1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Problemy seksualne Polaków

Problemy seksualne Polaków

fot.123rf
fot.123rf
71% ankietowanych uważa, że nie ma nic złego w stosowaniu leków na poprawę sprawności seksualnej.

Co 4 Polak ma problemy z erekcją. Niepokojące jest to, że ponad 20% w tej grupie stanowią młodzi mężczyźni w wieku 18-29 lat – wynika z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy „Seksualność Polaków 2017”.

O tym, jak niekorzystnie wpływa to na poczucie własnej wartości, świadczy fakt, że 40% mężczyzn jest zdania, iż występujące problemy z erekcją nie czynią mężczyzny pełnowartościowym. Jeśli do tego dołożymy rosnące oczekiwania ze strony kobiet to wielu mężczyzn ma naprawdę poważny problem. Niestety, do jego rozwiązania nie przyczynia się fakt, że panowie często sięgają po leki na potencję bez konsultacji z lekarzem. Tymczasem przyczyny problemu bywają różne dla poszczególnych grup wiekowych. Większość mężczyzn po 40 roku życia nie wykonuje wszystkich badań profilaktycznych prostaty. Poza tym problemy z erekcją bywają symptomem innych chorób, dlatego tak ważne jest wykonywanie regularnych badań krwi, serca etc. Do problemów o podłożu zdrowotnym może jeszcze dochodzić stres i niezdrowy tryb życia (złe odżywianie, brak ruchu, brak snu).

Z kolei bardzo młodzi mężczyźni, którzy zgłaszają się do Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”, swoje problemy z erekcją wiążą głównie z pornografią i stosunkiem przerywanym.

Jak wyglądają problemy kobiet?

Kobiety, które często definiują się przez swój wygląd, zniechęca do seksu poczucie, że ich ciało nie jest dość atrakcyjne. Pomijając zmęczenie, stres, złe samopoczucie i lęk przed niechcianą ciążąpoczucie nieatrakcyjności jest jednym z głównych elementów, które niekorzystnie wpływa na ich życie seksualne.

Jak zaznaczała dr Alicja Długołęcka, podczas debaty nt. seksualności Polaków: Kobiety będące w trzech rolach mają problem z umiejscowieniem seksu w ich życiu. Dr Długołęcka, mówiąc o poczuciu nieatrakcyjności u kobiet, nawiązywała również do problemu ogólnej zgody na stereotypy w mediach: to jest ważny wynik w połączeniu z kwestią udawanych orgazmów. Nadal jesteśmy bardzo grzecznymi dziewczynkami. To się z wiekiem nie zmieniło i jest charakterystyczne dla naszego kraju.

Orgazm podczas stosunku przeżywa 64% kobiet. Okazuje się jednak, że aż 50% kobiet zgadza się ze stwierdzeniem, że kobiety udają orgazm. Może wynika to z faktu, że ponad 30% ankietowanych kobiet współżyje z partnerem nie mając nieraz na to ochoty? U mężczyzn ten wskaźnik wynosi 16%. Co ciekawe, spośród ankietowanych mężczyzn 24% zgadza się z opinią, że kobieta, która ma trudności z osiągnięciem orgazmu w czasie współżycia  seksualnego nie jest w pełni wartościowa.  Pozostaje więc pytanie: jak oceniają swoją rolę w tym temacie…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Co faceci myślą o kobiecym orgazmie?

Dla wielu mężczyzn rozkosz seksualna partnerki świadczy o wzajemnej bliskości, dla innych doprowadzenie kobiety do orgazmu jest kwestią ambicji. (fot. iStock)
Dla wielu mężczyzn rozkosz seksualna partnerki świadczy o wzajemnej bliskości, dla innych doprowadzenie kobiety do orgazmu jest kwestią ambicji. (fot. iStock)
Jak wyglądają męskie przemyślenia na temat naszych orgazmów? Z myślą o książce „Daj sobie prawo do przyjemności” zebrałam listy i komentarze również od przedstawicieli płci przeciwnej. Ogólnie rzecz biorąc, wynika z nich, że kobiece szczytowanie daje mężczyznom ogromną radość  – pisze Marja Kihlström.

W wielu wypowiedziach wyraźnie się potwierdza, że przyjemność partnerki jest dla nich równie ważna, co ich własna satysfakcja z seksu.

Podczas stosunku skupiam się na orgazmie partnerki co najmniej tak samo, jak na swoim własnym. Kiedy upewniam się, że doszła, jestem w stanie się zrelaksować i jeszcze bardziej cieszyć z tego, co sam przeżywam. Orgazmy mojej kobiety stają się też coraz silniejsze, kiedy dochodzi kilka razy. Oboje możemy tylko wygrać.

Mężczyzna, 45 lat

To dla mnie szczególne ważne, aby móc doświadczać tego, jak moja kobieta szczytuje. Jeśli tylko mogę, chcę w tym aktywnie uczestniczyć. Chodzi tu trochę o to, żebym mógł później powiedzieć do siebie w myślach: ” to ja jej to dałem”. Jestem co najmniej rozczarowany, jeżeli okazuje się, że tylko ja osiągnąłem orgazm, a jeszcze większym problemem jest dla mnie sytuacja, gdy dochodzi do tego często. W skrócie: jeżeli moja kobieta nie jest zadowolona, ja też nie jestem.

