1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Dojrzewanie płciowe chłopców i mężczyzn

Dojrzewanie płciowe chłopców i mężczyzn

123rf.com
123rf.com
Specjalistyczne badania immunochemiczne wykazały, że cały proces produkcji plemników jest zależny od obecności estrogenów i ich  specyficznych receptorów: alfa i beta, koniecznych do ich działania, a obecnych w „fabryce” produkującej plemnik - kanalikach plemnikotwórczych.

Dlaczego o początkach rozwoju płodu męskiego decydują estrogeny (hormony uważane za kobiece)? One jako pierwsze stymulują ośrodki w mózgu do produkcji odpowiednich hormonów, odpowiedzialnych za rozwój płodu i jego płeć. Podobnie o rozwoju i dojrzewaniu plemników (atrybutu mężczyzny) decydują także estrogeny. Estrogeny powstają z testosteronu, ale aby mogły powstać, muszą być obecne pewne enzymy (aromataza), które dokonają tej przemiany. Ich obecność w kanalikach plemnikotwórczych także potwierdziły liczne badania. Także te „kobiece” hormony - estrogeny, mają decydujący wpływ na zatrzymanie wzrostu kości długich w odpowiednim czasie.

Dlaczego produkcja plemników zaczyna się dopiero w wieku 11-13 lat (w zależności od różnych czynników środowiskowych czy geograficznych), a wówczas stanowią one dla organizmu rozwijającego się mężczyzny „obcy element” ? Jeżeli już w pełni sprawny układ immunologiczny chłopca „dowie się” o obecności plemników, wytworzy swoiste przeciwciała, które mogą stwarzać  wiele problemów w prokreacji. Dzieje się tak wówczas, gdy dojdzie do urazów, stanów zapalnych jąder.

Każdy płód jest początkowo wyposażony w struktury dla obu płci. Rozwój, różnicowanie wewnętrznych i zewnętrznych narządów płciowych zależą od czynności jądra płodowego. W czasie rozwoju płodowego najwcześniej rozwijającym się systemem jest system hormonalny, z jego  głównym hormonem - testosteronem, ale „uruchomienie” tego systemu jest zależne od estrogenów. Testosteron jest wydzielany już od 8. tygodnia życia płodowego przez komórki Leydiga, które znajdują się w jądrze płodowym.

Jednak na poszczególnych etapach rozwoju mogą pojawić się nieprawidłowości w budowie i prawidłowym funkcjonowaniu narządów płciowych. Ważne jest, aby po urodzeniu chłopiec został przebadany w zakresie budowy narządów płciowych. W wieku 2 lat w worku mosznowym powinny być obecne dwa jądra. W razie nieprawidłowości chłopiec powinien być obserwowany i w razie konieczności odpowiednio leczony (leczenie hormonalne lub operacyjne).

Nieprawidłowa lokalizacja jąder u chłopca może zostać naprawiona. Niezstąpione jądro - wnętrostwo, to stan, w którym jądro po jednej lub obu stronach pozostaje poza moszną. Zaniedbanie takiego stanu może prowadzić do poważnych następstw - problemów z płodnością czy nawet rozwoju procesów nowotworowych.

Bardzo ważny jest okres, kiedy chłopiec zaczyna dojrzewać, czyli 11.-13. rok życia. Następuje wówczas wiele zmian - zmiany w budowie ciała, pojawia się owłosienie typowe dla mężczyzny, zmiana głosu. Ale najważniejsze, pojawiają się plemniki, czyli dowód na to, że kiedyś może zostać tatą.

Okres ten także wymaga pilnej obserwacji, ponieważ proces dojrzewania u chłopca może pojawić się później, a wówczas musimy go połączyć z zaburzeniem określanym medycznie jako hipogonadyzm. Zdarza się także odwrotnie, wtedy mamy do czynienia z przedwczesnym dojrzewaniem płciowym. Szczególną rolę, pomocną w diagnostyce tych stanów, odgrywają badania hormonalne.

Po okresie dojrzewania zaczyna się czas dojrzałości. Okres od 20. do 45. roku życia to optymalny czas dla mężczyzny, aby udowodnić swoją męskość - zostawić po sobie następcę. Ale różnie z tym bywa. Odkładanie decyzji o dziecku na później, zbyt rzadkie współżycie, palenie papierosów, alkohol, nieprawidłowa waga ciała, stres, przemęczenie, odwodnienie (po alkoholu), niedostatek snu, zaburzenia rytmu dobowego (praca w nocy), przegrzewanie jąder (kąpiele, bielizna), sterydy anaboliczne, nadmierne ćwiczenia fizyczne, praca w warunkach szkodliwych (metale ciężkie, herbicydy, rozpuszczalniki organiczne, promieniowanie rtg) powoduje, że o problemach związanych z zaburzeniami płodności dowiadujemy się stanowczo za późno.

Problemami tymi zajmuje się nauka nazywana andrologią. W latach 60. XX wieku powstała ona jako nowa dyscyplina medyczna. Andrologia (andros = mężczyzna i logos = nauka) obejmuje zasadniczo dwa przedziały wiekowe u panów. Pierwszy to okres rozrodczości, wiek 20–45 lat, potem chwila przerwy i drugi okres - po 50. roku życia. Ten drugi okres to stopniowy spadek formy, zniechęcenie - okres bardzo różnie nazywany, m.in. męskim przekwitaniem, czyli andropauzą, a naukowo zespołem LOH - zespołem późnego hipogonadyzmu.

Andrologia, oczywiście, obejmuje także problematykę wieku dziecięcego i młodzieńczego, opóźnione dojrzewanie, problemy endokrynologiczne. Andrologia wymaga współpracy z lekarzami innych specjalności: urologami, endokrynologami, seksuologami i, oczywiście, z ginekologami - w przypadku problemów związanych z płodnością pary.

Materiały prasowe kampanii pt. „Jestem kobietą i dbam…”, realizowanej przez sieć laboratoriów medycznych Diagnostyka. 1 września 2015 rozpoczął się IV etap kampanii, w ramach którego można kupić bon na pakiet przekrojowych badań dla osób dojrzałych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Nie samą penetracją żyje człowiek – nowe trendy erotyczne

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. (Fot. iStock)
Zmienia się świat i razem z nim zmienia się także seks. Joanna Keszka w swojej nowej książce „Potęga Zabawnego Seksu” promuje wolność, równość, orgazmiczność. Przedstawia nowe seksualne trendy oraz podpowiada praktyczne i zabawne sposoby na własną erotyczną rewolucję w łóżku. Seks ma być przyjemnością, w której obie strony czują i bawią się dobrze.

