zajęcia z jogi czy medytacji dla swoich pracowników, co jest świetnym pomysłem. Chciałabym, żeby zajęcia z terapii ruchem stawały się coraz bardziej popularne, a nawet były refundowane przez państwo. Gdyby zacząć je jeszcze na poziomie małych dzieci, to potem mniej wydawalibyśmy na leczenie nastolatków i dorosłych.

 

Penelope Best, psychoterapautka, superwizorka Dance Movement Therapy z Wielkiej Brytanii. Dyrektorka programowa profesjonalnego szkolenia w Polskim Instytucie Psychoterpaii Tańcem i Ruchem. Gościła w Polsce z okazji 15-lecia jego istnienia (www.instytutdmt.pl)