1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. 7 znaków rozstania

7 znaków rozstania

123rf.com
123rf.com
Dlaczego związek dwojga ludzi czasem bywa taki trudny? Dlaczego jedne pary są szczęśliwe, inne nie? Czy można przewidzieć rozpad małżeństwa, można zapobiec rozstaniu? Na te pytania postanowił odpowiedzieć amerykański profesor psychologii John M. Gottman, który pracuje na Uniwersytecie Waszyngtońskim i jest współtwórcą Instytutu Małżeńskiego i Rodzinnego w Seattle.

Siedemset par przez szesnaście lat siedmioma odrębnymi innowacyjnymi metodami zostało przez zespół Gottmana przebadanych pod każdym względem. Jedno z badań polegało na tym, że para przebywała w wyglądającym jak zwykłe przytulne mieszkanko Pokoju Miłości. W istocie było to laboratorium - za weneckimi lustrami siedział sztab terapeutów obserwujących badanych, kamery rejestrowały każde ich wypowiadane słowo i każdy wyraz twarzy. Urządzenia śledziły reakcje ciała na stres lub odprężenie - monitorowano tętno, krążenie, wydzielanie potu, ciśnienie a nawet funkcjonowanie układu odpornościowego.

Wyniki badań? Profesor Gottman z 91 procentową skutecznością potrafi przewidzieć, czy para będzie ze sobą, czy się rozejdzie. Wystarczy, że przez 15 minut przygląda się sposobowi, w jaki ze sobą rozmawiają. Szuka siedmiu znaków i wie wszystko. Często próbujemy ratować nasze związki, kiedy jest między nami już bardzo źle. A znaki ostrzegawcze zawsze pojawiają się wcześniej, tylko nie wiemy jak je rozpoznawać.

ZNAK 1 - OSKARŻENIA JAKO POCZĄTEK ROZMOWY

Gdy ludzie zaczynają rozmawiać o swoim związku i rozmowa od razu wkracza na tory oskarżeń, sugeruje że mogą swoich problemów nie rozwiązać. Statystyki mówią, że pierwsze trzy minuty rozmowy w 96 proc. pozwala przewidzieć wynik dyskusji. Nawet gdy para potem próbuje łagodzić niszczycielską siłę początkowych oskarżeń, na niewiele to się zdaje.

ZNAK 2 - CZTERY ZWIASTUNY ROZWODU

Zwiastun pierwszy - krytyka

Zawsze znajdzie się powód, by narzekać na osobę, z którą się żyje. Gdy krytykujemy, robimy krok dalej. Różnica? Narzekanie brzmi tak: „Denerwuje mnie, że tak długo czytasz gazetę. Mógłbyś ten czas poświęcić na zabawę z dziećmi”. Krytyka: „Dzieci w ogóle cię nie obchodzą! Czytanie głupiej gazety jest dla ciebie ważniejsze niż twoi synowie!”. To drugie stwierdzenie ma o wiele szerszy zasięg, oskarżenie dotyczy nie postępowania partnera, ale w tym przypadku jego priorytetów życiowych. W relacjach międzyludzkich krytyka pojawia się dość często. Jeśli nie jest stanem permanentnym i nie przeradza się w zwiastun drugi, nie musi wcale oznaczać nieuchronnego rozwodu. Zwykle jednak kryje się za nią jakiś problem, z dużym prawdopodobieństwem nadchodzący kryzys.

Zwiastun drugi - pogarda

Gorzej, gdy krytykowanie to dla nas za mało i zaczynamy z partnera otwarcie drwić, a w naszych wypowiedziach czai się sarkazm i cynizm, co więcej – pojawiają się wyzwiska, złośliwe żarty, agresja, napastliwość. Przykłady: „Jesteś śmierdzącym leniem. Nigdy nie mogłam na ciebie liczyć.”, „Gorzko tego pożałujesz! Zniszczę cię!”, „I co? Myślisz, że nie wiem, że i tak nie zdążysz wrócić na czas do domu. Dlaczego miałbyś zdążyć? Po co? Komu na tym zależy?”. Przy takim komunikowaniu małżonkowie nie są w stanie się porozumieć. Wyrażane w ten sposób emocje destrukcyjnie wpływają na związek. Pogarda niszczy uczucia.

