1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Prokreacja a życie seksualne

Prokreacja a życie seksualne

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Na pytanie - co robić, żeby nie stracić przyjemności, starając się o dziecko, odpowiedź brzmi: nic. I tak się nie da. Najlepiej przestać się wysilać i przyjąć z otwartością nieuniknioną konsekwencję wprowadzenia w życie seksualne celu, jakim jest prokreacja. Nie ma się co oszukiwać - zadaniowość seksowi nie służy.

Jeśli naszą seksualność podporządkujemy prokreacji, co czasem jest konieczne, żeby zajść w ciążę, to seks stanie się realizacją zadania, podporządkowaną określonym wymogom czasowym, rytmowi hormonalnemu kobiety, wreszcie Wielkiemu Zadaniu. Do tego dla części osób staranie o dziecko wiąże się z dużymi trudnościami, a to zwiększa ciśnienie na stosunek, który zakończy się zapłodnieniem. Jeżeli doda się do tego presję czasu, oczekiwań, emocji, a często dramat kobiet i mężczyzn, naprawdę trudno sobie wyobrazić radosny, lekki seks w ich sypialniach.

Jak wobec tego zrealizować marzenie o posiadaniu dziecka i nie obrzydzić sobie do końca czynności, jaka do tego prowadzi? To jest dobrze zadane pytanie. Seks jest jedyną ludzką aktywnością, która spełnia wymogi prawdziwej zabawy: jest podejmowany spontanicznie, emocjonalnie, w celu osiągnięcia przyjemności; działania - nawet jeżeli jest jakiś plan - służą wyłącznie wzmocnieniu przyjemności. Zabawa dorosłych jest niecelowa, bo nawet uznanie za cel każdorazowego osiągnięcia orgazmu, samopotwierdzenia się jako kochanek/kochanka, w końcu zabije radość z seksu.

Poczucie humoru oraz maksymalny możliwy dystans, na jaki zdobędzie się para, stanowią jedyną skuteczną broń przeciwko wpadnięciu w rutynę, sprowadzeniu seksu do zadania oraz zniechęceniu do intymności w ogóle. Zdaję sobie sprawę, że to nie takie łatwe - nie traktować maksymalnie poważnie czegoś, co jest tak ważne dla przyszłości związku. Jednak jestem pewna, że właśnie poczucie humoru stanowi skuteczne narzędzie sprostania równie wielkiemu wyzwaniu. Jak to zazwyczaj bywa w życiu, im poważniejsze mamy przed sobą tematy - tym łatwiej je znieść, wprowadzając do rozmów, działań, myślenia ożywczy dystans. Kochacie się w celu poczęcia dziecka? Trzeba to planować, robić we właściwym momencie, we właściwy sposób? Wymyślcie wokół tego zabawę, która zaprzęgnie wasze fantazje seksualne, pozwoli z planu zrobić pikantny scenariusz, da szansę się przebrać, odegrać kogoś innego.

Traktowanie prokreacji jak świątyni, do której wchodzi się tylko po oczyszczeniu, na bosaka i w pokornym ukłonie stanowi zagrożenie także dla waszego życia seksualnego w ciąży i po porodzie. Za serio jest niedobrze. Co  nie oznacza, że lekceważymy uczucia kobiety, która nie może zajść w ciążę, czy mężczyzny, który ma trudności z zostaniem ojcem. To oznacza tylko to, że seks ma swoje prawa. I jeżeli chcecie, żeby długo was cieszył, to warto je zrozumieć i szanować. I że warto widzieć różnicę miedzy seksem a prokreacją, bo tym pierwszym chcecie się cieszyć długie lata. Poczęcie dziecka jest czymś, do czego dążycie i co osiągniecie, realizując wytyczne. Wasze życie seksualne jest waszym zasobem, darem na całe życie i nawet tak ważna czynność jak powołanie na świat nowego człowieka nie powinna go uszczuplać.

Znalezienie własnych dróg radzenia sobie ze zmianami w życiu seksualnym będzie miało dla pary wielką wartość. Jedno, że pozwoli przejść z godnością i bez uszczerbków przez okres starania się o dziecko. Drugie, że gdy dziecko/dzieci już się na świecie pojawią, wspólnie wypracowane metody komunikacji, radzenia sobie ze stresem i obciążeniem sprawią, że wcale nieprosty okres pourodzeniowy ma szansę przebiec łatwiej i z mniejszymi stratami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seks z byłym partnerem - tak czy nie?

Zanim zdecydujemy się na seks z byłym partnerem, miejmy na uwadze to, że przedłużanie fazy fascynacji erotycznej wiąże się z ryzykiem uzależnienia. (Fot. iStock)
Zanim zdecydujemy się na seks z byłym partnerem, miejmy na uwadze to, że przedłużanie fazy fascynacji erotycznej wiąże się z ryzykiem uzależnienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Seks z byłym partnerem jest dość powszechnym zjawiskiem. Z jednej strony nie chcemy już mieć nic wspólnego z tą osobą, mamy wrażenie, że się przy niej dusimy, ale z drugiej strony trudno jest zakończyć relację z dnia na dzień i odciąć od siebie wszystko, co się z nią wiązało. Dodatkową przeszkodą może być fakt, że seks w związku był całkiem niezły.

Seks po rozstaniu z byłym partnerem jest dość powszechnym zjawiskiem. Z jednej strony nie chcemy już mieć nic wspólnego z tą osobą, mamy wrażenie, że się przy niej dusimy, ale z drugiej strony trudno jest zakończyć relację z dnia na dzień i odciąć od siebie wszystko, co się z nią wiązało. Dodatkową przeszkodą może być fakt, że seks w związku był całkiem niezły. Dlaczego najczęściej decydujemy się na seks z ex?

Jeśli tak było, to seks po rozstaniu z partnerem wiąże się z masą zniewalających wspomnień. Znaliśmy swoje ciała, potrzeby, reakcje. Poruszanie się w obszarze cielesnej fascynacji było jak utarta ścieżka bezbłędnie prowadząca do celu. W tym przypadku do orgazmu. Daje to gwarancję, że każde kolejne zbliżenie będzie równie satysfakcjonujące. Niewielki pretekst, sprzyjające okoliczności, chwila słabości popychają nas do seksu z byłą partnerką lub byłym partnerem, nawet po rozstaniu, choć ustaliliśmy, że to koniec. Paradoksalnie, koniec bycia razem nie jest jednoznaczny z zakończeniem relacji seksualnej. Wyczerpaliśmy wspólne tematy, zaczęliśmy odczuwać nudę w swoim towarzystwie, niektóre cechy partnera okazały się być nie do przeskoczenia w codziennym życiu, rozminęliśmy się emocjonalnie i duchowo, ale seks zawsze był dobry i nadal może być. Taki układ jest możliwy wtedy, jeśli rozstajemy się z wyżej wymienionych powodów, a nie ze względu na związanie się z nową osobą.

