1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Męskie archetypy: Apollo

Męskie archetypy: Apollo

fot.123rf
fot.123rf
Drugi co do ważności po Zeusie, bóg słońca, światła, jasnowidzenia, łucznictwa.

Zobacz Męskie archetypy: Zeus, Posejdon, Hades

Apollo. Porządek i harmonia

Widział jasno i perspektywicznie, patrzył z góry i mierzył celnie. Racjonalny – wyżej cenił sobie myślenie niż uczucia. Owszem, tworzył muzykę – przypominającą wyższą matematykę. Najważniejsza była w niej harmonia, proporcja. Piękny, jasny, pełen wdzięku. Budzący podziw. Taki jest Apollo. Inne znaki szczególne? Staranne wykształcenie, nienaganne maniery. Każdy chodził z takim grzecznym, zdolnym chłopcem do szkoły. Wzorowy uczeń, przodujący w sporcie, być może grający też na jakimś instrumencie... Tak mu zostaje: potrafi odnieść sukces w każdej dziedzinie. Perfekcjonista – dla niego liczy się mistrzowskie opanowanie umiejętności. Porządek, forma. Zdystansowany obserwator – nie lubi niespodzianek, namiętności. Interesują go konkretne cele, osiągalne w namacalnym świecie. Mniejsza o to, czy będzie to nauka, sztuka, czy wysokie stanowisko w korporacji.

Jego słabością są relacje. Doskonały we wszystkim, czego się dotknie, nie umie przenieść perfekcji do świata uczuć. Często bardziej zależy mu na rzeczach niż ludziach. Bywa arogancki, samolubny, narcystyczny. Lojalny i wierny, potrafi też być okrutny – zwłaszcza jeśli miał nieczułą matkę, przez którą czuje się zraniony. Będzie wtedy próbował podświadomie odegrać się na kobietach. Odmawiać im komplementów (a przecież jest tak wrażliwy na piękno), tłumić uczucia, reagować wrogością. Apollo nie angażował się w związki, ale tak naprawdę cierpiał z powodu nieodwzajemnionej miłości – nie udało mu się zbliżyć do kobiety poza Artemidą (jego siostrą). Ponieważ odrzucił kobiecy aspekt swojej natury, odciął się od uczuć, został odrzucony przez kobiety. I jeszcze ta komunikacja... Przemawiał przez wyrocznię delficką, a ta formułowała wypowiedzi w tak zawoalowany sposób, że potrzebny był tłumacz. Dlatego Apollo to taki „daleki” bóg. Nierzadko zresztą samotny – z powodu lęku przed bliskością.

WSKAZÓWKA: Dobrze by było, gdyby udał się po nauki do Hermesa – po więcej swobody, spontaniczności. Może nawet odważy się pójść za przykładem Dionizosa i porzucić na chwilę rozsądek. Droga rozwoju Apollina to zanurzyć się w doświadczeniu, w tym, co oferuje chwila. Dopuścić do głosu serce – wtedy również jego talenty zyskają nowy wymiar. Może skontaktować się z Dionizosem poprzez muzykę i taniec. Ważne, żeby odpuścił kontrolę, przynajmniej w miłości.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Ojciec, mąż, najlepszy przyjaciel. Jaki wpływ na kobietę mają mężczyźni jej życia?

Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. (Fot. iStock)
Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. (Fot. iStock)
Nasze matki zaszczepiły nam nawyk walki z mężczyznami albo ulegania im i wchodzenia w rolę małej dziewczynki. Tymczasem możemy się cudownie dopełniać, pod warunkiem że uszanujemy swoją odmienność.

Kiedy patrzę na kilkuletnią dziewczynkę, z jaką uwagą przygląda się swojemu tacie: z mieszaniną ciekawości, powagą, ale też lękiem, czuję pierwotną, autentyczną moc spotkania żeńskiej i męskiej energii. Dla małej dziewczynki męskość jest czymś obcym i nieznanym, ale jednocześnie fascynującym i pociągającym.

Mijają lata, a męska energia dla nas, kobiet, ciągle jest tajemnicą: intryguje nas, ale i przeraża. Tęsknimy za nią, chcemy ją posiąść, wydaje nam się, że bycie mężczyzną w tym świecie jest lepszą, łatwiejszą rolą. Podziwiamy męską siłę, umiejętność rywalizacji, wolę walki, asertywność. Nawet te z nas – niezależne, ambitne, robiące karierę zawodową na „męski sposób” – w głębi duszy marzą o tym, by czasami schronić się w opiekuńczych męskich ramionach. Wychowane na bajce o księciu zaklętym w żabę marzymy o tym, że pocałunkiem zmienimy swojego wybranka w prawdziwego królewicza. Całujemy z zapałem, lecz męskość ciągle kojarzy nam się ze wstrętną żabą, tęsknimy za nią, ale także się jej brzydzimy. Odmieniony pocałunkiem Pan Żaba ma być dokładnie taki, jak go sobie wymarzyłyśmy. W konsekwencji żyjemy rozczarowani sobą nawzajem, rzucając się, zdradzając, szukając coraz to nowej ofiary i łudząc się, że jak trafi się ten, który naprawdę nas pokocha, to… się dla nas zmieni.

W poszukiwaniu połówki

Mit platoński o rozdzieleniu duszy na dwie części i tęsknota za tą brakującą połówką to tak naprawdę tęsknota za pełnią – połączeniem męskiej i żeńskiej energii. Nieświadomi, że posiadamy w sobie obydwie energie (Animę i Animusa), wierzymy, że „właściwy” mężczyzna dopełni naszą kobiecość. Zamiast zintegrować w sobie Animę i Animusa, poszukujemy dopełnienia w zewnętrznym świecie.

Pierwszy i najważniejszy wpływ na kształtowanie Animusa kobiety ma ojciec. W dorosłym życiu często szukamy mężczyzny podobnego do niego lub skrajnie różnego. Ale w wyborze partnera niebagatelne znaczenie ma również matka. Wiele moich pacjentek ze zdziwieniem zauważa, że zakochują się w mężczyznach do niej podobnych. Najważniejszy jest tu podział władzy w rodzinie pochodzenia. Jeśli miałaś silną matkę i ulegającego jej ojca, masz dwie możliwości. Być może szukasz miękkiego, czułego mężczyzny, takiego jak twój ojciec, ale nieświadomie naśladując matkę, będziesz nim pogardzać z powodu jego słabości. Możesz też wybierać mężczyzn podobnych do matki: silnych i zdecydowanych, ale w głębi duszy pozostaniesz nieśmiała i podatna na zranienia. A tęsknota za związkiem będzie przeplatać się z lękiem przed zależnością. Słaba matka i silny ojciec to skrypt, zgodnie z którym będziesz pragnąć mężczyzny autorytarnego i władczego jak ojciec, albo przeciwnie – obejmiesz rolę syna swojego ojca, traktując mężczyzn tak, jak on traktował twoją matkę.

Pierwszy, najważniejszy

Wiele kobiet w przeszłości zdradzonych przez ojca podświadomie odsuwa później męża od kontaktu z córką. – Ojciec był dla mnie niedostępny – opowiada Monika. – Tęskniłam za nim i często prosiłam, żeby się ze mną pobawił. Obiecywał, że jutro, jak przyjdzie z pracy, coś razem zrobimy. Ale kiedy następnego dnia wracał do domu, mama natychmiast wyszukiwała dla niego jakieś zajęcia. Już jako dorosła kobieta zrozumiałam, że to nie on był niedostępny, tylko ona broniła mu dostępu do mnie. A on nie potrafił jej się przeciwstawić.

