1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Dlaczego tak się stresujemy, zagadując do obcej osoby? Ekspertka neurokomunikacji o „momencie zero”: „Pierwsze zdanie nie musi być błyskotliwe”

Dlaczego tak się stresujemy, zagadując do obcej osoby? Ekspertka neurokomunikacji o „momencie zero”: „Pierwsze zdanie nie musi być błyskotliwe”

(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
Wydaje ci się, że small talk to sztuka i rozpoczęcie rozmowy cię przerasta? Uważasz, że powinnaś zacząć od błyskotliwej riposty czy ciekawej historii? Najważniejszy moment następuje dużo wcześniej. Magdalena Kieferling pokazuje, dlaczego o powodzeniu rozmowy często decyduje jedno zwykłe zdanie i czego możemy nauczyć się od dzieci, które nie boją się powiedzieć: „Cześć, pobawisz się ze mną?”.

Fragment książki „Small talk. Dogadywanie się w czasach scrollowania”, Magdalena Kieferling, Wydawnictwo Emocje Plus Minus. Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Czym jest „moment zero” i dlaczego decyduje o przebiegu rozmowy?

Pierwsze zdanie nie ma być ani błyskotliwe, ani idealne. Ma być wystarczająco bezpieczne, żeby rozmowa mogła się rozpocząć.

Jest wtorek, zwykłe popołudnie, które nie zapowiada niczego szczególnego. Wchodzimy z Leopoldem na plac zabaw, jak zawsze pełen obcych dzieci i obcych odgłosów. Jedni już biegają, inni stoją przy rodzicach, jeszcze inni krążą bez celu, udając, że wcale nie szukają towarzystwa. Powietrze jest gęste od niepewności, tej dziecięcej, cichej niepewności, której dorośli zwykle nie zauważają, a która decyduje o wszystkim.

Leopold, wtedy czterolatek, zatrzymuje się na chwilę, rozgląda się i robi dokładnie to, co zawsze.

Podchodzi do stojącego samotnie przy piaskownicy chłopca z wypasionym zestawem do kopania, patrzy na niego i mówi spokojnie: „Cześć, jestem Leopold, pobawisz się ze mną?”. Bez planu, bez sprawdzania reakcji otoczenia, bez poprawiania siebie w głowie.

To jedno zdanie jest jak otwarcie drzwi. Po sekundzie na twarzy chłopca pojawia się uśmiech, po kolejnej obaj wchodzą do piaskownicy, a po chwili obok nich kręcą się już inne dzieci.

Patrzę na to i wtedy pierwszy raz w życiu czuję całą sobą moment zero. Rozmowa zaczyna się dokładnie wtedy – zanim wydarzy się coś więcej, w tej krótkiej chwili odwagi bez ambicji bycia świetnym. Leopold nie próbuje zrobić wrażenia, on po prostu daje sygnał: „Jestem tu, a ty jesteś przeze mnie mile widziany”. I właśnie dlatego moment zero działa, bo nie jest popisem ani testem, tylko zaproszeniem do bycia przez chwilę razem.

Ten moment, który decyduje o wszystkim, zanim rozmowa w ogóle zdąży się na dobre rozpocząć, nazwałam momentem zero. To ta krótka chwila wejścia w kontakt, zanim padną jakiekolwiek mądre słowa, zanim pokażesz kompetencje, zanim ktokolwiek zdąży cię ocenić. Właśnie wtedy zapada decyzja, czy do rozmowy w ogóle dojdzie.

Moment zero jest cichy i niepozorny, a jednocześnie ma realną władzę nad dalszym ciągiem każdej rozmowy. Nie widać go w agendach, nie da się go zaplanować w kalendarzu, a mimo to właśnie on nadaje ton wszystkiemu, co wydarzy się później.

Jeśli w tym momencie pojawi się napięcie albo sygnał zagrożenia, rozmowa może się skończyć, zanim naprawdę się zacznie.

