Jaką rolę pieniądze odgrywają w związku

fot.123rf

Kochać? Niełatwo! Zarobić? Też trudno. Ale prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy przychodzi pogodzić dwie tak różne kwestie jak uczucia i finanse.

Zosia samosia

Matylda, 33-letnia specjalistka do spraw sprzedaży, zdobywała kolejne szczeble zawodowej kariery. Nie spieszyła się z zamążpójściem, do czasu, aż poznała Romka, komplementującego ją od stóp do głów. Bez wahania przeprowadził się dla niej do Warszawy ze swojego rodzinnego Wrocławia i zaczął szukać pracy. Niestety, jedyne propozycje, jakie otrzymywał, dotyczyły dorywczych zleceń. W efekcie całe utrzymanie rodziny – bo w międzyczasie zostali rodzicami – spoczywało na barkach Matyldy. Zaczęła się zastanawiać, czy wierzyć w kolejne fantastyczne projekty ukochanego, które „ruszą za chwilę”, czekać, aż się ogarnie, i nie rozbijać rodziny, czy przestać się oszukiwać i przyznać przed sobą, że wzięła na swoje barki coś w rodzaju garba, który nie chce się odczepić. Ma dosyć płacenia wszystkich rachunków i chciałaby, by Romek choć raz zabrał ją na wakacje za swoje pieniądze. Kwiaty też kupuje sobie sama… Bo Romek, ponaglany przez Matyldę, by znalazł sobie wreszcie pracę, z zachwyconego nią romantyka zmienił się w nieprzyjaznego frustrata.

Joanna Boj, psycholog i psychoterapeutka: Nadal jesteśmy niewolnikami pewnych społecznych wzorców – kobieta może pracować lub nie, o ile pozwalają na to warunki. Mężczyzna, który nie pracuje, traci swoją opiekuńczą rolę wobec rodziny. Ciekawa jestem, czy Matylda i Romek byliby skłonni odwrócić tradycyjne role, pod warunkiem że on objąłby w pełni obowiązki domowe. W końcu – patrząc obiektywnie – sytuacja na rynku pracy jest trudna, więc zamiast się frustrować, może lepiej się dogadać. Mam wrażenie, że oboje od początku osadzili się w związku w komplementarnych rolach. Ona silna i niezależna, on w nią wpatrzony. Matylda nie miała w sobie psychologicznie miejsca na pobycie tą, która też potrzebuje opieki. Wiele mogłoby się zmienić, gdyby w końcu Romek znalazł pracę – cała dynamika relacji musiałaby się przekształcić. A że Romek denerwuje się, gdy jest ponaglany… najprawdopodobniej ma tendencje do uciekania przed problemem. Niemożność finansowego utrzymania rodziny może być postrzegana w kategorii porażki (znów wzorce społeczne). Niektórzy mężczyźni wolą nie mierzyć się z tym tematem, szczególnie gdy jest im całkiem wygodnie.

Nierozważna i romantyczna

Mówienie o pieniądzach wielu osobom wydaje się mało romantyczne. Barbara, 43-letnia mama i gospodyni domowa, także sobie tym głowy nie zaprzątała – dla niej było oczywiste, że na randkach płaci mężczyzna, do niego też należy sfinansowanie wspólnych wyjazdów, nie mówiąc już o wzięciu kredytu na mieszkanie czy zakup samochodu. Jej mąż Piotr w podobny sposób podchodził do społecznych ról mężczyzny i kobiety – Basia zajmowała się dziećmi i domem – i sprawiało jej to radość, a Piotr rozwijał własną firmę i spłacał kredyt za 80-metrowe mieszkanie w prestiżowej dzielnicy.

Niestety, pewnego dnia Piotr, wracając z podróży służbowej, wpadł w poślizg i nieprzytomny trafił do szpitala. Nie odzyskał świadomości przez wiele miesięcy i nagle okazało się, że Basia nic nie wie o domowych finansach. Nie ma dostępu do konta (mówiła Piotrowi, ile potrzebuje, i tyle dostawała), nie zna kodów PIN do kart męża, nie wie, ile wynosi rata za mieszkanie i czynsz. Nie mówiąc o tym, że ZUS zaczął ją zarzucać wezwaniami do zapłaty składek związanych z działalnością Piotra. Krążąc między domem i szpitalem, Barbara czuła się zupełnie bezradna – bez żadnego zawodowego doświadczenia, z coraz większymi długami.

Joanna Boj: Nieporuszanie w związku tematu finansów jest zamykaniem oczu na bardzo realny aspekt życia. Utrzymujemy się w przyjemnej iluzji, że skoro jest dobrze, to zawsze tak będzie. To trochę pozostawanie w pozycji dziecka, którym opiekuje się rodzic, czyli partner. Oddanie odpowiedzialności za swoje życie w ręce jednej osoby jest beztroską, która może wiele kosztować, jak w tej historii. Nie lubimy psuć sobie humoru myśleniem o przykrych sprawach czy snuć scenariuszy na temat tego, „a co gdyby jednak…”, szczególnie gdy wszystko dobrze się układa. Jednak do tej sytuacji doprowadziła nie tylko Barbara, ale także jej mąż – który nie zadbał o to, co będzie z jego rodziną, gdy mu się coś stanie. Wolał trzymać całą władzę związaną z finansami w swoich rękach.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »