1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Co daje nam przerwa od seksu? Wyjaśnia seksuolog dr Michał Lew-Starowicz

Co daje nam przerwa od seksu? Wyjaśnia seksuolog dr Michał Lew-Starowicz

„Odstawienie” seksu może przynieść pożytek, ale też wiele szkody. (Fot. Getty Images)
„Odstawienie” seksu może przynieść pożytek, ale też wiele szkody. (Fot. Getty Images)
Sophie Fontanel udała się rzecz niezwykła. W kraju słynącym ze sztuki kochania ośmieliła się wydać „Sztukę sypiania samej”, co więcej, książka stała się we Francji bestsellerem. Pytamy seksuologa dr Michała Lwa-Starowicza, czy „odstawienie” seksu przynosi więcej pożytku, czy szkody.

To interesujące, że nie ma właściwego słowa określającego brak życia seksualnego – mówiła Sophie Fontanel w wywiadzie dla francuskiego „Elle”, w którym wiele lat pracowała jako dziennikarka. – Abstynencja to twoja decyzja, a większość ludzi nie decyduje, robią to za nich ich ciała. Czystość ma konotacje religijne i filozoficzne. Aseksualność to także niedobre słowo, bo osoba, która nie uprawia seksu, może być ogromnie zmysłowa. Impotencja to też nie jest, bo nie chodzi tu o niemożność fizyczną, tylko o psychiczną, o bunt ciała. Nie ma odpowiedniego słowa, bo to jest lęk przed społeczeństwem. Poczucie winy.

Sophie przez 12 lat dopuszczała się najgorszej niesubordynacji, jaką znają nasze czasy: nie miała życia seksualnego. Nie, nie znaczy to, że jej życie stało się aseksualne. Wprost przeciwnie, twierdzi, że przez ten czas zmysłowość miała dla niej ogromne znaczenie, a nawet jeśli swoje potrzeby zaspokajała tylko w snach czy marzeniach, jakież to były sny i marzenia! Okres ten wspomina jako szczęśliwy, satysfakcjonujący i pełen poczucia wolności, ale też trudny i samotny. Jej przyjaciele nie rozumieli tej decyzji, nazywali Sophie dziwolągiem, próbowali umawiać na randki w ciemno, sądząc, że nikogo nie potrafi sobie sama znaleźć, a koleżanki w jej towarzystwie trzymały mężów na krótszej smyczy. Poznała, co to ostracyzm, niezrozumienie. Z drugiej strony jej podejście do seksu zmieniło się o 180 stopni, przestała nadużywać swojego ciała, a zaczęła odczuwać świat wszystkimi zmysłami.

Pora na bunt

Od czego się zaczęło? Od podróży krzesełkową kolejką linową. Sophie miała wtedy 27 lat. Patrzyła na jodły, górskie szczyty i błękit nieba i nagle do niej dotarło, że takiego właśnie spokoju potrzebuje. Seks przestał ją po prostu interesować. Zrozumiała, że zbyt często mówiła „tak”, nie brała pod uwagę tego, że jej ciało potrzebuje spokoju. Nie słuchała go, więc zaczęło się jeszcze bardziej buntować. Już przed wyjazdem w góry, za każdym razem kiedy Sophie była w intymnej sytuacji ze swoim chłopakiem, jej ciało się blokowało, a pięści zaciskały. I tak było przez kolejnych 12 lat. Odkryła, że seks, który przestaje sprawiać przyjemność, który nuży i jest męczący, potrafi bardziej zubożyć niż jego brak.

A potem była audycja radiowa, którą przypadkiem usłyszała. Prowadzący zachęcał, żeby słuchacze wypowiadali się na gorący temat: „Regularnie uprawiany seks jest nam potrzebny do zdrowia i szczęścia”. Wkurzona chwyciła za słuchawkę i zanim się spostrzegła, była na antenie. – Dlaczego seks miałby być wartością samą w sobie?! – wybuchła. – A co, jeśli nasz partner w dzień zachowuje się wobec nas wrogo, a nocą szuka szybkiej zgody? Mamy uprawiać z nim seks, mimo że w głębi duszy go nie cierpimy? Czy wtedy też to jest dobre dla zdrowia?!

Tak naprawdę jednak wszystko zaczęło się nie w górach, tylko 14 lat wcześniej, kiedy Sophie miała 13 lat (choć wyglądała na 16). Wspomina, że mężczyźni ją fascynowali i pobudzali wyobraźnię. Pewnego dnia w kawiarni zagadnął ją meksykański turysta. Był znacznie starszy i przystojny. Umówili się następnego dnia do muzeum, a potem zaprosił ją do swojego pokoju. Kiedy się rozebrał, była zachwycona, ale na tym chciała poprzestać, on jednak przytrzymał ją za rękę – chyba nie sądziła, że teraz się wycofa. Potem wmawiała sobie, że też tego chciała, tak jak i z kolejnymi partnerami. W swojej książce wyznaje, że w momencie, w którym postanowiła zrobić sobie przerwę od seksu, wróciła do tamtej 13-letniej dziewczynki i pozwoliła jej dorosnąć.

Po co nam abstynencja?

Historia Sophie nie jest odosobniona. Polacy również żyją bez seksu i bardzo to sobie chwalą. Mówią, że wreszcie mają czas na swoje pasje i rozwój duchowy. Czyżby seksualna abstynencja była drogą do bardziej świadomego, bogatszego życia?

Doktor Michał Lew-Starowicz, seksuolog i psychoterapeuta, ma wątpliwości. – Ludzie mają różne pomysły – mówi. – Jedni fundują sobie restrykcyjne głodówki, inni robią dwuletnią przerwę od pracy, by podróżować po świecie, jeszcze inni przestają uprawiać seks na 12 lat. Zależy, co na kogo działa. Na pewno nie ma żadnych podstaw, żeby uważać, że dłuższa abstynencja w seksie przynosi jakiekolwiek korzyści – dodaje.

A co z kobietami, które mówią, że odkąd nie uprawiają regularnie seksu, żyją pełniej i bardziej świadomie? Zdaniem Michała Lwa-Starowicza takie myślenie to pewnego rodzaju racjonalizacja. Dojrzały i udany związek nie utrudnia przecież rozwoju osobistego. Nie ma też żadnych dowodów na to, że abstynencja działa korzystnie na życie seksualne, raczej jest odwrotnie. – Zbyt długa abstynencja może być podłożem wielu problemów seksualnych, pojawiają się nawet zmiany tkankowe o charakterze zanikowym w obrębie narządów płciowych – mówi. – Widać to zwłaszcza u mężczyzn. U nich zbyt długa przerwa może skutkować trudnościami w ponownym podjęciu aktywności seksualnej, często skarżą się na zaburzenia erekcji. Generalnie, więcej jest zalet uprawiania seksu niż jego nieuprawiania.

