Ze śmiechem ci do twarzy, czyli czemu śmiech jest tak ważny w życiu?

Jeśli szukasz powodów do śmiechu, zawsze masz je pod ręką. Nie na darmo mówią: „Naucz się śmiać z siebie, będziesz mieć ubaw do końca życia”. (Fot. iStock)

Rozluźnia, uspokaja, otwiera. Wnosi coś świeżego, lekkiego. Potwierdzają to terapie i metody rozwojowe, w których śmiech jest podstawowym narzędziem. Gdyby tak każdy śmiał się przynajmniej kwadrans dziennie, świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Świeci słońce? Śmiej się. Pada deszcz? Jak wyżej. Awansowałaś? Świętuj z uśmiechem. Straciłeś pracę? To całkiem niezły powód do śmiechu! Czujesz się silny i zdrowy? Śmiej się. Poważnie zachorowałaś? Cóż… A jednak – również w najtrudniejszych sytuacjach warto znaleźć siłę, żeby się śmiać. Pełną piersią. Do rozpuku. Trudne? Posłuchaj historii Normana Cousinsa.

Żyj w komedii

Jest rok 1964. Amerykański pisarz i dziennikarz Norman Cousins słyszy diagnozę, która ścina go z nóg: zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Co to oznacza? Zwapnienie ścięgien, więzadeł, stawów. Silny ból. Szanse na wyleczenie? Żadne. Na przeżycie? Znikome. Można tylko brać silne środki przeciwbólowe i czekać na koniec. Takie przynajmniej jest zdanie lekarzy. Cousinsowi nie podoba się ta perspektywa. Zaczyna na własną rękę szukać rozwiązań. Trafia na informację dotyczącą stanu emocjonalnego pacjenta i jego wpływu na procesy lecznicze. Chwyta się tego: rezygnuje z kuracji, opuszcza szpital, przenosi się do pokoju hotelowego. A tam… Tam ogląda zabawne komedie (głównie filmy braci Marx, ale też takie z ukrytej kamery). I śmieje się. Długo, głośno, przeciągle. Już pierwszą noc po takim seansie przesypia bez bólu. Postanawia trzymać się swojej strategii. Badania wykazują, że po dawce śmiechu jego stan zdrowia się poprawia. Aplikuje więc sobie regularnie komediowe seanse, odstawia leki. Do tego ćwiczenia, zdrowe odżywianie, witaminy… Wraca do zdrowia, do pracy. Po latach wydaje książkę „Anatomia choroby widziana oczami pacjenta: refleksje na temat zdrowienia i regeneracji”.

Co pomogło? Na pewno wiara, determinacja. No i właśnie śmiech. Zresztą czy to nie logiczne? Skoro stres przyczynia się do rozwoju chorób, radość i relaks powinny działać w drugą stronę… Niewątpliwie ogromną rolę odgrywają wydzielające się w trakcie śmiechu endorfiny. Działają znieczulająco. Ale to nie wszystko. Amerykańska lekarz psychiatra Anna Rosen przeprowadziła badania na pacjentach, którzy kilka minut wcześniej obejrzeli komedię. Okazało się, że ich ślina zawierała dużą ilość immunoglobuliny, przyczyniającej się do zwiększenia odporności organizmu. Śmiech sprawia też, że nasz oddech się pogłębia, krew lepiej krąży, organizm dotlenia się, szybciej wypłukuje toksyny… Działa jak masaż – całe ciało się odpręża, spada poziom hormonu stresu. Wzrasta poziom energii, na sercu robi się lżej, w głowie też jakby luźniej. Uwalniają się trudne emocje, bledną troski, pojawia się nadzieja.

Dlatego dobrze jest mieć taki osobisty zestaw ratowniczy – coś, co w kluczowym momencie wywoła salwy śmiechu. Ulubiony kabaret, DVD z odcinkami Monty Pythona czy słynnego „Lesia” Joanny Chmielewskiej… Dla niektórych kobiet plastrem na złamane serce są komedie romantyczne (choćby „Notting Hill”). Ale nie tylko dla kobiet. Kiedy kilka lat temu aktor Jude Law rozstał się ze swoją partnerką Sienną Miller, postanowił przyjmować przez jakiś czas tylko role komediowe. Uznał, że to pomoże mu dojść do siebie. „Żyję w dramacie, nie muszę jeszcze tego odgrywać” – tłumaczył.

Zabawa jak miłość

Mam kolegę, który za każdym razem, kiedy ląduję w dołku, próbuje mnie rozśmieszyć. Przyznaję, że na początku bardzo mnie to irytowało. Ja cierpię, a on się śmieje – co za brak wyczucia! Ale potem coś puściło. Po prostu się śmiałam, nie zastanawiając się, jak to się ma do sytuacji (zresztą w międzyczasie sama sytuacja się zmieniała, zyskiwała dzięki śmiechowi nową perspektywę). Owszem, tzw. timing jest ważny. Nie będziesz raczej opowiadać dowcipów komuś, kto pogrążony jest w głębokiej żałobie. Ale gdyby Norman Cousins czekał na odpowiedni czas, żeby się pośmiać, może nigdy by się nie doczekał.