Często chęć podtrzymania relacji seksualnej wynika z trudności radzenia sobie z rozstaniem. Pojawia się obawa przed samotnością. Do głowy przychodzą myśli, czy w ogóle jeszcze kogoś poznam, czy komuś się spodobam, czy uda nam się dogadać? Lęk przed samotną przyszłością często jest na tyle silny, iż powoduje, że wracamy do byłego partnera. Próbujemy na nowo lub spotykamy się na seks po zerwaniu. Decydując się na to drugie rozwiązanie często czujemy, że rozstanie jest mniej dramatyczne i nie jest definitywnym końcem. Samotność nie doskwiera tak bardzo, choć jednocześnie jesteśmy wolni. Seks po rozstaniu z partnerem nie wiąże się z angażowaniem emocjonalnym, bo wiemy, że z tą osobą już nie jesteśmy. Czujemy swobodę psychiczną, bo zbliżenie fizyczne nie umacnia dalej związku, który nie do końca nam pasował. Jednocześnie znamy dobrze partnera, więc czujemy się pewnie i bezpiecznie.

Jednak taki układ ma też wady. Spotykając się na seks po rozstaniu z partnerem, najczęściej doświadczamy tylko pozytywnych wrażeń. Dodatkowo uruchamia to wspomnienia przyjemnych chwil razem spędzonych, co powoduje, że zapominamy dlaczego się rozstaliśmy. Dlatego podtrzymywanie relacji seksualnej po rozstaniu często prowadzi do powrotu do siebie. Niestety po pewnym czasie seks z ex może prowadzić do tego, że euforia wynikająca z faktu ponownego bycia razem znika i wracają problemy, które nas od siebie oddaliły. Znowu się rozstajemy.

Kolejną słabością seksu z byłym partnerem jest nadzieja, jaką podświadomie, bądź świadomie, wiążemy z sytuacją podtrzymywania kontaktu. Często osoba, która nie była inicjatorem rozstania wierzy, że to tylko okres przejściowy, chwila słabości związku, i że za chwilę wszystko wróci do normy. Tym większe jest rozczarowanie, kiedy druga strona oznajmia, że zaczęła się spotykać z kimś nowym i ostatecznie chce zakończyć aktualny układ.

Zdarza się, że kobiety inaczej niż mężczyźni podchodzą do seksu po rozstaniu z byłym partnerem. Jeśli mężczyzna był stroną kończącą relację, a kobieta nadal z nikim się nie spotyka, to często romans z byłym może wzmocnić jej osłabione poczucie kobiecości. Kobietom zdarza się myśleć w ten sposób, że skoro partner nadal ich pożąda, decydując się na seks po zerwaniu, to jednocześnie zależy mu na tym, jakimi są osobami. Tymczasem mężczyznę dalej kręcą nasze fizyczne walory, ale wcale nie zamierza wracać i kontynuować związku. Po porzuceniu przez partnera samoocena spada i jesteśmy rozbici emocjonalnie. Kobiety decydując się na seks po rozstaniu z byłym partnerem czasami kierują się tym, że świetny seks spowoduje, że będzie chciał do nich wrócić. Pojawia się też myślenie, że skoro nie mogę go mieć całego, to chociaż mam go fizycznie. Trzymamy się tej namiastki bliskości, która tylko pogłębia coraz niższe poczucie własnej wartości. Seks z byłym bądź byłą działa również znieczulająco na ból wywołany  myślą o rozstaniu i pozornie taki układ może nieco ułatwić pogodzenie się z sytuacją.

Mężczyźni podtrzymują intymną relację m.in. z poczucia winy, że spowodowali cierpienie. Pojawia się wtedy chęć zadośćuczynienia i odpowiedzialność za bliską niegdyś osobę, co może przełożyć się na tymczasowe zainteresowanie seksualne i decyzję o seksie po zerwaniu. Istotną rolę odgrywa też popęd seksualny – szczególnie jeśli on nie może sobie znaleźć nowej partnerki, a nie chce ryzykować seksu z przypadkową osobą, prędzej czy później wraca na seks do byłej. Kolejny powód to potrzeba podbudowania męskiego ego. W przypadku seksu z byłą partnerką nie trzeba dowodzić umiejętności Casanovy i można sobie pozwolić na bycie sobą. W nowym związku trzeba wykazać się w roli kochanka, co może wiązać się ze stresem przed porównaniem z innymi czy niespełnieniem oczekiwań.

Podsumowując – zanim zdecydujemy się na seks po rozstaniu z partnerem, miejmy na uwadze to, że przedłużanie fazy fascynacji erotycznej z byłym wiąże się z ryzykiem uzależnienia. Obsesja na punkcie straty i zadowalanie się namiastkami związku w postaci seksu z byłym sprawia, że nie jesteśmy w stanie „odciąć pępowiny”, a tym samym zakończyć danego etapu w naszym życiu. A dopóki to się nie stanie, dopóty nie uda się nawiązać nowej, satysfakcjonującej znajomości.

  1. Seks

Przebudzenie księżniczki... kobieta do seksu musi dojrzeć

Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Kobieta do seksu musi się obudzić. Jak księżniczka w bajce: długo śpi, by kiedyś otworzyć oczy i sięgnąć po ten wspaniały owoc. Ale przebudzenie księżniczki w „ziemskiej” kobiecie wygląda trochę inaczej: tu nie wystarczy jeden pocałunek księcia. przebudzenie to proces, który zaczyna się w chwili narodzin i trwa przez wiele lat.

Kobieta do seksu musi się obudzić. Jak księżniczka w bajce: długo śpi, by kiedyś otworzyć oczy i sięgnąć po ten wspaniały owoc. Ale przebudzenie księżniczki w „ziemskiej” kobiecie wygląda trochę inaczej: tu nie wystarczy jeden pocałunek księcia. Przebudzenie to proces, który zaczyna się w chwili narodzin i trwa przez wiele lat.

Księżniczką jest właściwie każda kobieta, która księżniczką się czuje. Rozpoznać ją można na pierwszy rzut oka – po tym, jak jest ubrana, jak chodzi, mówi, skąd płynie jej głos. Czy powstaje w zaciśniętym gardle, czy płynie z uwolnionej przepony. Poznać ją można też po tym, jak wchodzi w kontakty z mężczyznami i jak na nich reaguje.

– Prawdziwa księżniczka nie stara się robić na mężczyźnie wrażenia, nie szuka w jego wzroku akceptacji, aprobaty, pożądania – mówi Katarzyna Gładkowska, psycholożka, trenerka i terapeutka. – Nie próbuje się prezentować, afiszować ze swą atrakcyjnością. Idzie przez życie pewnym krokiem, Nie musi się w niewolniczy sposób podobać innym, zwłaszcza mężczyznom. To nie jest najważniejszy aspekt jej istnienia. Seksualność jest tylko jej częścią, ale częścią oswojoną. Przebudzona księżniczka zintegrowała seksualność ze swoją osobowością, tożsamością.

I tylko taka kobieta potrafi naprawdę czerpać z seksu to, co w nim cenne: przyjemność, satysfakcję i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Gdy rodzi się córka…

...przed rodzicami stoi trudne zadanie wychowania jej "na księżniczkę". Zwłaszcza przed ojcem: musi jej pokazać, że akceptuje jej płeć i nie jest rozczarowany brakiem syna, bo to ojciec właśnie buduje podstawy seksualnej tożsamości córki. Ważne, by szukał równowagi. Powinien np. raz iść z nią na zakupy i pozwolić jej wybrać sukienkę (także różową, jeśli chce), a innym razem zabrać małą na mecz (jeśli oboje mają ochotę). Chodzi o to, by dziewczynka czuła się akceptowana taka, jaka jest.