Seksuolog przyznaje jednak, że w niektórych sytuacjach potrzebna jest przerwa od seksu. W przypadku autorki książki taka przerwa pomogła jej do seksu dojrzeć. – Zmuszanie się do mało satysfakcjonującego seksu działa niszcząco na sferę pożądania i na sam związek. Zrobienie sobie przerwy, podczas której skupiamy się na swoich zmysłach, potrzebach i kontakcie z ciałem, a także innych technikach osiągania satysfakcji seksualnej poza stosunkiem, jest bardzo pomocne i często wykorzystywane podczas terapii par i indywidualnej.

Sophie Fontanel nie tylko nawiązała lepszy kontakt ze sobą i swoim ciałem, ale też zrozumiała, że sfera intymna powinna być intymna, dlatego kiedy po 12 latach spotkała cudownego partnera i kochanka, nie powiedziała o tym początkowo nikomu. To była jej tajemnica. Tak jak tajemnicą powinny być nasze najskrytsze pragnienia i przeżycia.

Michał Lew-Starowicz dr n. med., lekarz, specjalista psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, kierownik medyczny Centrum Terapii Lew-Starowicz.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Czy bez zakazów jest sexy? - pytamy Katarzynę Miller

Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Czy seks byłby sexy, gdyby nie był choć trochę zakazany i grzeszny? Czy musimy przekraczać granice, żeby mieć w łóżku przyjemność? Czy miłość fizyczna bez cenzury obyczajowej, bez wymyślonych, niegrzecznych scenariuszy byłaby taka pociągająca – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Slavoj Žižek, filozof kultury, w filmie dokumentalnym Sophie Fiennes „Z-boczona historia kina” mówi, że nie przeżywalibyśmy seksu, gdybyśmy w głowie nie mieli myśli, że czegoś nam nie wolno. A więc seks bez dodatkowej wkładki nie byłby sexy.
Byłby sexy, jak cholera. Nawet bardziej… Chociaż może to, co mówię, to wyraz mojego marzenia o byciu dzieckiem natury, które kocha się w słońcu na plaży, w lesie na polanie, bez wstydu i ograniczeń? Ale też nie może nie być przyjemne dla ludzi to, że się pieszczą, dotykają, całują, że mają orgazm... A tego by w seksie bez zakazów i bez tabu nie zabrakło. Gdyby seks nie był zakazany, dawałby nam samą przyjemność, bez tej drażniącej nuty perwersji. Bo oprócz tego, że miło jest czuć na skórze wiaterek, miło jest pływać w chłodnej wodzie, tak samo miło jest ocierać się o drugie ciało, ciało kogoś, kto ładnie pachnie, kto nas podnieca, kto może być pociągający albo atrakcyjny...

Albo pociągający, albo atrakcyjny?
No tak, bo może ci się ktoś nie podobać fizycznie, ale nagle – kiedy zaczniecie na przykład tańczyć czy przez przypadek się dotkniecie – wybucha między wami ogromna namiętność. Przeżyłam to kiedyś. Zatańczyłam z pewnym panem, który wydawał mi się nieciekawy, ale kiedy się dotknęliśmy, poczułam to samo co on. Tańczyliśmy sześć razy z rzędu, aż jego żona dała mu parasolką w łeb i zabrała do domu. Swoją drogą dużo się nauczyłam z tego jej zachowania. Wtedy wybałuszyłam oczy: „Jak ona się nie wstydzi?”. Mamusia uczyła mnie, że dama się tak nie zachowuje. Ale ta kobieta była prawdziwa, zrobiła to, co musiała, i uratowała swój związek. Bo co z tego, że my oboje pamiętamy o tym tańcu do dziś? To nikomu nie szkodzi! A gdyby nie walnęła go parasolką, to pewnie bym z nim poszła do łóżka. I nie wiadomo, czy zgranie z parkietu przeniosłoby się do sypialni. Sam taniec jest też doświadczeniem spełniającym, a ja byłam tego wieczoru doskonale spełniona.

A wracając do tematu…
Gdyby seksualność była czymś naturalnym, to żyłoby się nam zdrowiej i przyjemniej. Może byłoby nas mniej, bo nie ciupcialibyśmy się tak często jak teraz, robilibyśmy to tylko dla przyjemności, a nie z 37 innych powodów, które biorą się właśnie stąd, że seks jest trochę tabu, trochę brudny, trochę zły. A wielu ludzi najbardziej w seksie kręci właśnie to przekraczanie zakazów… Pewien mój klient dowiedział się, że jest zdradzony, od kochanka żony, który chciał go tym poniżyć: „Miałem twoją babę”. Potem przez wiele lat podrywał kobiety będące w związkach, a potem porzucał, bo to nie one go interesowały. Obchodziło go to, żeby zdradzony facet dowiedział się, że jest rogaczem… Takich akcji naliczył 39. Gdy powiedziałam mu, że wcale nie chodzi o jego temperament, ale odwet, że oddaje swój ból innym mężczyznom, zdziwił się, a potem rozpłakał. No więc gdyby zakazów, tabu, grzechu nie było, kochalibyśmy się znacznie rzadziej, może z kimś innym i tylko wtedy, kiedy chcielibyśmy mieć dzieci albo gdy bardzo byśmy się sobą zauroczyli i zapragnęli bliskości cielesnej...

Gdyby nie było zakazów i tabu, mniej byśmy się kochali? Pruderyjni moraliści są innego zdania i dlatego starają się utrzymać wszystkie zakazy.
Zakazy prowokują, by je łamać. No, oczywiście, gdyby nagle wszystkie zniknęły, to przez jakiś czas zapewne ludzie dużo częściej decydowaliby się na przygodny seks, na zasadzie posmakowania już dozwolonego owocu. Ale potem nastąpiłoby uwolnienie od seksualnych obsesji. Seks miałby mniej mroku i na pewno byłoby mniej przestępstw seksualnych. Nie można by seksem ludzi zniewalać, uwodzić, manipulować nimi. Ale też kobiety musiałyby się wtedy nauczyć przyjmować odmowę. Mężczyźni przez setki lat byli narażeni na nasze „nie”. Jeśli chcemy równouprawnienia, też musimy się tego nauczyć. Bo czy seks jest tabu, czy nie, ktoś mi się może podobać, a ja jemu nie. I na to nic nie poradzimy. Zawsze można dostać kosza. A co do przeciwników wolności seksualnej – mnożąc zakazy i nakazy, osiągają odwrotny efekt z powodu naszej przekory. Chcemy tego, czego mieć nie możemy. Tacy jesteśmy od dziecka. Kiedy rodzice zabraniali nam jeść lody, podejrzewaliśmy, że chcą je mieć tylko dla siebie. Dziecko nie wie, że powody bywają racjonalne. Ale też irracjonalne jak wtedy, kiedy rodzice ośmieszają dzieci, gdy przyłapią je na zabawie w doktora. Robią to dlatego, że sami sobie z seksem nie radzą, są pozbawieni frajdy seksualnej, przesiąknięci zakazami wyniesionymi z własnego domu. I dlatego automatycznie, bezrefleksyjnie tego samego zabraniają swoim dzieciom. Tak sobie z pokolenia na pokolenie przekazujemy masę złych rozwiązań. I szkodliwych, bo na przykład brak edukacji seksualnej czy szczerych rozmów o seksie powoduje, że nastolatki mają żenującą wiedzę o życiu intymnym ludzi i dzwonią do telefonów zaufania, takich jak Ponton, pytając, czy wystarczy napić się coca-coli, żeby nie zajść w ciążę. Jeśli rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie, to niechnchociaż kupią książki i zostawią w domu w widocznym miejscu, dziecko je znajdzie i czegoś się dowie. Odczaruje ten straszny grzeszny seks.