Mężczyzna, 47 lat

Orgazm kobiety jest cudowny także dla jej partnera, bez względu na to, w jaki sposób został osiągnięty. Jeden z mężczyzn uznał za ważną lekcję to, czego nauczył się już w młodym wieku – że dla kobiety stosunek niekoniecznie jest zawsze na pierwszym miejscu. W pracy terapeutki seksualnej często radzę klientom, aby poszerzyli swoje rozumienie seksu i przestali stawiać w centrum samą penetrację.

Moja pierwsza dziewczyna doświadczała bólu podczas stosunku. Na dobrą sprawę, był on tak silny, że penetracja była praktycznie niemożliwa. Musieliśmy wymyślić inne sposoby na uprawianie seksu. Później zrozumiałem, że okazało się to dla mnie błogosławieństwem. Od razu, jeszcze jako młody facet, dostrzegłem, że seks to coś innego niż parominutowe pieprzenie. W myślach żartobliwie mówię sobie, że pieprzenie to tylko jego ostatnia prosta. Wcześniej trzeba przebiec długą drogę. Tamten związek nauczył mnie wiele o kobiecych orgazmach. Dowiedziałem się, jak sprawiać partnerce przyjemność palcami i językiem.

Mężczyzna, 41 lat

Często mężczyźni o mniejszym doświadczeniu w relacjach seksualnych z kobietami odczuwają ogromną presję, żeby doprowadzić partnerkę do mety. Mądry partner odważnie zapyta kobietę, co daje jej największą satysfakcję. Jak już wcześniej wspomniałam, panuje błędne przekonanie, że mężczyzna wie o  kobiecej przyjemności wszystko i zawsze musi być tą bardziej aktywną stroną. Kobieta tak samo może przejmować inicjatywę i prowadzić partnera w nowe obszary seksualności, tym samym uwalniając go od ciężaru pełnej odpowiedzialności za ich oboje.

Kiedy byłem młodszy, czułem presję, żeby zapewnić kobiecie podczas stosunku przynajmniej jeden orgazm. Nie do końca wierzyłem, kiedy mówiła, że nie musi za każdym razem szczytować. Zastanawiałem się, czy może nie jestem przypadkiem kiepskim kochankiem – a ona mówi tak tylko dla świętego spokoju. Z wiekiem sam przestałem dochodzić za każdym razem. Seks może dawać mnóstwo satysfakcji, nawet jeśli żadne z partnerów nie osiąga orgazmu.

Mężczyzna, 45 lat

Zgodnie z moimi doświadczeniami, już na początku intymnej relacji opłaca się w zrelaksowanym tonie porozmawiać o kobiecym orgazmie. Wydaje mi się, że moje partnerki doceniły to, że zainteresowałem się tematem, że wprost zapytałem je na przykład, jak zazwyczaj najłatwiej jest im dojść.

Mężczyzna, 25 lat

Każda kobieta, którą doprowadziłem do orgazmu, chciała dojść. Każda wiedziała, czego pragnie, a ja byłem tylko częścią całego tego wspaniałego procesu.

Mężczyzna, 39 lat

Kobiece trudności z  osiągnięciem orgazmu mają wpływ również na mężczyznę – niektórzy mówią wręcz, że jest to dla nich bardzo trudne. Szczególnie milczenie na temat problemu, z którego oboje partnerzy zdają sobie sprawę, może na dłuższą metę pogorszyć sytuację. Jedną z  możliwych konsekwencji jest zniechęcenie i  apatia – które z kolei prowadzą do tego, że obie strony czują się wybrakowane.

Moja żona była w stanie dojść tylko podczas masturbacji. Źle się z tym czułem, choć próbowałem to sobie tłumaczyć na wszelkie możliwe sposoby. Seks zaczął mi się wydawać jednostronny i nudny. Muszę przyznać, że czuję, jakbym zawiódł jako mężczyzna, skoro nie potrafię nawet zadowolić swojej kobiety. I w żaden sposób nie pociesza mnie myśl, że niekoniecznie jest to moja wina. To uderza w moją męskość. Rozumiem świetnie, że niektóre kobiety udają orgazmy, żeby nie przynosić mężczyznom rozczarowania. Sam nigdy nie chciałem, żeby ktokolwiek przede mną udawał. Lepiej być szczerym i bezpośrednim, bo to może być kluczem do zmiany. Jeżeli mężczyzna szanuje i kocha swoją partnerkę, to nie obrazi się na jej szczerość, tylko odbierze takie zachowanie jako oznakę zaufania.

Mężczyzna, 41 lat

Doświadczenia tych mężczyzn pokazują, że zagadnienie kobiecej przyjemności budzi ogromne emocje również u płci przeciwnej. Kiedy partnerka nie szczytuje, faceci łatwo zaczynają podważać swoją wartość i męskość. Nic dziwnego, że rozmowy na ten temat są trudne – poruszamy się po polu minowym uczuć obu stron. Obnażamy się bardziej, niż kiedy zdejmujemy ubrania. Ale właśnie w takich momentach rozmawianie jest szczególnie ważne – nie możemy pozwolić, żeby przykre uczucia stanęły między nami a naszymi partnerami. Kobiety jednak także mogą odbierać wsparcie partnera jako frustrujące, bo dla nich samych sytuacja jest często jeszcze bardziej osobista i trudna.

Dzisiaj bardziej denerwuje mnie, tylko kiedy facet robi z tego wielkie halo. Każdy partner zna moją historię i chce być tym wyjątkowym – lepszym od poprzedników – któremu uda się doprowadzić mnie do orgazmu. Wszystkim ktoś powiedział, że są dobrzy w łóżku, że dobrze liżą czy mają wielkie jaja. Mnie to wcale nie przeszkadza; nigdy nie zakładam, że komukolwiek powinno się udać sprawić mi przyjemność za pierwszym razem. Ale dla faceta to z jakiegoś powodu okropnie trudny orzech do zgryzienia, kiedy nie rozumie, że sam też jest tylko człowiekiem. ” Chcę tylko, żebyś się dobrze bawiła” – to pełne rozczarowania pojękiwanie, kiedy po seksie leżymy w łóżku, znam aż za dobrze. Sama myśl jest dobra i ujmująca, ale mam już dość ciągłego podbudowywania czyjegoś ego.

Kobieta, 20 lat

A jak nasz orgazm wygląda w oczach mężczyzn? Sama się nad tym zastanawiałam. Poniżej jedna z najpiękniej ­ szych odpowiedzi, które do tej pory słyszałam:

W tych chwilach, kiedy patrzę, jak jej kark lekko wygina się do tyłu, zrelaksowany po orgazmie – mam przed sobą piękno, którego istnienia wcześniej nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić. Jest moją najpiękniejszą, wymarzoną kobietą.

Mężczyzna, 41 lat

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”.

  1. Seks

Skąd biorą się problemy seksualne?

Jeśli mężczyzna boi się kobiet, to żadna tabletka nie zmniejszy tego lęku. Nie zniweluje bólu wspomnień, nie sprawi, że przycięte w dzieciństwie skrzydła odrosną. (Fot. iStock)
Jeśli mężczyzna boi się kobiet, to żadna tabletka nie zmniejszy tego lęku. Nie zniweluje bólu wspomnień, nie sprawi, że przycięte w dzieciństwie skrzydła odrosną. (Fot. iStock)
W Internecie znajdziemy taki obrazek: mężczyzna pyta zgromadzony tłum: "Kto chce zmiany?" Wszyscy podnoszą ręce. "A kto chce się zmienić?” Nikt nie podnosi. Podobnie jest z życiem seksualnym. Wszyscy chcemy lepszego seksu, ale nikt nie chce zmienić siebie. Liczymy na to, że na wszystkie problemy pomoże nam tabletka – mówi Andrzej Gryżewski, seksuolog i psychoterapeuta.

Mężczyzna, lat 36. Trzy stosunki w życiu. Nigdy nie był w związku. Seks za każdym razem kończył się zaburzeniami erekcji. – Nie ma w tym nic dziwnego, bo jeśli kochasz się kilka razy w życiu i zawsze z nowymi partnerkami, to nie masz doświadczenia jako kochanek i twój poziom lęku jest bardzo duży – wyjaśnia Andrzej Gryżewski, seksuolog i psychoterapeuta. – Mężczyzna zastanawia się wówczas: „Co ona o mnie pomyśli? Może mam za małego? Może za dużego?”. Podobnie, kiedy nie buduje z kobietą bliskości. Wówczas wyobraża sobie, że jak gwiazdor porno musi się wykazać. No, a jeśli wgra sobie to przeświadczenie, płynie do jego ciała lęk, strach, przerażenie, a to nie są zbyt podniecające uczucia. Naturalną koleją rzeczy są w tej sytuacji zaburzenia erekcji. A kolejnym statystycznym krokiem jest zamówienie leków na potencję w Internecie, jednak one niewiele pomogą.

Bo czymś, co wyeliminuje obawy takiego mężczyzny, a więc i problem ze wzwodem, jest zbudowanie ciepłych relacji z kobietą. Ale najczęściej pacjent nie chce o tym słuchać, on chce dostać tabletkę, która załatwi sprawę. Podczas rozmowy z terapeutą przyznaje, że ma poczucie, że żadna kobieta się nim nie zainteresuje, bo jest brzydki, ma nieciekawe życie. Andrzej Gryżewski: – Mężczyzna przychodzi ze zrujnowaną samooceną. I wierzy, że farmakologia pomoże mu poczuć się pewnym siebie, umieć prowadzić dialog z kobietą, poderwać ją, a potem w łóżku się wykazać. Ale żeby tak się stało, w takiej tabletce musiałyby być geny z umiejętnościami społecznymi, które zmieniałyby osobowość. Jak go przekonać, że potrzebna jest mu psychoterapia?

– Zapytałem pacjenta, który przyznał się do niskiej samooceny, jak długo ktoś mu tę samoocenę dezawuował – opowiada Andrzej Gryżewski. – Babcia mnie wychowywała i przez lata ośmieszała w zemście za dziadka, który ją opuścił. Rodzice? Robili karierę i w ogóle się mną nie zajmowali. Nie, nie miałem żadnej dobrej relacji.

– A gdyby chciał się pan nauczyć chińskiego, to ile by to trwało?

– Ze 400 roboczogodzin.

– No właśnie. A jeśli chodzi o budowanie relacji, bycie dobrym kochankiem, to ile czasu na to trzeba?

– To co innego!

– A gdyby chciał pan popracować nad sylwetką, poszedłby pan na siłownię. Ile czasu trzeba, żeby były efekty?

– No, kilka miesięcy...

– A czy nie może być podobnie z seksem?

– No, nie...