Ludzie, którzy uważają pozycje seksualne z filmów porno za szczyt zmysłowej wirtuozerii od lat wieszczą, że w erotyce rzekomo wolno nam wszystko i jesteśmy jakoby tak wyzwoleni, że bardziej już po prostu się nie da. Dla odmiany przypominam, że skoro mamy XXI wiek, to czas porzucić średniowieczne bajki erotyczne i spróbować czegoś zabawniejszego, nowocześniejszego, co działa i podnieca obie strony w łóżku.

Nasze ciała są wygłodniałe czułych doznań, bo codzienność nas nie rozpieszcza i nie dostajemy takiej dawki przyjemności, jakiej potrzebujemy. Sztywne zasady i reguły nie sprawdzają się w wymagającej i zmieniającej się rzeczywistości. Czas na zmiany, także w przestrzeni seksualnej. Dobry seks nie mierzy się już długością stosunku czy wielkością penisa, ale przyjemnością i swobodą obu zaangażowanych stron.

„Potęgę Zabawnego Seksu” jest dla wszystkich, którzy nie chcą kochać się zgodnie z smutnymi scenariuszami erotycznymi rodem z filmów porno i kościelnych połajanek. Kochać się dobrze, to znaczy wyzwalać endorfiny i wprowadzać swobodny nastrój. Otwierajmy się na przyjemność szeroko jak stokrotki do słońca.

Czas powiedzieć - żegnajcie! do pozycji na które pozwolenie dał nam ksiądz w konfesjonale, czy do kalkowania halowych seks zawodów z filmów dla dorosłych, w których penis taranuje pochwę jakby była otworem którym można przewiercić się do Australii. Nie samą penetracją żyje człowiek! Proponuję przywitać się z wyzwalającymi pomysłami na przyjemność, śmiech, wspólne wygłupy, zmysłowość i rozkosz. Już dość erotyki, która łączy się z poczuciem winy, wstydu i grzechu. Kreatywny i radosny seks w każdym polskim domu. Musicie przyznać, że to kusząca perspektywa i nadzieja na lepszą przyszłość.

5 najważniejszych trendów w seksie z „Potęgi Zabawnego Seksu”

1. Przyjemność, która angażuje wszystkie zmysły. Dobry seks jest kreatywny i zaangażowany. Nie bzykamy się byle jak. Im więcej zmysłów dopieszczamy w czasie zabaw erotycznych, tym lepiej. Czy to co widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy w czasie seksu relaksuje nas i podnieca? Ważne jest światło, dźwięki, słowa, dotyk, smak, zapach. Zamiast ograniczania się do monotonnej penetracji, angażujemy wszystkie zmysły. Zapalmy świeczki, kadzidełka, przygaszone lampki, włączamy ulubioną muzykę, mówimy do siebie na słodko i na ostro, przebieramy się do seksu oraz dotykamy, odkrywamy, podziwiamy i dopieszczamy całe ciało i każdą jego część. Przyjemność w łóżku to nasze prawo. To jest potrzeba, a nie kaprys.

2. Eksperymentujemy! I mamy z tego zabawę. Mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego, ale trochę się boją, że się nie sprawdzą, albo wygłupią w łóżku. Nowe rzeczy w seksie wydają się dziwne tylko za pierwszym razem! Podążaj za tym, na co masz ochotę. Wolno Ci! Potrzeba nam więcej różnorodności, śmiechu, radości i nieskrępowanej seksualnej przyjemności. Nowy trend polega na tym, żeby poluzować to co za ciasne w życiu i w seksie. Perfekcja i powaga są przereklamowane. Swawola, bezwstydność z lekką domieszką bezczelności jest potrzebna w życiu każdej i każdego z nas, żeby ożywić ciało i psychikę. Napisałam „Potęgę Zabawnego Seksu”, żeby zachęcić do szukania wolności, radości i przyjemności w seksie, zamiast sztywnego i ponurego dowodu swojej poprawności, moralności, kobiecości czy męskości. Dobry seks odkrywa się popełniając jedną wpadkę za drugą. Nie bójmy się wygłupiać w łóżku. Dopuszczamy do głosu swoje pragnienia, zamiast się ich obawiać. Kiedy próbujemy rzeczy nowych uczymy się, żyjemy, bawimy, odkrywamy, wzmacniamy, poznajemy i zmieniamy siebie, relacje i świat. Robimy rzeczy, których nie robiliśmy wcześniej, a co najważniejsze, w ogóle coś robimy w łóżku.

3. Komunikacja to nowa Kamasutra. Kluczem do udanego seksu jest chęć i umiejętność komunikowania się w tych sprawach. Kiedy tylko „robimy”, a nie rozmawiamy o seksie, to spychamy temat do strefy tabu i przez co wzmacniamy naszą niepewność i niepokoje związane z czerpaniem przyjemności z seksu. Cisza wokół seksualności odgradza nas od tego czego pragniemy i czego możemy chcieć w seksie. A także wzmacnia nieporozumienia. Dlatego uprawiajcie oral seks, czyli używajcie nie tylko penisów i cipek, ale też głosu. Mówcie o tym czego chcecie więcej, a czego mniej. Pytajcie się. Pytania to znak rozpoznawczy wyrafinowanego kochanka i kochanki. Nie zakładaj, że wiesz, czego chce twoja partnerka, czy twój partner. Pytanie drugiej osoby co lubi, to najlepszy sposób, żeby zabłysnąć w jej oczach i dowiedzieć się co zrobić, żeby rzeczywiście sprawić przyjemność zarówno sobie, jak i drugiej osobie w łóżku. Dowiesz się, jak chce być podniecana, dotykana, zaspokajana. Dzięki tej wiedzy staniesz się lepszym kochankiem i kochanką. I nie martw się o to, że możesz sprawiać wrażenie osoby niedoświadczonej. Nawet osoby o bujnych doświadczeniach erotycznych nie znają pragnień tej konkretnej osoby, z którą akurat dzielą łóżko. Kto pyta, nie błądzi.

4. Seks udomowiony, czyli jedzenie i seks. Jedzenie i seks to źródła naszych największych zmysłowych doznań. Kiedy się je łączy, to intensyfikuje się zarówno przyjemność z jedzenia, jak i przyjemność z seksu. Nazywam ten trend :”udomowieniem seksu”. Coś sprośnego doprawiamy czymś domowym. Tak powstają proste i pikantne dania erotyczne.Zamiast drogiej bielizny, podajemy przekąski ubrani tylko w kuse fartuszki,. Delektujemy się ulubionymi przysmakami siedząc w pogodnym negliżu na kuchennym stole. Jedzenie przysmaków rękami lub językiem wprost z nagiego ciała kochanki lub kochanka ma niezwykła moc spuszczania nas z smyczy dobrego, katolickiego wychowania, w którym tak wielu rzeczy nie wypada nam robić i tak wielu spraw należy się wstydzić.