Czy dobrze by było, gdyby nie było żadnych granic?
Ale one są: nie zabijaj, nie kradnij, nie poniżaj, nie szydź. To wystarczy. W seksie jako takim nie ma nic złego, seks jest zły, gdy go używamy do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, poniżenia go czy nękania. Ale seks taki może być tylko wtedy, kiedy wynika z zakazów i perwersji, jaka się z nich rodzi.

Jednak seks z mężem kumpeli to nie perwersja, tylko świństwo.
Człowiek bardzo potrzebuje wolności, a ponieważ zabiera się nam ją od dziecka, to staramy się ją wyszarpać. Jedni podjadają cichaczem słodycze, drudzy kradną albo ryzykują życie. Każdy ograniczony w swoich prawach człowiek, który czuje, że coś się w nim szarpie i chce wydostać na zewnątrz, znajduje sobie swój kawałek wolności. A seks nadaje się do demonstracji wolności niesłychanie dobrze. To nawet może być wyraz bezczelności: „Ja tu się nie boję!”. Zakazy niesłychanie nas rajcują! Jeśli rodzice mówili: „Tego nie możesz, to nie wypada, my lepiej wiemy, co dobre dla ciebie, jak zrobisz to – przestajesz być naszym dzieckiem” – jeśli tak cię wychowywano, to gdy mąż kumpeli ci się podoba, myślisz: „Zrobię, co będę chciała! Dam sobie prawo!”. I robisz to, bo choć zapłacisz za ten seks poczuciem winy, to ono właśnie da ci ten smak, że nie słuchasz innych (i swojego wewnętrznego rodzica). Ale nie masz potrzeby przekory, gdy rodzice uczyli cię wybierać. Mówili: „Możesz nie nakładać czapki, sprawdź sama, czy nie będzie ci za zimno”. Jeśli mogłaś decydować i poznawać konsekwencje, to masz w sobie ukształtowanego wewnętrznego dorosłego i nie musisz wciąż walczyć z rodzicami. Nie musisz odrzucać zakazów i nakazów, żeby czuć się dorosła. Podejmujesz decyzje, a nie buntujesz się i robisz na przekór, choć masz już 40 lat.

Czyli wychowanie w rygorze może nas demoralizować?
Ja nie palę, bo ojciec mi powiedział: „Spróbuj, zapal, ja palę od 13. roku życia i żałuję, bo nie mogę rzucić”. To było na feriach zimowych. A ponieważ mi nie zabronił, mogłam spokojnie, zgodnie ze swoimi odczuciami uznać, że mi papierosy nie smakują. Że ten dym i smak jest ohydny. Podobnie było z alkoholem. Upiłam się kiedyś na wakacjach z ojcem i czułam tak źle, że potem upiłam się jeszcze tylko raz i koniec, nigdy więcej. Piję tylko trochę. Szkoda, że z jedzonkiem tak mądrze nie rozegraliśmy sprawy…

A seks?
Opowiedziałam ojcu o swojej inicjacji i on mnie podtrzymał na duchu, bo to nie było udane przeżycie, ale czasy były takie, że nie rozmawiało się otwarcie o seksie. A szkoda, bo mogłabym uniknąć wiele bólu i rozczarowań.

Ale czy my chcemy seksu bez dodatku perwersji, przełamywania tego, co uznane za dobre? Nowe powieści kobiet o seksie nie są o wolności seksualnej, ale o sadomasochizmie...
A więc ich autorki odwołują się do zakazów wyrastających ze starej kultury. Już im wolno pisać, więc piszą, ale jedną nogą stoją w XIX wieku, gdzie wyobrażenia gwałtu uwalniały od poczucia winy, że „ja sama chciałam”. Ale są też inne książki, jak ta autorstwa Catherine Millet – „Życie seksualne Catherine M.”, w której pani kustosz bierze mężczyzn, korzysta z seksu, jak robią to mężczyźni. Jednak jakiekolwiek by te książki były, dobrze, że kobiety mają prawo je jawnie pisać i jawnie czytać. Oznacza to, że przyznają się do tego, że są istotami seksualnymi, a to przełamanie podstawowego tabu naszej kultury. Gdyby było więcej miękkiej kobiecej pornografii, to mężczyźni by więcej o nas wiedzieli. Nie tylko nakręcaliby się, wyobrażając sobie dwie lesbijki w łóżku, ale pamiętali, jak ważny jest dotyk, gra wstępna, zbliżanie się do siebie…

A więc czy w ogóle jesteśmy w stanie dziś, tak wychowani, kochać się bez zakazów?
Jest takie opowiadanie: dziewczyna udaje, że daje się poderwać nieznajomemu, którego odgrywa jej narzeczony. Ale wtedy ten wyzywa ją od dziwek i odchodzi. Dlaczego? Bo ma bardzo malutkie poczucie wartości i na pewno nie wie, czym jest radość z seksu, bliskość, spontaniczność. Ma za to w głowie pełno zakazów. A kochać się bez zakazów znaczy iść za tym, co czuję i czego pragnę, nie za tym, co sobie w głowie wymyślę, a potem próbuję na siłę realizować. Każda dobra rzecz w życiu jest tu i teraz. Pewnie, trzeba też czasem planować. Ale radość daje nam to, co dzieje się tu i teraz. Zmysły kierują nas ku przyjemności, która jest niewinna. Naturalna. Kiedy leżycie sobie na ciepłym piaseczku i słoneczko świeci, wiatr od morza jest taki słodki, to czy nie byłoby jeszcze wspanialej zdjąć majteczki i się pokochać? Byłoby. Żeby tak się stało, potrzebne jest nam naturalne podejście do seksu jako do rozkosznego elementu życia.

Ale jeśli tego nie umiemy, to co mamy zrobić?
Problem tkwi we wpajanym nam poczuciu winy. To ono, wyniesione z domu i lekcji religii, próbuje nas zatrzymać przed wszystkim, co nam sprawia przyjemność. Co daje rozkosz. I kiedy dajesz sobie przyjemność na siłę, czyli przełamujesz zakazy, swoje lęki przed karą bożą, przed złością mamusi, to czujesz napięcie. Ono może podkręcać, ale zakłóca prawdziwą przyjemność. No i w takiej sytuacji musisz dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, i pozwalasz sobie na przeżycie ekscytacji, choć za chwilę musisz sobie dać w łeb za tę swawolę. Marudzisz, obrażasz siebie i czekasz na karę, a więc się podstawiasz. To jak biczowanie się za zmysłowe myśli… Jednak poczucie winy działa tylko tam, gdzie ludzie się boją, bo jak się boją, to nic ich nie cieszy. A wtedy niemożliwa jest prawdziwa zmysłowość. Trzeba więc te lęki pokonać, a poczucie winy nas nie zatruje. Wtedy będziemy mogli iść za zmysłami. Za zwykłą dziecięcą potrzebą zabawy i przyjemności, bo zabawą jest wszystko, co daje przyjemność. Tylko że to musi być przyjemność po naszemu, nie przez podglądanie i naśladowanie jakichś innych dorosłych, na przykład naszych rodziców. Musimy iść za zmysłami, ale tak, jak my sami czujemy. A kiedy nam się uda, kiedy nasze ciało tu i teraz doświadcza spontanicznej przyjemności, to i naszej duszy jest lżej.