Podobny scenariusz powtórzył się w dorosłym życiu Moniki. Wybierała partnerów, którzy byli silnie związani z własnymi matkami albo żonatych. Pomiędzy nią a ukochanym mężczyzną zawsze stała inna kobieta. Długo pracowałyśmy nad pozbyciem się tego skryptu.

Inna pacjentka przez całe życie czuła się nieakceptowana przez swojego ojca, stąd jako dorosła kobieta miała duże problemy w związkach z mężczyznami. Z jednej strony bardzo pragnęła męskiej akceptacji i miłości, z drugiej wszelkie próby zbliżenia podejmowane przez partnera traktowała jak akt nielojalności w stosunku do matki. W trakcie sesji, którą prowadziłam z terapeutą manualnym Jackiem Sobolem, pacjentka nieświadomie obsadziła nas w roli swoich rodziców. W pewnej chwili wzięłam ją za rękę, stanęłam naprzeciwko Jacka i powiedziałam: „To nasza córka, jeśli mnie kochasz, pokochaj także ją”. W ten sposób zrodził się pewnego rodzaju rytuał przekazania córki ojcu.

Brak akceptacji to jeden problem, drugi to nadmierna idealizacja ojca, którego pamiętamy jako silnego, władczego, a jednocześnie czułego i troskliwego. Im mniej go było w naszym życiu, a więcej w naszej wyobraźni, tym bardziej szukamy jego atrybutów w przyszłych partnerach. Każdy nowo poznany mężczyzna na początku jawi nam się jako rycerz na białym koniu, ale szybko go detronizujemy i odrzucamy, wierząc, że kolejny okaże się tym ideałem z dziewczęcych snów. Być może powielamy tym samym scenariusz relacji naszych rodziców.

Wystarczająco dobrzy rodzice (matka, która pokazuje córce, że fajnie jest być kobietą, ojciec, który uczy córkę, jak powinna być traktowana przez mężczyznę; odnoszący się z szacunkiem do własnej płci i płci partnera) to najcenniejszy posag dla udanych męsko-damskich relacji.

Wbrew pozorom, żałoba po ojcu, tym prawdziwym bądź tym wymyślonym, jest dla kobiety szansą na otwarcie się na spotkanie z prawdziwą męską energią.

Iwona trafiła na terapię rok po śmierci taty. – Kiedy odszedł, zaczęłam odczuwać silne doznania w ciele. Gdy schodziłam po schodach, uginały się pode mną kolana, kilka razy omal się nie przewróciłam – opowiadała. Tłumaczyłam jej, że śmierć ojca to symbol utraty części męskiej energii. Prosiłam, żeby pozwoliła sobie na odczuwanie słabości. Kiedy to zrobiła, kiedy po raz pierwszy w życiu oparła się na ramieniu swojego partnera, on nagle ze słabego, zależnego mężczyzny przeobraził się w człowieka silnego, zdecydowanego, który był gotowy wiele jej ofiarować.

Ten, który uczynił mnie kobietą

Istnieje powszechne przekonanie, że pierwszy partner seksualny na zawsze wytycza kobiecie ścieżkę seksu, jaką będzie podążała. W praktyce różnie z tym bywa. Impuls seksualny, który po raz pierwszy wiedzie nas do sypialni, jest z reguły czystym, zwierzęcym pożądaniem, potrzebą obniżenia napięcia seksualnego. Egoistyczny, niedojrzały, niezintegrowany z energią płci, nierozpoznany przez nas samych sprowadza zbliżenie do połączenia genitalnego i niewiele ma wspólnego z tantrycznym zjednoczeniem. Pierwszy raz rzadko jest udany, częściej bywa przyczyną rozczarowania. Nie znając własnego ciała, nie jesteśmy w stanie pokazać partnerowi, czego potrzebujemy, co lubimy, a co rani naszą intymność. Łudzimy się, że to partner (jeśli naprawdę kocha) domyśli się, jak zapewnić nam spełnienie. Prawdziwa intymność to proces, który wymaga czasu, uważności, szacunku, ciszy i cierpliwości. Seks łączy jedynie wtedy, gdy nie jest wykorzystywany do szantażu czy manipulacji.

Marek zgłosił się na terapię, kiedy utrzymywanie podwójnego związku (z żoną i kochanką) spowodowało, że zaczął chorować. Konieczność ciągłego ukrywania się, lęk, że romans się wyda, powodowały, że coraz gorzej sypiał, pojawiły się problemy z sercem i nadciśnienie. Kiedy podjął decyzję, że zrywa romans, zaczął mieć oczekiwania, że żona da mu to, co dostawał od kochanki. Żona była pewna, że chodzi mu o więcej seksu.

– Jak mam jej wytłumaczyć, że przytulenie, czuły dotyk, wspólna kąpiel są dla mnie ważniejsze niż sam akt? – pytał.

– A może zamiast oczekiwać od niej tego, co dostawałeś od kochanki, sprawdź, co ona może ci dać?

Bywa, że obydwie strony tak bardzo skoncentrowane są na swoich oczekiwaniach, że żadna z nich nie zauważa, co do dania ma druga osoba. A przecież nikt nie może dać nam tego, czego nie ma.

Partner do rozmów

Przyjaźń damsko-męska to doskonała okazja do zaspokojenia ciekawości odmiennej płci w komfortowych warunkach. Dobry przyjaciel jest jak dobry ojciec: potrafi oswoić z męską energią, skrytykować bez obrażania i ranienia, dać wsparcie, ale także skorzystać ze wsparcia kobiety. Bywa, że przyjaciołom przydarza się seks: intymność pomiędzy nimi łatwo przeradza się w erotyczną namiętność. Jeśli obydwoje są wolni, ale nie chcą być razem jako para, zwykle oznacza to koniec przyjaźni. Ale jeśli przyjaźń przerodzi się w miłość, taki związek ma solidne podstawy. Umiemy wtedy przyjąć partnera bez zastrzeżeń, z jego jasnymi, ale też ciemnymi stronami.

Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że kobieta potrzebuje od mężczyzny zachwytu, a on od niej podziwu. On zdobywa, przygotowuje przestrzeń, ona ją oswaja, udomawia. Kobieta ma wiedzieć, czego tak naprawdę chce, a jej mężczyzna z miłości ma to dla niej zdobyć. To była dla mnie cenna lekcja. Z biegiem czasu zrozumiałam, że pomimo wyzwolenia kobiet, zmiany warunków życia i postępu cywilizacji – w sprawie łączenia się w pary nic bardziej skutecznego nie wymyślono. Yin i yang zawsze łączą się zgodnie z prawami natury. Męska siła z kobiecą uległością, aktywność z biernością, zdobywanie z zagospodarowaniem, zachwyt z podziwem… Jeśli jest inaczej – obydwie płcie są przegrane.

Ostatnio trafia do mnie do gabinetu wielu mężczyzn. Kiedy pytam, dlaczego nie wybrali terapeuty mężczyzny, twierdzą, że chcą, bym pomogła im zrozumieć kobiety. – Wy się ciągle doskonalicie, rozwijacie, a my czujemy się coraz bardziej zdezorientowani – tłumaczą. – Każdy facet to zwierzę, chce zdobywać, pragnie być podziwiany, dlaczego nam tego zabraniacie? – pytają. A bardziej konkretnie: Co mam zrobić, żeby moja kobieta była szczęśliwa, a związek udany? Kiedy tłumaczę, że natura związku jest niezmienna od czasów pierwszej relacji damsko-męskiej na Ziemi, oddychają z ulgą. Budowanie gniazda, zdobycze w zewnętrznym świecie, stworzenie materialnej podstawy dla związku przez mężczyznę i zaopiekowanie się tą przestrzenią przez kobietę, szacunek dla odmienności i uczenie się siebie nawzajem – to recepta na fajny związek. Realizacja tego scenariusza przez każdą parę to oczywiście sprawa indywidualna.

