Terapia narracyjna- czyli jak zmienić swoje życie, zmieniając historię, jaką sami o sobie snujemy

'Problemem jest problem, nie człowiek" - powtarzał Michael White. Zdanie to jest fundamentem terapii narracyjnej. Oddzielenie problemu od osoby, która go ma, dzieje się dzięki eksternalizacji. (fot. iStock)

Mamy tendencję do nadawania sensu wszystkiemu, co nas spotyka. Tyle tylko, że czasem robimy to według jednego, stałego i krzywdzącego nas wzorca. „Jestem do niczego”, „wszystko wina moich rodziców”, „mam pecha” – takie negatywne narracje więżą nas w kręgu fatum. Terapia narracyjna pokazuje, że możemy odmienić swój los, zmieniając historię, jaką o sobie snujemy.

Kim byśmy byli, gdybyśmy nie opowiadali sobie swojego życia? Albo inaczej: kim jesteśmy bez swoich historii? To podstępne pytania, na które umysł nie jest w stanie odpowiedzieć, ponieważ nie tylko historie tworzy, ale i dzięki nim żyje. Dzięki umiejętności opowiadania jako ludzie zaczęliśmy budować relacje, przymierza, miasta i wspólne systemy. Religia i ekonomia opierają się tak naprawdę na historii. Nie zastanawiamy się nad wartością pieniędzy, uznając ją za oczywistą, jednak w pewnym momencie życia przystaliśmy na umowę społeczną, który zakłada, że za kilogram jabłek można zapłacić papierową, kolorową kartką zwaną pieniądzem (albo wirtualnym przelewem). Uwierzyliśmy również, że najpierw musimy wykonać określoną pracę, by otrzymać ową kartkę i dopiero wtedy zaspokoić swoje potrzeby. To wszystko jest tylko i wyłącznie opowieścią, historią, która rządzi życiem większości.

Podobnie jak opowieścią jest to, co o sobie myślimy: kim jesteśmy, kim powinniśmy być i jak to, co zdarzyło się w przeszłości wpływa na teraźniejszość. Snujemy historie, by zrozumieć, odnaleźć sens. Niektóre z nich tłumaczą ból, który spotkał nas w przeszłości, inne są interpretacją dotyczącą tego, jak powinno wyglądać nasze życie, jak powinna nas traktować osoba, którą kochamy. Zwykle przychodzą one z pomocą, zwłaszcza gdy doznaliśmy straty, porażki czy upokorzenia – pozwalają podnieść się i iść dalej. Kiedy jednak emocje opadną, często okazuje się, że historia, którą sobie opowiadaliśmy zamiast uwalniać, zamyka nas w więzieniu cierpieniu. Wyrwać się stamtąd pozwala terapia narracyjna.

Nie jesteś swoim problemem

Za twórcę teorii narracyjnej uznaje się Michaela White’a, pracownika społecznego i psychoterapeutę rodzinnego z Australii. Wraz z przyjacielem Davidem Epstonem założył Dulwich Center w Adelajdzie – pierwszy na świecie ośrodke terapii narracyjnej. Nurt ten odwołuje się do dekonstrukcji i feministycznej krytyki psychoterapii systemowej. „Problem jest problemem, nie człowiek” – powtarzał Michael White. Zdanie to oddaje sens i fundament terapii narracyjnej. Jej podstawą jest oddzielenie problemu od osoby, która go posiada. Dzieje się to dzięki eksternalizacji, czyli uosobieniu problemu i odkrywaniu jego aktywności w naszym życiu – wpływu na postrzeganie siebie, na relacje z innymi. Terapeuta może więc zapytać: w jaki sposób anoreksja przejmuje kontrolę nad tobą? Lub: co mówi ci anoreksja? Problem traktowany jako twór zewnętrzny staje się łatwiejszy do pokonania, można z nim dyskutować, spierać się, podważać jego racje – a w konsekwencji zniwelować jego wpływ na nasze życie. Wszystko to staje się możliwe dopiero wtedy, gdy osoba w terapii zrozumie i dostrzeże, że ona sama nie jest swoim problemem. Że anoreksja jest trudną i brutalną opowieścią, która się jej przydarza.

White uznał za Jeromem Brunerem – jednym z pionierów psychologii poznawczej, że wszyscy próbujemy nadać swojemu życiu sens przez taką organizację percepcji zdarzeń w czasie, by tworzyła ona spójną opowieść o nas i naszym środowisku. Innymi słowy – zależy nam na ciągłości, na układaniu przytrafiających się nam wydarzeń w większą, linearną i sensowną całość. Dlatego nawet największą traumę próbujemy uzasadnić i wytłumaczyć. W zależności od tego, w co wierzymy – albo sobie na to zasłużyliśmy, albo to boska kara lub lekcja, którą mamy odebrać, no albo wina złego systemu, rodziców czy miejsca, w którym się urodziliśmy. Ten nasz pęd do uogólnień zasłania rzeczywistość, zakłamuje ją. Przykładem jest jedno z najpowszechniejszych przekonań dorosłych ludzi – wierzą, że się urodzili.