Podobnego zdania musiał być lekarz i aktor Hunter Doherty Adams (znany jako Patch Adams), kiedy z grupą dwudziestu wolontariuszy na początku lat 70. założył w Wirginii Zachodniej słynny Gesundheit! Institute, inicjując coś, co można by dziś nazwać klaunoterapią. Rozśmieszać chore dzieci? Właśnie tak! Niby dlaczego miałyby się nie śmiać, patrząc na czerwony nos, przedstawienia, skecze? Sam Adams przeżył w młodości załamanie nerwowe, miał za sobą trzy próby samobójcze. Ale wybrał życie. I śmiech. „Humor to antidotum na wszystkie bolączki. Wierzę, że zabawa jest tak samo ważna jak miłość. Kiedy pytamy ludzi, co lubią w życiu, okazuje się, że liczy się rozrywka – czy to będą wyścigi samochodów, taniec, uprawa ogródka, golf czy czytanie książek. Życie jest takim cudem i tak wspaniale jest je przeżywać, że zastanawiam się, dlaczego ktoś miałby zmarnować z niego choćby minutę! A śmiech to najlepsze lekarstwo” – powiedział kiedyś.

Jak to działa, mieliśmy okazję przekonać się, oglądając film z Robinem Williamsem w roli Patcha Adamsa. Luz, kolorowe stroje, zabawne gadżety i gotowy żart na podorędziu. Ciepło opakowane w śmiech, które przyspiesza proces leczenia. No i wielu naśladowców – w szpitalach na całym świecie. Zresztą nie tylko w szpitalach, bo Adamsowi zdarzyło się też rozśmieszać kubańskich więźniów… na dzień przed egzekucją.

Przyjmuje się, że aby się śmiać – trzeba mieć z czego. Czasem więc uruchamiamy pościg za wyrafinowanym żartem, gagiem. W jodze śmiechu niepotrzebne są specjalne treści. Masz ciało, głos, oddech – to wystarczy. Zaczyna się bardzo niewinnie – ha, ha, ha, hi, hi, hi… Klaskanie w dłonie, poruszanie ciałem, oddechy, okrzyki. I nagle, nie wiadomo kiedy, cała grupa zatacza się ze śmiechu. Nie ma wątpliwości: śmiech jest zaraźliwy. W ruch idą neurony lustrzane – nawzajem naśladujecie się i inspirujecie. A jeśli ktoś z zewnątrz chciałby się dowiedzieć, z czego właściwie się śmiejecie… odpowiecie mu śmiechem. Co ciekawe, mózg nie odróżnia naturalnego śmiechu od tego wywołanego sztucznie. Na co niezbitym dowodem jest eksperyment z ołówkiem – jeśli będziesz trzymać go odpowiednio długo między zębami (powodując tym samym uniesienie kącików ust jak przy uśmiechu), twoje samopoczucie się poprawi. Może nawet czytane w tym czasie poważne treści okażą się lżejsze, zabawniejsze. Aha, żeby nie było wątpliwości – również w wypadku jogi śmiechu wszystko zaczęło się od lekarza medycyny. Jej twórcą jest dr Madan Kataria, który początkowo, w latach 90., praktykował z zaledwie pięcioma osobami w parku w Bombaju.

Wypuść powietrze

Jeśli szukasz powodów do śmiechu, zawsze masz je pod ręką. Nie na darmo mówią: „Naucz się śmiać z siebie, będziesz mieć ubaw do końca życia”. To powiedzenie idealnie pasuje do coachingu prowokatywnego Franka Farrelly’ego. Już sama nazwa wiele mówi – chodzi o przełamanie schematu, spojrzenie na problem z innej strony. Obśmianie go. Coach prowokatywny jest spontaniczny, nieprzewidywalny – potrafi powiedzieć coś, co całkowicie cię rozbroi. Albo rozzłości (jak prowokacja, to prowokacja!). Ważne, że przestaniesz poruszać się po utartych ścieżkach, pogubisz w opowiadanej właśnie historii, wypadniesz z szyn… I wreszcie (może) wybuchniesz śmiechem. Wszystko dlatego, że coach stawia przed tobą krzywe zwierciadło. Mówi albo robi coś, do czego sama być może nie jesteś gotowa się przyznać. Nagle pojawia się przebłysk: uświadamiasz sobie, co tak naprawdę wyrabiasz, w co się pakujesz i jakie to absurdalne. Widzisz to jak na dłoni i… schodzi z ciebie powietrze. Jest w tym wyzwanie, przekora, ale i dużo życzliwości, otwartości na drugą osobę, na jej słabości (również na mocne strony, do których być może trzeba się dopiero dokopać). To daje dystans. Przestrzeń, w której może wyłonić się coś nowego.

Lubię myśleć, że w sytuacjach wywoływanych przez tego rodzaju prowokacje (i w wielu innych, gdy zamiast biadolić zaczynamy się nagle śmiać) Wewnętrzny Krytyk ustępuje miejsca Wewnętrznemu Dziecku. A kiedy wkracza ono ze swoją kreatywnością, można się spodziewać bardzo niekonwencjonalnych rozwiązań. Bo śmiech ma też zbawienny wpływ na umysł. Usprawnia procesy uczenia się i zapamiętywania, poprawia koncentrację i motywację. Pomaga zwiększyć pewność siebie i wspiera komunikację (czyli wpływa korzystnie na nasze relacje). Że zyskują emocje (spada poziom gniewu i lęku, wzrasta radość życia), nie trzeba chyba przekonywać… A czy pisałam już, że śmiech wzmacnia też mięśnie brzucha, redukuje chrapanie, podnosi libido, a – poprzez masaż mięśni twarzy – sprawia, że skóra staje się jędrniejsza? No właśnie.