Specjalista szuka kolejnej metafory, by wreszcie trafić do wyobraźni pacjenta i spowodować, by pomyślał, że jest inne rozwiązanie niż pigułka. Że zamiast łykać medykamenty, lepiej wzmocnić poczucie wartości, nauczyć się budowania relacji i nabyć rzetelną wiedzę dotyczącą seksualności człowieka.

– Tak właśnie pracujemy w gabinecie, w dużej mierze w najbardziej skutecznym nurcie, psychoterapii poznawczo-behawioralnej – mówi psychoterapeuta.

Złudzenie czy pomoc?

Zalewają nas reklamy cudownych środków na potencję dla mężczyzn, ale trafiają się też leki dla kobiet. Rynek konsumencki jest ogromny – aż 42 proc. mężczyzn i 46 proc. kobiet ma zaburzenia seksualne. Tylko 10 proc. z nich się leczy. A reszta?

– Suplementy reklamowane w prasie i w telewizji jako leki są dostępne w Internecie – mówi Andrzej Gryżewski. – Są popularne, gdyż co czwarty mężczyzna ma zaburzenia erekcji. Do 25. roku życia 60 proc. cierpi na przedwczesny wytrysk, a po 25. roku – 30 proc.

Tabletki na potencję reklamowane w mediach wydają się znakiem końca pruderii. Czy to znaczy, że psychoterapia seksuologiczna jest w odwrocie?

Andrzej Gryżewski: – Doświadczenie pokazuje, że tam, gdzie przyczyna zaburzeń tkwi w psychice, skuteczną pomoc znajdziemy, zmieniając myślenie, pracując ze zniekształceniami poznawczymi i ucząc się, czym jest seksualność. Wiara we wszechmoc tabletek bierze się m.in. stąd, że do niedawna wszyscy, którzy zajmowali się seksuologią, to byli lekarze: Michalina Wisłocka, Kazimierz Imieliński, Zbigniew Lew-Starowicz, Andrzej Depko. A co za tym idzie, stosowali pomoc medyczną, leki. Dziś nadal wielu seksuologów to medycy. Jeśli więc przychodzi klient do seksuologa, który ma wykształcenie medyczne, to może liczyć na leki. Te zapisują też lekarze interniści, rzadko będący seksuologami.

– Gdy chodzi o zaburzenia wzwodu, które nie mają fizjologicznej przyczyny, leki mogą pomóc na chwilę, ale problem wróci, jeśli jego źródło tkwi w emocjach, mitach seksualnych, zniekształconych procesach myślowych – dodaje Gryżewski.

Ale mężczyźni upierają się przy tabletkach, bo mają poczucie, że jeśli wezmą niebieską pastylkę, to będą szaleć w łóżku przez wiele godzin. – To jeden z mitów, jakie ciągną się za lekami na potencję. Mitów, bo jak ktoś nie jest aktorem porno, a jego łóżko to nie scena, na której liczą się tylko wygibasy, nic z tego nie będzie. Dopasowanie się, uważność na to, jak dana kobieta układa się w rękach danego mężczyzny, decydują o erotycznym szaleństwie zmysłów – mówi Andrzej Gryżewski. Natomiast mężczyźni mają poczucie, że jedna pigułka rozwiąże wszystkie problemy i w seksie, i w związkach.

Czas żałoby

Matka umarła, kiedy miał 12 lat. Ojciec się psychicznie rozpadł. I on, dziecko jeszcze, musiał się zająć organizacją pogrzebu, załamanym ojcem i młodszą siostrą. Kiedy dorósł, poznał kobietę z depresją i się zakochał. A potem pojawiła się dwójka dzieci. Nie miał więc nigdy czasu na to, by przeżyć żałobę po matce. Dziś ma lat 43. Kiedy stoi na poczcie w kolejce i widzi kobietę podobną do mamy, zaczyna płakać. W radiu leci piosenka, którą ona lubiła – płacze. A w seksie... Właśnie dlatego przyszedł do seksuologa. Od wielu lat ma zaburzenia erekcji. – W czym nie ma nic dziwnego, bo jego organizm całą energię kieruje na nieprzeżywanie żałoby, odcięcie się od niej – mówi Gryżewski. – Na zwyczajne życiowe czynności zostaje mu 10 procent dziennej energii. By to zmienić, musiałby puścić te emocje, zmoknąć łzami do suchej nitki. Inaczej się nie da. Ale on tego się boi. Zaburzenia erekcji to czubek góry lodowej.

Ten mężczyzna myślał, że pomogą mu pigułki. Na szczęście dał się przekonać do pracy nad emocjami i po roku psychoterapii zaburzenia erekcji pojawiają się już tylko podczas jednej czwartej stosunków. Wcześniej zdarzały się za każdym razem.

Terapia polega na tym, że pacjent opowiada o matce, mówi, z czym ona mu się kojarzy. Odreagowuje swoje emocje. Ja mu pomagam je przeżyć w bezpieczny sposób.

Inny przypadek. 38-letni syn prawicowego polityka. W jego domu o ciele za wiele się nie mówi. To, co powyżej pasa, jest w porządku, co poniżej – zostaje przemilczane. Więc nikt z nim nie rozmawiał na temat seksu. Miał wgrane, że genitalia są nieczyste, że seks to choroby weneryczne, więc lepiej nie zajmować się tą sferą życia. Oczywiste więc było, że będzie miał problemy z erekcją. By się ratować, kupował tabletki w necie.

– Wszystkie, jakie można tam nabyć, są podobne do niebieskich tabletek, z tym że substancja czynna to koło 10 proc. składu, reszta (skrobia, cement) nie wpływa na wzwód – mówi Gryżewski.