Na terapii często proszę, by pacjenci spisali, co dostali od wszystkich swoich partnerów, czego się od siebie nawzajem nauczyli. Taki bilans daje cenne wskazówki do pracy nad relacjami.

Energia męska jest odmienna od energii kobiecej. Obydwie mogą się ze sobą cudownie uzupełniać i dopełniać, pod warunkiem że zaakceptujemy tę odmienność i uznamy równą wartość obydwu. Do wzajemnego poznania się i zrozumienia nie potrzeba słów, tylko czucia. Wszelkie ustalenia, kompromisy, wspólne plany usprawniają codzienne funkcjonowanie, ale nie niwelują rozczarowań, nie zaspokajają tęsknot za bliskością i intymnością. Zgranie się dwojga ciał, nie tylko w seksie, ale także w innych intymnych rytuałach, jest często cenniejsze niż najbardziej szczera rozmowa.

Ćwiczenia na synergię

Wspólne oddychanie. Niech partner usiądzie na podłodze, oparty o ścianę. Ty usiądź pomiędzy jego nogami, oparta plecami o jego klatkę piersiową. Zamknijcie oczy i oddychajcie każde swoim rytmem. W pewnej chwili poczujecie, jak wasze oddechy się zsynchronizowały. Pobądźcie chwilę w tej jedności.

Spotkanie serc. Usiądźcie naprzeciwko siebie. Połóż lewą rękę na swoim sercu, a prawą na sercu partnera. Niech on zrobi to samo. Zamknijcie oczy i spokojnie oddychajcie. Poczuj, jak energia miłości z twojego serca przechodzi do serca partnera i wzajemnie.

  1. Psychologia

Męska duchowość. Na czym polega i dlaczego jest tak ważna? - tłumaczy terapeuta

Jaką rolę w życiu mężczyzny odgrywa duchowość? Dlaczego mężczyzna powinien czerpać z niej siłę? (fot. iStock)
Jaką rolę w życiu mężczyzny odgrywa duchowość? Dlaczego mężczyzna powinien czerpać z niej siłę? (fot. iStock)
Duchowość to nie duchy. To nasze związki ze światem, z Naturą, z Życiem, z Bogiem, z ludźmi, z czymś większym od nas, co przerasta naszą osobowość, indywidualne cele. Poczucie uczestnictwa w całości życia daje radość i spełnienie. Mężczyźni potrzebują tego jak wody na pustyni – mówi Benedykt Peczko.

„Co sprawia, że w kryzysowych czasach tak dobrze prosperujesz?” – zapytałam zaprzyjaźnionego czterdziestoletniego mężczyznę. Odpowiedział bez chwili namysłu: „Bóg!”. O takich mężczyznach jeszcze nie rozmawialiśmy. Znam wielu mężczyzn, którzy się modlą, medytują, fundują sobie odosobnienie, kierują się wartościami. Jeden z nich, sprzedawca, poproszony na zebraniu zespołu, aby podzielił się tajemnicą swojego sukcesu, odparł: „Działam według wskazówek swojego lamy!”. Ten człowiek nie kopie dołków pod konkurencją, w kontaktach z kontrahentami jest otwarty, troskliwy, działa z intencją pożytku dla ludzi. Dlatego ci, którzy robią z nim interesy, czują się bezpiecznie, mają do niego zaufanie, chcą z nim pracować i polecają go innym. W ten sposób działa też wielu chrześcijańskich liderów i biznesmenów. Oni mówią: „módl się i pracuj, a reszta przyjdzie”. Uczestniczą w rekolekcjach, w dniach skupienia, należą do wspólnot wyznaniowych.

Gdzie oni są? Dlaczego tak mało o nich słychać? Widzimy raczej agresywnych, pozbawionych skrupułów, nastawionych jedynie na zysk zdobywców rynku, od których opędzamy się jak od natrętnych much. Ten styl jest tak wszechobecny, że gdy w jakimś momencie życia w mężczyznach rodzą się wątpliwości, pytają mnie, czy aby na pewno wszystko z nimi w porządku, czy są normalni. Znany psychoterapeuta i trener rozwoju osobistego John Seymour na swoich zajęciach prezentował listę działań, które generują sukces. Przebadani ludzie sukcesu wskazywali na wiele takich działań, jednak niektóre się powtarzały. Na przykład utrzymywanie bliskich relacji z ludźmi, przynależenie do grupy wsparcia, do grona przyjaciół, klubu, organizacji, gdzie panują otwartość i zaufanie, praktykowanie jakiejś ścieżki duchowej, działalność charytatywna, społeczna, systematyczne pomaganie cierpiącym, chorym. Miałem klienta, który raz w tygodniu spędzał kilka godzin w hospicjum. Mówił, że to pozwala mu zachować równowagę: „Dopiero teraz wiem, że moje życie jest pełne. Zapomniałem o tym, że są obszary tak samo ważne jak rozwój zawodowy, kariera, zabezpieczanie siebie i rodziny”. Okazuje się, że robienie czegoś tylko po to, by to robić, i obserwowanie, jak inni z tego korzystają, przynosi spełnienie. Wtedy wiemy, że samo istnienie, bycie ma wartość. Odzyskujemy równowagę między działaniem a byciem.

Chodzi więc o to, by wykonując pracę, mieć poczucie, że służy ona jakiejś wyższej wartości, większej całości. To zasadnicza sprawa. Czy pracuję tylko po to, by się utrzymać, czy także realizuję wartość, na przykład troszczę się o zdrowie innych, mam na względzie ich rozwój, bezpieczeństwo, ochronę. Dla mężczyzn taką wartością może być obrona kraju. W Internecie jest mnóstwo relacji z tak zwanych misji pokojowych. Żołnierze jadą, by służyć pokojowi, a na miejscu przekonują się, że nie chodzi o pokój, ale wręcz przeciwnie. Wtedy najczęściej ich system odpornościowy się załamuje. Gdy znika poczucie głębszego sensu, giną także zapał, motywacja, waleczność.

Jakiś czas temu byłem w Szwajcarii. Z samolotu widziałem czołgi, które wyjeżdżały z lasu. Nie wierzyłem własnym oczom. Co się dzieje? Szwajcaria to pokojowo nastawiony, neutralny kraj. Pytam szwajcarskich znajomych, o co chodzi, a oni mówią, że to szkolenie wojskowe, normalna sprawa. Na przykład kursy strzeleckie są organizowane na okrągło, biorą w nich udział wszyscy zdolni do służby wojskowej mężczyźni. W każdym domu w sejfie znajduje się karabin bojowy. W każdy weekend słyszałem strzelanie. Zwiedzając zabytki, widziałem ćwiczenia ze spadochronem, marsze na azymut itp. Szwajcarzy stawiają się na te szkolenia bez szemrania. Całe swoje życie do emerytury uczą się, jak bronić swojego kraju. Jaka w tym idea? To mały kraj. Gdyby najechało go mocarstwo, przypuszczam, że dosyć szybko by go zajęło. Ale wtedy za plecami okupant ma armię żołnierzy, wchodzi do jaskini lwa, wkłada głowę do ula. Dlaczego Szwajcarzy ponoszą taki wysiłek? W imię wartości. Tą wartością jest ich kultura, historia. Szwajcarię, czyli Confoederatio Helvetica, stworzyły trzy nacje – francuska, niemiecka i włoska. Postanowiły, że tworzą taki kraj, dbają o niego, chronią go.