5. Zamieniamy się w kogoś innego czyli dyskretny urok role play. Dawno temu seks oralny uważano za szczyt wyuzdania i zmysłowości. Obecnie zrobienie laski czy wylizanie cipki jest dość powszechną praktyką w sypialniach, ku radości wielu kobiet i mężczyzn. W tych okolicznościach, jeżeli mielibyście ochotę odświeżyć swoje manewry miłosne, zaproponujcie zgodnie z najnowszymi trendami zabawę w role play. Polega to na tym, że jesteśmy w łóżku trochę sobą, a trochę kimś innym. Czasami wystarczy zmienić sobie imię w sypialni, można też iść na całość i przebrać się na przykład w seksownego hydraulika, czy napaloną panią domu. Zmiana wyglądu i zachowania działa wyzwalająco. Założenie, chociaż na jeden wieczór, czegoś zupełnie innego niż nosimy na co dzień może nas odmienić i dodać animuszu do ostrzejszych zabaw w sypialni. Bawcie się nowymi emocjami. W "Potędze Zabawnego Seksu" opisuję jak bawić się w łóżku w przebraniu Francuskiej Pokojówki. Vive l'amour!

Przyjemność w seksie dla kobiet jest rewolucją

Spotykam wiele kobiet, którym brak pewności czy seks kojarzy im się z przyjemnością. Na początku aktywności seksualnej większość z nas wita z uśmiechem i ciekawością przyjazne penisy w swoich cipkach. Z czasem niestety tracimy nasz erotyczny entuzjazm. To efekt żelaznej konsekwencji z jaką jesteśmy taranowane, czyli traktowane w łóżkach. W tej sytuacji trzepot naszych łechtaczek przypomina bardziej rozedrgane serce niż orgazmiczny organ szalejący z rozkoszy.

Nauczono nas, że seksualność ma kojarzyć się z zamknięciem, a nie otwarciem. Wmówiono, że wolno nam „To robić”, ale pod warunkiem, że powtarzamy wciąż te same rzeczy, zamiast swobodnie szukać własnych dróg do przyjemności w takiej postaci na jaką mamy ochotę. Mamy wstydzić się pragnień i obawiać potrzeb seksualnych, zamiast mieć odwagę i prawo do własnych wyborów i komunikowania swoich pragnień. W „Potędze Zabawnego Seksu” piszę o wolności w seksie, swobodzie, bezwstydności, o zabawach, wygłupach, przyjemności, różnorodności, o krzyczeniu z radości i mruczeniu z rozkoszy, o pocieranie łechtaczki i masowaniu penisów.

Dobry, uczciwy seks jest elementem lepszego świata za którym wszyscy tęsknimy. Radosny seks łączy ludzi, wnosi w nasze życie otwartość, wolność oraz mocne przekonanie, że zabawa jest tylko wtedy, kiedy obie strony czują i bawią się dobrze. Kto nam odmawia przyjemności, ten zabiera nam nasze prawa. Seks ma moc. Daje siłę i wzmacnia przekonanie, że to czego ja chcę też się liczy. Mój głos, moje ciało, moje potrzeby, mój komfort mają znaczenie. Nie dajmy sobie tej mocy odebrać. Niech Potęga Zabawnego Seksu zawsze będzie z nami!

Joanna Keszka, edukatorka seksualna, trenerka kreatywnego seksu. Autorka książek, m.in. „Potęgi Zabawnego Seksu”, oraz programów edukacyjnych. Prowadzi kursy online i warsztaty seksualności.

  1. Seks

Seks na łonie natury – dlaczego warto spróbować?

- Seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków - mówi botanik Łukasz Łuczaj. (Fot. iStock)
- Seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków - mówi botanik Łukasz Łuczaj. (Fot. iStock)
Nie kochałaś się nigdy pod drzewami? Może warto spróbować. Las wpływa na inną dynamikę miłości, wynikającą z tego, że seks jest tu elementem życia – mówi doktor Łukasz Łuczaj, biolog, autor książki „Seks w wielkim lesie”.

Czy kobiety wychowane w miastach, pracujące w korpo mają fantazje o seksie w lesie? A jeśli tak, to czy zrobiłyby to na mchu pod drzewami, na zwalonym pniu czy pochylonym drzewie, jak podpowiada pan w książce?
Kiedy składałem manuskrypt do kilku wydawnictw, pojawiły się właśnie takie obawy, że to nie jest książka dla kobiet, że to taka męska fantazja. Pamiętnik skauta. Ale ja zapewniłem Piotra Mareckiego z wydawnictwa Ha!art, który zdecydował się wydać tę książkę, że to są marzenia także kobiet i że przede wszystkim kobiety będą ją czytać. No i miałem rację.

Tak dobrze pan nas zna?
Po prostu lubię spotykać się z ludźmi i z nimi rozmawiać. Na przykład uczestnicy moich warsztatów dotyczących polskich roślin jadalnych wieczorami przy ognisku, przy jedzeniu i nalewkach, dużo opowiadają właśnie o fantazjach. Książkę też zaczynam od wspomnienia pewnej randki z byłą uczestniczką moich warsztatów. Zakończyła się tak, że kiedy zaproponowałem jej, żeby została u mnie na noc, usłyszałem: „Nie zostanę teraz u ciebie, ale mógłbyś mnie kiedyś zerż…ć na swojej łące kwietnej”.

Skończyło się tylko na propozycji?
Właśnie. Kobiety lubią fantazjować o tym, że są w lesie z atrakcyjnym samcem, który je do tego lasu porwał właśnie po to, żeby był seks. Ponieważ myślą o tym, zawsze można zaproponować: „Chodź, zabiorę cię do lasu!”. Kobiety to kręci, choć niewiele się na ten spacer zdecyduje. Znam jednak takie, które same chcą zabrać mężczyznę do lasu! Kobiety, które spotykam często w środowisku survivalowym, zaskakują swoją dzikością, jednością z naturą i otwartością. Nie mówię tylko o seksie, ale także o przyjaźni, o tym, jakimi są ludźmi. Znajomy lekarz medycyny chińskiej stwierdził, że kobieta różni się od mężczyzny tym, że mężczyzna jest twardy z wierzchu, ale miękki w środku, a kobieta odwrotnie. Dlatego gdy mężczyzna się złamie, to się złamie. Kobiety złamać do końca nie można. Mówię o tym, choć wolę podkreślać podobieństwa między płciami, po to, żeby kobiety nie myślały, że są słabe. Jesteście silne, choć inaczej niż mężczyźni.

I żebyśmy się nie bały kochać pod dębem na środku polany?
Zwłaszcza gdy możecie iść na tę polanę, pod to drzewo z kimś, kto ma doświadczenie w życiu. Komu ufacie i z kim macie więź emocjonalną. Taka osoba może bezpiecznie wprowadzić kobietę, która całe życie spędziła w mieście, w świat erotycznych doznań w naturze. Bo też obawy kogoś, kto nie zna lasu, są zawsze większe niż rzeczywistość. Najgorsze, co może nas spotkać, to ten kleszcz, meszki czy komary.

A jeśli odważymy się spróbować, to jaki las wybrać do miłości?
Jeśli chodzi o prawdziwy wielki las, to wybierajmy taki, który nie jest porośnięty jeżynami, gdzie nie ma pokrzyw, tarniny czy innych kolczastych roślin w miejscu, gdzie akurat się rozłożymy. Nie ma podrostu, czyli młodych drzewek. No i nie rośnie robinia akacjowa, która ma kolczaste gałęzie. Odpadają zakrzaczone, zaśmiecone lasy. To nie miejsca do miłości. Polecam Mazury! Znajdziemy tam często sosnowe lasy bez podszytu, otwarte. No, ale nie dają schronienia. I te komary… Kłopot będzie na Dolnym Śląsku, są tam przyjazne lasy świerkowe, ale ciemne i zimne. Uprawiałem seks w Sudetach, było fajnie, ale na randkę trzeba iść w swetrze. Najlepiej w słoneczny dzień. Najlepsze do miłości są lasy bukowe. Takie znajdziemy w Bieszczadach, w Beskidzie Niskim, na Pomorzu i na Śląsku.

Buk, robinia… Klucz do oznaczania roślin jako element gry wstępnej?
Klucze obrazkowe są proste w użyciu, a więc wędrowanie z nimi do miejsca, gdzie się pokochamy, może być edukacyjną zabawą. A tak ogólnie to preferuję lasy liściaste. Liście buka są miękkie, liście dębu pachną jak herbata. Pod drzewami nie ma ostrych szyszek, a wiosną, kiedy jeszcze nie ma liści, jest tam dużo cieplej niż na zewnątrz. Nawet nisko jeszcze wiszące nad horyzontem słońce ogrzewa pnie tak intensywnie, że między nimi gromadzi się ciepłe powietrze. Takie lasy to tak zwane pułapki cieplne. No i te kwiaty! W marcu lub kwietniu kwitną tam zawilce, przylaszczki, miodunki, kokorycze. Dlatego wiosenne lasy liściaste są idealnym miejscem do miłości. W terenie pagórkowatym warto wybrać południowy stok. Nawet jak będzie zacieniony akurat wtedy, kiedy tam dotrzemy, to i tak ściółka będzie tam suchsza niż gdzie indziej. Słońce tam intensywniej i dłużej pracuje.

Czyli od marca już możemy ruszać.
Tak – ciepły marzec, kwiecień, maj to są superterminy. W maju robi się już często wilgotno i deszczowo, kwiatów też już nie ma, ale jest zielono, bo pojawia się trawa. W maju zaczyna się więc kolejny piękny okres dla miłości w lesie. Dlatego warto mieć swoje miejscówki. Przyznam się pani, że mam takie intymne, tajemne miejsca w pobliżu Rzeszowa, Krakowa, Warszawy…

Opisuje pan w książce, jak po pewnym ważnym spotkaniu od razu pojechaliście ze znajomą do lasu.
Urwaliśmy się wtedy z konferencji naukowej i w tych białych koszulach znaleźliśmy się w złoto-purpurowym lesie. Była jesień. Cali w liściach wyglądaliśmy jak na prerafaelickim obrazie. I nie czuliśmy się brudni! Lasy naturalne nie brudzą. Bakterie, które tam żyją, które żyją w glebie, są dla nas przyjazne. To, co groźne, mamy w domu, w dywanie, w pościeli. Tam są te wszystkie roztocza i inne pasożyty przygotowane na atakowanie człowieka. W lesie żyją mikroorganizmy zajmujące się rozkładaniem ściółki, a jeśli zainteresowane są organizmami żywymi, to zwierząt, a nie ludzi.

Nadzy w lesie jesteśmy bezpieczniejsi niż we własnym łóżku?
Powiem tak: potrzebujemy kontaktu z tym, co żyje w glebie w lesie. Są nawet hipotezy, że jedną z przyczyn depresji jest brak kontaktu z promieniowcami, bakteriami glebowymi. Obcowanie z glebą, z gliną, kopanie w ziemi powoduje, że wdychamy te bakterie – i to poprawia nam nastrój.

Co jeszcze zyskamy, kochając się w lesie?
Na pewno zadrapania. Jestem intuicjonistą i po prostu wiem, że to jest dobre: wdychanie olejków eterycznych drzew, zapachu kwiatów, zapachu ciała partnerki lub partnera. Dobrze jest leżeć sobie w trawce i widzieć macierzankę, która rośnie w kępach i przypomina kobiecy wzgórek łonowy. Albo patrzeć na żółto-fioletowe bratki czy pszeńca gajowego, które w naszej kulturze ludowej uznano za rodzeństwo zaklęte w kwiaty za niedozwoloną miłość. Kiedyś ludzie osobiście odbierali przyrodę, a teraz my, kochając się na łące czy w lesie, możemy poczuć jedność z naturą, z tym miejscem, w którym jesteśmy. To niezwykłe odczucie. Czasem mnie nawet przeraża, jak potężna jest natura i jak potężną siłą jest seksualność człowieka. W lesie czujemy się bardziej gatunkiem biologicznym niż wytworem kultury, ale nie powinno nas to zniechęcać do dostrzeżenia duchowej strony jedności człowieka z przyrodą.

Mistyczny seks w polskim lesie?
W książce piszę często o tym, co sam przeżyłem, na przykład: seks na polanie w noc świętojańską. Leżałem nago razem z moją partnerką, obserwując zachód słońca, kiedy nagle zobaczyłem patrzącego na nas wilka. Przez moment miałem poczucie, że patrzyliśmy sobie z wilkiem w oczy. To był chyba najbardziej duchowy moment mojego kontaktu z naturą.

Pisze pan, że seks w lesie to seks przed grzechem pierworodnym.
Chciałem pokazać seksualność w sposób atrakcyjny, ale tak, jakbym malował akwarelą. Piękny kwiat bez detali. Tylko jego energia, jaką daje seks w lesie. Są ludzie, którzy czują się rozczarowani opisami w mojej książce, bo nie znaleźli w niej orgii pod drzewami po zjedzeniu psychoaktywnych roślin. Ale z tego też powodu moja książka wielu innym osobom się podoba.