Zwiastun trzeci - postawa obronna

Polega na tym, że jedna ze stron albo obie nie przyznają się do błędów, nie przepraszają, tylko zrzucają winę na partnera, przekazując: „To nie ja mam problem, tylko ty”. Tak naprawdę postawa obronna jest atakiem. To, w jaki sposób broni się atakowana osoba, nie ma większego znaczenia. Przy takim podejściu agresora nigdy nie ma się szans wyjść zwycięsko z pojedynku. Zresztą tutaj żadna ze stron nie wygrywa, a przegrywa związek. Niszcząca siła postawy obronnej polega na tym, że pogłębia konflikt. To krytyka i pogarda zwykle sprawiają, że partner przyjmuje postawę obronną. Kiedy przestaje słuchać, naciąga czwarty zwiastun rozstania.

Zwiastun czwarty - mur obojętności

Unikając rozmów a nawet awantur, tak naprawdę unikamy swojego małżeństwa. Z badań Gottmana wynika, że za murem obojętności częściej chowają się mężczyźni. Wyłączają się. Podczas rozmowy widać to po braku oznak aktywnego słuchania, czyli potakiwania czy zadawania dodatkowych pytań. Wzrok jest spuszczony lub „pusty”. Tego typu postawa pojawia się w małżeństwie dość późno. Musi upłynąć trochę czasu, zanim negatywna atmosfera trzech pierwszych zwiastunów rozwodu stanie się na tyle przytłaczająca, że ktoś się zaczyna się niebezpiecznie oddalać.

ZNAK TRZECI - ZALEW NEGATYWNYCH UCZUĆ

Mur obojętności wznosimy niczym wał przeciwpowodziowy, by ochronić się przed zalewem negatywnych uczuć. Gdy jednak krytyka, pogarda, postawa obronna trwają długo, stają się tak intensywne a wreszcie gwałtowne, że powodują wstrząs psychiczny. Wówczas jesteśmy skoncentrowani tylko na tym, żeby obronić się przed stresem spowodowanym atakami partnera. Ten kto atakuje (a w małżeństwie najczęściej dzieje się to wymiennie), też doświadcza negatywnych emocji. Nie myśli o partnerze inaczej jak krytycznie i pogardliwie. Pojawia się nieustanna gotowość bojowa. Związek przynosi udrękę, bo na każdym kroku spodziewamy się walki. Skutek? Następuje obrona, czyli emocjonalne wycofywanie się ze związku.

ZNAK CZWARTY - MOWA CIAŁA

Konsekwencją zalewu negatywnych uczuć są: przyspieszony puls, szybsze bicie serca, pocenie się, itd. To odziedziczony po przodkach system alarmowy organizmu. Gdy w związku przynajmniej jedna strona w kontaktach z drugą przeżywa stres, który objawia się wyżej wymienionymi sygnałami, oznacza to, że obcowanie z nią odbiera jako zagrożenie. Naturalnym staje się dążenie, żeby je zerwać. Żeby uciec. Okazuje się, że obojętne jest czy stoimy przed tygrysem, czy przed toksycznym mężem - boimy się według tego samego mechanizmu. Objawy stresu niosą katastrofalne dla małżeństwa konsekwencje - obniża się nasza zdolność do przetwarzania informacji i znika umiejętność kreatywnego rozwiązywania problemów.