Dla matki trudny i wymagający wielkiej dojrzałości jest czas, kiedy jej kilkulatka wchodzi w okres tzw. kompleksu Elektry (to żeński odpowiednik kompleksu Edypa). Córka zakochuje się wtedy w tatusiu i marzy, że zostanie jego żoną. Czasem w myślach wręcz uśmierca mamę. Ważne, by matka w tym czasie nie odrzucała jej w żaden sposób. By tłumaczyła, na czym w rodzinie polega rola każdej z osób. Mówiła, że tata jest mężem mamy, ale kiedy mała dorośnie, spotka takiego mężczyznę jak tata i on będzie jej partnerem. Warto też, by tata to wzmacniał, mówiąc córce, że jest jego ukochaną księżniczką, w pełni akceptowaną, ale on wybrał na żonę jej mamę. Powinien też wyjaśnić jej, że przyszły mąż nie musi być taki sam jak tata, żeby córka nie utrwaliła sobie wizji „mam szukać tylko według wzoru ojca”.

Dziewczynka staje się kobietą

Księżniczka "otwiera oczy": to czas pierwszej miesiączki. Rodzice powinni świętować to, że dziewczynka staje się kobietą.

– To ważna chwila, może nawet najważniejsza – uważa Gładkowska. – Ojciec, przygotowany przez żonę, powinien pokazać córce, że ten moment niesie ze sobą coś pięknego. Powinien z córką rozmawiać, okazywać jej akceptację. Dzięki temu dziewczyna otworzy się na własną seksualność. Zacznie oswajać to, że jest kobietą, wspaniałą istotą, a nie tylko kimś różnym od mężczyzny. Będzie się uczyć, że płci nie trzeba akcentować. Dzięki temu nie będzie odbierać menstruacji jako czegoś wstydliwego, co trzeba wypierać, ukrywać. Zintegruje płeć i duszę.

Kolejny etap, okres dojrzewania, jest wielkim wyzwaniem dla ojca. Córkę zaczynają interesować chłopcy. Zmienia się jej ciało, rosną piersi, okrągleją biodra. Zaczyna podkreślać swą kobiecość. Burza hormonalna powoduje napięcie, wewnętrzny zamęt.

– Dojrzały ojciec wie, co z tym zrobić: akceptować i kochać dalej – mówi psycholog. – Rozmawia z nią. Daje jej poczucie bezpieczeństwa. Kiedy widzi, że dorastająca dziewczyna za bardzo się negliżuje, delikatnie zwraca jej na to uwagę. Tłumaczy, dlaczego nie powinna odkrywać wszystkiego ze swej rodzącej się kobiecości: by nie była narażona na to, że zostanie przez kogoś użyta. Jego córka wkroczy we wczesną dorosłość bez zrodzonego na tle seksualności poczucia winy.

Niedojrzały ojciec natomiast zaczyna się bać. Jego wyobrażenia, co zrobiłby z tą dziewczyną, gdyby mógł, przekładają się na podejrzenia, co robią z nią inni chłopcy. Czasem staje się wulgarny i opryskliwy.

Matka stara się oddalić moment, kiedy jej nastoletnia córka poczuje się atrakcyjna, pożądana. Robi to z troski, by ją uchronić przed złem tego świata: nadużyciami ze strony chłopców, niechcianą ciążą itp., ale także z lęku przed własną starością i przemijaniem. Dlatego gdy córka osiąga 16–17 lat, powinien nastąpić etap emocjonalnego oddzielania się od matki – inaczej podszyta rywalizacyjnym lękiem postawa może nadszarpnąć samopoczucie i wizerunek dziewczyny.

 

W ramionach księcia

Wzrastająca w pełnym miłości i akceptacji środowisku dziewczyna nie boi się odrzucenia, wchodzi więc w dobre związki z chłopcami. Dobre, czyli spokojne, przyjacielskie relacje oparte na uczuciach. Nie zostanie wykorzystana, bo nie myli pożądania młodego chłopaka ze swoją potrzebą miłości. I decyduje się na utratę dziewictwa mądrze. Inicjacja seksualna to moment, kiedy księżniczka czyni kolejny krok ku przebudzeniu.
– Wiele kobiet traci dziewictwo w nieodpowiednim momencie i z nieodpowiednich pobudek. Silna potrzeba bycia kochaną, moda lub chęć przynależności do pewnych środowisk sprawiają, że dziewictwo tracą dziewczyny, które nie są na to gotowe.
Są jeszcze inne kobiety, które czekają na noc poślubną. I oba przypadki nie są najszczęśliwsze pod względem przeżywania seksualności. Nie chodzi o to, by czekać w nieskończoność, traktując dziewictwo jak jedyną wartość. Kobieta jest nastawiona na to, by być kochaną, akceptowaną, żeby mężczyzna z nią rozmawiał, rozumiał, słuchał. Tracąc dziewictwo z partnerem, który jest czuły, emocjonalnie dojrzewa razem z nią i darzy ją uczuciem, czyni kolejny krok ku integracji swojej seksualności i osobowości, ku pełni. Nieważne, czy później będą razem. Nawet jeśli nie – wszystko zależy od tego, czemu ma służyć inicjacja, czy są między nimi uczucia, czy tylko chęć wykorzystania drugiej osoby.

– "Księżniczkę" ostatecznie budzi partner, z którym się zwiąże – mówi psycholog. – Kiedy ma 20 kilka lat, wchodzi w poważny związek i jeśli ma dużo szczęścia, będzie szczęśliwą kobietą do końca życia. Ale nie będzie to łatwe, bo na temat seksu młode kobiety i ich mężowie mają różne wyobrażenia. Gdy mężczyzna może mieć żonę przez 24 godziny na dobę i czuje się wolny od zakazów, zaczyna eksperymentować. Jest jurny, niecierpliwy i szybko biegnie do celu. A kobieta jest na to zupełnie niegotowa. Potrzebuje, by ją budzić powoli, krok po kroku.

Dochodzi do jednego z poważniejszych życiowych konfliktów między światem kobiet i mężczyzn. Ale "prawdziwa księżniczka" próbuje się dogadać z partnerem. Jeśli on zrozumie, że ona chce być kochana, przytulana, pragnie tego, by ktoś się o nią troszczył, i zadba o te jej potrzeby, kobieta da mu upragniony seks. Emocjonalnie spełniona kobieta uczyni to z radością, ponieważ dla kobiety seks i emocje łączą się ze sobą i nie może ich oddzielić. Jednak większość kobiet w związek czy małżeństwo wnosi zahamowania seksualne, wstyd, poczucie winy i potrzebuje wielkiej delikatności, czułości, cierpliwości i mądrości ze strony partnera, by móc zakończyć proces dojrzewania do seksu.

Już wiem, co TO jest

W wieku lat 35–45 "księżniczka" wreszcie w pełni się budzi: kobieta w tyk okresie na nowo odkrywa seks. Odkrywa, że jest wspaniały. Wreszcie uświadamia sobie, że można to robić nie dlatego, że mąż chce, ale ponieważ sama ma ochotę. Otwiera się na seks i zaczyna go smakować. Ta zmiana to efekt wieloletnich „ćwiczeń” w poznawaniu własnego ciała i sposobach osiągania przyjemności. Ale nie tylko.