Pierwsze zdanie wypowiedziane w momencie zero nie jest po to, żeby rozmówca zabłysnął. Celem tego zdania nie jest zachwycić, przekonać ani zbudować wizerunek. Ono ma stworzyć minimalne poczucie bezpieczeństwa, które pozwala drugiej osobie nie zamykać się na relację.

Jak zacząć rozmowę bez stresu? Pierwsze zdanie nie musi być idealne

Wielu ludzi blokuje się właśnie wtedy, bo myli pierwsze zdanie z deklaracją własnej wartości. W ich głowie to moment, w którym trzeba udowodnić, że ma się coś do powiedzenia, że jest się mądrym, przygotowanym i na poziomie. To ogromna presja jak na jedno zdanie i nic dziwnego, że nasze ciało często reaguje wówczas zamrożeniem. Small talk nie zaczyna się jednak od treści, tylko od regulacji. Zaczyna się od obniżenia napięcia i wysłania sygnału, że nic złego się nie wydarzy. Dopiero kiedy układ nerwowy dostanie taką informację, pojawi się przestrzeń na myślenie, ciekawość i prawdziwą wymianę myśli, wiedzy, kontaktów, a nawet pieniędzy.

Moment zero to nie jest scena autoprezentacji, tylko początek kontaktu. To sprawdzenie, czy możemy przez chwilę pobyć w jednej przestrzeni, bez walki i bez ucieczki. Jeśli ta brama zostanie przekroczona spokojnie, dalsza część rozmowy ma szansę ułożyć się naturalnie. Dlatego pierwsze zdanie nie musi być idealne. Ma być wystarczająco ludzkie i wystarczająco neutralne, żeby druga osoba nie poczuła się oceniana ani atakowana. To nie test, tylko zaproszenie do bycia przez chwilę obok siebie.

Kiedy to zrozumiesz, rozmowa przestanie być egzaminem, a zacznie być procesem. Zniknie napięcie związane z tym, że trzeba od razu wypaść dobrze i powiedzieć coś ważnego. Pojawi się zgoda na to, że na początku wystarczy powiedzieć: „Jestem tu i zwyczajnie mówię ci cześć”.

Pamiętam dobrze to, że kiedy mój 4-letni syn Leopold wchodził do piaskownicy, za każdym razem mówił: „Cześć, nazywam się Leopold, pobawisz się ze mną?”. I wiesz co – to sprawiało, że nawet najbardziej introwertyczne dzieci chętnie pożyczały mu swoje zabawki.

Żyjemy w świecie skrótów, reakcji i scrollowania, ale rozmowa wciąż rządzi się tymi samymi prawami. Zawsze zaczyna się od jednego zdania wypowiedzianego tu i teraz przez jedną osobę do drugiej. Żadna technologia nie zdejmie z nas odpowiedzialności za ten moment.

„Najważniejszą supermocą w rozmowie jest ciekawość drugiego człowieka”

Jeśli masz wrażenie, że inni mówią szybciej, głośniej albo pewniej, warto pamiętać, że odwaga nie zawsze brzmi donośnie. Czasem jest cicha i nieporadna, czasem ma postać pytania bez planu albo zwykłego zagajenia „Cześć, ale dzisiaj piękny dzień”, wypowiedzianego mimo przyspieszonego pulsu. To naprawdę wystarcza, żeby coś się zaczęło.

Najważniejszą supermocą w rozmowie jest ciekawość drugiego człowieka. Nie potrzeba do niej idealnych słów, tylko zgody na to, że nie wiesz, co się wydarzy dalej. Moment zero jest właśnie tą zgodą.

Pierwsze zdanie wypowiedziane w momencie zero nie jest deklaracją na całe życie. To sygnał, że dajesz rozmowie szansę, zanim ogarną cię wątpliwości. A jeśli rozmowa się nie rozwinie, to nie będzie porażka, tylko informacja. Bo zawsze można spróbować jeszcze raz, z kimś innym i w innym momencie. Moment zero pojawia się częściej, niż nam się wydaje, i za każdym razem stwarza nową możliwość wejścia w kontakt. Wystarczy ją zauważyć i odważyć się powiedzieć pierwsze zdanie, które może zaczynać się od… „cześć”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE