fbpx

Nie tylko siła prokreacji

123RF.com

Czego o seksualności możemy się nauczyć z tradycji taoistycznej
i dlaczego warto w tej sprawie słuchać wschodnich nauczycieli? O komentarz poprosiliśmy znanego psychoterapeutę i buddystę Wojciecha Eichelbergera.

Wizja seksualności, którą prezentuje Mantak Chia, różni się od naszego, polskiego podejścia do tego tematu już samym założeniem. Dla nas seksualność to przede wszystkim przyjemność związana z miłością, choć nie zawsze, i prokreacja. Można się bez tego obywać, ktoś może nawet uważać, że go to nie dotyczy. Natomiast w tradycjach wschodnich: tantrycznej, wedyjskiej, czy taoistycznej, energia seksualna to główna siła życiowa, która napędza całe nasze istnienie. Owa energia jest odpowiedzialna za nasze przetrwanie, za utrzymanie cielesnej integralności. Seks jako prokreacja i związana z tym gotowość do wejścia w kontakt jest jedynie najbardziej oczywistym sposobem przejawiania się tej energii.

To wyjaśnia, dlaczego na przykład tracimy ochotę na seks w momencie, gdy czujemy ogromny stres. Gdy grozi nam utrata pracy, jesteśmy pod permanentną presją, całą dostępną energię zużywamy na obronę, czyli przetrwanie. Nie możemy jej tracić. A wiadomo, że rozładowanie tej energii, szczególnie u mężczyzn, powoduje osłabienie. Inaczej sytuacja wygląda, gdy mamy wojnę, która zagraża plemieniu. Wówczas zwykle uruchamia się w ludziach silna tendencja do prokreacji. Przynajmniej część energii seksualnej, życiowej spożytkowujemy na to, by nasz ród nie zaginął.

Taoistyczne rozumienie seksualności ma jednak bardzo praktyczne konsekwencje. Skoro energia seksualna jest uznawana za główny motor życia, należy się uczyć nią posługiwać, szanować ją i wzmacniać. Od tego, jak sobie z nią radzimy, zależy jakość naszego życia. Niestety, w judeochrześcijańskiej kulturze przyjęło się uważać seksualność za groźbę dla zbawienia duszy. Stąd m.in. w Polsce edukacja i kultura seksualna praktycznie nie istnieją i brakuje dobrych pomysłów, jak zacząć ją krzewić. Warto uświadomić sobie również, co potocznie rozumiemy przez edukację seksualną. Okazuje się, że przeciętny Polak uważa, że jest to nauka pozycji seksualnych. A to bardzo prymitywne podejście.

Mantak Chia pokazuje, że do seksualności można mieć racjonalny, normalny, a zarazem głęboki stosunek. Że można o niej myśleć tak samo jak o innych naszych zdolnościach i właściwościach, które w sobie rozwijamy.
Człowiek generalnie jest istotą, która rodzi się bardzo nieporadna i musi się prawie wszystkiego nauczyć. Seksualność nie jest wyjątkiem od tej zasady. Przede wszystkim powinna być uświadomiona, zostać poznana, oswojona. Na poziomie anatomicznym, fizjologicznym, energetycznym, emocjonalnym i duchowym. Dopiero wtedy może być mądrze kontrolowana.

Seksualność jest groźna tylko wtedy, gdy jest nieuświadomiona. Jeśli ujeżdżając dzikiego konia, będziemy używać wyłącznie cugli, ostróg i bata – to w efekcie jeździec będzie się bał konia i nie zazna chwili spokoju, a koń będzie spięty i nerwowy. Czyż nie lepiej zaprzyjaźnić się z koniem i łagodnie skłonić go do współpracy opartej na wzajemnym zaufaniu? Tak samo jest z naszą seksualnością. By mieć kontrolę nad własnym życiem, w tym nad życiem seksualnym, nie możemy samych siebie traktować jak najgorszych wrogów, usztywniać się z lęku i zamykać w narzuconych stereotypach. Wtedy prędzej czy później nasza seksualność wymknie się spod kontroli. I tak się dzieje. Wystarczy zobaczyć, ile na tym tle wynaturzeń, zbrodni, dewiacji, chorób. Już Freud zauważył, że musimy przede wszystkim uświadomić sobie naszą popędowość. Koncepcja taoistyczna uczy, jak to robić w sposób wolny od autoagresji i wyparcia.

Pierwsze kroki to nauka odczuwania i oswajania tych przestrzeni ciała, które łączą się z seksualnością i wraz z nią padają ofiarą znieczulenia, odrzucenia i wyparcia. Wygląda na to, że niektórzy z nas widzą siebie i innych jako lalki albo anioły, które nie mają płci i pozbawione są tych zawstydzających narządów. Nie wiemy nawet, jak wyglądają i jak funkcjonują. Może to mieć bardzo poważne konsekwencje. Wyparta, odrzucona, „bezpańska” część ciała staje się osłabionym obszarem naszego organizmu, a więc otwartym na infekcje i choroby. Taoiści mówią, że temu obszarowi ciała brakuje energii życiowej chi.

Wielka liczba chorób narządów rodnych kobiet i mężczyzn może być w dużej mierze spowodowana nieświadomą autoagresją i wyparciem. Więc albo będziemy w światły i mądry sposób uczyć się seksualności i wyciągniemy ją wreszcie z lochu wstrętu, wstydu, lęku i pogardy, albo będziemy coraz częściej chorować, słabnąć, będzie nam brakować energii do życia, do seksu i prokreacji – i będziemy mieli kłopoty z kontrolowaniem swojej seksualności. Mądre zarządzanie energią seksualną jest podstawowym warunkiem utrzymania zdrowego organizmu, dobrego samopoczucia, długowieczności. Tao seksualności jest propozycją z zupełnie innego, nieznanego nam świata. W najlepszym sensie tego słowa humanistyczną.

Konsekwencją dobrze płynącej, niezablokowanej energii seksualnej jest również wszelka twórczość. A przede wszystkim twórcze rozwijanie własnego życia. Ta energia napędza życie, a więc i wszystkie obszary, w których człowiek się może rozwijać. Ludzie, którzy mają uświadomioną i zasymilowaną energię seksualną, dobrze sobie radzą w różnych dziedzinach. Nie jadą bowiem na spiętym, przerażonym koniu, tylko na rozluźnionym rumaku, który się cieszy życiem, ruchem. Na nim można daleko zajechać i wysoko skoczyć. Czy nie warto się tego nauczyć? Tym bardziej że zgodnie z tao postępy na drodze duchowej zależą też od swobodnego przepływu energii chi. Powszechne przekonanie, że rozwój ducha jest wprost proporcjonalny do skuteczności seksualnej represji, jest niebezpiecznym nieporozumieniem. Mantak Chia uczy, że duchowość budowana na odcięciu się od energii życiowej zamienia się w egzaltację, odlot. Proponuje więc, by używać energii seksualnej jako napędu naszej duchowości.