– Kluczem do tej zmiany jest nasza dojrzałość – uważa psycholog. – Czujemy się bardziej osadzone w życiu zawodowym, mamy świadomość własnych kompetencji, także poza małżeństwem i seksem. Może już wychowałyśmy dzieci i całkiem nieźle nam to wyszło, więc czujemy się wartościowe, skuteczne i spełnione. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ważny jest nie tylko nasz wygląd, ale także nasza osobowość. Widzimy, że mamy wpływ na własne życie. Rodzą się w nas nowe pasje, na które w końcu mamy czas. Zaczynamy szczerze rozmawiać, bo przestajemy się bać. Otwieramy się na przyjaźnie z innymi kobietami, bo już nie traktujemy siebie jak konkurencji, zaczynamy z nimi rozmawiać, przez co tworzymy swoiste grupy wsparcia, dzięki którym wciąż dojrzewamy. Zaczynamy nazywać to, co się z nami dzieje. To wszystko ma wielkie znaczenie, bo na seksualność kobiety wpływa dosłownie każda dziedzina życia.

Kobieta zaczyna też badać swoje ciało. Zdejmuje poczucie winy, w którym dorastała do tej pory, i zaczyna spontanicznie kontaktować się z fizycznością. Ciało w tym wieku się zmienia i odkrywa, że dotyk jest przyjemny. Wiele kobiet wraca wtedy do porzuconej masturbacji lub robi to po raz pierwszy. A mężczyźni są zachwyceni, gdy żona na ich oczach doprowadza się do orgazmu. Życie seksualne osiąga taki poziom, jakiego nie miało nigdy przedtem.

– "Księżniczka" przeszła bardzo długą drogę, by dotrzeć do punktu, w którym może partnerowi powiedzieć „czuję się w pełni dojrzała, mam świadomość własnych możliwości, ale jeszcze potrzebuję dostać coś od ciebie, by być dopełniona. Dzisiaj już wiem, co to jest” – tłumaczy psycholog.

– Naprawdę przebudzona kobieta rozumie, że jeśli czuje się żabą i myśli o sobie jako o żabie, żaden mężczyzna nie przemieni jej w księżniczkę za pomocą pocałunku, nie przemieni jej serca.
Na poziomie ciała doświadcza czegoś zupełnie nowego, ponieważ jej dusza wkroczyła na inny poziom rozwoju.

Może być tak, że kobieta obudzi się w pełni do seksu dopiero po czterdziestce. I, prawdę mówiąc, często tak właśnie jest. Bo prawdziwie przebudzona księżniczka mająca udane życie seksualne to kobieta, która naprawdę zintegrowała trzy najważniejsze płaszczyzny: seksualność, emocje i duchowość.

  1. Seks

Dlaczego mężczyzna oddziela seks od uczuć? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

Po seksie pozbawionym uczuć często pozostaje niesmak. (fot. iStock)
Po seksie pozbawionym uczuć często pozostaje niesmak. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Co wpływa na seksualność u mężczyzn? Jak pomóc mężczyźnie, który oddziela seks od uczuć? Co wspólnego ma z tym jego matka? I jakie znaczenie dla przyjemności w łóżku ma wielkość i kształt penisa – wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Co wpływa na seksualność u mężczyzn? Jak pomóc mężczyźnie, który oddziela seks od uczuć? Co wspólnego ma z tym jego matka? I jakie znaczenie dla przyjemności w łóżku ma wielkość i kształt penisa – wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak będziemy mówić: penis, fallus, członek? Wymieńmy od razu całą gamę: wacek, koń, kutas, ptak, pała, drut, fiut, ch...j. Nazwotwórcza płodność odniesiona do męskich genitaliów przewyższa tę związaną z kobiecym kroczem. Ale też ile nazw, tyle problemów ujawnia się w trakcie psychoterapii psychogennych zaburzeń  potencji i płodności. Pierwsze pojawiają się już w łonie matki. Męski płód bywa zalany taką ilością kobiecych hormonów, że trudno mu stać się mężczyzną. Zwłaszcza gdy matka pochłania kurczaki i inne przemysłowo produkowane mięsa, naszpikowane hormonami. Naukowcy znajdują coraz liczniejsze dowody na to, że nadmiar żeńskich hormonów w środowisku może stanowić powód narastającego zjawiska braku jednego jądra i nieschodzenia jąder do moszny u męskich niemowląt. Wzrasta też u chłopców występowanie stulejki – zwężenia napletka uniemożliwiającego swobodne wysuwanie się żołędzi.

Chłopiec może więc mieć tylko kilka lat i już dwie traumy. Często dochodzi do tego zawstydzanie wzwodu. Mali chłopcy tak mają, że jak jest im ciepło i bezpiecznie, to miewają wzwód. Zdarza się to męskim niemowlakom w trakcie karmienia piersią. Niestety, wiele niedoświadczonych matek reaguje na to nawet obrzydzeniem. Chłopiec może usłyszeć, że jest „małym świntuszkiem”, że „tak się nie robi”. Warto więc wiedzieć, że wzwód u chłopców przed fazą pokwitania nie ma nic wspólnego z seksem. Najlepiej tego nie zauważać. Uznać za wyraz zadowolenia i błogości. Ale nie koniec na tym. Zawstydzony, niepewny siebie, zagrożony utratą więzi z matką chłopiec może mieć trudności z kontrolą zwieraczy, pojawią się nocne moczenie i poczucie winy. Na domiar złego nierzadko towarzyszy temu odrzucenie przez rówieśników. Kolejny powód do wstydu – chłopiec dojrzewa i pojawiają się nocne polucje. Ten naturalny etap psychofizjologicznego rozwoju jest napiętnowany samą nazwą: zmaza nocna. Jak w tej sytuacji poradzić sobie ze sztywnymi od zaschniętej spermy spodniami od piżamy i prześcieradłem?

No i kolejny wstyd?! Dlaczego akurat matka ma się pierwsza dowiedzieć o tym, że jej mały misio mógłby już zostać ojcem? Od reakcji matki i ojca wiele zależy w życiu przyszłego mężczyzny. Najlepiej byłoby z tego zrobić małą uroczystość inicjacji w męskość. Tym bardziej że nabywanie dojrzałości seksualnej przez chłopca bywa obarczone lękiem przed zmianą  relacji z matką („Przestałem być dla niej dzieckiem”) i byciem wypędzonym ze stada przez zazdrosnego ojca („Stałem się rywalem ojca”). Jeszcze większy lęk i poczucie winy związane z ojcem może powodować opiekuńcza odpowiedź matki na seksualne potrzeby dojrzewającego syna. Wszystko to razem może też zainstalować w psychice negatywny stosunek do własnej seksualności. A wtedy wyparta młodzieńcza seksualność staje się działającym znienacka demonem. Ciśnienie popędowe robi jednak swoje i chłopiec odkrywa autoerotyzm. Najbezpieczniejszy (w naszej kulturze) sposób redukowania seksualnego parcia, graniczący z obsesją.

Ale jakże kochać się z demonem? Z demonem trzeba walczyć. To więc, co mogłoby być pomocne w asymilowaniu chłopięcej seksualności, czyli autoerotyzm, zamienia się w autoagresywny, samokarzący samogwałt. Gwałci on wtedy samego siebie, traktując wrażliwe – stworzone do miłosnego kontaktu z innymi – części ciała jak wroga. A wewnętrzny konflikt i sprzeczne uczucia nasilają się tylko, bo ów wróg dostarcza mu przyjemności i ulgi. Ten konflikt rozwiązuje jeszcze większym wyparciem: „To nie ja, to on/ona/szatan to ze mną robi wbrew mej woli”. W ten sposób hoduje demona, z którym podejmuje walkę. Tymczasem grzech/zło i cierpienie rodzą się tam, gdzie nie dociera promień uświadomienia, że żyjemy w sidłach samopotwierdzającej się przepowiedni zła. Ot, i cudowna seksualność zostaje odrzucona jako coś brudnego, nad czym nie ma kontroli. W ciele i psychice utrwala się konflikt: genitalia sobie, serce sobie.