Energia natury i seksualności w pana książce się przenikają.
W powieści Zbigniewa Nienackiego „Wielki las” jest ukryty wątek, wiara w to, że aby młodnik mógł rosnąć, musi się w nim odbyć seks. No więc leśniczy, któremu młody las nie rośnie, chce iść tam z żoną, ale ona odmawia. Rozgląda się więc za jakimś ratunkiem i znajduje ochotniczkę, koleżankę z pracy w Lasach Państwowych. Odbywają więc w młodym lesie parę stosunków i drzewa wreszcie zaczynają rosnąć. Ta opowieść to echa starych wierzeń i obrzędów magicznych. Co z nich zostało? Dziś wiem, że jeśli kobieta trafi do lasu z mężczyzną obeznanym z naturą, to jego męskość w jej oczach skoczy w górę. Dla niej on już zawsze będzie bardziej dziki, niezależny.

Seks w lesie to także urozmaicenie samej techniki.
Las wymusza oczywiście inne pozycje niż te, jakie ćwiczymy w sypialni. Nie mamy tu łóżka ani krzesła. Las to nie tylko seks na ziemi, ale też leżenie na zwalonym pniu drzewa, pokrytym mchem albo o gładkiej korze, jaką ma osika, brzoza czy buk. Ważniejsze jest jednak to, że seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków.

Potrzebne są nam jeszcze nasięźrzał i podejźrzon!
Mówi pani o kwiatach paproci. A więc o staropolskim folklorze. Nasięźrzał kwitnie w okolicach nocy świętojańskiej. Wytwarza dziwny, tajemniczy, inny niż pozostałe paprocie kłos zarodnionośny, brany dawniej za kwiat. Wygląda jak mała kalla, a więc budzi skojarzenia waginalne, erotyczne. Zapewne dlatego ta roślina trafiła do magii miłosnej w kilku regionach Polski. No, ale prawdziwe miłosne działanie ma inna roślina, przywrotnik. Znany w całej Europie jako sposób na zamaskowanie braku dziewictwa. Gęsty ekstrakt z tej rośliny powoduje obrzmienie ścian pochwy i robi się ciasno przy wejściu do niej. Stąd nazwa.

W pana książce znajdziemy także receptę na oziębłość: 40-minutowy spacer po lesie, a potem na zwalonym pniu drzewa usiąść i oprzeć się o jego ramię…
Nigdy nie można wszystkiego zaplanować, każda sytuacja jest inna, ale są pewne wzorce zachowań, które generalnie się sprawdzają. I ja sam zauważyłem, że jak się dużo chodzi, to potem się człowiekowi nic nie chce. Najwyżej zjeść coś albo napić. Ale też jak się chodzi po lesie za krótko, to się atmosfera nie zbuduje. Myślę więc, że 40 minut to akurat, aby znaleźć się w jakimś miejscu właśnie ze zwalonym pniem. Czyli trzeba wiedzieć, gdzie to będzie, znaleźć swoje miejsca.

Jest też coś dla singli, pisze pan o ekoseksualizmie, czyli o samotnej wyprawie do lasu i do sfery seksualnej.
Spotkałem wielu ludzi, którzy odczuwają podniecenie, kiedy znajdą się w przyrodzie, od tego, że twardnieją im sutki, po orgazm. Czasem podnieca sam śpiew ptaków. Prowadzi to często do masturbacji na szczytach gór czy w innych pięknych miejscach. Człowiek ociera się o drzewo i dodaje swoje nasienie naturze, nie poczynając nowego życia. I chwała mu za to, bo ludzi na Ziemi jest zbyt wielu.

Możemy sami stworzyć łąkę miłości?
Trzeba dodać do niej trochę drzew, bo my jesteśmy istotami sawanny. Kochać możemy się wtedy na skraju lasu. To taka atawistyczna tendencja, bo przed oczami mamy wtedy otwartą świetlistą przestrzeń, a siedzimy bezpiecznie na skraju lasu. Do orgazmu estetycznego potrzebujemy dużych połaci kwiatów, najlepiej niewysokich, poniżej kolan. Złocień zwyczajny, czyli margerytka, taki idylliczny kwiatek. Firletka poszarpana, robiono z niej eliksir miłości w średniowieczu. Potrzebne są też jaskry i świerzbnica polna. Dobrze, żeby na takiej łące był jeden rozłożysty dąb.

Po lekturze pana książki, kiedy zobaczę wzgórze porośnięte drzewami, pomyślę, że jakaś para się tam kocha…
I może tak być, sądząc po gigantycznym zainteresowaniu moją książką. Może wpłynie ona na miłosne zachowania Polaków?

Polecamy książkę: „Seks w wielkim lesie”, Łukasz Łuczaj, wyd. Korporacja Ha!art.Polecamy książkę: „Seks w wielkim lesie”, Łukasz Łuczaj, wyd. Korporacja Ha!art.

Dr Łukasz Łuczaj - biolog, popularyzator przyrody i działacz na rzecz jej ochrony, autor książek o dzikich roślinach jadalnych i „Seksu w wielkim lesie”.

  1. Seks

Dobra w łóżku znaczy dobra dla siebie – jak zaopiekować się sobą w seksie?

W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa oraz sygnałów wysyłanych nam przez ciało. (Fot. iStock)
W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa oraz sygnałów wysyłanych nam przez ciało. (Fot. iStock)
Akceptacja rozpoczyna się od ciała, zarówno stref intymnych, jak i wszystkich innych, bo istotami seksualnymi jesteśmy w całości. W każdym wydaniu jest ono piękne i godne troski oraz uwagi, bez względu na mniej lub bardziej wyimaginowane niedoskonałości – twierdzi seksuolożka Roberta Rossi. W swojej najnowszej książce „Dochodzę” radzi kobietom, jak zaopiekować się sobą w seksie.

Jak podkreślają seksuolodzy, życie seksualne nie powinno być nigdy źródłem wstydu, a chęć realizacji własnych pragnień w tej sferze to nasze prawo, niezależnie od płci i wieku. Aby przeżywać je pięknie i w pełni, potrzebujemy jednak nie tylko odpowiedniego partnera, ale także, jeśli nie przede wszystkim, zbliżenia się do samej siebie. Konieczne są poznanie własnych upodobań i indywidualnych cech oraz umiejętność proszenia o to, co sprawia nam przyjemność, ale także o pomoc, jeśli z czymś sobie nie radzimy. Jak być dobrą dla siebie w seksie? Oto kilka wskazówek.