ZNAK PIĄTY - NIEPOWODZENIE PRÓB RATOWANIA DYSKUSJI

Kłótnie zdarzają się w najlepszych rodzinach i w idealnych małżeństwach. Są tam, gdzie są relacje między ludźmi. O tym, czy kłótnie doprowadzą do rozstania, świadczą sukces lub porażka podejmowanych prób ratowania dyskusji. Stwierdzenia typu: „Nie kłóćmy się już”, „Poczekaj, muszę się uspokoić”, „Jeszcze raz porozmawiajmy o tym, co cię tak denerwuje” to hamulec, który zatrzymuje atak negatywnych uczuć. Próby ratowania dyskusji mogą uratować związek, bo obniżają napięcie między małżonkami, a przede wszystkim sprawiają, że obniża się poziom stresu podczas wzajemnych kontaktów. Jednak starania te przechodzą niezauważenie, gdy rozmowy między partnerami zdominowane są przez cztery zwiastuny rozwodu. Powstaje błędne koło – im częściej traktujemy się z pogardą lub obojętnością, tym częściej zalewają nas negatywne emocje i nie zauważamy białej flagi wywieszanej podczas rozmowy przez partnera. Wtedy u niego narastają złe emocje i w końcu się wycofuje i z prób ratowania dyskusji i ze związku. Według Gottmana sama obecność czterech zwiastunów rozwodu przepowiada go w 84 proc., ale kiedy dodamy do nich niepowodzenie ratowania dyskusji, prawdopodobieństwo rozstania rośnie do 90 procent.

ZNAK SZÓSTY - ZATRUCIE WSPOMNIEŃ

Kiedy w związku zaczynają dominować negatywne uczucia, nie tylko teraźniejszość i przyszłość pary jest w niebezpieczeństwie, zagrożona jest też jej przeszłość. Zatruciu ulegają wspomnienia. Ci, którzy widzą swoje małżeństwo w negatywnym świetle, zniekształcają swoją historię znajomości. Nie pamiętają wzajemnej ekscytacji czy podziwu, jakimi darzyli partnera. Nie potrafią sobie przypomnieć dobrych chwil, ale także tego, jak razem skutecznie pokonywali trudności. W ogóle mało pamiętają szczegółów z wspólnej przeszłości. Albo tylko te, które bolą, rozczarowują, stresują. Odbiór rzeczywistości jest mocno zniekształcony. Często każda ze stron ma swoją wersję wydarzeń. Każda z nich służy do wzajemnych oskarżeń.

ZNAK SIÓDMY - WYCOFANIE SIĘ ZE ZWIĄZKU

Pozornie ten etap nie musi wyglądać źle. Małżonkowie już nie kłócą się, nie ma między nimi pogardy, nawet nie chowają się za murem obojętności. W zasadzie nie wykazują wzajemnej aktywności. O swoim związku mówią chłodno. Bo tak naprawdę wycofali się emocjonalnie ze swojego małżeństwa. Mogą odejść dosłownie, czyli rozwieść się. Ale mogą też wybrać inną drogę - żyć razem, ale obok siebie. Którakolwiek z tych dróg zostanie wybrana, pojawiają się cztery zwiastuny upadku związku:

  • Partnerzy uważają, że mają poważne problemy.
  • Wspólna rozmowa wydaje się bezsensowna.
  • Małżonkowie zaczynają żyć obok siebie.
  • Pojawia się uczucie samotności.
Może się zdarzyć, że jedna strona albo obie nawiążą romans. Zdrada jest zwykle oznaką "śmierci" małżeństwa, a nie bezpośrednim powodem jego upadku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Co osłabia naszą witalną energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
Czasem czujemy się tak, jakby opuściły nas siły witalne. Energia i chęć życia gdzieś uleciały, a my zostajemy pozbawieni radości i mocy do działania. Dlatego warto dbać o swoje energetyczne zasoby na co dzień.

Żeby móc skutecznie funkcjonować w świecie i jeszcze czerpać z życia przyjemność, potrzeba nam energii witalnej. Co najczęściej okrada nas z sił? Poniżej kilka przykładów.

 

Urazy

One, za sprawą stłumionych uczuć, które za nimi stoją, blokują mnóstwo życiowej energii. Jest ona zużywana na bronienie się przed przeżywaniem trudnych uczuć zamiast na coś konstruktywnego. Uwolnij starą energię na przykład pisząc listy do ludzi, wobec których żywisz urazę. Potraktuj to pisanie jak katharsis.

Bałagan

Chaos, nieporządek w domu, w biurze, w samochodzie, czy nawet komputerze sprawiają, że nasza energia jest rozproszona. Życie w harmonijnej przestrzeni, gdzie panuje ład, wycisza, daje jasność myślenia i pomaga w gromadzeniu witalnej energii.

Toksyczni ludzie

Nic bardziej nie osłabia jak towarzystwo ludzi, którzy ci źle życzą, narzekają, marudzą, krytykują czy są pełni agresji. Bilans takiego spotkania jest zawsze ujemny. Dbaj o dobór towarzystwa.

Telefon komórkowy używany w nadmiarze

Zwłaszcza wieczorem staraj się nie rozmawiać przez telefon komórkowy. Obniża on fale alfa w mózgu, które są potrzebne, żebyśmy się zrelaksowali. A najlepiej w ogóle używaj go tylko wtedy, kiedy jest to konieczne.

Niewystarczająca ilość snu

Siedem do ośmiu godzin snu w nocy jest nam potrzebne, żeby dobrze funkcjonować. Jedna źle przespana noc to ubytek energii, którą trzeba odbudowywać przez 3 dni.

Życie w stresie

To nasz wróg numer jeden. Jeśli nie nauczysz się go rozładowywać ćwiczeniami fizycznymi, medytacją, jogą czy innym dobrym dla ciebie sposobem, większość twojej energii życiowej będzie zaangażowana w niwelowanie jego skutków. A ty będziesz tracić siły i zdrowie.

Samokrytyka

Zwróć uwagę na swój wewnętrzny dialog, na to, jakie słowa do siebie wypowiadasz. Jeśli są one krytyczne, ranisz siebie a twoja energia potrzebna, by realizować swój potencjał, maleje.

Niedokończone sprawy

Zwłaszcza te, które ciągną się miesiącami albo nawet latami. Niewygodne, nieprzyjemne, budzące lęk. To może być trudna rozmowa, porządki w garażu, ostateczne rozstanie się z kimś, sprawy urzędowe. Gdy się nie mierzysz z tematem, więzisz energię, którą mogłabyś wykorzystać na coś bardziej kreatywnego i przyjemnego. Na krok do przodu.

  1. Psychologia

Nie bój się złości

Ci, którzy boją się złości wyrażonej wprost, boją się odrzucenia. (fot. iStock)
Ci, którzy boją się złości wyrażonej wprost, boją się odrzucenia. (fot. iStock)
Złościsz się? „Jasne”, odpowie część z nas spokojnie. „Staram się nie złościć” – usłyszymy od niektórych. I zobaczymy na ich twarzach dziwny wyraz. Jakby brzuch ich bolał.

I boli ich naprawdę, bo pakują całą złość, jaka się w nich pojawia, do środka. Mogą mięć np. kłopoty z wypróżnianiem. I ze szczerym śmiechem. Swobodnym tańcem… Mogą mieć wrzody żołądka. Starają się nie złościć, bo nie było im wolno.

„Nie lubię cię, jesteś wstrętna” – wrzeszczy trzylatek na mamę, która nie chce mu na coś pozwolić. Ile mam odpowie: „A ja ciebie kocham, ale nie pozwalam, rozumiem, że możesz być zły”. A ile zmartwieje ze strachu: „Moje dziecko mnie nie kocha, co ja mam z tym zrobić, to straszne, wiedziałam, że sobie nie poradzę” albo: „Co za bezczelny szczeniak, jak on śmie? Zamknij się w tej chwili” lub: „Nie wolno ci tak mówić, jak ty się do matki odzywasz?!”.

Ci, którzy boją się złości wyrażonej wprost, boją się odrzucenia. Myli im się wyrażanie chwilowego odczucia z ogólną postawą, jaką przejawiali ich rodzice, nie pozwalając im być sobą. To najczęściej te grzeczne dzieci, które się przystosowały do tego, że inni są od nich ważniejsi. Dotyczy to głównie kobiet (choć nie tylko). Dzieci mają bardzo często do czynienia z wybuchami złości rodziców i innych dorosłych i jednocześnie z całkowitym zakazem wyrażania złości, niezgody, buntu. Niektóre (wrażliwsze, delikatniejsze, nieznajdujące nigdzie wsparcia) ugną się, zduszą sprzeciw w sobie, znajdując wraz z biegiem życia coraz bardziej racjonalne uzasadnienia swego lęku przed wyrażaniem złości. Inne (silniejsze, odporniejsze) mogą wdać się w wieczną walkę ze światem, permanentny bunt, najczęściej bez świadomości, że ciągle walczą ze swoimi rodzicami o niezależność. Z domów, gdzie nikt się nie kłócił, nie było mowy o złości, wyrastają za to ci „lepsi od innych”, którzy się niezwykle dziwią, że inni się kłócą ze sobą wprost, ale sami nie zauważają, jak zakłamana i pełna wyższości jest ich postawa. I nie wiedzą, dlaczego im tak duszno w środku.