Niektórzy artyści, tacy jak np. Andrzej Wróblewski, malują ludzi pokawałkowanych traumą. I chłopak, o którym mówimy, też jest nią pocięty – tu seksualność, a tu serce – nim pozna kobietę. Zgaduję, że pierwszy raz będzie trudny? Bo jak ma kontaktować się z drugą płcią sprawnie seksualnie i w sposób ludzki? Tym bardziej że chłopak zaczyna przeżywać zadziwiające dla niego samego stany. Na widok – a nawet samo wyobrażenie – atrakcyjnej dziewczyny miotają nim gwałtowne fizjologiczne reakcje: ma wzwód, wali mu serce, miękną nogi, a czasami dochodzi do spontanicznego wytrysku. Doświadcza jednocześnie upokorzenia utraty kontroli nad sobą i paraliżującego zachwytu. Nie mając żadnej wiedzy ani wsparcia dorosłych, osamotniony i upokorzony ogromnym kosztem, stara się wyprzeć ze świadomości cały ten bałagan. Często zamienia go w agresję i pogardę wobec istot, które wzbudzają w nim tak trudne stany.

Ale bywa też, że próbuje seksu. Nie ma innego wyjścia, ale robi to w stanie wewnętrznego konfliktu i często odurzając świadomość alkoholem albo dopalaczami, marnuje niepowtarzalną okazję przeżycia świadomej, podłączonej do serca inicjacji. Dlatego inicjacja bywa najczęściej szalona, chaotyczna, byle jaka – pozostawia niedosyt i niesmak. Tu znowu pojawia się samospełniająca się przepowiednia: „Skoro tak kiepsko się czuję, to z pewnością zrobiłem coś złego”. Dlatego tak często inicjacja seksualna jest dla obu stron porażką. Na ogół większą dla chłopców i mężczyzn niż dla dziewcząt. Bo skonfliktowana męska seksualność i związane z nią trzymanie rąk z dala od własnych genitaliów konserwuje ogromną nadwrażliwość całego układu. Wtedy wystarczy jeden dotyk dziewczęcej dłoni, by spowodować ejakulację.

Pojawia się ona często również u mężczyzny, gdy ten chce szybko zakończyć sytuację powodującą podświadome wyrzuty sumienia: „Skoro już robię coś złego/nieczystego, to niech to trwa jak najkrócej”. No i znów wstyd i upokorzenie, zwłaszcza gdy rozczarowana partnerka wykpi, pogardzi.

Oglądanie pornografii i autoseks nie pomagają? Nie. Nie pomagają przygotować się do inicjacji, bo nasilają kompleksy i tworzą fałszywe wyobrażenie seksualnej relacji. Jak się ma czuć chłopiec ze swoim niezaprawionym w miłosnych bojach, przewrażliwionym siusiakiem, oglądając niesłychane egzemplarze męskiego przyrodzenia i ich niewyczerpaną wytrwałość? A w dodatku seksualna akcja owych zawodowców trwa kilkadziesiąt minut. Jak sprostać takim wzorcom?! Lecz najbardziej szkodliwym elementem pornograficznej edukacji jest wyzucie seksu z kontekstu emocjonalnej więzi pomiędzy partnerami. To dehumanizujący, degradujący wzorzec, który młodzież z braku innych uznaje za słuszny. Z drugiej strony – dla dorosłych, acz niedojrzałych mężczyzn pornografia staje się łatwą ucieczką od ryzyka i trudu, jakie niesie realna relacja z kobietą.

Zapytam: co złego w seksie dla seksu? Musi być miłość? No dobrze, nie ustawiajmy poprzeczki tak wysoko. Ale nie uciekajmy też od prawdy, że seks w dojrzałej relacji miłosnej ma najwyższą jakość i głębię. A po seksie całkowicie pozbawionym uczuć i więzi pozostaje kac, niesmak, poczucie samotności i straty. To nasze serce – nadużyte, pozbawione głosu i prawa decyzji w sprawie tak ważnej jak seksualna bliskość – nie daje nam spokoju.

Do niedawna kobiety ograniczały wyniesioną z czasów uganiania się po dżunglach i sawannach męską skłonność do rozsiewania nasienia gdzie się da. Stały na straży wejścia do świątyni Afrodyty, w której serca, ciała i dusze partnerów w seksualnym akcie łączyły się w jedność. Żaden mężczyzna nie mógł tam wkroczyć z zamkniętym sercem i nieobecnym duchem. Chyba że prosił o ratunek gotów za to zapłacić. Ale dziś już kobiety same są skłonne rozsiewać swoje jajeczka, wysyłać je do ich banków.

Dzwoni do mnie 26-letni znajomy i mówi, że pierwszy raz w życiu nie miał wzwodu, bo się zakochał. Powodem bywa nieświadomy lęk przed zaangażowaniem serca w relację seksualną z kobietą. To objaw psychicznego rozszczepienia. Powtórzmy: by móc podłączyć genitalia do serca, trzeba najpierw mieć te genitalia uświadomione i zasymilowane, uznać je za pełnowartościową część siebie. Wielu mężczyzn zmaga się z tym latami. Dlatego realizują swoją seksualność na seksportalach lub w seksklubach, będąc jednocześnie w białych miłosnych związkach, w których kiedyś poczęli dzieci, a potem zaprzestali aktywności seksualnej. Ich pojmowanie miłości jest takie, że tam, gdzie są dobre uczucia, nie może być seksu. Ale może być też więcej ukrytych powodów takiego stanu rzeczy. Np. kompleks Edypa nakazujący wierność mamie. Narcyzm nakazuje ciągłe potwierdzanie się w nowych, niezobowiązujących związkach. A przeniesiona z relacji z mamą bierna agresja kierowana jest na kobietę, która pokocha. Umysł, serce i seks to skomplikowana, wielowymiarowa rzeczywistość.

W jaki sposób kompleks Edypa powoduje rozszczepienia? Chłopcy miewają fazy erotycznego zainteresowania matką: w wieku czterech, pięciu lat i pokwitania. Mama chłopca powinna łagodnie, ale stanowczo wyznaczać granice uwodzicielskim zachowaniom synka: nie cieszyć się jego adoracją ani jej nie prowokować. Nawet gdy synek jest malutki, nie całować go w usta, nie pozwalać całować się w usta, w szyję, a nawet we włosy. Nie mówiąc już o innych strefach erogennych. Dawać synkowi do zrozumienia, że są to obszary jej ciała zastrzeżone dla partnera. Inaczej synek sam będzie musiał stawić czoła tabu kazirodztwa i może podjąć nieświadomą decyzję: tam, gdzie miłość, nie ma miejsca na seks.

Ma teraz 40 lat, mama nie stawiała granic, co ma zrobić? Podjąć terapię i sięgnąć do wczesnych relacji z mamą, przypomnieć sobie uczucia, jakie wówczas przeżywał, co wtedy nie mogło zostać uświadomione, bo było zbyt groźne. Czyli uświadomić i wybaczyć sobie dziecięce pragnienia i fantazje seksualne związane z matką. Zrozumieć, że to było jego naturalne prawo, że nie ma w tym żadnej jego winy. Zdać sobie sprawę, że to po stronie matki – a także ojca – leżała odpowiedzialność za to, by nie stwarzać sytuacji, która obiecywałaby jakiekolwiek spełnienie.

Nie karać i nie upokarzać. W końcu powinien pojąć, że to matka jako osoba dorosła zawiodła jego zaufanie i to ona zasługuje na jego gniew, a nie partnerka.

Ale jak się gniewać na matkę? Żeby podłączyć genitalia do serca, trzeba umieć odbrązowić matkę i wyzłościć się na nią. Dopiero wtedy serce przestanie być zarezerwowane dla mamy i bezcielesnej miłości partnerki, a genitalia – dla pokątnie uprawianego grzesznego seksu.

Znakiem naszych czasów stał się oral, wielkie wejście fallusa w popkulturę odbywa się przez usta. Dlaczego? Oralność uważa się za nie w pełni dojrzałą formę seksualności. Ta dojrzała zakłada zdolności i potrzeby rozrodcze i dążenie do penetracji. A ponieważ seksualność w naszej popkulturze stała się towarem, który ma dostarczać łatwej i szybkiej przyjemności, więc oralny seks pasuje jak ulał. Popularność seksu oralnego wiąże się z promocją hedonizmu, seksu konsumpcyjnego, łatwego i dostępnego – stąd zwrot „robić loda”. Ale seks oralny ma też dodatkowe, niebagatelne zalety dla mężczyzn. Zwalnia ich z odpowiedzialności za  doprowadzanie kobiety do orgazmu. To mężczyzna może poczuć się zaopiekowany i zadbany. Może oralne pieszczoty uznać za niby-seks, więc jeśli nawet mu się przydarzy gdzieś na boku, to nie podpada pod kategorię zdrady. Oczywiście, w seksie oralnym nie ma nic złego. Nawet wzmacnia więź, wzajemną cielesną akceptację. Pod warunkiem że gwarantuje wzajemność. Ale żal ograniczać seksualność wyłącznie do tego wymiaru.

Czy kształt członka mówi o psyche właściciela? Jak mężczyzna ma małego, to musi się postarać, by zaimponować kobietom, więc dużo osiąga? A ten z dużym bywa leniwy? Nie znam wiarygodnej typologii. Dla dzieci jest „Wielka księga siusiaków”, która oswaja z tematem. Znam tylko ludową typologię: „balonik” i „kiełbasa”. Chodzi o to, że są mężczyźni, którzy bez erekcji mają narząd malutki, a w erekcji imponujący. To balonik. Są też takie penisy, które już w stanie spoczynku imponują długością, ale w erekcji na długości im nie przybywa. Pocieszające dla zakompleksionych dane mówią, jaka wielkość pozwala zaspokoić kobietę, i jest ona zaskakująco mała. Większe znaczenie ma obwód.

Mężczyźni myślą, że kobieca pochwa jest nieskończona. Tymczasem zbyt duży fallus bywa powodem bólu, nie ekstazy. Są mężczyźni – i chyba jest ich więcej – którzy zawsze będą uważać, że mają za małego penisa. Niskie poczucie wartości sprawia, że nic im się w sobie nie podoba i autoagresywnie dewaluują siebie. Penisowi dostaje się najbardziej. Ale jeśli mężczyzna ma dobrą, realistyczną samoocenę, to się zwykle nie czepia rozmiarów genitaliów. Natomiast ciosem w samoocenę męską jest bezpłodność.

Wbrew pozorom więc mężczyzna nosi między nogami ogromny kłopot. W naszej kulturze Bóg i szatan od tysiącleci targują się o jego penisa. Walczy też o niego Kościół z państwem. Targ i konflikt trwa też między matką a żoną, między żoną a kochanką itd.

  1. Seks

Niedopasowanie w łóżku – co zrobić, gdy partnerzy mają róże potrzeby seksualne?

Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Zdarza się niestety, że partnerzy są niedobrani seksualnie i na tyle mocno rozmijają się w swoich pragnieniach, że odbija się to na ich związku. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Bywa, że niewłaściwie dobieramy się w pary. Często pod kątem seksualnym. Mamy nie tylko bardzo różne upodobania i fantazje, ale też inaczej pojmujemy bliskość i inną wartość ma dla nas kontakt fizyczny. Skutek? – Frustracja, nieporozumienia, brak orgazmu. Jak żyć w takim związku? – wyjaśnia seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Bywa, że niewłaściwie dobieramy się w pary. Często pod kątem seksualnym. Mamy nie tylko bardzo różne upodobania i fantazje, ale też inaczej pojmujemy bliskość i inną wartość ma dla nas kontakt fizyczny. Skutek? – Frustracja, nieporozumienia, brak orgazmu. Jak żyć w takim związku? – wyjaśnia seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Czasami związek dryfuje w kierunku sytuacji, w której partnerzy całkowicie przestają być sobie bliscy, a mimo to pozostają razem. Wciąż mogą czuć do siebie miłość i pożądanie, dzielić ze sobą codzienność, odpowiedzialność finansową czy dzieci i wspólne marzenia. Kiedy więź zaczyna słabnąć, bardzo rzadko zostaje zerwana z dnia na dzień. Zdarza się na przykład, że między dwojgiem osób zaczyna zanikać miłość, choć łącząca je więź seksualna wciąż pozostaje silna. W innych relacjach czynniki finansowe najzwyczajniej w świecie zmuszają partnerów, żeby zacisnąć zęby i trwać, choćby nie było już między nimi żadnych uczuć czy pożądania. Związek może też przekształcić się w nawyk, a za decyzją o pozostaniu razem może stać potrzeba dostosowania się do sytuacji. Znany wszystkim banał: „zostańmy razem dla dzieci”, w wielu domach jest rzeczywistością. Czasami nawet nienawiść, która wyrasta w związku ponad miłość, staje się tym, co trzyma dwoje ludzi przy sobie.

W relacjach miłosnych partnerów łączy ze sobą wiele różnych więzi, które za sprawą rozczarowań, urazów, krytyki drugiej osoby czy ciągłych konfliktów stopniowo się rozluźniają. Ich osłabienie prawie zawsze rzutuje na życie seksualne pary. Może objawiać się na przykład trudnościami w skoncentrowaniu się podczas seksu. To normalne, że nasze myśli czasami zbaczają w stronę zakupów – ale jeśli regularnie się na tym łapiemy, warto żebyśmy poświęcili temu więcej refleksji. Czasami rozluźnienie więzi prowadzi do wzajemnego unikania się. Kiedy nie interesuje nas seks, niekoniecznie chcemy brać razem prysznic czy spać w tym samym łóżku.

Niewłaściwi partnerzy

Pragnienia seksualne nie zawsze są zaspokajane czy omawiane. Jednym z najczęstszych powodów, dla których pary zapisują się na terapię u seksuologa jest właśnie niedopasowanie potrzeb w łóżku. Bywa, że jedna osoba potrzebuje znacznie więcej seksu niż druga, co w dłuższej perspektywie zaczyna stanowić wyzwanie. Trudno rozmawiać o własnych pragnieniach, dlatego partner o mniejszych potrzebach nie ma powodu, żeby cokolwiek zmieniać. W niektórych przypadkach któraś z osób może jeszcze bardziej pogorszyć sytuację, wywierając presję, oskarżając partnera o złe traktowanie, a nawet grożąc, że poszuka sobie nowego kochanka. Często wydaje nam się, że obrona własnych granic w takiej sytuacji jest trudna, a nawet krzywdząca wobec popędzającego nas partnera. Ich przekraczanie jednak boli nas jeszcze bardziej – choć wątpliwości, które możemy mieć, zazwyczaj tłumi wstyd. W książce „Nainen ja häpeä” (z fin. „Kobieta i wstyd”) Elina Reenkola zauważa, że wstyd może przybierać bardzo różne formy: wycofania, unikania, atakowania siebie bądź partnera, fetyszyzmu, erotyzacji, obracania problemu w żart czy dążenia do lepszych wyników w łóżku.

Oprócz złego samopoczucia niedopasowanie potrzeb seksualnych może zaowocować grą sił między kochankami. Czasami jeden z partnerów, mimo najlepszych chęci, zwyczajnie nie jest w stanie spełnić pragnień drugiej osoby – ale nie potrafi tego odpowiednio wyrazić.

Możliwe, że się czegoś wstydzi, a nawet boi, nie ma z czymś doświadczenia – tego nikt nie może wiedzieć. Mężczyźni często źle znoszą wszelkiego rodzaju presje seksualne, a mimo to mit o aktywnym, biegłym w sztuce miłości samcu wciąż ma się dobrze. Kiedy po latach w związku kobieta nauczy się w końcu doceniać swój orgazm i z myślą o własnej przyjemności zacznie się pewnych rzeczy domagać – może się zdarzyć, że mężczyzna nagle zamknie przed nią drzwi. W takiej sytuacji dobrze jest pomyśleć razem, skąd biorą się takie reakcje. Możliwe, że chodzi o odmienne poglądy albo preferencje. Zdarza się, że podczas gdy jeden partner marzy o powolnej, delikatnej miłości, drugi wolałby ostry seks z biczowaniem. Pragnienia obojga kochanków rzadko kiedy są identyczne. Różnice stają się problemem, kiedy całkowicie wyklucza się coś, co jest dla jednego z nich bardzo ważne. Jeżeli nadzieje twojego partnera znacząco odbiegają od twoich, zastanów się szczerze, jak bardzo jesteś w stanie się ugiąć.

Minęły lata, odkąd ostatnio doświadczyłam orgazmu podczas stosunku. Mój związek jest w tej chwili platoniczny. Mąż mnie nie pożąda – a przynajmniej tego nie okazuje. Cierpi na depresję, z którą mierzył się praktycznie przez całe życie. W ciągu ostatniego roku kochaliśmy się może dziesięć razy, zawsze z mojej inicjatywy. Orgazmu nie miałam i nie wiem, jak mogłabym jeszcze do niego dojść. Z mężem nie jestem w stanie o tym porozmawiać – on i tak łatwo pogrąża się w poczuciu, że jest gorszy, a nawet bezwartościowy. Kobieta, 52 lata

Czasami różnice między partnerami są zbyt duże, a rozwiązania, które zadowalałoby obie strony, po prostu nie ma. Jednak zanim złożymy broń, dokładnie rozważmy wszystko wspólnie. Wyjście nie zawsze się znajdzie. Może miłość się wypaliła. Może jeden z partnerów wciąż kocha, a drugi już nie. Może życie intymne zanikło, a jego wskrzeszenie wydaje się niemożliwe i nie ma już o czym rozmawiać.

Gdybym tylko rozwiodła się wcześniej! Gdybym od samego początku była ze sobą szczera i przyznała, że inaczej rozumiemy bliskość. Ja chciałam być ciągle obok, on potrzebował własnej przestrzeni. Nie minęło dużo czasu, do chwili gdy ta sytuacja zabiła moje pożądanie – i tak nie uprawialiśmy seksu przez ostatnie dwa lata. Kobieta, 30 lat

Seksualność to bardzo ważny element relacji miłosnej, odróżniający ją od wszystkich innych związków międzyludzkich. Jeżeli jeden z partnerów nie ma najmniejszej ochoty rozwiązać jakiegoś problemu, czas rozważyć zakończenie związku. Warto zachować szczerość zarówno wobec siebie, jak i drugiej osoby. W początkowej fazie związku, kiedy jesteśmy sobą zafascynowani, często nie zauważamy niektórych różnic – a później, gdy mija zauroczenie, decydujemy się na kompromisy. Czasami odkrywamy wtedy, że pewnych pragnień zwyczajnie nie da się ze sobą pogodzić. Potrzeba odwagi, żeby odpuścić i pozwolić drugiej osobie odejść. Może się to okazać pięknym gestem i szansą. Nowy partner może otworzyć przed nami drzwi do pełni seksualności i zrewolucjonizować nasze dotychczasowe rozumienie przyjemności.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka zachęca kobiety do odkrywania własnej seksualności. Jeśli borykasz się ze wstydem w łóżku, brakiem orgazmu, blokadami seksualnymi i masz liczne wątpliwości na temt seksu - ta książka jest dla ciebie.

  1. Seks

Nie możemy zajść w ciążę - jak starania o dziecko wpływają na związek?

Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty (fot. iStock)
Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Co czwarta para w Polsce ma problem z zajściem w ciążę. A im bardziej tego chcą, tym bywa trudniej. Jak sobie radzić z niepokojem i przerażeniem, gdy mimo starań nic z tego nie wychodzi – wyjaśnia seksuolog Krzysztof Korona.

Wydaje się, że seks zupełnie już oddzielił się od prokreacji. A tu nagle jak grom z jasnego nieba spada na nas niechciana ciąża albo wprost przeciwnie, dojrzeliśmy już, by mieć dziecko, a tu nic. Dane statystycznie mówią, że co czwarta, piąta para w Polsce ma problem z zajściem w ciążę. Partnerzy są pod presją, bardzo chcą dziecka, ale im bardziej chcą, tym bardziej się nie udaje. Generalnie ludzie mają coraz mniej dzieci i rodzą się one coraz późnej. To ostatnie nie sprzyja prokreacji. Ilość stosunków, które doprowadzają do zapłodnienia i ciąży, jest nieproporcjonalnie duża wobec szans na poczęcie dziecka. W przeszłości obwiniano za to wyłącznie kobiety. W teorii ukrytej owulacji pada stwierdzenie, że prakobiety w przeciwieństwie do innych samic dających reprodukcyjny komunikat swym wyglądem i zapachem w okresie rui zaczęły świadomie ukrywać przed mężczyznami jajeczkowanie. Mając zawsze gotowość do kopulacji, zaczęły przeżywać orgazm także w okresie niepłodnym, więc mężczyzna już nie wiedział, kiedy należy poruszać biodrami, by zrobić dziecko, a kiedy ów wysiłek jest zbyteczny. Współczesny człowiek uprawia seks tak często, bo ma orgazm, czyli rozkosz, co łączy i buduje więź z partnerem, daje fizyczne odprężenie, a czasami załatwia podwyżkę, awans lub prowadzi do zapłodnienia.

