Jak często się kochać?

Kobiety coraz częściej dają sobie prawo do tego, żeby pożądać i nie wmawiać sobie, że to miłość. I żeby z tym pragnieniem podążać. (Fot. iStock)
Kobiety coraz częściej dają sobie prawo do tego, żeby pożądać i nie wmawiać sobie, że to miłość. I żeby z tym pragnieniem podążać. (Fot. iStock)

I czy jest jakaś norma, która służy naszemu zdrowiu? A może każdy ma własną i określać ją powinno jedynie nasze pragnienie? Jak poznać swój erotyczny kalendarz, mówią seksuolożki profesor Maria Beisert i Bianca-Beata Kotoro, artystka Dellfina Dellert oraz ginekolog Marek Pietraszek.

 

Kiedyś kobiety kochały się tak często, jak pragnęli tego ich mężowie – mówi seksuolożka Bianca-Beata Kotoro. – Oczekiwano, aby zaprzeczały swoim seksualnym potrzebom. Nie doświadczały orgazmu, a przynajmniej o tym nie mówiły, nie myślały o seksie. Dziś jest odwrotnie. Kobiety, które chcą uchodzić za świadome siebie i wyzwolone, mają wielbić seks, intensywnie go przeżywać i kochać się jak najczęściej – dodaje. Czy tak jest? Z badań wynika, że mniej niż 10 proc. z nas kocha się codziennie. Raz w tygodniu – od 21 do 58 proc. A kilka razy – od 18 do 41 proc. Skąd te różnice? Udajemy, koloryzujemy, żeby lepiej wypaść nawet we własnych oczach. No i mamy nowe, zupełnie inne kompleksy. – W gabinecie często słyszę: „Nie jestem taka jak inne, nie uprawiam seksu tak często, a nawet nie mam takich potrzeb” – mówi Bianca-Beata Kotoro.

Sex, jak często? – młodzi nie lubią ograniczeń

Profesor Maria Beisert, badaczka seksualności, uważa, że nie wszystko jest udawaniem. – 20-latki kochają się częściej i mają jakościowo lepsze stosunki seksualne niż ich starsze koleżanki. A ich zachowania seksualne coraz częściej odpowiadają prawdziwym potrzebom – mówi. – Jednak to nie znaczy, że młode kobiety są wolne od jakiejkolwiek presji. Taką presją jest na przykład przekonanie, że seksualność nie powinna być ograniczona żadnymi zasadami. Kontakty seksualne 20-latek bywają więc motywowane chęcią udowodnienia sobie i innym, że są wyzwolone. Stąd przypadkowy seks z nieznajomymi z portali, stosunki z wieloma partnerami lub aktywność o charakterze przemocowym. To elementy stylu życia stwarzające ryzyko, także związane z możliwością zarażenia się m.in. wirusem HIV czy HPV. Mimo tych zagrożeń uwolnione od przymusu wstrzemięźliwości młode kobiety coraz rzadziej zaprzeczają swojej seksualności, a więc zyskują szansę odkrycia tego, jak często naprawdę chcą się kochać – tłumaczy profesor.

Czy to jednak znaczy, że brak ograniczeń powinien być nową zasadą decydującą o tym, jak często się kochać?

Częstotliwość współżycia w małżeństwie – ważna jest motywacja

– Potrzeby seksualne są jak najbardziej naturalne – mówi profesor Maria Beisert. – Warto to powtarzać. Ale nie realizujemy ich w oderwaniu od innych. Dlatego zamiast prostej odpowiedzi na pytanie, jak często kobieta powinna się kochać i czym kierować, powiem, że będzie to wiedzieć, jeśli odróżni pozytywne motywacje od tych negatywnych – dodaje.

Pozytywne motywacje, zdaniem profesor Beisert, to: podniecenie, ciekawość czy chęć zbliżenia się do drugiego człowieka. Negatywne pojawiają się wtedy, kiedy seks przybiera formy szkodzenia sobie lub komuś innemu. Kiedy uprawiamy go pod presją narzuconych przekonań lub pod czyjeś dyktando. Dobre motywacje mogą więc stać się „normą” dla młodych kobiet, mogą zająć miejsce zarówno „braku zasad”, jak i „wstrzemięźliwości”. Takie dobre motywacje mogą jednak wzbudzić wątpliwości u starszych pokoleń. Czy ma nam wystarczyć do seksu sama ciekawość lub podniecenie? Wiele kobiet może też mieć problem z rozpoznawaniem podniecenia i pożądania jako odrębnych od miłości.