Trudno nam ze złością. I cudzą, i własną. Złość należy do uczuć przezywanych jako przykre, nawet bardzo dotkliwe. Ale jak bez niej żyć? Skąd byśmy wiedzieli, że gdzieś lub z kimś nam nie jest dobrze? Że ktoś nas oszukał, że się z czymś nie zgadzamy, że coś nas oburza i gniewa! Że o coś ważnego chcemy walczyć.

Wymyśliliśmy asertywność. Uczenie się umiejętności bronienia siebie z jednoczesnym pamiętaniem o prawach innych ludzi. Warto się uczyć, jak wyrażać siebie we wszystkich przejawach, nie krzywdząc innych (UWAGA – to nie znaczy „nie robiąc im przykrości”). Owo słynne: „Nie powiem jej tego, co czuje, bo jej będzie przykro”, należy czytać jako: „Mamusia mnie wspaniale wytresowała, żeby cudze stany były dla mnie ważniejsze niż mój własny”. To jest postawa tzw. dobrych ludzi. Są mili. Zawsze. Zawsze słyszysz od nich TAK. A już na pewno nie znasz ich NIE. Nie wiesz i być może nigdy się nie dowiesz, czy cię naprawdę lubią (bo nie wolno im powiedzieć, że cię nie lubią) albo czy rzeczywiście chcieli pojechać w góry zamiast nad morze. Często oni sami tego nie wiedzą… Nie wiedzą, więc się nie sprzeciwiają. Pozwalają sobą rządzić. To kto inny zdecydował, co mają robić. Więc oni są zawsze niewinni, że ten świat taki jest.

Myli nam się złość z przemocą. Dziecko, na które zawsze wrzeszczano lub je bito, boi się przemocy i marzy, zupełnie nierealistycznie, że spotka miłość albo opiekę zupełnie bez złości. Złość jest uczuciem, które jak wszystkie inne mija po prawdziwym ujawnieniu, jest wyrażeniem siebie i swojego stanu. Przemoc to wkraczanie na cudze terytorium, nieliczenie się z granicami drugiego człowieka. Rządzenie nim przez wywoływanie lęku. Na pewno nie powiem wam: nie bójcie się przemocy. Jest się czego bać. Czasem można się jej sprzeciwić i walczyć, ale czasem trzeba wiać. Wiele szkół myślenia o życiu i duchowości zaprzecza temu, że złość ma wartość, jest potrzebna. Chcą człowieka uanielić. Ale człowiek aniołem nie jest. Staje się najwyżej zakłamanym człowiekiem.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Zazdrość – kiedy jest zagrożeniem dla związku?

Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (fot. iStock)
Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (fot. iStock)
Helen Fisher, znana psycholożka i antropologożka, autorka książek, uważa, że zazdrość to połączenie zaborczości i podejrzliwości. Zazdrość zawsze oznacza lęk, a ten zwykle zaprasza do życia to, czego się boimy. I wtedy związek przeżywa kryzys.

Badania przeprowadzone przez Helen Fisher pokazują, że kobiety i mężczyźni są zazdrośni w podobnym stopniu, tylko inaczej okazują tą emocję. Kobiety jawnie ją wyrażają albo robią to, będąc obojętnymi. U mężczyzn zazdrość bywa powodem zachowań agresywnych lub odejścia ze związku.

Zazdrość jest problemem jednej trzeciej par, które poddają się terapii małżeńskiej. Badania pokazują też, że często nie jesteśmy świadomi swoich uczuć, w tym lęku, który doprowadza nas do zazdrości. Nie zdajemy sobie też sprawy z tego, jak nasze stłumione uczucia wpływają na zachowanie partnera i na związek.