Gdy nie dochodzi do zapłodnienia, chociaż ludzie się o to starają, po czyjej stronie jest częściej „wina”? Z psychologicznego punktu widzenia wypowiadanie się na temat winy jest nieporozumieniem. Często się zdarza, że gdy ludzie starający się bezskutecznie o dziecko rezygnują z leczenia, kobieta niespodziewanie zachodzi w ciążę, bo stres związany z próbami poczęcia to jedna z częstszych przyczyn problemów z zapłodnieniem.

Słyszałem, że męskie nasienie też przeżywa kryzys. To prawda, szczególnie w Polsce jakość nasienia mężczyzn jest zła. Według badań sperma przeciętnego Polaka zawiera nawet pięć razy mniej plemników w porównaniu ze spermą Kanadyjczyka czy Fina. Strzelamy ślepakami. Dlaczego? Z chłopcami nie rozmawia się o szkodliwości palenia i picia alkoholu w kontekście zdrowych plemników. Nie mówi się: „Nie jedz czipsów, bo plemniki tłuszczem ci obrosną i nie dadzą rady wziąć udziału w rajdzie po złote jajo, którego drogi biegną po krętych ściankach pochwy i jajowodu, istnym torze przeszkód”. Polscy rodzice w dalszym ciągu razem z religijnymi ortodoksami wrzeszczą: „Nie ruszaj siusiaka”, podczas gdy inne nacje uczą chłopaków, jak badać sobie jądra i sprawdzać, czy nie ma na nich nowotworowego guza. Nie inaczej jest z dziewczętami. Gimnazjalistki nie wiedzą, że pochwa kobiety nie jest miejscem, do którego powinno się wlewać szampana dla zabawy. Stojąca na straży czystości polskiej waginy zdrowa flora bakteryjna nie daje sobie rady z atakiem grzybów pobudzonych przez sznurek stringów. Pada też ofiarą wybuchu brudnej bomby biologicznej, jeśli właściciel penisa nie dba o higienę. Polska pochwa za często jest w stanie zapalnym.

A stres, o którym się często mówi? Ma ogromne znaczenie. Tam, gdzie pojawia się lęk, biologia wyłącza funkcje rozrodcze. Swojego czasu w mediach było głośno o żyrafach, które przestają się rozmnażać z powodu stresu. Dotyczy to wszystkich zwierząt, w tym też człowieka. Kiedy obserwuję pary doświadczone przez dramat niepłodności, często okazuje się, że ci ludzie już wcześniej, zanim zaistniał ten problem, żyli w stresie, walcząc o przeżycie albo by mieć więcej. Nad większością młodych małżeństw, które powinny żyć w atmosferze miłości, spokoju, wisi jak topór kredyt i groza utraty pracy.

Dlatego też ludzie dzisiaj odwlekają ciążę, jak długo się da. Facet przekonuje, że jeszcze ich na dziecko nie stać, kobieta ma zawodowe ambicje, które ciąża może przekreślić. A czas ucieka i nagle dzwonią wszystkie dzwonki alarmowe, zaczyna się panika i pogoń za ciążą. Ani męska, ani żeńska rozrodcza aparatura nie znosi stresu i nacisków. Męska hydraulika jest delikatna, łatwo zawodzi, u kobiet może dojść do oziębłości seksualnej, problemów z orgazmem. Kiedy zaczynają się starania o dziecko i nic tego nic nie wychodzi, pojawiają się niepokój i konflikty. Wtedy para powinna być objęta opieką specjalisty. Seks jest zaburzony walką o dziecko, ale po jego narodzinach też bywa zaburzony przez brak snu, czasu, brak czułości dla siebie nawzajem. Ciepłe emocje gromadzą się wokół nowo narodzonego. To zwykle mężczyźni czują się wtedy odtrąceni, dziecko zajmuje ich miejsce. Kobieta nie ma zazwyczaj zdrowia ani siły na seks.

Czy orgazm jest potrzebny do poczęcia? Biologicznie kobiecie potrzebny był orgazm głównie ze względu na to, by zaraz po stosunku nie wstawała, pionizacja doprowadzić mogła do wycieku nasienia. Zmęczenie wywołane orgazmem sprawiało, że przez pewien czas zmuszona była pozostać w pozycji horyzontalnej. Mówiliśmy już o tym, że polskie małżeństwa są pod presją różnych lęków, co w sposób oczywisty blokuje gotowość fizjologiczną do zajścia w ciążę. Nie da się dokonać aktu prokreacji na zawołanie, gdy teściowa puka w ścianę z pokoju obok, od tygodnia zaniepokojona brakiem miłosnych pomruków.

Jak często twoi pacjenci obarczają się winą za to, że nie mogą zajść w ciążę? Często. Ciężko im pomóc, szczególnie gdy spory doprowadziły już do zaburzeń libido czy erekcji. A pojawienie się miesiączki po próbach zapłodnienia przeżywane jest jak żałoba. Zaczyna się karuzela emocjonalna. I dramat. U kobiety pojawiają się wtedy objawy depresji. Zaczynają się kłótnie i konflikty. Seks przestaje być przyjemnością, staje się zadaniem do wykonania. Wtedy psychoterapia jest jedynym sensownym lekiem na lęk przed niepłodnością. Źle leczona niepłodność i nastawienie się pary na seks na godzinę powoduje rozpad relacji miłosnej. Nawet gdy uda im się zajść w ciążę, są tak poturbowani emocjonalnie, że ciężko potem sprostać stresom po narodzeniu dziecka.

Jeśli zajście w ciążę nie udaje się drogą tradycyjną, jest metoda in vitro, ale tu Kościół grozi palcem. Niemal 99 proc. moich pacjentów, którzy przychodzą w sprawie in vitro, ma dramatyczny problem moralny. Wysoka jest cena za potępienie tej metody przez Kościół katolicki. Przy poczęciu pojawia się o też lęk przed karą, która może być ukierunkowana na niewinne dziecko. Gdy para poddaje się procedurze in vitro w strachu, że skazują siebie i dzieci tak narodzone na potępienie, często zdarza się, że nie przynosi ona efektu. Tu znów namawiałbym do spotkania z psychologiem, który pomoże nam pozbyć się mechanizmów nerwicowych związanych z religią. Ale też w wielu przypadkach siła instynktu i pragnienie posiadania dziecka kruszy nasz światopogląd. Ważne, że nie mamy już kłopotu związanego z brakiem możliwości pozyskania nasienia i jest duża oferta środków farmakologicznych pomagających w zajściu w ciążę.

A co jeszcze przeszkadza? Błędy popełniane niechcący przez lekarzy. Niewłaściwa rozmowa z ludźmi starającymi się o dziecko może doprowadzić do dodatkowych niepokojów. Jeśli mężczyzna ma słabe plemniki, to nie znaczy, że zapłodniona nimi żona urodzi dziecko z wadami genetycznymi! Tak nie jest. Czasem przychodzi do mnie para w ciąży i mówi, że nie uprawia seksu, bo „boją się coś zepsuć”. Jeżeli masz wątpliwości i obawy, idź do ginekologa!

Teraz krótko: jak uprawić seks, żeby mieć dziecko? Należy mieć stosunek co dwa, trzy dni, optymalny moment do zapłodnienia jest na dzień lub dwa przed owulacją. Doradzam seks miłosny. Jak są problemy, należy sięgać po fachową poradę. I zachować spokój.

Krzysztof Korona: psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.