W literaturze motywacyjnej wielokrotnie opisywany jest przypadek pewnego amerykańskiego agenta ubezpieczeniowego, który odniósł nieprawdopodobny sukces. Sprzedawał polisy na życie. Będąc w szpitalu, ciężko chory, trzy dni przed operacją ubezpieczył jeszcze pielęgniarkę i lekarza anestezjologa. Jak to możliwe? – pytano. Przypuszczano, że musiał znać jakieś pierwszorzędne techniki perswazyjne, mieć szczególnego rodzaju narzędzia wywierania wpływu, manipulacji. Był niski, łysawy, nosił okulary z grubymi szkłami, unikał kontaktu wzrokowego, zacinał się podczas mówienia. Badano, co powodowało, że był skuteczny, był czempionem sprzedaży bezpośredniej. Okazało się, że miał głębokie poczucie misji do spełnienia. Tą misją było ubezpieczenie wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych. Ale dlaczego? Żeby mogli być bezpieczni. On jako dziecko przeżył kryzys lat 20. Był świadkiem grozy. Ludzie wyskakiwali przez okna. Jego rodzice borykali się z poważnymi problemami. Wtedy postawił sobie taki cel: trzeba zrobić wszystko, aby uchronić ludzi przed ewentualnymi konsekwencjami kryzysów. Potem to realizował. Realizował wartość, która wykraczała poza osobiste cele, osobiste korzyści. Zarobił mnóstwo pieniędzy, których nigdy nie wydał.

Praca dla dobra publicznego, społecznego nas wzbogaca. Ale tę prawdę obrzydzano nam przez 40 lat poprzedniego systemu. Wyśmialiśmy prace społeczne dla ojczyzny. Wylaliśmy dziecko z kąpielą. Praca dla wspólnoty, społeczności lokalnej, kraju zanurza nas w większym systemie, buduje więź ze światem. To coś, co wykracza poza transakcję, wyobcowanie. Gdy takich działań podejmujemy się regularnie, możemy odkryć, że nie jesteśmy oddzieleni od tego, co poza nami. Że świat nie zamyka się w ciasnych granicach naszej osobowości. Być może odkryjemy też nasze połączenie ze Źródłem, z którego wszystko pochodzi.

Ważne są też nasze więzi z przodkami. Jesteśmy potomkami tych, którzy przeszli niebywale długą drogę i zgromadzili mnóstwo doświadczeń, z których my możemy korzystać. Ta łączność z większym systemem rodzinnym daje siłę, oparcie.

Czym jest duchowość? Mężczyznom kojarzy się raczej z duchami. Gdy czytamy książki popularnonaukowe, referujące ostatnie odkrycia z dziedziny kosmologii, fizyki kwantowej, biologii, wtedy coraz wyraźniej widzimy, jakim cudem jest świat, w którym żyjemy, i jakim cudem my jesteśmy w tym świecie. Odkrywanie cudu świata i naszego udziału w nim jest z całą pewnością doświadczeniem duchowym. Jednak duchowość definiowana jest na różne sposoby. Na przykład dla chrześcijanina to personalna relacja z Bogiem, z Kościołem jako wspólnotą wiernych. Psychologiczne rozumienie duchowości rozwinęli psychologowie egzystencjalni – Viktor Frankl, Irvin Yalom, także psychologowie transpersonalni. Duchowość w ich rozumieniu to obszar ludzkiego życia związany z poszukiwaniem i odkrywaniem ostatecznego, nadrzędnego celu i sensu. Z pytaniami: „Po co? Dlaczego?”. A takich pytań unika się w biznesie. Królują inne: „Jak zrealizować projekt? Jakimi środkami? Jakim kosztem?”. Pytania o sens, o znaczenie tego, co robię, czym się zajmuję, kim jestem, po co tu jestem, jakie jest moje miejsce w tym świecie, są pytaniami z poziomu duchowego. Poprzez takie pytania szukamy swojej najgłębszej tożsamości, rdzenia, wewnętrznej istoty. Tej tożsamości nie da się opisać, sfotografować, ująć w słowa. Jest poza rolami, które odgrywamy.

Realizując projekty biznesowe, nie dotykamy tych spraw. Ale gdy myślimy o projekcie, którym jest nasze życie, wtedy pytania o cel, sens i znaczenie domagają się uwagi. Bez odpowiedzi na nie jesteśmy jak dzieci we mgle, całkowicie zagubieni.

Wyobrażam sobie mężczyznę, który mierzy się z takimi pytaniami i chciałby się tym podzielić. To może być wielkie towarzyskie faux pas, narażenie na śmieszność, wykluczenie. Bo musielibyśmy wejść na obszar nieuświadomiony, wyparty, prześmiany właśnie, zdyskredytowany przez ideologie, mody, style, przez lata materialistycznej propagandy. To wszystko powoduje, że sfera duchowości jest obca i groźna, co najmniej niepokojąca, a często przerażająca. Dlatego tak cenne są wspólnoty ludzi wyznających podobne wartości, gdzie możemy swobodnie rozmawiać, dzielić się swoimi przemyśleniami, odkryciami, współodczuwać, dyskutować o inspirujących lekturach.

Z doświadczenia psychoterapeuty wiem, że trudno zgłębiać duchowe tematy, gdy mamy niepozałatwiane problemy emocjonalne, nie uwolniliśmy się od balastu trudnej przeszłości, nadużyć, przemocy, gdy mamy nierozwiązane konflikty wewnętrzne. Problemy nieuporządkowanego życia wyłaniają się na pierwszy plan, zajmują uwagę i wiążą energię. Najważniejsze pytania są w ukryciu, nie mogą się przebić. Gdy zrzucamy z barków kolejne obciążenia, poszerza się przestrzeń naszej wolności, uwalnia się energia, którą naturalnie kierujemy w stronę spraw wcześniej zaniedbanych.

Pytania o sens i znaczenie są kluczowe. Cóż z tego, że mamy świetny jacht albo okręt o napędzie atomowym i wszystkie środki techniczne potrzebne, żeby płynąć, rozwijać prędkość, gdy nie wiemy, dokąd płynąć, po co i dlaczego.

Niełatwa sprawa z tą duchowością. Na szczęście mężczyźni podejmują ten wysiłek: szukają, pytają, czytają, poszerzają swój indywidualny punkt widzenia, wzmacniają więzi z życiem, z większymi systemami. Biznesmen, który na trzy miesiące wycofuje się z życia zawodowego, żeby posłuchać siebie, skontaktować się z nowymi potrzebami, które doszły do głosu. Właściciel średniej firmy, który regularnie odbywa spotkania ze swoim mentorem duchowym. Pracownik korporacji, który zakłada ośrodki edukacyjne służące młodym ludziom. I tak dalej, i tak dalej. Wiele się zmienia.

  1. Psychologia

To, że nie kupuje kwiatów bez okazji nie oznacza, że mu nie zależy. O kobiecym i męskim podejściu do związku

Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne. (Fot. iStock)
Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne. (Fot. iStock)
To, że on nie kupuje bez okazji róż i nie wyznaje spontanicznie miłości, nie oznacza, że mu nie zależy. W podejściu do związku jesteśmy różni, ale najważniejsze, by zmierzać w tym samym kierunku.