Kiedy zazdrość zagraża związkowi? Oto kilka punktów, które można potraktować jako światełko ostrzegawcze:

Nierealistyczne obawy

Czy jesteś zaniepokojona, gdy partner zmienia plany, kiedy mieliście zrobić coś razem? Czy jesteś zdenerwowana, kiedy on mówi pozytywnie o jakiejś innej osobie, zwłaszcza o kobiecie? Czy rozmyślasz o tym, że partner może przestać cię kochać i to budzi twój lęk? Czy nie jest tak, że bardziej koncentrujesz się na obiekcie swojej miłości niż na własnej zdolności kochania? I dlatego żaden szczegół w jego zachowaniu ci nie umknie? Jeśli tak to w następstwie twoje lęki zwykle skłonią cię do tego, żebyś interpretowała zachowania partnera na swoją niekorzyść.

Czy twoim doświadczeniem w dzieciństwie były: porzucenie fizyczne, emocjonalne, szantaż emocjonalny, dominacja, manipulacja? I teraz z tego powodu boisz się, że zostaniesz znowu porzucona i skrzywdzona? Dawne wzorce często odtwarzamy potem w dorosłym życiu (głównie w związkach).

Niska samoocena

Niska samoocena odgrywa kluczową rolę w destrukcyjnej zazdrości. Czy zakładasz, że partner jest od ciebie lepszy w jakichś dziedzinach, inteligentniejszy, zaradniejszy, atrakcyjniejszy? Czy poprzez pochwały i uwielbienie pragniesz być bliżej partnera, bo boisz się, że zostaniesz porzucona? Jeśli tak, w ten sposób nieświadomie chcesz na niego wpłynąć, żeby cię nie zostawił.

Destrukcyjna zaborczość

Jeśli partner nie ma swobody wyboru, aby być z tobą, tak naprawdę nie masz partnera (nie jest to związek partnerski). Czy wydaje ci się, że powinnaś wiedzieć wszystko na temat tego, jak on spędził dzień? Czy miałabyś ochotę być przy nim przez cały czas? Czy masz tendencję do sprawdzania jego kieszeni, e-maili, telefonu? Takie zachowania świadczą o destrukcyjnej zaborczości. Relacja wówczas jest budowana na lęku przed utratą partnera. Tam gdzie jest lęk, nie ma już miejsca na miłość - jej bliżej jest do zaufania i wolności.

Helen Fisher: amerykańska antropolog i psycholog, profesor i badaczka ludzkich zachowań na Rutgers University. Prowadzi badania nad miłością romantyczną i atrakcyjnością interpersonalną.

  1. Psychologia

Nie bój się mówić mężczyźnie, czego od niego chcesz

Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili. (Fot. iStock)
Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Wiadomo o kobietach, że czekają, aby ich mężczyźni domyślili się, czego one chcą. Skazują się tym samym na dramatyczne rozczarowanie. Czekają, czekają, przeważnie się nie doczekują… i zaczyna się: żal i pretensja.

Ogłupiały chłop słyszy: „Ty mnie wcale nie rozumiesz! Nie spełniasz moich potrzeb!”. A skąd on ma znać jej potrzeby? Jeszcze pół biedy, kiedy ona sama zna je jako tako. „Ale o co ci chodzi? Co ty byś chciała, żebym ja robił? Wytłumacz mi” – dopytuje, jeszcze otwarty na spełnianie życzeń ukochanej mężczyzna. „Ach tak, ty, oczywiście, nie wiesz!” – stwierdza z gryzącą ironią ona. „A skąd mam wiedzieć, jeśli ty mi nie mówisz!” – On jest coraz bardziej zły. „Wszystko mam ci mówić jak dziecku, tak? To taka sztuka pomyśleć, czego potrzebuje twoja kobieta?!” – Rozżalona partnerka czuje się coraz bardziej niekochana. Jemu opadają ręce, a ponieważ nienawidzi czuć się bezradny, dobija ją: „No nie, wy jesteście nie do wytrzymania. W ogóle nie można się z babami dogadać!”.

Uwaga na boku – zdarzają się męskie wyjątki, które same z siebie odczytują kobiece pragnienia, bo je znają: są to bracia licznych sióstr (ale ilu takich można spotkać w przyrodzie?) lub wychowani w symbiozie z matką (ale ile z nas chciałoby mieć takiego partnera?). No i jeszcze oszuści matrymonialni, którzy żyją z tej wiedzy.