Pacjent uzależnił się od tych leków psychicznie. Był przekonany, że tylko jak weźmie tabletkę, będzie dobrze funkcjonować w seksie i w ogóle w życiu. A jeśli nie weźmie... No właśnie! Nie dopilnował i skończył się zapas. Był pewny, że partnerka go odrzuci, a nawet jeśli nie, to seks na pewno się nie uda. To nie tylko cały dzień będzie do niczego, ale i życie. Żadnej innej kobiety już nie pozna.

– Mężczyźni, którzy mają niską samoocenę, już po dwóch razach mogą się uzależnić psychicznie od środków na potencję – mówi Andrzej Gryżewski. – Całą swoją samoocenę wyrzucają na zewnątrz i lokują w tabletce. A ten pacjent był marzeniem każdej kobiety: wysportowany, wysoki, trzy języki, a do tego miły. Przyszedł do mnie, bo przeczytał, że tabletki z netu nie są najlepsze i mają prawo nie zadziałać. A ostatnio właśnie przestały. Dlaczego? Jego przedostatnia partnerka stała się jego stalkerem. Po dwóch miesiącach bycia razem zauważył, że bierze narkotyki, i chciał się z nią rozstać. Powiedziała, że się zabije, i zaczęła wysyłać zdjęcia z inscenizacją samobójstwa: lina, tabletki, ostre narzędzia itp. Więc jednak nie zrywał z nią ostatecznie, a ona w tym czasie zaczęła wydzwaniać do jego matki. Matka interesowała się ogrodem i książkami Jane Austen. Dziewczyna zaznajomiła się więc i z ogrodnictwem, i z powieściami, by mieć o czym z nią rozmawiać. Dzwoniła do niej codziennie. Gdy więc matka się dowiedziała, że jej syn chce się z tą kobietą rozstać, zagroziła, że go wydziedziczy.

Nie poddał się, zaczął się spotykać z inną. Ale wtedy nasiliły się problemy z seksem. A tabletki przestały pomagać.

Andrzej Gryżewski: – Pacjenci często przychodzą i mówią: „To jest superskuteczne, czytałem w ulotce. Ja to brałem, ale nie pomogło, czyli to moja wina”. Mają tak zaniżoną samoocenę, że nie przyjdzie im do głowy, że ten lek może być do niczego. Przypisują więc winę wyłącznie sobie i ich poczucie wartości jeszcze dostaje dodatkowe baty. Załamują się.

Leki pomagają mężczyznom, którzy mają z seksem problemy z powodów organicznych. Na przykład cierpią na choroby kardiologiczne, w ich żyłach osadził się cholesterol, substancje smoliste itd. Viagra była początkowo podawana dzieciom chorym na serce, gdyż poprawiała jego ukrwienie. Gdy zobaczono, jak jest skuteczna, zaczęto podać ją dorosłym, a wtedy okazało się, że skutkiem ubocznym jest wzwód. Ale jeśli źródłem zaburzeń jest psychika, trzeba leczyć psychikę, leki działające na ciało nie rozwiążą problemu duszy, nie zmienią procesów myślowych. Jeśli mężczyzna boi się kobiet, to tabletka nie zmniejszy tego lęku. Nie zniweluje bólu wspomnień, nie sprawi, że przycięte w dzieciństwie skrzydła odrosną.

Kobieta, która nie ma orgazmu

– Nigdy się nie masturbowała. Nie ma pozytywnych doświadczeń z mężczyznami. Dodatkowo jej rodzina nigdy pozytywnie nie mówiła o seksie. No, to ona ma prawo nie mieć orgazmów. Ale kiedy przychodzi do gabinetu, mówi: „Wie pan, słyszałam, że jak weźmie się niebieską tabletkę, to trzy noce można szaleć. Słyszałam, jak przez całą noc jęczała sąsiadka, kiedy ją zażyła. Pomyślałam więc, że jeśli ja, która mam problem z seksem, wezmę tę cudowną pastylkę, to i mnie pomoże. Wejdę wtedy w jakąś dobrą relację z mężczyzną, bo on będzie inaczej mnie traktować, jak mi lepiej pójdzie w łóżku” – relacjonuje Gryżewski. – Ale, niestety, nie tędy droga do szczęśliwego związku. Tabletka nie odmieni całego jej życia. A więc mówię do niej: – To ciekawe, ale warto zobaczyć, co też pani czuje. Zebraliśmy jej wszystkie problemy i policzyliśmy, ile czasu trzeba, by je rozwiązać. Razem wyszedł nam rok pracy. Zaleciłem jej trening masturbacyjny i lekturę książki „Monologi waginy”, która pomoże jej polubić własne genitalia.

To niezwykle ważne, bo jak kobieta chce uprawiać seks z sukcesem, to musi siebie tam też polubić. Jeśli nie ma świadomości, czym seks jest, jeśli nie ma wiedzy, jak się kochać i czemu to może nie wyjść, nie będzie miała udanego seksu.

Homoseksualni kochankowie

– W świecie homoseksualnej miłości jest większy nacisk na to, aby się wykazywać sprawnością – mówi Andrzej Gryżewski. – Gdy przychodzą do mnie geje z problemami seksualnymi, stosujemy model psychoterapii poznawczo-behawioralnej, tzw. ABC, gdzie A to sytuacja aktywizująca, B – przekonania, C – konsekwencje. Sytuacja: chcę mieć z kimś seks. Przekonanie: muszę się wykazać, bo od tego zależy, czy zbuduję relację; wszystko stawiam na jedną kartę. Konsekwencje: czuję duży lęk, niepokój.