A więc seks bez zakazów to seks nastawiony na zmysły, czystą przyjemność?
Wielu mężczyzn nie uznaje dotyku w seksie. Chcą tylko mechanicznego seksu i doznania ulgi. Postępują tak, bo usłyszeli w życiu tyle zakazów i nakazów, tyle wycierpieli, że się w ogóle sobą nie cieszą. Nauczyli się tylko, że w tym napięciu, w którym żyją, wytrysk daje im na chwilę ulgę. To, co robią w łóżku, to nie jest seks dla przyjemności. Ci mężczyźni nie wiedzą, że mogą mieć z dotykania ich ciał przyjemność. Ale jeśli mają kochanki, które mają ochotę na erotyczny seks, to one im pokażą, że pieszczenie całego ciała jest rozkoszne i przyjemne także dla mężczyzny.

Ale mężczyźni często nie chcą, żeby ich pieścić.
E tam, trzeba powiedzieć: „Kochanie, jesteś zmęczony? To się połóż, ja cię będę głaskać, masować, posmaruję olejkiem, pocałuję”. Jeśli się nie da, to znaczy, że ten mężczyzna ma poważny problem z bliskością. Ale normalny facet, któremu kobieta zaproponuje masaż pod prysznicem, nie powie nie. I tak powolutku przyzwyczai się do pieszczenia jego samego. A potem do pieszczenia jej… Bohaterka filmu „Take this Waltz” poznaje mężczyznę, który jest inny niż jej mąż. Mówi otwarcie i z radosną pewnością siebie, co by z nią zrobił, długo, dokładnie o tym opowiada i oboje ich to słodko nakręca. Co prawda ona ucieka, ale potem do niego wraca. Bo jej mąż nie czuł się nigdy jej godny i w seksie nie był naturalny. Wielka namiętność trwa dwa lata, potem wygasa. Ale ona dzięki temu doświadczeniu zmienia się, wzbogaca. W ostatnim kadrze filmu jest szczęśliwa, uśmiechnięta, bo dała sobie prawo do inicjacji, do wyzwolenia...

  1. Seks

Ochota na seks - co wpływa na nasze libido?

Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Apetyt na seks – choć ze wszech miar wskazany – nie jest wartością stałą. Ma na niego wpływ wiele czynników, jak zdrowie, odpowiednia ilość snu czy poczucie atrakcyjności. Ale gdy słabnie z miesiąca na miesiąc – trzeba podjąć szybką akcję reanimacyjną.

Marzenie wielu par: zachować temperaturę w sypialni równą tej z pierwszych miesięcy po poznaniu. Czy jest do spełnienia? W pewnym sensie tak. – Nie jesteśmy wprawdzie w stanie utrzymać niezmiennego poziomu pożądania, zresztą, gdyby to się udało, przebywanie na niekończącym się erotycznym haju byłoby nie do wytrzymania, ale jest możliwe i wskazane, by dbać o związek pod kątem podtrzymywania namiętności – mówi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski, autor badań „Seksualność Polaków 2011”. – Trzeba troszczyć się, by poziom pożądania nie spadał za nisko.

Seks służy nie tylko miłosnej relacji, ale też zdrowiu. Zdaniem prof. Izdebskiego sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. I są sposoby na to, by utrzymać jego poziom w normie.

Kwestia atrakcyjności i… snu

– Libido to biologiczna siła, która pcha ludzi do szukania dróg zaspokajania napięcia seksualnego, osiągnięcia satysfakcji seksualnej, doznania przyjemności i bliskości z drugą osobą – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholog, seksuolog i terapeutka. – Popęd seksualny jest jednym z motorów ludzkiej aktywności i życiowej energii.

Jest to bardzo pierwotna i jednocześnie jedna z bardziej skomplikowanych funkcji życiowych, bo składają się na nią dwa komponenty: czysto biologiczny, pozostający poza naszą kontrolą, i psychiczny, zależny od stanu uczuć. Kobiece libido ma tendencję do falowania w rytm cyklu miesięcznego, męskie – jest często wyższe i ma związek z męskim hormonem płciowym, testosteronem, który jest jednym ze „sterowników” libido.

Jak twierdzi ginekolog, prof. Krzysztof Tomasz Niemiec, popęd płciowy jest też efektem uwarunkowań społecznych oraz stylu życia. – Zadbać o niego to zadbać o zdrowie, ale też o swoją seksualność i jakość życia w związku i na co dzień – mówi.

Ciekawe, że biologiczna energia, jaką jest libido, zależy m.in. od tak społecznej funkcji, jaką jest wykształcenie! Badania prof. Izdebskiego potwierdzają ten fenomen: problem niskiego libido częściej dotyczy kobiet z wykształceniem podstawowym i zawodowym niż tych z wyższym. Dlaczego? Bo kobiety bardziej świadome są zazwyczaj także bardziej otwarte na siebie i swoją seksualność. Libido jest zresztą wypadkową wielu zjawisk: dotychczasowych doświadczeń seksualnych, poczucia kompetencji w sferze seksu (i nie tylko), klimatu wokół seksu w domu rodzinnym, a także sposobu myślenia o erotyce. W przypadku kobiet libido w ogromnym stopniu zależy od tego, jak w ogóle postrzegają same siebie.

Cindy Meston, seksuolożka z bostońskiego uniwersytetu, przepytała kilkaset kobiet i stwierdziła, że te, które były mniej zadowolone ze swego wyglądu, gorzej oceniały swoje życie seksualne. I to niezależnie od spraw uważanych za kluczowe: atrakcyjności czy umiejętności kochanka oraz długości gry wstępnej!

Prof. Niemiec dodaje, że libido jest fizjologicznie mniejsze podczas ciąży, po porodzie oraz po menopauzie. Spada także, kiedy kobieta jest zwyczajnie zmęczona. Zgadza się z tym Małgorzata Zaryczna: – To zwykła biologia – kiedy lecimy z nóg, jedynym naszym pragnieniem jest sen, a nie seks, choćby nie wiadomo jak wspaniały. I radzi: – Wiele chronicznie przemęczonych osób może odkryć, że osiem godzin snu kilka nocy z rzędu zdziała cuda w kwestii pożądania.

Sposoby na spadek zainteresowania seksem

Co zrobić, gdy nagle bardziej atrakcyjny niż tête à tête w sypialni wydaje się wypoczynek na kanapie przed TV czy sycący posiłek w kuchni?