White tłumaczy to tak: owszem, kiedyś, wiele lat temu, urodziło się pewne dziecko. Nie miało zębów i prawdopodobnie włosów. Nie potrafiło mówić i chodzić, nie znało języka. Ale to nie byłeś ty. Ty, ze swoim ciałem, wzrostem, umiejętnościami – nie urodziłeś się. To po prostu nie jest możliwe, żadna kobieta nie przeżyłaby takiego porodu. Jedynie wyewoluowałeś i cały czas ewoluujesz. Wszyscy ewoluujemy. Komórki naszego ciała ulegają wymianie, przeżywamy inne emocje niż kiedyś, czym innym się odżywiamy, domagamy się innych spraw, mamy w głowie inne myśli…

Co więcej, nasze myśli, tak jak emocje i komórki ciała, rodzą się i umierają – więc kiedyś to one odejdą, umrą, a nie ty. Bo ty możesz żyć tylko teraz, a skoro tu jesteś i czytasz te słowa, to znaczy, że teraz nie ma śmierci. Już sama kontemplacja tego przesłania może przynieść ulgę.

Stwórz alternatywą historię

Na początku terapii opowieść, z którą przychodzimy, jest pełna uogólnień i nieścisłości, to rozrzedzony i ubogi w istotne informacje opis zdarzeń (ang. thin description). Brak w nim szerszego, obiektywnego spojrzenia, skupiania na złożoności i niuansach danej sytuacji. Dlatego celem terapii narracyjnej jest opowiedzenie alternatywnej historii. Terapeuta wspólnie z osobą konsultowaną – bo tak określa się w tym nurcie osoby zgłaszające się po pomoc – poszukują ostatecznej prawdy. Oznacza to, że trzeba przedrzeć się przez system wierzeń i prawd zapożyczonych od innych osób – rodziców, rodzeństwa oraz znaczących towarzyszy życia, i stworzyć jego nową wersję. Potraktować siebie jak bohatera scenariusza filmowego lub powstającej powieści. Wszystko jest możliwe! To piszący ustala dalsze losy.

By przepisać swoją historię na nowo, trzeba zrobić to zgodnie z trzema wymiarami tworzącymi narrację – warto w tym celu odnaleźć je także w swojej dotychczasowej historii:

STRUKTURA NARRACYJNA – nadajemy znaczenia wszystkim doświadczeniom, które nas spotykają poprzez łączenie różnych epizodów z naszego życia. Gdy zaczniemy się przyglądać pytaniom: dlaczego pracuję tu, gdzie pracuję? dlaczego mieszkam tu, gdzie mieszkam? dlaczego żyję tak, jak żyję? – okaże się, że nie możemy zadowolić się jedną odpowiedzią, jedną praprzyczyną. Szybko bowiem okazuje się, że wcześniej poznaliśmy kogoś i ten ktoś przedstawił nas komuś innemu, kto miał własną firmę, a tę szkołę wybraliśmy bo ktoś nas namówił, albo coś przeczytaliśmy, zobaczyliśmy. Ciężko ustalić jeden początek kształtu naszego obecnego życia. Dlatego struktura narracyjna składa się z trzech elementów, dokładnie tak jak w każdej dobre historii:

początku – gdy mierzymy się z jakimś problemem i chcemy po raz pierwszy komuś go opowiedzieć (na przykład terapeucie), naszą opowieść zaczniemy od pewnego momentu – to właśnie jest początek!

– rozwinięcia – przechodzimy przez konkretne wydarzenia, które doprowadziły do powstania problemu, pojawiają się bohaterowie drugo- i trzecioplanowi, ich cele, przyczyny i skutki decyzji oraz szeroki kontekst wydarzeń.

– i końca – w tym miejscu wybrzmiewa opowieść o problemie, przy czym może ona miec otwarte zakończenie, może być puenta, podsumowanie, a może być kończyć się pytaniem – i znów: sami o tym decydujemy.

PROCES NARRACYJNY – innymi słowy sposób, w jaki opowiadamy swoje życie, z jakimi emocjami, pretensjami lub jaką formą wdzięczności.

TREŚĆ NARRACYJNA – to wszystko, z czego składa się nasze życie. Jeśli mamy tendencję do grania wciąż tej samej płyty, to we wszystkich relacjach odtwarzamy podobne emocje i nierozwiązane problemy. A może mamy dwa, trzy ulubione tematy (problemy, wyzwania), które wciąż do nas wracają?

Terapia narracyjna ma pomóc rozpoznać te trzy wymiary naszej historii i je nazwać. Rozpoznać monolog wewnętrzny, który powtarzamy sobie w myślach („jestem do niczego”, „nie zasługuję na takie traktowanie”, „wytrzymam to”, „nie powinnam…”). Terapeuta skłania do zadawania sobie pytań: „dlaczego mnie to spotyka”, „jaki był mój udział w tym wydarzeniu?”, „podejmuję w życiu akcję czy tylko reaguję?” – i w efekcie do zmiany punktu widzenia, czyli wewnętrznego sposobu traktowania samego siebie.

Niektórzy z nas tak przyzwyczaili się do otrzymywania kar, że sami siebie karzą. Inni pospieszają się, zawstydzają, odbierają sobie prawo do zabrania głosu lub sięgnięcia po nowe doznania. Są również tacy, którzy mówią do siebie jak kochająca matka: z miłością, akceptacją, wyrozumiałością. I właśnie taka wewnętrzna narracja jest celem terapii!