Z takimi uczuciami obciążającymi nie zbudują niczego dobrego, bo to tak jakby nie tylko nieśli na plecach 50-kilogramowy worek, ale chcieli z nim przebiec maraton.

Psychoterapia polega na zdjęciu z nich tego obciążenia. Jak? Potrzebna jest analiza. Pytam: – Jak pan myśli, czego partner od pana oczekuje?

– Żebym przez cztery godziny miał sztywność członka.

– O! Ciekawe – odpowiadam. Myśli pan, że to realne?

– Tak!

– Owszem, coś takiego zdarza się w naturze, ale to jest choroba i nazywa się priapizm. Mówimy o niej, gdy sztywność członka utrzymuje się powyżej dwóch godzin. Wówczas trzeba jechać do szpitala, bo to grozi stałym uszkodzeniem prącia.

Mity, które rujnują życie seksualne oraz emocjonalne i hetero-, i homoseksualistów, biorą się głównie z filmów porno.

50 minut superharcowania? Ale to nagranie trwało cały dzień, było wiele przerw i stop-klatek. Osoba, która nie ma partnera na stałe, może ulec złudzeniu, że w łóżku wszystko polega na wytrzymałości i sprawności. A to idealne podłoże myślowe do poszukiwania superleku na potencję. Wówczas nie jest dostrzegane to, co ktoś inny czuje, myśli, czego pragnie. Liczy się sprawność. Jak w takiej sytuacji zbudować intymną, ciepłą i szczerą relację? No, nie da się, a gdy jej brak, problemy z seksem się nasilają, więc znów zaczynają się poszukiwania silniejszego leku.

  1. Seks

Perfekcjonizm, poczucie winy i wstyd – złodzieje kobiecych orgazmów

Poczucie winy to jeden z aspektów samokrytyki. Odbiera nie tylko radość z życia, ale również z seksu (fot. iStock)
Poczucie winy to jeden z aspektów samokrytyki. Odbiera nie tylko radość z życia, ale również z seksu (fot. iStock)
Wiele z nas poczuwa się do winy na przykład w kwestiach związanych z macierzyństwem, pracą, związkiem czy własnymi rodzicami. Delikatne wyrzuty sumienia są jak najbardziej zdrowe i mogą nam wyjść na dobre, motywując do pracy nad pewnymi kwestiami. Każda z nas musi się tego czasem podjąć. Ale kiedy poczucie winy zaczyna ciążyć lub przekształca się we wstyd, warto zawołać: koniec zabawy – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

Rzadko która kobieta myśli, że wymaganie od siebie – na przykład – idealnego porządku w domu może wywoływać poczucie wstydu i prowadzić do problemów ze szczytowaniem. Amerykańska badawczyni Brené Brown zaobserwowała, że kiedy dążymy w swoim życiu do ideału, w pewnym momencie niechybnie musimy zmierzyć się również ze wstydem. Perfekcjonizm wypływa z chęci spełnienia cudzych oczekiwań dotyczących tego, kim jesteśmy i jak dobrze radzimy sobie z powierzonymi zadaniami. Poczucie nieadekwatności i wstyd oddalają nas od innych ludzi, zasłaniając nasze „ja” ciemną kotarą – którą może być również związek. Wstyd pożera autentyczność, co może sprawić, że czujemy się odizolowane nie tylko od innych, ale i od siebie. Możemy odczuć go jako uścisk w piersi czy dziwny nieuświadomiony dreszcz – wstyd to mocno cielesne doznanie. Na tym etapie dobrze jest się na chwilę zatrzymać i zastanowić, kto wywiera na nas presję bycia idealną – my same czy może ktoś inny? Dla kogo cały czas sprzątamy? Czy potrafimy nauczyć się traktować same siebie i swoje życie bardziej łaskawie? Czy warto, żebyśmy zabiegały o koronę najlepszej kochanki, zaniedbując przy tym siebie i symulując orgazmy?

Dążenie do doskonałości może wiązać się też bezpośrednio z seksualnością. Możemy pragnąć idealnego ciała, próbować nauczyć się perfekcyjnej techniki miłosnej czy chcieć stać się idealną kochanką. Robiąc to, automatycznie zapominamy o sobie, marginalizujemy własne uczucia, oddalamy się od swojego „ja”. Chcemy tylko zadowolić innych. A jeśli nie poświęcimy orgazmom należnej uwagi, szybko zaczną nam uciekać. W dłuższej perspektywie zaspokajanie partnera kosztem własnych pragnień i potrzeb może prowadzić do spadku libido.

Psychoterapeutka Leena Hattunen porównała kiedyś seksualność do jedzenia pierożków karelskich. Jak ty to robisz? Starannie, widelcem, nie chcąc niczego zabrudzić – czy palcami, robiąc przy tym odrobinę bałaganu? Czy jedząc, zastanawiasz się, jak pierożek smakuje? Jak się czujesz, kiedy masło, którym jest posmarowany, topi się i rozpływa na twoich wargach? Czy zatrzymujesz się, żeby czerpać z tej chwili radość – czy raczej skupiasz całą uwagę na tym, by porządnie wszystko zjeść, jakbyś wykonywała jakieś zadanie?