– Ponieważ zaburzenia libido są z reguły uwarunkowane wieloczynnikowo, niemożliwe jest wynalezienie jednego preparatu, który rozprawi się z problemem – uważa prof. Niemiec. – Najlepsze efekty przynosi stosowanie terapii interdyscyplinarnych, łączących farmakologię z medycyną naturalną, zażywaniem suplementów diety, terapią par czy terapią zaburzeń emocjonalnych. Zapytany o afrodyzjaki, odpowiada: – Wiele z tych środków ma za zadanie nie tyle wywrzeć określony efekt chemiczny, co skupić uwagę ludzi na sferze seksualnej, skierować na nią wiązkę świadomości. Często ich działanie polega na efekcie placebo: niby nic się nie dzieje, ale nasze myśli jednak krążą wokół seksu.

I dodaje: – Farmakologia lepiej sobie radzi z mężczyznami. Nie ma niestety odpowiednika viagry dla kobiet. Są jednak substancje, które – przyjmowane regularnie przez dłuższy czas – mogą wspomóc libido. Jedną z nich jest wyciąg z buzdyganka ziemnego. Ta znana już w medycynie ludowej roślina, zażywana regularnie, ma zdolność łagodnego podnoszenia poziomu testosteronu we krwi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. A testosteron pobudza pożądanie seksualne.

– Nasze libido ma sprawnie funkcjonować? Musimy być przede wszystkim zdrowi – podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Jeśli cokolwiek szwankuje w organizmie, to libido ucierpi. Jego spadek towarzyszy wielu chorobom: zaburzeniom hormonalnym, nadciśnieniu, cukrzycy, miażdżycy. Zabójczy wpływ na libido mają wszelkie problemy z tarczycą, zwłaszcza niedoczynność. Dlatego, jeśli obserwujemy spadek zainteresowania seksem, powinniśmy odwiedzić lekarza (ginekologa, endokrynologa itp.), bo może zamiast szukać problemów w relacji i obwiniać się – trzeba po prostu zadbać o nadwątlone zdrowie.

Są jeszcze bodźce wewnętrzne. Te, które możemy sami wyprodukować. A dokładnie chodzi tu o fantazje erotyczne. Kobieca wyobraźnia jest pod tym względem niesłychanie bogata i produktywna, najczęściej o wiele bardziej rozbudowana od męskiej. I dobrze, bo nasze libido karmi się tymi wewnętrznymi obrazami, marzeniami i pragnieniami. Nimi oraz ich realizacją.

– Wyobrażamy sobie wiele rzeczy, ale jest ogromna rozbieżność pomiędzy myśleniem o jakiejś formie seksu, a jej wypróbowaniem – mówi Małgorzata Zaryczna. – Boimy się porozmawiać z partnerem, zasugerować, co sprawiłoby nam największą przyjemność, odkrywać siebie nawzajem. A przecież, jeśli nie będziemy robić w łóżku tego, co nas kręci, samo libido nie wystarczy...

Popęd seksualny według Polaków

Choć to brzmi jak doniesienia z czasów feudalnych, według badań prof. Izdebskiego, zamieszczonych w raporcie „Seksualność Polaków 2011”, aż 30 proc. Polek wciąż uważa, że zaspokojenie partnera to obowiązek kobiety – bez względu na to, czy same mają apetyt na seks, czy nie. Kolejne 34 proc. nie wie, czy nazwać seks obowiązkiem, czy nie.

6 proc. kobiet uważa, że ich libido jest za niskie, a 7 proc. – że jest za niskie w porównaniu z potrzebami partnera. Skargi słychać w każdej grupie wiekowej: małe, bardzo małe lub praktycznie nieistniejące potrzeby seksualne zgłasza 43 proc. kobiet po pięćdziesiątce, 18 proc. respondentek między 40. a 49. rokiem życia i aż 13 proc. tych, które nie dobiły jeszcze trzydziestki.

Z czasem, niestety, jest jeszcze gorzej: po pięćdziesiątce aż 43 proc. badanych uważa, że seks jest kompletnie nieistotną częścią ich życia, a 46 proc. kobiet po 41. roku życia stwierdza, że znacznie zmalało ich zainteresowanie erotyką.

Aż 87 proc. kobiet dotkniętych problemem obniżonego libido nie szuka i nie szukało nigdy pomocy. – Spory odsetek Polaków obu płci deklaruje, że są ze swojego życia seksualnego zadowoleni – mówi prof. Zbigniew Izdebski. – Jednak wypływa to z faktu, że nie mają względem niego żadnych oczekiwań. Podchodzą do niskiego libido z rezygnacją: „OK, jest to dolegliwość, ale skoro nie da się jej zniwelować, trzeba z nią żyć”. Pytani o zadowolenie, wypierają problem, odpowiadają: „tak, tak, jesteśmy zadowoleni”, żeby nie musieć się temu przyglądać.

Kobiety o małych lub bardzo małych potrzebach seksualnych czerpią mniejsze zadowolenie z życia seksualnego (deklaruje je tylko 32 proc., podczas gdy dla reszty odsetek ten wynosi 64 proc.). I nie tylko dlatego, że rzadziej mają orgazmy. Częściej wskazują na poczucie osamotnienia w związku (24 proc.) czy brak potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach partnera i własnych.

Kobiety o niskim libido rzadziej się przytulają i są przytulane, zaznają w związkach mniej czułości. Kiedy partner próbuje je objąć czy pocałować, one odtrącają go w obawie, że przyzwalając na czułość, zachęcają jednocześnie do gry wstępnej, która prowadzi do zbliżenia. W ten sposób bliskość fizyczna zanika także poza sypialnią, a kontakt staje się mniej ciepły i serdeczny. I choć związek nie musi się rozpaść, to daje mniej szczęścia.

Artykuł archiwalny. Prof. Krzysztof Tomasz Niemiec zmarł pod koniec 2012 r. (przyp. red.)

  1. Psychologia

Co to jest białe małżeństwo? Jak sobie poradzić z wyzwaniami, jakie za sobą niesie? Rozmowa z Kasią Miller o związkach bez seksu

Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową (fot. iStock)
Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową (fot. iStock)
Życie bez seksu jest możliwe. Tylko co to za życie – powiedziałaby znacząca większość dorosłych Polaków. W świetle tego trudno uwierzyć, że coraz więcej stałych par i małżeństw żyje „na biało”. Co się dzieje? Dlaczego tak łatwo znika w związku pożądanie? Czym jest białe małżeństwo? – odpowiada Katarzyna Miller.

Powiedziałaś niedawno, że w swojej praktyce spotkałaś sporo par, które w ogóle ze sobą nie współżyją. Zdziwiło mnie to. Najwyraźniej wokół tematu białych małżeństw istnieje zmowa milczenia.
Dzisiejszy świat jest wręcz przesycony seksem. Wyraźnie z tym przesadzamy, bo seks nachalny i wszechobecny staje się rodzajem odreagowania, a przez to takim samym objawem nierównowagi, jak zakazy, lęki i zahamowania. Przeciętna ludzka potrzeba to zlać się z otoczeniem, więc gdy z tym seksem ci nie idzie, to się za Chiny nie przyznasz, bo wszyscy wokół grają ogierów. Tymczasem seks jest po prostu seksem. Normalną, częściowo fizjologiczną stroną życia. Jak jedzenie, spanie...