W powszechnym mniemaniu, które ugruntowała w nas ewolucja, mężczyznom zależy na tym, by mieć relacje liczne, ale powierzchowne, co przydaje się bardzo w biznesie czy polityce. Kobietom z kolei zależy na tym, by relacje były pogłębione i trwałe – siłą rzeczy mają ich mniej, bo budowanie i pielęgnowanie relacji wymaga czasu. – Proces osłabiania wagi związku dla mężczyzny, a nasilania dla kobiety związany jest z naturalną odmiennością ról, którą wyznaczają różnice biologiczne – potwierdza psycholog prof. Bogdan Wojciszke. – Kobieta rodzi dziecko, karmi je, a mężczyzna w tym czasie zdobywa dobra. Taka jest jego rola. Nie będzie siedział, trzymał żony za rękę i rozważał siły ich relacji. To jest trochę niezależne od preferencji, po prostu kobieta i mężczyzna pełnią w związku odmienne role.

Ale znakiem naszych czasów jest totalna niezgoda na dotychczasowy podział ról. Współczesne kobiety wymagają od partnerów coraz więcej: mają być męscy, odnosić sukcesy w pracy i zarabiać, a jednocześnie być wrażliwi, wspierać i wyręczać partnerki w niektórych obowiązkach domowych. Współcześni mężczyźni woleliby, by wszystko pozostało jak dawniej, a jednocześnie starają się sprostać nowym wymaganiom. I jak tu pozostać sobą w związku?

Szkodliwe mity

W podobnym rozumieniu czy przeżywaniu miłości może także przeszkadzać wiara w odmienne mitologie. Dla wielu z nas miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy odnajdziemy tę jedyną czy tego jedynego, czyli drugą połówkę jabłka. Ale co, jeśli jej nie znajdziemy? Albo gdy partner, z którym jesteśmy, nie spełnia naszych oczekiwań? – Zrobiono badania, które ukazują, że ta metafora rzeczywiście utrudnia ludziom funkcjonowanie w bliskim związku – uważa prof. Bogdan Wojciszke. – Szczególnie w sytuacji konfliktów. Bo każda kłótnia, każde nieporozumienie oznaczają, że druga osoba nie jest jednak naszą drugą połówką. To skazywanie się na pewną klęskę. Co ciekawe, w Polsce prawie w ogóle nie jest znana inna metafora miłości – jako wspólnej podróży – bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych.

Kiedy tak będziemy patrzeć na związek, to nawet spore kłopoty potraktujemy jako przeszkodę w drodze do celu, a nie zapowiedź końca związku. I, co najlepsze, zaczniemy szanować to, co nas różni, bo dzięki temu nasze życie nie będzie przypominać mdłego romansidła, ale pełnokrwistą powieść przygodową. Ale najpierw razem z prof. Wojciszke przyjrzyjmy się tym różnicom.

Kobiety są emocjonalne, a mężczyźni kierują się rozumem. My podchodzimy do życia wielozadaniowo, oni koncentrują się na jednej rzeczy. Prawda?
Prawda. I są na to naukowe dowody. Najpoważniejszym argumentem jest fakt, że spoidło wielkie w mózgu kobiet jest większe niż u mężczyzn, w związku z tym ich półkule są znacznie silniej powiązane. Wniosek z tego taki, że mężczyzna może coś robić zupełnie bez emocji albo… bez rozumu. Kobieta tak całkiem rozumu jednak nie porzuca, ani emocji. W miłości zresztą bardzo wyraźnie to widać.

Rzadziej nam odejmuje rozum?
Tak. Nie chciałbym powiedzieć, że kobiety na chłodno kalkulują, ale są jednak bardziej wyrachowane od mężczyzn.

No bo też ponoszą większy koszt w razie złego wyboru.
To prawda. Ryzyko jest większe.

Może dlatego my tak lubimy analizować i dzielić włos na czworo. Co jednak nie służy związkom na dłuższą metę. Coś tam nam ten mąż przytaknie, coś zrobi dla świętego spokoju, ale bywa i tak, że się wycofa.
Rzeczywiście tutaj kobiety i mężczyźni ogromnie się różnią. Przy czym to roztrząsanie można podzielić na dwa rodzaje – bo jedna rzecz to omawianie stanu związku z partnerem, a druga – omawianie stanu związku z kimś innym, na przykład z przyjaciółką. Kobiety to potrafią rozprawiać! Cztery razy dłużej omawiają randkę niż ona trwała. To wynika z generalnego zainteresowania kobiet relacjami. Myślę, że dobrze robią, rozmawiając o swoim związku z przyjaciółką czy inną kobietą. Bo rozmawianie o związku z mężczyzną jest trochę bezcelowe.

Bo?
Bo jego to aż tak nie interesuje. Wiele lat temu uczyłem się windsurfingu i wykupiłem lekcje u instruktorki. Gdy mówiła mi, co mam gdzie wypiąć, dopiero dowiedziałem się od niej, że ja w ogóle mam te części ciała i że one się jakoś nazywają! Myślę, że rozmowa z mężczyzną o stanie związku jest trochę podobna. On też niby zna te wszystkie pojęcia, ale nie przyszło mu do głowy, żeby się nimi posługiwać, obracać nimi na tyle różnych sposobów.

W stosunku kobiet do bliskich związków jest też coś takiego, że jak czegoś się nie omówi, to właściwie w ogóle nie warto tego przeżyć. Samo mówienie jest równie ważne jak przeżywanie. Poza tym kobiety i mężczyźni rozmawiają z nieco innych powodów. Obserwacje wskazują, że mężczyźni najczęściej rozmawiają po to, aby zrealizować jakiś konkretny cel albo pokazać, że są lepsi od innego mężczyzny, natomiast kobiety rozmawiają głównie po to, aby zorientować się w stanie uczuć (cudzych i własnych) lub podtrzymać więzi.

Myślę, że gdyby mężczyźni wiedzieli, jak niewiele potrzeba, żeby było miło w domu… Na przykład wydając od czasu do czasu pięć złotych na bukiet konwalii.
Mężczyźni mają skłonność do zaniechań w bliskich związkach. Oni się nimi w sumie mało zajmują. Odzwierciedlają to także wyniki badań, w których widać, że odpowiedzi na różne pytania w różnych kwestionariuszach zwykle są znacznie bardziej spójne u kobiet niż u mężczyzn. Jakby mężczyźni, odpowiadając na pytania o miłość, w ogóle o niej nie myśleli, jakby tylko w połowie rozumieli, co czytają, co wypełniają, co wpisują.

Czyli nie angażują się w tę ankietę, tak jak nie angażują się w związek?
Tak. I to nieangażowanie się jest przejawem właściwie nawet czegoś więcej niż zaniechania. Jest takie angielskie słowo neglect, oznaczające zaniechanie z negatywnymi skutkami. Mężczyźni ignorują, odpuszczają bliskie związki.

A z czego to wynika?
Słabiej się starają, żeby zrozumieć kobiety. Kobiety chyba lepiej rozumieją mężczyzn. Często się mówi, że żona jest najlepszym przyjacielem mężczyzny. Kobieta się bardziej stara zrozumieć innego człowieka. A mężczyźni...

Poza psychologami.
Też nie wszystkimi. Tylko mężczyzna może wpaść na to, że okaże swojej kobiecie miłość, myjąc jej samochód. Zamiast porozmawiać o tym, co się jej dzisiaj śniło, prawda?

Więcej w książce „Alfabet miłości” , wydawnictwo GWP.

  1. Psychologia

W pułapce bycia sexy

Monica Bellucci w filmie
Monica Bellucci w filmie "Malena", 2000, reż. Giuseppe Tornatore. (Fot. BEW PHOTO/Archives du 7e Art/DR)
Seksizm to pogląd, który głosi, że kobiety i mężczyźni nie są równi. Co więcej, że to mężczyźni są lepsi od kobiet. I w związku z tym mogą je dyskryminować i kontrolować. Nie tylko w łóżku. Czym jest seksizm w praktyce i czy działa w obie strony, pytamy psychoterapeutę Michała Pozdała.