Najpierw ty

„Seks pełen radości, zaciekawienia i spokoju to przepiękna rzecz” – pisze Roberta Rossi, włoska seksuolożka i przewodnicząca Włoskiej Federacji Seksuologicznej, autorka wydanej niedawno książki „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność” (wyd. Znak). I choć oryginalny tytuł „Vengo prima io” (dosłownie: „Pierwsza dochodzę ja”) mógłby sugerować skupienie na sobie, wręcz pewien seksualny egocentryzm, to – jak tłumaczy Rossi – nie jest on wcale wyrazem najwyższej dbałości, jaką możemy okazać sobie samej w łóżku. Wyrażenie zastosowane na okładce ma w języku włoskim jeszcze jedno znaczenie: bycia priorytetowym, istotnym. Nie tyle więc „ja pierwsza dochodzę”, co „dla siebie samej najbardziej liczę się ja”. Czyli bycie ważną dla samej siebie, zajęcie się sobą, zwłaszcza poprzez lepsze poznanie i zrozumienie. Jak przypomina Rossi, dobry seks ma miejsce wtedy, gdy jesteśmy pogodne, otwarte i rozluźnione, a więc, mówiąc krótko: czujemy się komfortowo. Do tego potrzebna jest wiedza i wynikająca z niej samoświadomość.

Myślę, czuję, akceptuję

Zacząć należy od własnego ciała – jego wyglądu, potrzeb, ale także budowy, która przed wieloma z nas nadal kryje sporo tajemnic. Rossi zachęca do prostego doświadczenia. „Weźcie lusterko, usiądźcie wygodnie, zdejmijcie majtki i poobserwujcie się. (...) Dlaczego tracić na to czas? Ponieważ poznanie tego obszaru pomaga nam o nim myśleć, pamiętać, że ma on swoje wymagania, nie tylko seksualne, i że powinnyśmy o niego dbać, tak jak dbamy o inne części ciała. Poświęćcie więc trochę czasu i dokładnie się obejrzyjcie, skoncentrujcie się na waszych reakcjach i odczuciach”.

W szerszym ujęciu akceptacja dotyczy kolejnych aspektów: myśli, odczuć, pragnień. Podobnie jak jedni ludzie lubią lody waniliowe, a inni wolą czekoladowe, tak i w seksie nasze preferencje, marzenia, fantazje, ulubione pozycje i scenariusze mogą znacząco się od siebie różnić. Nie musimy lubić tego, co lubi koleżanka, ani chcieć robić tego tak, jak pokazano w głośnym filmie czy książce. Co więcej, upodobania te mogą zmieniać się na przestrzeni czasu – to też warto sobie uświadomić i zaakceptować. „Wyobraźcie sobie przyjemność seksualną jako pojemnik zawierający w swoim wnętrzu różne aspekty waszego życia – pisze Rossi. – To, kim jesteście, środowisko, w którym wyrosłyście, informacje, które uzyskałyście na temat przyjemności seksualnej i ogólnie seksualności, wasze doświadczenia, wasz osobisty próg przyjemności i bólu, wasz stan zdrowia i jeszcze wiele innych elementów. Wszystkie te czynniki wiążą się ze sobą i determinują sposób, w jaki każdy z nas doświadcza przyjemności seksualnej”.

Komunikat JA

Kolejnym niezwykle ważnym elementem troski o siebie samą w seksie jest dbałość o komunikację z partnerem, której podstawą nie jest wcale chemia i nadawanie na tych samych falach, ale szczera i otwarta rozmowa. Jak podkreśla włoska badaczka, to przede wszystkim my same, nie kochanek, jesteśmy odpowiedzialne za naszą przyjemność! Zanim jednak będziemy mogły zakomunikować partnerowi, co i jak najbardziej lubimy, musimy się tego dowiedzieć w praktyce, zebrać jak najwięcej informacji na temat funkcjonowania własnego ciała. Partner powinien być towarzyszem naszej wyprawy, a przepływ informacji jest tu elementem kluczowym. „Ważne, by między wami, niezależnie od typu łączącej was relacji, było zaufanie, zażyłość i możliwość komunikowania bez poddawania się ocenie” – przekonuje Rossi. „Najlepszą drogą jest postępowanie w sposób bezpośredni i konkretny: towarzyszcie partnerowi za pomocą waszych rąk, ruchów ciała, słów. W tym rodzaju komunikacji może wam bardzo pomóc technika »komunikat JA«, która polega na mówieniu o sobie, o waszych potrzebach i waszych wymaganiach, bez skupiania się na błędach drugiej osoby. Kiedy partner robi coś, co wam się podoba, co jest dla was skuteczne, mówcie o tym jasno: łatwiej będzie jemu czy jej przyjąć do wiadomości wasze wymagania, jeśli zakomunikujecie je w sposób pozytywny, niż gdybyście miały wykazać jego braki w sposób obwiniający”.

Daj sobie czas

Mówi się, że największym darem, który można dać drugiemu człowiekowi, jest czas. Nie inaczej sprawy mają się z dbaniem o siebie samą. W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa i rozpoznawaniu sygnałów wysyłanych nam przez ciało. Przydaje się ona także wtedy, kiedy naszym problemem jest na przykład potrzeba kontroli – ważna kwestia dla tych kobiet, które napotykają trudności z doświadczaniem orgazmu. „Edukacja i doświadczenia życiowe mogą rozwinąć w nas potrzebę kontroli wszystkiego, co się dzieje, łącznie z doświadczeniem seksualnym” – tłumaczy Roberta Rossi. To oddala od przyjemności i sprawia, że skupiamy się na czymś innym.

Aby poczuć przyjemność, trzeba dać się ponieść emocjom, zaufać sobie i osobie, z którą jesteśmy; czasem potrzeba na to więcej czasu, niż byśmy sobie życzyły, karmione zewsząd opowieściami o spontanicznym seksie, który wydarza się sam z siebie, bez żadnego wysiłku, a z maksymalnym wynikiem. Nie zmienia to jednak fundamentalnego faktu: zawsze mamy prawo odmówić wszelkich praktyk seksualnych, które nam nie odpowiadają, a koncepcja konsensualności, czyli świadomej zgody na każdą z nich, jest absolutnie podstawowa w tej sferze ludzkiego życia. Nie istnieje coś takiego jak obowiązek małżeński czy domniemanie zgody, a oboje partnerzy muszą być całkowicie pewni, że są zainteresowani seksem, zanim jeszcze się on rozpocznie. Jeśli już się rozpoczął, można go przerwać i w dowolnym momencie powiedzieć „nie” – i musi to zostać uszanowane.

Każda z nas ma też prawo wypróbowywać nowe praktyki, jednak jeśli nie ma na to ochoty, to nie powinna czuć się winna, niedojrzała, nieciekawa, nieodważna czy mało otwarta. W tej sferze naprawdę nie musimy, a wręcz nie powinnyśmy niczego robić pod presją ani dla kogoś innego.