Ale bez jedzenia i spania długo się nie da żyć. A bez seksu?
Da się. Nawet całe życie. Nazywamy to białym małżeństwem, ale może to być narzeczeństwo, para. Mało tego, to dotyczy ludzi młodych, niejednokrotnie pięknych.

Można tę sferę tak całkiem zamknąć, będąc z kimś? Dlaczego białe małżeństwa decydują się na taki krok?
Możliwe jest wszystko, więc też ludzie, którzy nie potrzebują seksu. Białe małżeństwa pokazują, że nie trzeba chcieć, nie trzeba na siłę nic robić. Warto jednak szczerze zapytać siebie, czy naprawdę dobrze się z tym czujemy, czy brak seksu wynika z tego, że nie mamy takich potrzeb, czy mamy z nim jakiś problem. Seks zanika z wielu powodów. Ciążą na nas wstyd i lęk związane z tą sferą. Tak się nas zawstydza w dzieciństwie i w czasie dojrzewania, że co wrażliwsi chowają się za murem. To chowanie się może mieć różne stadia. Od nieobudzenia seksualnego – są osoby, które niby uprawiają seks, ale nie mają z tego specjalnej przyjemności – po zaniechanie seksu w ogóle.

Ponoć największym wrogiem seksu jest codzienność...
Raz czy drugi nie ma entuzjazmu, raz czy drugi byliśmy na siebie nieuważni, a może dziś też nie wyjdzie, to nie warto zaczynać, lepiej się wyspać... No i trzeba się zająć życiem: jakimś sukcesem, domem, pojawia się dziecko – bardzo dużo zamieszania seksualnego wywołuje jego przyjście na świat. Jej się nie chce, jest zmęczona, mężczyzna czuje się odtrącony, narasta wzajemny chłód. Naprawdę nie wystarczy wyjść za człowieka, do którego się poczuło miętę. To dopiero początki. Trzeba inwestować w związek, rozwijać swoją jednostkową, a potem naszą wspólną seksualność. Jeśli nie ma w nas otwartości na to, by się uczyć siebie i partnera, a mamy za to dużo oczekiwań i wyobrażeń, nic dziwnego, że gdy pierwsze uniesienia miną, ten nieszczęsny seks kuleje, zanika. Dużo można by też powiedzieć o lęku mężczyzny przed kompromitacją w tej materii. Raz mu nie stanął, za wcześnie skończył, ma za małego, nie umie utrzymać podniecenia i mięknie... To traumy.

Dzień za dniem mija, nie ma tego seksu i co? Co się w nas wtedy dzieje, gdy przychodzi nam się zmierzyć z życiem jako białe małżeństwo? Jak sobie poradzić z brakiem zbliżeń?
Zaczyna się myślenie: nie lubię cię za to, że mnie nie chcesz. Przeważnie w ogóle nie myślimy o sobie dobrze, więc projektujemy to uczucie na partnera, w taki właśnie sposób tłumacząc sobie jego brak zainteresowania seksem: już mu się nie podobam, nie kocha mnie. Ale nie pytamy, nie rozmawiamy. Jesteśmy tak poranieni, że wolimy się opancerzyć, wycofać, bo wydaje nam się, że naprawdę usłyszy-my: już mi się nie podobasz. Lepiej tę gorycz włożyć w inne słowa: za mało zarabiasz, ciągle cię nie ma, co z ciebie za żona, utyłaś... Albo uciec w samobiczowanie się, depresję. Wolimy to wszystko od prawdy.

To ucieczka?
I ochrona. Znamy te gry małżeńskie... Skrycie pragnę zostać przytulona albo rozebrana, pogłaskana piórkiem albo lodem jak w „9 i pół tygodnia”... Ale przecież się nie odezwę, bo jak mu o tym powiem, to może on tego nie zrobi albo, jeszcze gorzej, wyśmieje. Albo się w ogóle nie odezwie i ja wyjdę znowu na idiotkę. Co gorsza, on się może rzeczywiście nie odezwać, bo tak się przestraszy jej oczekiwań i tego, że będzie „sprawdzany”, że woli udać, że nie słyszał. Im dłużej trwa przerwa, tym trudniej rozpocząć grę erotyczną, przerwa przechodzi w stan trwały.

Gdy żyjemy jako białe małżeństwo, może rosnąć w nas niezadowolenie, bo żyjemy w poczuciu, że wszyscy wokół żyją seksem, a nas to omija...
A wcale nie wszyscy żyją… Mamy pełno oczekiwań, wizji, a często zero wiedzy. A ciało potrzebuje się uczyć, rozkręcać. Szczególnie kobiece ciało. Ale swoje możliwości musimy odkrywać bez przymusu, w tempie, jakie nam odpowiada. Przecież to zupełnie normalne, że ludzie rodzą się z różnym poziomem „elektryczności”, że ich seksualność jak wszystko inne podlega życiowym cyklom, jest bardzo wrażliwa na zmiany nastroju, stanu zdrowia, na stresy, leki... Wolno nam nie uprawiać seksu i wolno nam się za to nie obwiniać. A po przerwie można wrócić do zabawy.

Często utożsamiamy miłość i bliskość z seksem. Można mimo braku seksu być blisko z drugą osobą w białym małżeństwie?
Oczywiście. Czułość i seks to dwie różne sfery. Można się czule kochać bez stosunków. Ale kluczową sprawą jest tu zgoda obojga partnerów. Jeśli się tak dobrali, że im taka forma bliskości wystarczy – nie ma w tym nic nieprawidłowego.

W tym największy jest ambaras, aby dwoje nie chciało naraz?
Trudności pojawiają się, gdy jedno z partnerów żyje w poczuciu niespełnienia. A bywa, że oboje. Część z tych osób się masturbuje. I twierdzi, że bez tego byłoby im znacznie trudniej. W przypadku takich par powodem braku seksu nie jest niski poziom libido, tylko problemy w związku.

Co wtedy?
Trzeba szczerze się przyjrzeć samemu sobie i odpowiedzieć na pytania, czego chcę, co mi przeszkadza. A potem otwarcie porozmawiać z partnerem o własnych uczuciach, potrzebach. Ludzie się boją takich rozmów, obawiają się, że jak się już powie, że są problemy, to zniszczy związek. Ale gdy partnerzy tak ważnej kwestii nie podnoszą, żyją obok siebie w poczuciu krzywdy, to o jakim związku i jakiej bliskości mowa? Można mówić raczej o pewnym układzie, strategii walki z samotnością. Taki związek oparty jest na przekonaniu, że lepiej żyć z kimś niż w pojedynkę. To jeden z wzorów białych małżeństw. Jeśli jednak nie chcemy żyć w poczuciu niespełnienia, warto rozmawiać, sięgnąć po pomoc terapeuty. Temat seksu jest trudny, emocjonalny, mocno związany z poczuciem wartości, łatwo drugą osobę zranić, projektując na nią własne problemy.