W imię burzenia pozorów doskonałości warto zapomnieć o idealnych orgazmach. Orgazmy będą przychodzić i odchodzić, a w każdym z nich będzie coś wyjątkowego. Nie istnieje żaden „orgazm idealny”, nie można ich hierarchizować. Poza tym – nie chodzi przecież tylko o sam akt szczytowania, ale też o doświadczanie rozkoszy przed nim. Dlaczego miałybyśmy cieszyć się samym celem, skoro można czerpać przyjemność z całej podróży? Ciągłe oczekiwanie, poszukiwanie coraz to lepszych orgazmów wywołuje niezadowolenie, co tylko jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Warto w zamian doświadczać tego, co nieidealne, otworzyć umysł na wszystko, co nas spotyka. Zwykły seks późnym wieczorem we wtorek może się okazać właśnie tym momentem, kiedy niczym nie będziemy się stresować, damy radę po prostu odpuścić. I nagle ziemia się zatrzęsie, a sąsiedzi za ścianą zaczną zachodzić w głowę, co się dzieje.

Jak pisze w liście 26-letnia kobieta:

Czasami mam wrażenie, że polowanie na orgazm rujnuje cały stosunek. Marzą mi się szybkie numerki na stole w kuchni, ale one nie pozwalają na szczytowanie. Do tego potrzeba dużo czasu i pracy. Wydaje mi się niesprawiedliwe, że mąż zawsze dostaje to, czego chce – a ja nie. Męski orgazm jest miarą współżycia – kiedy nadchodzi, seks musi się skończyć. To niesprawiedliwe nie tylko wobec mnie czy w moim własnym związku – ale wobec całej populacji kobiet, we wszystkich związkach heteroseksualnych. Marzę o tym, żeby dochodzić podczas stosunku. I choć próbuję już od lat, ciągle nie widzę rezultatów. Koniec końców, jestem jednak zadowolona, że w jakiś sposób jest mi przynajmniej choć trochę przyjemnie. W sumie seks to nie tylko sam orgazm.

Jeżeli jesteśmy bezwzględne, wymagające i krytyczne wobec siebie, najczęściej podobnie traktujemy również innych. Wstyd niszczy naszą zdolność do odczuwania empatii i współczucia wobec innych ludzi. Jednocześnie rozluźnia stworzone już więzi. W bliskiej relacji takie zachowania są szczególnie destrukcyjne i prowadzą do różnego rodzaju problemów. Bo jak masz objąć i pocieszyć zmęczonego partnera, kiedy sama się biczujesz, żeby dać ze wszystkim radę? Zdolność do empatii odgrywa niezwykle ważną rolę w związkach, które obie strony odczuwają jako szczęśliwe. Kiedy poprzez własne doświadczenia potrafimy ujrzeć daną sytuację z punktu widzenia drugiej osoby, ta czuje się wysłuchana i zauważona – wszystko dzięki empatii. Warto zresztą popracować też nad własną odpornością na wstyd – bo nigdy nie uda nam się kompletnie usunąć go z własnego życia. A jak dowiodła w swoich badaniach Brené Brown, empatia to na uczucie wstydu najlepszy lek.

Obniż poprzeczkę, ucząc się empatii wobec samej siebie. Zacznij od tego, żeby zaakceptować możliwość niepowodzenia. Nie próbuj już być osobą, której według ciebie spo­dziewają się inni – zamiast tego zatrzymaj się i posłuchaj, co mówi ci własne serce. Bądź dla siebie łagodna – nie zawsze wystarczy ci czasu czy siły, żeby utrzymać dom w perfekcyjnym porządku. Na urlopie też spuść nieco z samodyscypliny. Nikt nie dochodzi do orgazmu za każdym razem, a presja może to jeszcze bardziej utrudnić. To normalne.

Zastanów się i napisz na kartce:

  • Czy jest jakaś dziedzina życia, w której usilnie dążysz do perfekcji?
  • Czy boisz się niepowodzenia?
  • W jakich sytuacjach związanych z seksem zdarzyło ci się doświadczyć wstydu?
  • Czym to się objawiło?
  • Jak mogłabyś popracować nad zwiększeniem swojej tolerancji na wstyd?
  • Przypomnij sobie chwilę, kiedy okazałaś sobie więcej współczucia. Jak możesz się pocieszyć w trudniejszych momentach?
Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

  1. Seks

Pozycje seksualne, które przynoszą satysfakcję

Choć warto szukać nowych pozycji w seksie, czasem wystarczy urozmaicić te dobrze znane... (fot. iStock)
Choć warto szukać nowych pozycji w seksie, czasem wystarczy urozmaicić te dobrze znane... (fot. iStock)
Niewiele kobiet ma orgazm w czasie stosunku z penetracją. Częściowo dlatego, że żeńska budowa anatomiczna skłania do ciekawych ekwilibrystyk, a kobiece szczytowanie ma mniej wspólnego z ruchami penisa w pochwie, niż może się wydawać teoretykom. Jakie więc pozycje są dobre i dla kogo są dobre? Mężczyźni i kobiety są pod tym względem bardzo różni. I nie tyle tylko ze względu na anatomię.

Niewiele kobiet ma orgazm w czasie stosunku z penetracją. Częściowo dlatego, że żeńska budowa anatomiczna skłania do ciekawych ekwilibrystyk, a kobiece szczytowanie ma mniej wspólnego z ruchami penisa w pochwie, niż może się wydawać teoretykom. Jakie więc pozycje są dobre i dla kogo są dobre?