Mamy za sobą setki lat seksizmu w relacjach seksualnych – przez cały ten czas kobiety nie miały możliwości mówienia o swojej seksualności. Typowym przejawem seksizmu w łóżku było traktowanie partnerki tak, jakby nie miała własnych potrzeb i była narzędziem do zaspokajania mężczyzny. Skala problemu jest tak duża, że wiele kobiet nadal uważa, że ich satysfakcja w łóżku nie jest ważna. Popularna sytuacja intymna w parach wygląda tak, że orgazm mężczyzny oznacza koniec seksu. Same kobiety na pytanie mężczyzny: „Kochanie, a co z tobą?”, często odpowiadają: „Ważne, że byliśmy blisko”. Oczywiście orgazm nie zawsze musi być zwieńczeniem aktu seksualnego, ale warto się o niego postarać. Kobieta nie musi zostać doprowadzona do orgazmu na drodze penetracji, są inne możliwości.

Żeby być sprawiedliwym, trzeba przyznać, że w sypialni mężczyźni bywają też traktowani opresyjnie. Przykład – partner z zaburzeniem erekcji lub przedwczesnym wytryskiem słyszy od partnerki, że jest niewartościowy i nie spełnia jej oczekiwań, bo ona potrzebuje kogoś, kto będzie ją zaspokajał. W ten sposób może wykształcić się w nim przekonanie, że nie ma kobietom nic do zaoferowania. A przecież seks jest tak różnorodny i można robić różne rzeczy, które obojgu kochankom sprawiają przyjemność. Nie można traktować drugiej osoby jako narzędzia do zaspokojenia. Z drugiej strony każdy ma swoje uczucia i potrzeby i jeżeli nie są one brane pod uwagę przez bliską osobę, to trzeba o nich przypominać.

Wybawca i służka

Seksizm może się przejawiać we wszystkich aspektach życia pary, a najszybciej można zaobserwować go w podziale obowiązków domowych. Jeśli kobieta ma przydzieloną funkcję porządkową, czyli na jej barki spada sprzątanie, pranie, gotowanie, bo mężczyzna uważa, że tego typu zadania są poniżej jego godności, to jest to podejście seksistowskie. Wiele osób decyduje się na taki model rodziny, choć rzadko jest on świadomym wyborem. To, co się zmieniło, to fakt, że rodzinę z dziećmi raczej nie stać na to, żeby utrzymywał ją sam mężczyzna, coraz częściej więc oboje partnerzy mają pracę. Ale gdy ona wraca do domu, to czekają na nią dalsze obowiązki, a on odpoczywa przed telewizorem.

Wielu osobom to odpowiada. Traktują to jako odzwierciedlenie „boskiego” porządku – mężczyzna stworzył ten świat, mężczyzna zbawił ten świat i tak ma być traktowany. Chociaż czarne marsze pokazały, że kobiety coraz częściej mówią „nie”. Dowodem na to, że sytuacja się zmienia, jest chociażby urlop tacierzyński. Wielu mężczyzn decyduje się na pozostanie z dzieckiem w domu i uważa to za najpiękniejszy czas w swoim życiu. A jeszcze 15 lat temu było to nie do pomyślenia. Kobiety występowały w roli służebnej w stosunku do mężczyzny, co dobitnie pokazywały reklamy. Obecnie warunki gospodarcze wymogły aktywność zawodową kobiet, a małżeństwo przestało być świętą instytucją i jak nie działa, ludzie je kończą.

I znów, jeśli odwrócimy tę sytuację – mężczyzna też może spotykać się z przejawami seksizmu w domu. Powiedzmy, że właśnie rzucił pracę, rzuca lub chce ją rzucić, ale boi się, bo jest jedynym żywicielem rodziny. I myśli, że jak mu się coś stanie, to bliscy sobie nie poradzą. To jest ogromny ciężar. I łatwo można z niego zrobić pułapkę na mężczyznę. Bo przecież nie jest tak, że tylko on musi utrzymywać wszystkich. Podobnie jak nie tylko on musi zmieniać żarówki czy opony i odprowadzać auto do warsztatu.

Seksizm pojawia się wraz z przekonaniem, że dana osoba redukowana jest do pewnej roli czy czynności, które ma wykonać. Jesteś kobietą lub jesteś mężczyzną i dlatego musisz to robić. Aby z relacji wyeliminować to podejście, trzeba długo rozmawiać o wzajemnych potrzebach i oczekiwaniach. Na przykład tak: „Słuchaj, do tej pory to robiłem/robiłam, ale już mi nie pasuje, może byśmy coś zmienili? Jak to widzisz?”.

Ken i Barbie

Seksizm przejawia się też w różnych sytuacjach społecznych. Zacznijmy od hostess, atrakcyjnych dziewczyn, które mają za zadanie swoją seksualnością promować produkt – herbatę, gazetę, felgi samochodowe. Branża nie gra roli, liczą się ich kobiece atrybuty. Na podobnej zasadzie często zatrudnia się kelnerki czy sekretarki. To redukuje je do bycia obiektem seksualnym i jest seksizmem.

Ale w drugą stronę seksizm znów działa. Feminizm zrobił dużo dobrego dla kobiet, dał im siłę do walki o swoją godność. Podczas gdy kobiety mówią o tym głośno, mężczyźni milczą. Jednocześnie w mediach promowane są niezdrowe wzorce męskości. Nikt już nie zaprasza kobiet chorych na anoreksję do telewizji, żeby porozmawiać z nimi o zdrowej diecie, ale bigorektycy, czyli mężczyźni ze sztucznie przerośniętą masą mięśniową, stają się ekspertami od fitnessu. Podobnie na okładkach męskich magazynów jako wzorzec idealnej sylwetki często prezentowani są panowie, którzy utrzymują taką formę za pomocą sterydów, niszcząc przy tym swoje zdrowie. Wielu z nich umiera. I o ile od dawna mówi się o tym, że kobieta nie może wyglądać jak lalka Barbie, to w przypadku mężczyzn takiego tematu nie ma. A nikogo nie powinno się traktować przez pryzmat ciała, tylko przez pryzmat tego, jakim jest człowiekiem.

Bo "okres jej się zbliża"

W pracy głównym przejawem seksizmu są nierówne zarobki – często mężczyźni na tym samym stanowisku zarabiają więcej niż kobiety. Ale seksistowskie jest również mówienie: „Ona jest nie w humorze, bo ma napięcie przedmiesiączkowe” albo odwoływanie się do wyglądu czy cielesności. Kobiety spotykają się z tym bardzo często. Przykład – mężczyźni, którzy zwracając się do nich, nie tytułują ich odpowiednim stopniem naukowym czy stanowiskiem (jak to robią w stosunku do siebie nawzajem), lecz używają zwrotu typu „ładniutka”, „milutka”, „kochaniutka”. Oczywiście panowie też bywają tak traktowani: robią to klientki w restauracji, komentując wygląd kelnerów, czy studentki, oceniając pośladki swoich wykładowców. Jeśli moje kwalifikacje są oceniane przez sposób, w jaki wyglądam czy się prezentuję, to jest to nie fair. I należy wtedy głośno reagować. Bo jeżeli występuję w roli zawodowej i wszystko jedno, czy to jest prezentacja jakiegoś produktu, czy wykład naukowy, a ktoś się do mnie zwraca per „kochaniutki” lub „przystojniaczku”, to nie powinienem na coś takiego pozwalać. Reagujmy na to wszyscy!