Trzeba zobaczyć, co sprawia, że się nie kochamy...
Zauważyłam, że niektóre pary przychodzące z tym problemem zachowują się tak, jakby seks ich de facto nie interesował. Owszem, ja bym chciał albo chciała, żebyśmy ze sobą spali, ale niech to on czy ona zrobi coś w tej sprawie. Taka postawa nie wróży nic dobrego. By coś zmienić, to w sobie należy szukać problemu, jeśli on istnieje. Każdy z partnerów musi wziąć odpowiedzialność za to, co robi i czuje.

Czy białym małżeństwom udaje się wrócić do seksu?
Znam pary, którym się udało z sukcesem wyjść z impasu, i takie, którym się to nie udało. Ci drudzy to często ludzie, którzy sobie bardzo wielu rzeczy w życiu odmawiają, przede wszystkim przyjemności. Są bierni, boją się życia, chcą mieć wszystko pod kontrolą. Podkreślam, że nie jest to diagnoza wszystkich tego typu par, tylko pewna tendencja.

Z czego to wynika?
Z pewnego typu wychowania: dzieci są zostawiane samym sobie, najlepiej, gdyby siedziały w pokoju i były cicho. Jeśli nie trafi się nikt, kto je zainteresuje światem, kto się nimi zajmie, często wyrastają na dorosłych biernych, bez inicjatywy, czekających nie wiadomo na co. Gdy trafia się taka para – łapię się za głowę. Bo jak tu w człowieku wzbudzić pasję życia? Można powiedzieć, że w tym typie aseksualności jest pewien rodzaj martwoty. Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową.

Jak się nauczyć na nowo seksu z partnerem?
Najbezpieczniej zbliżać się nie przez seks, tylko przez robienie czegoś miłego dla siebie, zerwanie z rutyną... Trzeba wrócić do początku, przypomnieć sobie, co mnie w tym człowieku fascynowało. Nie należy koncentrować się na własnych lękach. One są ważne i trzeba się nimi zająć, ale nie w przestrzeni relacji, tylko w terapii. Ten drugi człowiek też ma takie lęki. Uatrakcyjniajmy sobie wzajemnie czas, uczmy się czułości. Niektórzy seksuolodzy w ogóle zabraniają penetracji w tej fazie terapii. To zwalnia z lęku, że nam coś nie wyjdzie. Zalecają, żebyśmy otwarcie mówili o swoich potrzebach i uczuciach: chcę cię przytulić, lubię cię, jak to czy to robisz, powiedz mi, że ładnie w tym wyglądam, że lubisz tak ze mną siedzieć... Szukajmy przyjemności. Bo jeśli nie leżymy w łóżku z przyjemnością, nie jemy z przyjemnością, nie znajdujemy frajdy w tym, że czytamy, patrzymy na drzewa, nie czujemy swojego ciała, to jak mamy cieszyć się seksem? Seks jest przyjemnością, nie traktujmy go jak zadania – wszyscy mamy serdecznie dosyć ciężkich zadań.

  1. Seks

Inteligencja seksualna – na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Styl Życia

Monogamia, zdrady, zazdrość… Jak wygląda ptasia „miłość”?

Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Żurawie, podobnie jak łabędzie, są symbolem milości i wierności. Na zdjęciu żurawie indyjskie (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Uosabiają nasze marzenia o lataniu, a czasem też o dozgonnej miłości. Chociaż zwykle mało uważnie się im przyglądamy, ptaki pod wieloma względami przypominają ludzi. Wiele gatunków, dobierając się w pary i wychowując potomstwo, nawiązuje do ludzkich zachowań dużo bardziej niż ssaki, które ewolucyjnie są nam bliższe.

„Papużki nierozłączki”, „dwa gołąbki”, „kochają się jak turkaweczki” – te powiedzenia nie wzięły się znikąd. Myślimy czasem, że wszystkie ptaki są podobne… tymczasem jest to niezwykle zróżnicowany świat, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę jak ptaki układają swoje życie intymne, jak tworzą „związki”, czy relacje. Co tak naprawdę wiemy o miłosnych zwyczajach ptaków?

Kto jest monogamistą?

Czy ptaki często dobierają się w pary na całe życie?

– Niektóre ptaki rzeczywiście kochają aż po grób, do tego stopnia, że kiedy umiera partner lub partnerka to one bardzo to przeżywają. Gęsi znane są z tego, że reagują na takie wydarzenia żałobą. Niektóre potem znajdują sobie kogoś nowego, a część z nich zostaje wdowcami do końca życia. – wyjaśnia Jacek Karczewski, obserwator ptaków, autor książek („Jej wysokość gęś”), autor audycji radiowych poświęconych ptakom. – Ptaki jednak bardzo różnią się w tych kwestiach, w zależności od gatunku. Tych sposobów na życie mają naprawdę dużo.

Istotne jest to, że aż 90% wszystkich ptaków łączy się w pary – mogą łączyć się na jeden sezon, mogą na kilka sezonów, albo na całe życie. W każdym razie tworzą „związek”. Tylko pozostałe 10% ptaków nie tworzy par – tutaj cała relacja samca i samiczki sprowadza się do bardzo krótkiego momentu zapłodnienia.

Turkawki, kawki, kruki, gołębie, gęsi, albatrosy, bieliki, łabędzie, żurawie, pingwiny – to przykłady ptaków, które zwykle łączą się w pary na całe życie. Niektóre z nich, jak np. łabędzie czy żurawie, stały się legendarne ze względu na „stałość uczuć”.

– Łabędzie stały się symbolem wierności małżeńskiej. Tymczasem nasze łabędzie nieme, najbardziej znane w Polsce, widywane w parkach, wcale aż takie wierne nie są. Okazuje się, że aż 40% par, prędzej czy później się „rozwodzi”. Natomiast łabędzie Bewicka (Cygnus columbianus bewickii), należące do gatunku łabędzi czarnodziobych (bardziej dzikie, u nas tylko przelotem) – mogą być faktycznie symbolem wierności – zaznacza Jacek Karczewski – Są to jedne z najlepiej przebadanych dzikich ptaków, szczególnie jeśli chodzi o ich obyczaje (około 60 lat intensywnych, szczegółowych badań). Na dziesiątki par łabędzi Bewicka zarejestrowano tylko 3 rozstania!

Łabędzie Bewicka (fot. iStock) Łabędzie Bewicka (fot. iStock)

Co ciekawe, wierzono niegdyś, że łabędzie pierze chronią przed zdradą. Dlatego, w dawnych czasach, kobiety wkładały w poduszki swoich mężów i kochanków łabędzi puch, wierząc, że pomoże on zatrzymać ukochanych mężczyzn w ich łóżkach.

Ptasie zdrady

Jacek Karczewski podkreśla, że w przypadku wielu ptasich par zdrada zwyczajnie się opłaca. Zdradzając można zapewnić sobie, w łatwy sposób, przekazanie swoich genów i mieć pisklęta „na boku” bez większego wysiłku.