No więc nadchodzą ciche dni, potem zgoda. Później on znów się czegoś nie domyśla. Nawet próbuje i się stara, ale nie trafia i po jakimś czasie (różne osobniki męskie poddają się w różnym tempie) przestaje nawet próbować. Wtedy ona, obolała od tego oczekiwania, donosi mu: „Ja już cię wcale nie obchodzę!”. A on zaczyna się zastanawiać, czy tak jest naprawdę…

Tak, tak, jest to obraz jednostronny. Świadomie dotykam tu tylko jednego kawałeczka tkającego się nieustannie gobelinu pt. „Trudne życie we dwójkę”. A propozycję rozwiązania przedstawię też tylko na przykładzie jednej, ale, sądzę, dość symptomatycznej sytuacji. Nazwijmy je „Instrukcją obsługi płaczącej kobiety”.

Nadchodzi taki dzień, że kobieta zamyka się w pokoju i znienacka zaczyna: płakać, siąpać nosem, nie słyszeć, co się do niej mówi, patrzeć nieprzytomnie (niepotrzebne skreślić). On, zaniepokojony, pyta: „Czy to przeze mnie?”. Ona fuka: „Mam swoje sprawy”. On, z ulgą, że to nie o niego chodzi, wkracza w rolę doradcy: dopytuje, zbiera dane, wyciąga wnioski, co ona ma z tym zrobić, i na koniec zadowolony, że rozwiązał jej problem, oświadcza: „No już, już się nie przejmuj. Nie ma powodu”. Czeka na pochwałę, a tu baba w bek. „No nie, znowu?! Ja już nic nie rozumiem”. I to jest właśnie prawda.

Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili, mniej więcej tak:

Mój kochany, chcę cię poprosić o coś, co będzie dla ciebie łatwe, a dla mnie ważne i miłe. Powiem ci, jak potrzebuję być przez ciebie traktowana, kiedy płaczę. Otóż chcę móc wtedy złożyć główkę na twoim męskim ramieniu i chlipać bez żadnych rad ani pytań z twojej strony. „Jak to bez rad i pytań?!” – zapyta on wtedy. (Mój spytał). – „Przecież chcę wiedzieć, co się dzieje!” To ja ci potem opowiem, jak mi już przejdzie albo jak załatwię sprawę. Ja chcę się przy tobie móc tylko wypłakać. Czuć się wtedy zaopiekowana, a nie wypytywana. Nie musisz się wcale skupiać na powodach mojego stanu. Możesz myśleć, o czym chcesz, nawet o meczu, byłeś mnie mocno objął i może trochę pogłaskał. „Naprawdę?!” – zdumiał się mój mężczyzna. – „Ja ci się zawsze staram pomóc!” Ale ja jestem duża dziewczynka, jeśli chodzi o radzenie sobie, ja tylko chcę się poczuć małą dziewczynką, która ma się komu wypłakać.

A jak już ucichnę, to jeszcze mógłbyś zapytać czule: „Może jeszcze trochę zostało?”, i poczekać, aż powiem: „Już”.

„I to wszystko?!” – on ma okrągłe oczy ze zdziwienia. Tak, kochanie, to wszystko, a ja będę ci bardzo wdzięczna i zachwycona, że mam takiego kochanego mężczyznę, opokę. „Ja będę mógł myśleć o meczu, a ty mną będziesz zachwycona?!” Dokładnie tak, tylko mnie słodko obejmuj. „Kochanie, masz to u mnie od dziś”. A po chwili: „A gdy będziesz płakała przeze mnie?” – zapyta przytomnie. A to już będzie całkiem inna historia.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Pod presją krytyki, oceny i umniejszania w związku. Co robić?

Nie krytykuj siebie – od tego zacznij. (Fot. iStock)
Nie krytykuj siebie – od tego zacznij. (Fot. iStock)
Jednym z „ulubionych” zajęć ludzi jest krytykowanie innych. Dlaczego? Bo daje, na chwilę, ulgę, że ktoś inny jest od nas gorszy, więc to nie my jesteśmy ci gorsi. I tak, zamiast poprawiać sobie samopoczucie przez autorozwój, który jednak wymaga wysiłku, ludzie-umniejszacze plują na bliźnich. Nie ma żadnego powodu, żeby się temu poddawać.