Mężczyźni i kobiety są pod tym względem bardzo różni. I nie tyle tylko ze względu na anatomię. Na przykład dla wielu mężczyzn widok poruszającej się na ich lędźwiach partnerki działa jak zastrzyk adrenaliny. Wiele kobiet lubi pozycję „na łyżeczki" nie tylko ze względu na bliskość ciała partnera, ale także ze względu na głębokość penetracji, jaką mogą przy tej okazji mieć.

Temat pozycji seksualnych jest nieskończony, ponieważ oprócz osobistych preferencji, budowy anatomicznej, wydolności mamy także swoje przypadłości (np. zwyrodnienia kręgosłupa, stawów biodrowych), które sprawiają, że pewne pozycje są zwyczajnie niewykonalne. Mądrość polega na tym, aby poznać swoje potrzeby i dostosować do realnych możliwości ciała naszego i naszego partnera.

Od razu trzeba wspomnieć, że część pozycji należy włożyć między bajki. Co prawda na filmach oglądamy często, jak pan panią rzuca na drzwi i kopulują w szale namiętności jakby grawitacja nie istniała, ale jeżeli nie jesteś drobniutka niczym gimnastyczka artystyczna z anoreksją albo twój partner nie ma bicepsów jak były gubernator Kalifornii oraz penisa długości „dużo-ponad-standard”, to spójrzmy prawdzie w oczy - taka opcja jest nie do zrealizowania. Są natomiast znane i bardzo satysfakcjonujące pozycje seksualne, których zastosowanie, zamienianie i modyfikowanie w czasie stosunku da wam i urozmaicenie, i szanse na orgazm, i także poczucie bliskości.

Stary dobry misjonarz

Misjonarz nie jest taki zły. Co prawda kojarzy się z nudą i seksem małżeńskim z zamkniętymi oczami, jednak naprawdę może dostarczyć obojgu partnerom wielu rozkosznych wrażeń. Ciekawą i pomocną modyfikację pozycji misjonarskiej zaproponował w 1988 roku amerykański naukowiec (nazwał tę metodę CAT - coital alignment technique). Sprawa jest prosta - chodzi o to, żeby partnerzy łączyli się w czasie ruchów frykcyjnych podbrzuszem (kobieta unosi biodra np.na poduszce, mężczyzna biodra obniża, ale ich nie kładzie) oraz żeby zamiast wsuwania i wysuwania penisa z pochwy wykonywać ruchy bardziej do góry i na dół. Przy okazji tej niewielkiej modyfikacji pobudzana jest także łechtaczka, która jest kluczem do kobiecego orgazmu. Także mężczyzna odbiera intensywne bodźce, szczególnie jeżeli uda się partnerom złapać równy rytm. Inne urozmaicenia misjonarza, takie jak uniesienie wysoko wyprostowanych nóg przez kobietę lub rozwarcie ich szeroko ze złączonymi stopami także znakomicie ożywiają sytuację.

Siedzące pozycje seksualne

Pozycje siedzące, choć czasem wymagają podparcia, należą do najbardziej satysfakcjonujących dla obydwu stron. Nadają się niezależnie od rozmiarów kobiety i mężczyzny, choć czasem wymagają nieco dostosowania. Zwłaszcza żeński punkt G (strefa G) zyskuje na pozycjach, w których kobieta jest penetrowana dość długo, a penis mocno naciska na tę strefę. W pozycjach siedzących partner leży lub siedzi, zaś partnerka siedzi na nim przodem lub tyłem. Szczególnie zbliżająca emocjonalnie oraz mocno pobudzająca jest pozycja, w której kobieta siedzi na siedzącym mężczyźnie. Może przy tym wybierać rodzaj ruchów, zachowując kontakt łechtaczki z podbrzuszem partnera. Mężczyźnie pozycje siedzące dają szansę prowadzenia głębokiej penetracji niezależnie od rozmiarów penisa.

Na pieska

Pozycja na pieska może kojarzyć się bardziej z filami porno niż z wyrafinowanym seksem, ale czas porzucić uprzedzenia. Kobiety lubią być penetrowane od tyłu z kilku powodów - głębokość i intensywność penetracji wzrasta, bardzo mocno pobudzana jest strefa G, a do tego, jeżeli partner wykaże się pomysłowością i będzie jednocześnie stymulował łechtaczkę, potężny orgazm mamy niemal jak w banku. Jest to jedna z niewielu pozycji, które przy bardzo dużej intensywności stymulacji nadają się dla osób trochę mniej szczupłych, z problemami z kręgosłupem itp. Niewielkie dostosowania, np. poduszki pod kolanami powodują, że pozycja od tyłu może się stać najlepszym przyjacielem nawet bardzo dojrzałych osób.

W seksie najfajniejsze jest szukanie orgazmu i droga do niego. Dlatego zamiast kończyć szybko, znudzeni i zniechęceni, próbujcie porozumieć się w trakcie i zmieniać coś na bieżąco. Nie ma jednej pozycji, która działa zawsze i dla każdego, a nawet gdybyście ją znaleźli i tak szybko by się znudziła. Dlatego zachęcam do eksperymentów i prób, o każdej porze roku (choć lato daje nam szanse realizowania ich poza domem i sypialnią. A to nadaje szczególnego smaczku nawet dobrze znanym rozwiązaniom...).

  1. Seks

Kobiecy orgazm - jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.