Wychowanie piskląt to jest ciężka praca. Wyobraźmy sobie kilka takich gęsi, które ciężko pracują, żeby doczekać się dorosłych dzieci. – Zdradzając zapewniam sobie, że ktoś inny wychowa moje dzieci… A ja mam gwarancję tego, że moje geny poszły w świat. Natomiast jestem zwolniony z tych trudnych, wymagających i kosztownych obowiązków rodzicielskich. - Z tego punktu widzenia dla ptasiego samca jest to bardzo wygodne rozwiązanie – tłumaczy Jacek Karczewski.

Zdradzają też samice. Dla nich zysk będzie jednak inny. Partner może mieć np. ukryte wady genetyczne. Na tyle dobrze radził sobie przykładowo w okresie toków (godów), że partnerka nie zauważyła jego niedoskonałości. Dzieci jednak mogą te drobne wady odziedziczyć. – Dlatego być może warto, aby w tej mojej piątce dzieci, jedno było od innego taty. To pisklę ma oczywiście moją część genów, ale druga część należy do innego ojca, co może okazać się dobrym rozwiązaniem – wyjaśnia znawca ptaków. Zdrady opłacają się więc z genetycznego i ewolucyjnego punktu widzenia. Jakby nie było, „zdradzony” partner i tak pomoże samicy w wysiadywaniu jaj i w wychowaniu piskląt.

Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock) Gęsi kanadyjskie na spacerze. Wychowanie dzieci jest na tyle dużym wysiłkiem, że być może właśnie dlatego większość ptaków decyduje się na życie parach. (fot. iStock)

 

– Do niedawna uważaliśmy, że ptaki, które łączą się w pary, i są w tych parach, są sobie wierne. Ten obraz wierności ptaków kompletnie zburzyły badania genetyczne, kiedy okazało się, że rodzeństwo, które wychowywane jest w jednym gnieździe, przez jedną mamę i jednego tatę, od strony genetycznej jest dość zróżnicowane – mówi Jacek Karczewski – Samice robią jeszcze jedną rzecz, z której do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy: podrzucają one jajka do gniazd swoich sąsiadek. I nie mówimy tu o kukułce. Szpaki, jaskółki, dzikie kaczki, gęsi – to też są ptaki, u których często dochodzi do podrzucania jaj do gniazd sąsiadek. Oczywiście dzieje się to wtedy, gdy sąsiadki nie ma w pobliżu…

Badając to, na ile ptaki są rzeczywiście sobie wierne, Jacek Karczewski przytacza pewien (dwuznaczny moralnie) eksperyment, który obala wiele mitów z tym związanych:

Bohaterami tego eksperymentu (zaznaczam, że nie do końca można go uznać za etyczny) były kosy, jedne z moich ulubionych ptaków, wspaniali śpiewacy. Kosy uważane były za monogamistów. Łączą się one w pary, często na wiele sezonów, wspólnie budują gniazdo. Samica składa jaja, które później wspólnie wysiadują. Potem razem opiekują się dziećmi, które z tych jaj się wylęgają. Otóż, w tym eksperymencie wyłapano samczyki, zanim jeszcze partnerki zostały zapłodnione i zaczęły składać jajka do gniazd. Wyłapano kilkanaście samczyków w danej populacji i każdego wysterylizowano… Wydarzyła się jednak rzecz niezwykła. Nie doszło do żadnego rozwodu. Natomiast wszystkie złożone jaja były pełnowartościowe (z embrionami w środku) i ze wszystkich jaj wylęgły się pisklęta. Czyli te wszystkie samiczki jakby wyczuły, że doszło do nieszczęścia i z własnym partnerem nie będą mogły mieć dzieci (jak to odkryły - pewnie się nie dowiemy), albo one i tak by tych samców zdradzały, niezależnie od tego eksperymentu.. Partnerów przecież już miały, a ci partnerzy pomogli im wychować pisklęta.

On jest tylko mój!

Wróble też są monogamistami. Te sprytne, małe ptaszki, których mamy „pod dostatkiem”, rzadko wzbudzają nasze zainteresowanie. A tymczasem zazdrość, jaką można u tych ptaków zaobserwować, robi niemałe wrażenie.

– Wróblice bardzo nie lubią, kiedy partnerzy je zdradzają. Zdarzają się czasami, wśród wróbli, takie bardzo ambitne samczyki, że gdzieś tam „przyćwierkają” sobie jakąś samiczkę na boku i zakładają drugą rodzinę. Pierwsza partnerka nie wie oczywiście o tej drugiej. I lepiej, żeby nie wiedziała. Bo kiedy się dowiaduje to leci tam z potworną awanturą. Czasami bardzo dramatycznie się to kończy. Wróblica rozwala gniazdo, a jeżeli w tym gnieździe są już jajka to je niszczy. Jeśli są już pisklęta to wyrzuca je z gniazda, czasami zabija. Kończy się to zawsze tym, że partner wraca z podkulonym ogonem do swojej pierwszej „żony” – opowiada Jacek Karczewski o tragicznych skutkach „skoków w bok”.

Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock) Okazuje się, że nasze ludzkie statystki, dotyczące wierności i wychowywania przez ojców nie swoich dzieci, bardzo zbliżone są do statystyk jakie notuje się u wróbli. (fot. iStock)

Zbiorowe gwałty

Do gwałtów najczęściej dochodzi w populacji kaczek, gdzie kaczory słyną ze swojej brutalności. Wystarczy wspomnieć, że wzburzony kaczor w czasie kopulacji potrafi utopić swoją partnerkę...

– Kaczory to są prawdziwe demony seksu – podkreśla Jacek Karczewski. – Kaczki łączą się w pary wczesną jesienią lub późną wiosną. Tutaj też nierzadko dochodzi do zdrad. Wiosną kaczka zakłada gniazdo, składa jaja, zaczyna te jaj wysiadywać i jakby znika z życia kaczora. U niektórych gatunków tropikalnych kaczor opiekuje się również swoim potomstwem. Natomiast w przypadku „naszych” kaczek taka pomoc samca nie występuje (wyjątkiem mogą być miejskie kaczory, które rzeczywiście pomagają partnerkom). Zwykle kiedy zaczyna się czas inkubacji kacze pary się rozpadają. Większość kaczek znika więc z rozlewiska, po którym wciąż pływają pięknie ubarwione kaczory. Jednak te godowe ubarwienia oznaczają, że męskie hormony buzują jeszcze w najlepsze, a kaczory nie bardzo znajdują dla nich ujście. Zdarza się więc, że kiedy na takim jeziorze pływa kilkanaście kaczorów i gdzieś schodzi z gniazda jedna kaczka – może się to dla niej bardzo źle skończyć. Dochodzi w takich sytuacjach do zbiorowych gwałtów, których kaczki czasem nie przeżywają…

Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock) Dla kaczki najkorzystniej jest znaleźć sobie szybko partnera, który zapewni jej ochronę. (fot. iStock)

Źródło: WWF Polska, na podstawie podcastu Naturalnie z WWF „Tajemnice ptasiego seksu”.