Co możesz  dla siebie zrobić?

  • Bardzo uczciwie odpowiedz sobie, czy ty także nie umniejszasz jego, nie oceniasz, nie ubliżasz – jeżeli nie, to czytaj dalej...
  • Zacznij od tego, że na tyle, na ile potrafisz, spokojnie – poinformuj go: „Zauważam kochanie, że bardzo mnie ostatnio krytykujesz, czy wiesz o tym?”.
  • Powiedz: „To dla mnie przykre” „Boli mnie”.
  • Powiedz mu: „Stop, nie idź dalej – nie życzę sobie takiego zachowania i takich tekstów”.
  • Jeśli on ich nie zaprzestanie lub znów do nich wróci, bo będzie sprawdzał, czy już mu wolno, powiedz mu na przykład, że wyjedziesz na tydzień do koleżanki, bo nie chcesz być w tak nieprzyjemnym towarzystwie.
  • Cokolwiek powiesz, że zrobisz, jeśli on będzie kontynuował dokuczanie – musisz być konsekwentna i to właśnie zrobić, co obiecałaś!
  • Zastanów się, jak krytyka na ciebie działa – czy pomimo tego, że uważasz, że jest niesłuszna to jednak sprawia, że czujesz się gorsza i dotyka cię. Jeżeli tak, to czas iść na terapię i zastanowić się, czy znasz własną wartość.
  • Zastanów się, czy nie dajesz mu za dużo. Czasami ktoś nas bardzo krytykuje, bo czuje, że nie mamy nic własnego i korzystamy tylko z jego życia. Wchodzimy w obszary jego życia za daleko, wisimy na nim. Może tak właśnie jest – że żyjesz nim, a nie sobą?
  • Jest też taka smutna możliwość, że nie zdając sobie z tego sprawy, jesteś bardzo przyzwyczajona do znoszenia krytyki – więc jakby jej wyczekujesz, a być może nawet do niej prowokujesz.
  • Sięgnij po pewność siebie (jeśli ją masz. Jeśli nie – idź na warsztaty z asertywności) i daj mu jasno znać, że nie dasz sobie w kaszę dmuchać i że nie zasługujesz ani nie życzysz sobie krytyki i negacji ciebie.
  • Nie pozostaw wątpliwości, że nie zgodzisz się na taki stan rzeczy i jeżeli będziesz miała wybierać pomiędzy nim a tobą, to wybierzesz siebie.
  • On musi wiedzieć, że nie dasz mu się zniszczyć.
  • Zawsze wybieraj swoje dobro w takich sytuacjach i pokazuj partnerowi, że nie dasz mu się umniejszyć
  • Nie krytykuj siebie – od tego zacznij.

Stan permanentnej krytyki, umniejszania i unieważniania kogoś jest oznak czego toksycznego w zwizku, w partnerze albo w tobie. Albo i w nim, i w tobie. Może yła w rodzinie toksycznej, w której twoja wartość była podwaana i jeste do tego przyzwyczajona – wtedy niestety znajdujesz si w ramionach partnera podobnego do którego rodzica albo do obojga.

Jeeli twój partner ci krytykuje cały czas, to albo nastpił moment przekroczenia granic, albo granic nigdy nie było. Niestety kobiety czsto w ogóle nie dbaj o granice, bo wol, eby mężczyzna zarzdzał ich yciem. Lub myl, e tak powinno by. Maj wtedy zysk w postaci własnej nieodpowiedzialnoci, tak jak w byciu dzieckiem, iluzj bezpieczestwa, ale faktycznie jest tak, e rezygnuj ze swojego ycia – i z satysfakcji z niego.

Jeeli jednak krytyka pojawiła si niedawno, to warto sprawdzi, co si dzieje ze zwizkiem, z tob lub z mężczyzn i zacząć to rozwizywa wspólnie.

A jeli w zwizku wyczerpało si wszystko co dobre i ywe – to moe czas odejść.

Więcej w książce "Instrukcja obsługi faceta".