Seksizm to nie jest podziwianie urody, to dyskryminacja. Przecież „ładna kobieta” to nie to samo co „niezła laska”. Bo „laska” sprowadza kobietę do obiektu seksualnego. Dlatego w pewnych miejscach czy sytuacjach nie mają racji bytu nawet komplementy. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby stwarzać wysokie standardy funkcjonowania w społeczeństwie.

Przykład idzie z domu

Już w przedszkolu chłopcy i dziewczynki powinni widzieć, że są traktowani równo, choć różnią się między sobą. I potem powinno to być kontynuowane na kolejnych etapach szkolnej edukacji. Potrzebne są działania systemowe, ale sami rodzice też powinni wykonać pewną pracę. Muszą mieć większą świadomość swoich decyzji, bo nawet lalka, którą wybierają, kreuje świat dziecka. Ważne jest też, jak ubieramy nasze dzieci. Dziś dziewczynki w podstawówkach wyglądają jak małe lolitki, a dziewczyny w gimnazjum jak dorosłe kobiety. Bajki, filmy, gry komputerowe i teledyski wpychają je w rolę obiektu seksualnego. A chłopcy trafnie odczytują ten komunikat. Dlatego ważne, co oglądają nasze dzieci.

Warto również zwrócić uwagę na to, jak się do siebie odnosimy i jak komentujemy rzeczywistość. Jeśli w domu jest włączony telewizor i pojawia się w nim puszysta prezenterka w obcisłej sukni, a tata lub mama mówią: „No, ona to chyba nie ma w domu lustra”, niech nie oczekują, że ich dziecko będzie zachowywało się inaczej. Każdą zmianę trzeba zacząć od siebie. Jeżeli będziemy mieli przekonanie, że zarówno nam, jak i innym szacunek się należy, to tego nauczy się nasze dziecko. A jeśli będziemy przyzwalać na niewybredne uwagi w stosunku do siebie i innych, to zaprogramujemy je na seksistę.

  1. Psychologia

Słodki drań. Katarzyna Miller wyjaśnia, dlaczego tak szalejemy za niegrzecznymi mężczyznami

- Główną cechą niegrzecznego mężczyzny jest to, że bez przerwy się wymyka - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Główną cechą niegrzecznego mężczyzny jest to, że bez przerwy się wymyka - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Uwodzą i znikają. Robią rzeczy, o jakich marzymy, a potem takie, których nie akceptujemy. Czy szalejemy za nimi z powodu ich zalet, czy naszych kompleksów? Dlaczego niegrzeczni mężczyźni tak nam mieszają w głowach – wyjaśnia terapeutka Katarzyna Miller

Niegrzeczni, czyli właściwie jacy?
Przeróżni niegrzeczni nam się podobają. Na przykład tacy zadbani, co mają wypracowane ciało, pływają na desce, nurkują, czyli uprawiają jakiś sport, ale bardziej elegancki niż piłka nożna. Albo bogaci, którzy błysną złotą kartą kredytową i roleksem. Albo strasznie ważni, zajęci sprawami świata. Tylko że ci błyszczący męskimi klejnotami – dosłownie i w przenośni – to narcyzi, a więc faceci całkowicie niedostępni, którzy się tylko w kobietach przeglądają. Główną cechą niegrzecznego mężczyzny jest to, że bez przerwy się wymyka. Zaprosi gdzieś, zbałamuci, a za tydzień widzimy go z inną. Nie lubi zobowiązań. Mówi na przykład: „zadzwonię”, a nie dzwoni. Stwierdza: „wielkie wrażenie na mnie zrobiłaś” – i na miesiąc znika. A my zostajemy z tym wielkim wrażeniem i je sobie w samotności obrabiamy, żeby mieć pożywkę dla wyobraźni: „gdziekolwiek on jest, pewnie myśli o mnie, pamięta, pragnie”. Czyli kobieta swoją iluzją sama siebie dla niego uwiedzie…

Mamy wielką wyobraźnię, jeśli chodzi o mężczyzn. Potrafimy dodać im zalet...
Zwłaszcza te z nas, które są mocno neurotyczne, mają nieugruntowane poczucie własnej wartości i które nie są z siebie do końca zadowolone, choćby nie wiem jak były ładne, zdolne, bogate i ślicznie ubrane. One, niestety, wyznają zasadę amerykańskiego komika Groucho Marksa: „nie chcę należeć do klubu, który mnie przyjął na członka”. W przełożeniu na relacje damsko-męskie znaczy to tyle, że jeśli sobie samej się nie podobam, to uważam, że mężczyzna, który się na mnie złapał, musi być jakimś dupkiem, wybrakowanym towarem.

Ale gdy jakiś niegrzeczny mężczyzna raz tylko na nią spojrzy…
...wtedy ona, żeby go zdobyć, stanie na rzęsach! Bo jeśli jej się uda, udowodni sobie, że jednak jest coś warta. W takim myśleniu czai się jednak zasadzka, bo jeśli cel zostanie osiągnięty i do tego on będzie miły, czuły, kochający, ona zacznie myśleć, że to jednak jakiś dupek.

A jeśli będzie ją zwodził?
Obiecywał, opowiadał, mącił rozum? Będzie się czuła bosko, wyda jej się, że naprawdę żyje. Bo ona chce, żeby coś się działo: żeby się naczekać, namarzyć, żeby to, co ma, nie było zwyczajne, ot, takie byle jakie. Dlatego jeśli jakiś mężczyzna mówi jej, że przyjdzie – i przychodzi, a jeszcze daje bukiet róż i stwierdza, że ją kocha i chce się żenić, wtedy ona ma poczucie, że życie jest zwyczajne, pozbawione natchnienia i gorączki.

Tak mówią singielki, które czekają na poryw serca równy sile tsunami.
Jeśli ich rodzice się kłócili, nie lubili wzajemnie, nie spali ze sobą albo robili to rzadko i niechętnie – to one nie mogą marzyć o takiej miłości, jaką widziały w rodzinnym domu czy u sąsiadów. Wierzą w jej piękną, romantyczną wizję. Ten mit skazuje kobiety na uwodzicieli. Tylko oni potrafią mówić tak, jak sobie wymarzyły. Jeśli mężczyzna powie: „fajna jesteś, ładna, lubię cię", to – kurde – kto to jest? Taki szarak… Ale gdy taki niegrzeczny poleci w nocy na klomb miejski, gdy przeskoczy przez płot sąsiadów i narwie dla niej róż – to tak! A przecież on kradnie te róże dlatego, że go na nie nie stać albo mu żal dla niej forsy. Ale ona myśli, że chce ją oszołomić swoją niezwykłą zuchwałością, że jest niebanalny... I jest zachwycona, że ma taką wyobraźnię. W jego wyobraźni widzi siebie.

Co to znaczy?
Kobieta oddaje siebie w ręce mężczyzny, który ma ją upieścić, ukochać, zapewnić o swojej miłości i pożądaniu. Dopiero wtedy rozkwita. Widzi siebie w jego oczach jak na obrazie w bogatej ramie: jest piękna, obok kwitną lilie i księżyc unosi się nad rozlewiskiem, a do tego upojny dźwięk cykad. Jeśli są wtedy na Mazurach, to sobie myśli, że kiedyś będą w Wenecji. Jeśli są w Wenecji – myśli, że kiedyś zamieszkają w Paryżu. Tak czy siak zawsze marzy o czymś innym. Dzięki temu wszystko jest ciągle przed nią. Jest też pewna, że to on ma dążyć do tego, żeby było jej lepiej.