Proś o pomoc

Ważnym, a ciągle jeszcze zbyt rzadko podkreślanym elementem dbania o własną sferę seksualną jest gotowość do sięgnięcia po profesjonalną pomoc, kiedy uznamy, że napotkanych trudności nie jesteśmy w stanie pokonać samodzielnie. Każdy człowiek ma inny temperament i potrzeby seksualne; mogą one także podlegać zmianom na przestrzeni czasu. Okresy mniejszego zainteresowania seksem, a nawet całkowitego braku pożądania i poszukiwania przyjemności, stanowią naturalną część życia i są ściśle powiązane z tym, co dzieje się w innych jego sferach. „Jeśli jesteś zestresowana, zaniepokojona albo tylko bardzo zaangażowana w inne sprawy, może ci się zdarzyć, że przez jakiś czas masz mniejszą ochotę na seks albo nie masz jej wcale. Zaczyna się mówić o zaburzeniu pożądania, gdy jego brak przedłuża się nieprzerwanie powyżej sześciu miesięcy” – tłumaczy autorka „Dochodzę”.

Oczywiście brak pożądania u jednego z partnerów to nie jedyny problem w sferze seksualnej, z którym możemy się borykać. Wszelkie wątpliwości czy podejrzenia zaburzeń warto zawsze omówić z seksuologiem, który pomoże w rozwiązaniu kłopotów zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i psychicznej.

Choć konsultacja seksuologiczna budzi u wielu osób wewnętrzny opór, to warto wiedzieć, że stanowi ona najlepsze wyjście – pomoże zidentyfikować źródło trudności i wdrożyć odpowiednią formę leczenia.

Patrz całościowo

Oceniając swoje życie seksualne i swój dobrostan w tej dziedzinie, warto przyjąć też odpowiednią perspektywę. Każdorazowa przyjemność, orgazm, poczucie niezwykłego spełnienia to tylko niektóre z elementów składających się na seksualną satysfakcję. „W odróżnieniu od rozkoszy seksualnej – związanej z aktywnością seksualną – ogólna satysfakcja seksualna jest w istocie subiektywną oceną własnego życia seksualnego, niezależnie od konkretnych doznań odczuwanych podczas seksualnej aktywności – tłumaczy Roberta Rossi. – Wraz z sytuacją ściśle seksualną bierzemy również pod uwagę kontekst, który jej towarzyszył. Krótko mówiąc, satysfakcja odnosi się bardziej do ogólnego poczucia spełnienia związanego ze spotkaniem niż do samego konkretnego osiągnięcia orgazmu”.

Inne są nasze oczekiwania wobec spotkania okazjonalnego, a inne wobec seksu z partnerem, z którym tworzymy związek z długim stażem. Warto wziąć to pod uwagę i pamiętać, że troska o siebie w seksie oznacza również zdystansowanie się do sposobu, w jaki przedstawia się go w naszej kulturze. Dotarcie na szczyt za każdym razem, gdy uprawiamy seks, nie jest wcale konieczne, a szczęśliwe i spełnione życie seksualne nie musi zakładać niezapomnianego orgazmu, fajerwerków i motyli w brzuchu zawsze wtedy, gdy następuje zbliżenie z partnerem czy ma miejsce zachowanie autoerotyczne. Dużo ważniejsze jest to, czy w ogólnej perspektywie jest nam dobrze – zarówno z partnerem, jak i ze sobą samą i swoim ciałem. Tego bowiem, jak mało czego innego, jesteśmy naprawdę warte.

  1. Seks

Lato służy seksualności – dlaczego na wakacjach mamy większą ochotę na seks?

Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Wiele jest rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły - pisze sex coach Marta Niedźwiecka.

Siedzę schowana w cieniu palmy, na plaży po której stąpał nieśmiertelny Jack Sparrow. Wiatr goni chmury po niebie nieprzyzwoicie zaiste niebieskim, a ja z zadowoleniem wpatruję się w trzy kolory morza i sączę mojito. Drink jest nagrodą za starania dzisiejszego dnia, w końcu sporo dziś doznałam pod wodą. Myślę nad tym, jak naprawdę cudownie jest siedzieć na egzotycznej plaży i wchłaniać urodę tego świata. I jak wiele jest fenomenalnych rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły.

Jeżeli jedziemy na urlop realizować plan, a nie poszukiwać przygody i przyjemności, to mogą nam umknąć podstawowe zalety wakacji. Wymienię więc pokrótce rzeczy, które latem robią dobrze na życie, ze szczególnym uwzględnieniem seksu. Wymienię z nadzieją, że komuś będzie się chciało pozbierać nieco tych wrażeń, doświadczeń, by wejść potem w polski, jesienny spleen w pełni mocy i radośnie pobudzonym. Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego.

Słońce

Żyjemy w ciemnym, zimnym i mokrym kraju. A ciemno i zimno może przyczynia się do produkcji wyżu demograficznego, ale na pewno nie służy ars amandi. Słońce energetyzuje, wprawia w świetny humor, podnosi poziomu endorfin. Korzystanie z niego zazwyczaj wymaga wyjścia z budynku, co przekłada się zarówno na ilość niefejsbukowych znajomości, poprawę ukrwienia ciała, opaleniznę, jak i daje możliwość przeżycia czegoś w blasku słońca i w realu.

Lenistwo

Możecie wierzyć albo nie, ale nicnierobienie pomaga podnieść poziom libido. Ten prosty sposób stosowali już władcy Wschodu, zabraniając swym żonom i nałożnicom w haremach robić cokolwiek. Właśnie po to, by swoją energię kierowały na nocne aktywności. Ponieważ zazwyczaj jesteśmy przemęczeni, dociśnięci i skoncentrowani na zadaniach, psychiczny odpoczynek polegający na oddawaniu się lenistwu może nam pomóc zregenerować się i odzyskać zainteresowaniem światem, a może i seksualnością.

Aktywność

Wiem, że przed chwilą napisałam krótką pochwałę lenistwa. Jednak ludzie się od siebie różnią i są tacy, którzy zmuszeni do pozostawania w spoczynku w krótkim czasie robią się niebezpieczni dla otoczenia. Rozsądna porcja aktywności, szczególnie tych podnoszących poziom adrenaliny, działa cuda. Byle nie sport, bo zabiera tyle energii, że na zmysłowe i seksualne przyjemności może już nie wystarczyć. Szczególnie warte uwagi są aktywności wymagające kontaktu z ciałem i pobudzające większą ilość zmysłów (dotyk, zmysł równowagi, słuch, węch). Moim osobistym i zawodowym numerem jeden pozostaje od lat nurkowanie, które jest najskuteczniejszą i najszybszą drogą do poczucia się mocno połączonym ze swoim ciałem. A przyjemności przy tym jest co niemiara.

Jedzenie

Można o nim bez końca, bo to jedna z niewielu przyjemności porównywalnych z seksem. Pomijając afrodyzjaki czy rozbudzające działanie niektórych pokarmów, cieszenie się jedzeniem jest wspaniałe same w sobie. Cieszenie się nieznanymi dotąd smakami, w pięknym miejscu, najlepiej w dobrym towarzystwie jest niezmiennie na liście największych przyjemności świata. Każde pobudzanie zmysłowe - smaku, węchu, wzroku podkręca nasze libido i owocuje większym zainteresowaniem seksem. Wakacje bez orgii smaków są zmarnowaną okazją.