Ciało jak instrument

– Ciało komunikuje nam, kogo pożądamy, czego pragniemy i jak często chcemy się kochać – mówi Dellfina Dellert, artystka inspirująca się seksualnością. – Tak jednak, jak nie rodzimy się wirtuozkami, tak nie rodzimy się kochankami idealnymi. Dlatego ciała nasze i naszego partnera czy partnerki powinny być dla nas jak instrumenty, których cały czas się uczymy. Dopiero wtedy mogą nam dawać maksimum rozkoszy. Trening czyni mistrza. Tę myśl chciałam przekazać kobietom w moim projekcie „Stranger than Paradise” [Inaczej niż w raju] – powstał we współpracy z antropolożką seksualności i projektantką Betony Vernon. Znalazło się w nim zdjęcie „Le violon de Sade”, które przedstawia Betony symulującą grę na wiolonczeli z klęczącą u jej stóp modelką-instrumentem. Przeczytałam, że dźwięk wiolonczeli jest najbardziej zbliżony do ludzkiego głosu, i to stało się inspiracją do zrobienia zdjęcia. Stajemy się coraz bardziej muzykalne i jesteśmy w coraz lepszej relacji ze swoim ciałem.

– Dobre wiadomości są takie, że specjaliści coraz rzadziej diagnozują u kobiet „zaburzenia pragnienia i pożądania” – mówi profesor Beisert. – A to dowód na to, że kobiety odzyskują zdolność do rozpoznawania pragnień i odczuwania pożądania. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku ta dysfunkcja była u kobiet powszechna. Kobiety dają więc już sobie prawo do tego, by pożądać i nie wmawiać sobie, że to miłość. Dają sobie prawo do tego, by nie mieć poczucia winy i wstydu, jeśli pragną mężczyzny, który nie jest ich stałym partnerem. I w końcu dają sobie prawo do podążania za tym pragnieniem – dodaje.

Uzdrawiająca dla naszej seksualności moc, zdaniem profesor Beisert, płynie stąd, że 20-latki postrzegają bycie kobietą jako wartość. Nie muszą budować poczucia wartości na byciu czyjąś żoną.

Seks a przyjemność

Naturą seksualności są przyjemność i radość. Już samo podniecenie, oczekiwanie na zbliżenie, akt seksualny, a także to, co odczuwamy po nim, mogą nieść rozmaite, ale przede wszystkim dobre odczucia. Od drżenia, przez dreszcze, ekstazę, do poczucia jedności z drugim człowiekiem. Zaskakujące jest jednak to, że, jak wynika z badań, dla ponad 40 proc. z nas nie ma naturalnego połączenia: seks – przyjemność. Seks to obowiązek, bliskość, droga do macierzyństwa, sposób, by partner nie zdradził.

– Przez trzy lata jeździłam po Polsce i rozmawiałam z ludźmi o ich seksualności, realizując program „Seks w małym mieście”, prowadziłam też warsztaty dla kobiet i mogę powiedzieć, że naszym problemem nie jest sam seks, ale właśnie przyjemność – mówi Dellfina Dellert. – Jesteśmy wychowane w poczuciu winy i wstydu, dlatego rozkosz kojarzy nam się z rozwiązłością, a ta z grzechem. Nawet jeśli już nie robimy tego świadomie, to nadal same siebie dzielimy na święte i dziwki – mówi artystka.

– Na szczęście młode kobiety na pytanie o seksualną przyjemność coraz częściej odpowiadają: „Mamy do niej prawo” – stwierdza profesor Beisert. – Nie chcą z niej rezygnować na rzecz zasad czy z obowiązku. Warto jednak popatrzeć też i na to, czy za tę przyjemność nie trzeba będzie zbyt wiele zapłacić. Bo na przykład ekscytacja, którą daje kontakt seksualny z nieznajomym, nie jest wartością aż tak dużą, by ryzykować dobrostan psychiczny. Granice przyjemności powinien więc wyznaczać rozsądek – tłumaczy profesor.

Podniecenie i orgazm obniżają poziom stresu i poprawiają nastrój.(Fot. iStock)
Podniecenie i orgazm obniżają poziom stresu i poprawiają nastrój.(Fot. iStock)

Czas na przejęcie inicjatywy

Badania przeprowadzone w zeszłym roku w Kinsey Institute potwierdzają przedstawione przez nas tezy, skoro mówią, że najczęściej seks uprawiają 18-, 29-latki – średnio aż 112 razy w roku. 30-latki – 86 razy, a 40-latki – tylko 69.

Kobiety 40 plus chciały kochać się częściej i z seksu miałyby więcej przyjemności, niż doświadczały jej jako 20-latki, bo ich libido nie jest hamowane przez strach przed niechcianą ciążą, wyjaśnia Kotoro. Jednak nawet jak są w stałych, udanych związkach, seksu mają mniej, bo z ich mężczyznami jest odwrotnie. Im więcej lat, tym więcej lęku związanego z niewiarą w męskość, która czasem zawodzi. Czy istnieje na tę rozbieżność chęci rada? Tak! Powodem mniejszej aktywności seksualnej mężczyzn jest spadek testosteronu, co sprawia, że panowie stają się bardziej podporządkowani. Natomiast u kobiet odwrotnie – mniej estrogenu dodaje „męskości”. A więc jeśli chcemy więcej seksu, pamiętajmy, że teraz czas na nas . Inicjujmy. Bądźmy kreatywne.