Znam to nie tylko ze słyszenia...
Przypomniała mi się pewna kobieta. Ciepła, życzliwa, naprawdę mądry człowiek. A do tego śliczna, zgrabna, zawodowo niezależna. Jakbym ja była facetem, to mieć taką kobietę na zawsze byłoby dla mnie cudem. Ale ona, z tą swoją niesłychaną dobrocią i naiwnością, najpierw cierpiała, że jeśli się już ktoś nią zainteresuje, to zawsze jest to jakiś nudziarz. A potem, jak już się nią zainteresował ktoś, kto jej się strasznie spodobał i kto wywiózł ją do tego wymarzonego Paryża – jakimś dziwnym trafem okazało się, że jest żonaty i ma dzieci. A że nie chciał zrobić swojej żonie krzywdy i jej porzucić...

 …więc złamał serce kochance. No, ale przynajmniej była w Paryżu.
No tak i czegoś się na tym romansie nauczyła. Trzeba jednak było wydrzeć z jej serca wiarę w to, że on będzie jej partnerem. A to był ogromny koszt. Może jednak jest tak ogromny właśnie po to, żebyśmy zaczęły cenić zwyczajnych facetów?

Nie uczymy się na błędach. Nieraz słyszałam od znajomych: „to miły facet, ale między nami nie ma prądu”. Mówią tak nawet te, które taki prąd wcześniej już nieźle pokopał.
Właśnie. Albo łajdak, który krzywdzi, albo samotność, albo pozostaje wreszcie przejrzeć na oczy i zgodzić się na zwykłość. Ale wtedy też źle, bo zwykłości kobiety nigdy swojemu miłemu i dobremu facetowi nie wybaczą. Chyba że pójdą na psychoterapię. Sama też musiałam nauczyć się cenić pana Cześka, chłopaka z sąsiedztwa. Ale też już w liceum mówiłam, że lepszy Rysio Dębski w klasie niż Marlon Brando w Hollywood. Uważam to za przejaw swojej wielkiej mądrości.

Może niegrzeczny mężczyzna jest świetnym kochankiem? I to jest ta tajemnica, o której nie wypada mówić?
Za siódmym razem już nie jest świetnym kochankiem, bo się nudzi, potrzebuje nowych bodźców. Nowej uwiedzionej. Ale zanim do tego siódmego razu dojdzie, można się w nim zakochać po uszy. Nie wiemy, bo niby skąd mamy to wiedzieć, że zwyczajny, uczciwy i dobry mężczyzna dopiero po siódmym razie, kiedy nabierze śmiałości, może oczarować. W młodości byłam na tyle głupia, że skończyłam fajny związek, nim mój mężczyzna się rozkręcił. No ale też nikt (nawet on sam) mi nie powiedział, że warto chwilę poczekać.

Czyli jeśli ten pierwszy czy drugi raz z niegrzecznym był ekscytujący, to potem już tylko czekamy, aż zadrży ziemia?
Raczej tak, ale nawet podczas tego czekania nie przyznamy, że kochanek jest do niczego. Po prostu myślimy: „już mu się znudziłam, przestałam się podobać, utyłam”. Jesteśmy mistrzyniami w braniu winy na siebie, bo dzięki temu znów możemy marzyć, fantazjować i czekać na niezwykłą miłość i namiętność. Rajcuje nas to oczekiwanie. Nie tylko chłopcy lubią gonić króliczka. No i, niestety, znów trafiamy na niegrzecznego – na uwodziciela – bo tylko on wie, jak nas podkręcić. Dla niego ważne jest, żeby kobieta o nim pamiętała, żeby za nim tęskniła. Wtedy czuje się kimś. Uwodziciele to specjalny gatunek mężczyzn, którzy swoją wartość budują i podtrzymują dzięki kobietom.

Ta wiedza zmienia naszą pozycję w grze o miłość. To piąty as w rękawie!
Mogłoby tak być, gdybyśmy wiedziały, że to gra. Ale my mamy w głowach obraz mężczyzny sprzed 200, 300 lat. I kiedy się zakochujemy, wydaje nam się, że ten mężczyzna ma wszystkie wymarzone cechy, składa się z samych rycerskich cnót: opanowania i poczucia odpowiedzialności za ludzi, za rodzinę, za kraj. Jest dobrze wychowany, potrafi się świetnie wyrażać, zna siebie i swoje możliwości. Ale to tylko nasza fantazja. Nawet jeśli kiedyś byli tacy mężczyźni, świat się zmienił, myśmy się zmieniły. Mówię więc kobietom: wasi mężczyźni są tacy sami jak wy. Ani bardziej cnotliwi, ani mniej. Dlatego najlepiej zrobicie, jak polubicie – na początek – swoją zwykłość i normalność, bo wtedy łatwiej wam przyjdzie polubić ich zwykłość i normalność.

Ale kobiety szukają niezwykłych mężczyzn. Instruktorów tai-chi, jogi czy psychoterapeutów z charyzmą.
Mówisz o kobietach, które niezależnie od wieku posiadają potrzeby duchowe, dlatego pociągają je mężczyźni obcujący z wartościami wyższymi. Mają nadzieję, że oni staną się ich przewodnikami.

Czy nie chodzi i o to, że ci mężczyźni są często fizycznie atrakcyjni?
A bywają, bywają! Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Marcina – jak nad wodą, w słońcu tańczył dla nas tai-chi, a wiatr rozwiewał jego czarne loki – byłam pod wrażeniem. Ale ktoś, kto się w nim wtedy zakochał, zakochał się w iluzji. Bo to było przedstawienie. Efekt długich lat pracy. Jednak taki właśnie mężczyzna to świetny ekran dla naszych fantazji. Postać, na którą można nanieść, ile wlezie własnych idealizujących wyobrażeń. Bo skoro był w Indiach, od 20 lat ćwiczy, nie je mięsa, a twarz ma jak wyrzeźbioną i dłonie szczupłe, to wszystko rozumie. A więc uniesie mnie gdzieś wysoko, na szczyt Tybetu. Będziemy uprawiać tantryczny seks i to nigdy się nam nie znudzi. Ale życie fantazjami to zapowiedź rozczarowania i tęsknoty.

Czy jednak tęsknota nie jest lepsza niż codzienna nuda?
Dlaczego nuda? Dlaczego nawet kobieta samodzielna i mądra nie wie, co robić z mężczyzną? Choć ma własne pieniądze, realizuje się zawodowo, nie chce mieć własnych pomysłów. Tylko czeka na pomysły partnera. Kobieta niezależna może mężczyznę doinwestować własnym konceptem. Dlaczego mamy z tym kłopot? Czemu trzymamy się starej wizji relacji z mężczyzną, że to on zawsze ma wprowadzać zmiany? Kiedyś kobiety były zależne, więc musiały czekać na niezależnego partnera. Teraz same mają dość pomyślunku za dwoje, ale z niego nie korzystają, tylko czekają, aż trafi się im Pomysłowy Dobromir.

Pomysłowy i niegrzeczny! No bo on to nasza druga połowa.
Pogódźmy się w końcu z tym, że nie jesteśmy żadną połówką. Każdy człowiek jest całością. Jest pojedynczy. Romantyczna miłość mąci nam w głowach, bo każe czekać na kogoś, kogo nie ma, lub na kogoś, kogo lepiej byłoby nie spotkać. A jeśli już tego pragniemy, potraktujmy to jak przejażdżkę na rollercoasterze i nie liczmy, że będzie ona trwać wiecznie…