Nowości

Nasz mózg potrzebuje nowości, świeżych bodźców, wrażeń zmysłowych. Wakacyjne podróżowanie jest najlepszym momentem do zaznania tego wszystkiego. Miejsca, ludzie, przygody mogą stać się inspiracją na długo, wnieść coś wartościowego do naszego życia, otworzyć nas na zmiany. Przygody nie popsują się, ani nie wyjdą z mody, będą z nami na zawsze. I nie muszą to być dosłownie egzotyczne przygody erotyczne, żeby skorzystało na tym nasze życie intymne. Chociaż mogą, bo w sumie - czemu nie?

  1. Seks

Flirt – od zabawy do zdrady

Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. (Fot. iStock)
Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. (Fot. iStock)
Rozmawiając o flircie i zdradzie poruszamy się w bardzo delikatnej materii, bo każdy człowiek ma prawo postrzegać te zachowania inaczej.

Czym jest flirt?

Flirt jest starą jak świat zabawą dwojga ludzi prowadzących zalotną rozmowę, żartobliwą i nieco dwuznaczną, której towarzyszą kokieteryjne gesty i spojrzenia. Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. Zachowana jest równowaga sił, której już wyraźnie brak, gdy tylko jedna ze stron ewidentnie uwodzi drugą. W każdej chwili jedno z grających może się całkowicie wycofać z zabawy. Granice we flircie są wyznaczane i respektowane, nikt nikogo nie naciska, nie ma obietnic, zobowiązań, wielkich słów, deklaracji, nikt nie obraża się, gdy dostanie sygnał „stop”. Flirt to ulotna chwila, która niczego nie zmienia, kontakt jest bezpieczny dla samych flirtujących i ich stałych partnerów. Zagraliśmy swoje role i po skończonym spektaklu wracamy do normalnego życia – można przestać „wciągać brzuch”.

Flirtując, pokazujemy się od najlepszej strony, nasz rozmówca robi to samo i obydwoje przyjmujemy to za dobra monetę, nie doszukujemy się w sobie wad, słabych stron, nie zwracamy uwagi na fakty, bo nie mamy wobec siebie żadnych planów. Bawimy się chwilą, która nie ma dla nas żadnego znaczenia poza tym, że przez moment jest miło, bo dogłaskaliśmy swoje „ego”, byliśmy przez moment szalenie atrakcyjni, jak żywcem wyjęci z brazylijskiej telenoweli. W dłuższym, stałym związku, choćby nie wiem, jak wielka była miłość, wzajemna akceptacja i zrozumienie, jak wiele by było komplementów i czułości, to ludzie znają się jak „łyse konie”, jest śmietanka, ale wiemy że pod nią jest mleko. We flircie spijamy samą śmietankę.

Kto flirtuje?

Na pewno ci, którzy lubią „adrenalinę”, nudzą się, gdy jest za spokojnie, zbyt monotonnie, czyli ci, którzy wciąż potrzebują nowych doświadczeń. Ci, którzy lubią zwracać na siebie uwagę. Ci, który mają wysoką potrzebę uznania, akceptacji. Flirt zaspokaja wszystkie te potrzeby. W stałym związku MUSI być jakaś rutyna, bo trudno sobie wyobrazić żyjącą pod jednym dachem parę (na dodatek mającą dzieci), która działa bez planu, żyje chwilą, rzuca się „na spontanie” w coraz to nowe aktywności. Trudno też oczekiwać, że partner będzie nas nieustannie chwalił, nagradzał i adorował – niestety dostajemy czasem „po nosie”, bo dajemy do tego powody, bo jesteśmy tylko ludźmi. W stałym związku nie możemy nic na dłuższą metę udawać, jesteśmy po prostu sobą i fajnie, że nie musimy cały czas „wciągać brzucha”, bo kto by to wytrzymał?

Subiektywne postrzeganie

Jeśli mamy stałego partnera, to nie my sobie, ale ON daje nam lub nie wolność do flirtowania. Nawet jeśli my wiemy, że to co robimy, jest całkowicie bezpieczną zabawą, ale gdy kochamy naszego partnera i jest on najważniejszą dla nas osobą, której absolutnie nie zamierzamy opuścić, to musimy się zastanowić, jak odbierze nasze zachowanie. Są ludzie, którzy z rozbawieniem przyglądają się swojemu partnerowi grającemu w grę „Czarujmy się nawzajem”, śmieszą ich „wciągnięte brzuchy” flirtujących. Są też tacy, którzy wręcz lubią na tę zabawę patrzeć, bo miło im, że ICH partner jest dla kogoś na tyle atrakcyjny, że ten dla niego „wciąga brzuch”. Ale są też tacy, którzy czują się przestraszeni, zagrożeni, zranieni. Za każdą z tych postaw wobec flirtu stoi cała złożoność naszej psychiki. Można by analizować jakie cechy, jakie doświadczenia, jakie potrzeby sprawiają, że jedni aprobują flirt partnera, a inni nie, ale w codziennym życiu nie ma to żadnego sensu. Ważne jest dostrzec reakcję partnera na naszą zabawę, potraktować serio to co do nas mówi i jego: ”Nie flirtuj” przyjąć jak jedenaste przykazanie. Bez głupiego gadania: ”O co ci chodzi? Nie przejmuj się” – jakby mógł, to by się nie przejmował…

Krok do zdrady

Po „zdefiniowaniu” flirtu różnica między nim a zdradą jest chyba tak oczywista, że nie muszę opisywać, czym jest zdrada. Ona zawsze rani i tyle. Proste kryterium krzywdy, które lubię stosować, spycha zdradę do kategorii zachowań zakazanych. Mądrzej to kryterium brzmi: „Moje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się czyjeś prawa”, więc nawet jeśli marzę o opychaniu się „śmietanką”, czyli zaspokajaniu wszystkich moich zachcianek, to muszę patrzeć, czy innym nie zostanie samo mleko, na dodatek skwaśniałe tak, że aż trujące. Zdrada zawsze jest krzywdą dla partnera, nawet jeśli dla nas była nic nie znaczącym epizodem: wynikiem chwilowej ciekawości czy efektem utraty rozumu po nadużyciu alkoholu. Partnerowi, który dowiaduje się o zdradzie, rujnujemy poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości – podstawowe potrzeby każdego człowieka. Żadne tłumaczenia, że „skok w bok” był incydentem bez konsekwencji nic nie dają, bo zdradzający może nie odczuwać konsekwencji (jeżeli jest „nieprzemakalny moralnie”, czyli za nic ma zasady i normy), ale zdradzany poczuje je zawsze.