– Jeśli nie czujemy tego, jak często chcemy się kochać, możemy się do tej prawdy zbliżyć – przekonuje Kotoro. – Warto zacząć od przypomnienia sobie, jaki przekaz dotyczący seksu wyniosłyśmy z domu rodzinnego. Może o seksie się nie mówiło, a gdy ktoś tylko wspomniał, mama tajemniczo się uśmiechała… Jeśli tak było, możemy odczuwać ochotę na seks, ale towarzyszyć jej będzie lekkie skrępowanie. Łatwiej jednak będzie takiej kobiecie niż tej, w której domu seks uchodził za brudny i zły. Takie wychowanie blokuje libido, które dochodzi do głosu nie wprost, ale na przykład w postaci fantazji sadomasochistycznych. Jeśli mama i babcia przekonywały nas, że seks to sposób, by zatrzymać mężczyznę, to efektem może być traktowanie go instrumentalnie. Warto także przypomnieć sobie doświadczenia inicjacyjne, pierwsze pocałunki i pierwszy seks. Czy pretekstem było to, co my czułyśmy, czy może to chłopak tego chciał? – mówi Kotoro. – Albo może to koleżanki się z nas śmiały, że jeszcze nie uprawiałyśmy seksu? Kolejne pytania: Jak odczuwasz swoją cielesność? Czy dotyk sprawia ci przyjemność? Czy stojąc naga przed lustrem, dostrzegasz swoje piękno? A twój partner? Czy lubisz jego zapach? Czy umiecie rozmawiać o seksie, o swoich pragnieniach i potrzebach? Jeśli wasze oczekiwania co do częstotliwości zbliżeń są odmienne, możecie się dogadać, ale tylko gdy zaczniecie ze sobą szczerze rozmawiać – dodaje seksuolożka.

– Kobietom, które mają inne niż ich partnerzy oczekiwania co do częstotliwości zbliżeń, radzę, aby planowały z partnerem seks – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Serduszko namalowane w kalendarzu przy środzie działa jak afrodyzjak, kiedy w poniedziałek rano planujemy tydzień. Warto też zapisać, jak się będziemy kochać. Zaplanować nawet tylko pieszczoty we wtorek, bo tego dnia oboje będziecie skonani z powodu tysiąca spotkań. A gdy seksu nie było od miesięcy, umówcie się na czterotygodniową dietę – dodaje Kotoro. – W pierwszym tygodniu wolno tylko masować sobie nawzajem głowę, plecy i ramiona. W następnym pieścić się i całować, ale nadal bez dotykania stref intymnych. W trzecim znów masaże. Dopiero w czwartym można dotykać penisa, sromu, łechtaczki i kochać się. No i zazwyczaj już w trzecim tygodniu pary nie dają rady powstrzymać się przed stosunkiem – mówi Kotoro. – Podnieca nas to, co niedostępne, dlatego umowa: „Przez tydzień nie możemy się kochać”, podnieca mężczyznę, który wcale nie miał ochoty na seks, bo w powietrzu pojawia się atmosfera pożądania.

Ile razy w miesiącu powinno się kochać? Czy istnieje norma?

Kiedy zapytamy seksuologa o to, jak często należy się kochać, usłyszymy, że nie ma norm. Kiedy zadamy to samo pytanie lekarzowi ginekologowi, okazuje się, że można jednak normę wskazać. – Dla zdrowia i dobrostanu warto kochać się przynajmniej raz w tygodniu, a najlepiej kilka razy – mówi ginekolog-położnik Marek Pietraszek. – Seks to samo zdrowie, ale… pod warunkiem że oboje partnerzy mają na niego ochotę. Bo tylko gdy odczuwamy dobre emocje, mózg inicjuje zmiany fizjologiczne potrzebne do osiągnięcia podniecenia i orgazmu. A podniecenie i orgazm oddziałują na funkcjonowanie całego organizmu, na gospodarkę hormonalną, krążenie, metabolizm. Obniżają poziom stresu i poprawiają nastrój. Ludzie, którzy uprawiają seks regularnie, mają o 30 proc. wyższy poziom przeciwciał. Seks chroni także serce – mówi Marek Pietraszek.

Czy kobietom uda się żyć w zgodzie z ich prawdziwymi potrzebami? Profesor Beisert jest optymistką. Jej zdaniem wiele wskazuje na to, że przyszłość, także ta dotycząca sfery seksu, należy do kobiet!