Kiedy mówię „nie” – o nadużyciach w seksie i w uczuciach

Jakie są granice w seksie? (fot. iStock)

Między dwojgiem dorosłych ludzi wiele rzeczy jest dozwolonych. Pod warunkiem że obydwoje się na nie godzą. Bo tylko w głupim żarcie „nie” oznacza „być może”… Na czym polegają nadużycia w sferze seksu i uczuć, tłumaczy psychoterapeuta Michał Pozdał.

Każdy człowiek biorący udział w akcie seksualnym może go w dowolnym momencie zatrzymać. Hasło „stop” powinno być czytelne w każdej fazie stosunku czy jakichkolwiek innych zachowań erotycznych. Przysługuje obu stronom, i wszystko, co druga osoba zrobi potem w celu zaspokojenia swojej potrzeby, ale wbrew woli partnera czy partnerki, jest nadużyciem. Będzie to więc nie tylko gwałt rozumiany jako przestępstwo karne, ale również przemoc emocjonalna, taka jak szantaż, groźby, wywoływanie poczucia winy czy używanie seksu jak narzędzia manipulacji.

W formie kary i nagrody

Na terapię do mnie często trafiają pacjentki, które przy odmowie seksu spotykają się z szantażem ze strony męża: „Jeśli mi nie dasz, to pójdę do prostytutki” czy pacjenci z dysfunkcją seksualną, którzy słyszą: „Zmień to albo cię zostawię”. Powtarzany i wzmacniany szantaż staje się groźbą. Przy czym groźba może dotyczyć zarówno sfery emocjonalnej („zdradzę cię”), finansowej („nie dam ci pieniędzy”), jak i fizycznej („pobiję cię”). W ten sposób jedna ze stron skłania drugą do form współżycia przez nią nieakceptowanych albo zachowań, na które nie ma ochoty. Przemoc emocjonalna ma wywołać poczucie winy – odmawiasz, więc mnie krzywdzisz. Obarczanie winą tylko jednej strony jest jednak nie fair i w niczym nie pomaga – na brak seksu zapracowują zwykle obie strony.

Odmowa seksu na zasadzie kary lub późniejszej nagrody też jest nadużyciem. Osoba, która odmawia lub unika seksu, w tym obszarze związku ma władzę. Kiedy przychodzą do mnie pary z takim problemem, często okazuje się jednak, że po sprawdzeniu, jak partnerzy dzielą się obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi, jaki mają wkład w związek – osoba reglamentująca współżycie jest tak zdominowana, że seks jest jedynym obszarem, w którym może powiedzieć „nie”.

Formą nadużycia jest też ignorowanie komunikatów drugiej strony: włączanie filmu pornograficznego podczas stosunku, niepożądane gesty czy wulgaryzmy, których druga strona sobie nie życzy i które ją poniżają. Trauma bycia uprzedmiotowionym przez bliską osobę, która miała nas kochać i chronić, jest podwójna, bo nie dość, że ktoś narusza nasze granice, to jeszcze zawodzi nasze zaufanie.

Między słowami

Niestety, żyjemy w kulturze, w której panuje przyzwolenie na ciągłe komentowanie atrybutów kobiecości. Młodzi mężczyźni często zwracają się do młodych kobiet słowami: „świnko”, „suczko”, „foczko”, „dupencjo”. Rodzice wspólnie z dziećmi podśpiewują piosenki, w których jest dużo zamaskowanego nadużycia w warstwie językowej. Jeśli kobiety zgodzą się na taką formę komunikacji, potem będzie tylko gorzej.

Słowami można ranić do żywego. Zrozumiałe jest, że ludzie pod wpływem emocji mówią sobie różne przykre, a nawet okrutne rzeczy. Ale wejście na poziom komentowania zachowań seksualnych jest przekroczeniem granicy, zza której może nie być powrotu. Wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Takie zachowania najczęściej mają miejsce po alkoholu i są odwetem na partnerze za poniżenie czy odtrącenie.

Oprócz mocnych słów są też lżejsze formy przemocy, które trudno opisać wprost: aluzje, spojrzenia, gesty, które w całości odczytać może tylko ich adresat. Powtarzane regularnie oznaczają działanie celowe z zamiarem skrzywdzenia.

Złapani w sieć

Nadużyciem jest też publiczne opowiadanie szczegółów wspólnego życia intymnego. I nie ma znaczenia, czy z tych wyznań przebija swoista forma uznania dla umiejętności albo atrybutów partnera, czy jest to krytyka oziębłości, sprawności seksualnej lub szczegółów anatomicznych.

W dobie nowych technologii w równy sposób można kogoś pogrążyć upublicznieniem intymnej historii, jak i wrzuceniem do Internetu filmiku lub zdjęć. Zatem lepiej zawczasu dobrze zastanowić się, czy ufamy danej osobie na tyle, żeby zgodzić się na nagie zdjęcie czy zmontowanie wspólnej sextaśmy. Dopóki wszystko układa się w związku dobrze, takie materiały są ukryte, ale po zerwaniu łatwo mogą krążyć między znajomymi, a nawet przypadkiem trafić do pracodawców. Ceną za bezgraniczne zaufanie może być nasza reputacja, również zawodowa.

Gwałt

Najmocniejszą formą nadużycia jest gwałt, i nie chodzi tu tylko o napaść w miejscu publicznym, ale też, a może nawet głównie, stosunek ze stałym partnerem czy wykorzystanie przez kolegę po wspólnej imprezie. Najczęściej sprawcami przemocy są osoby bliskie: mężowie, partnerzy i chłopcy, a ofiary gwałtu nawet nie mają świadomości, że do niego doszło. Wciąż pokutuje wzorzec myślenia: „Miałam mini, całowałam go i dlatego zostałam zgwałcona”, gdzie „zostałam zgwałcona” oznacza „poddałam się gwałtowi”. Ale przecież to ktoś zgwałcił! Niezależnie od tego, jak dziewczyna czy kobieta była ubrana, nie ma w tym jej żadnej winy. A z takich słów i nastawienia rodzi się przyzwolenie na przemoc.

Z praktyki terapeutycznej znam historie dziewczyn, które od miesięcy nie mają ochoty na seks i nie rozumieją tej nagłej oziębłości. W trakcie rozmowy okazuje się, że dziewczyna pamięta jakąś imprezę z alkoholem i trawką, na której była ze swoim chłopakiem. W pewnej chwili chłopak zaczął się do niej „dobierać”, potem zaczął to jeszcze robić ktoś inny i jeszcze ktoś. Same nie myślą o tym jak o gwałcie, lecz ich ciało się broni.

Zdarzają się także odwrotne reakcje na gwałt – zapamiętanie w seksie, któremu towarzyszy przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą. Niezależnie jednak od scenariusza ofierze gwałtu często towarzyszą zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania, może pojawić się depresja, a nawet myśli samobójcze.

Przepracować traumę

W przypadku gwałtu ważna jest szybka obdukcja lekarska i zgłoszenie na policji. Następnie warto zadbać o pomoc emocjonalną – wielu doświadczonych terapeutów przyjmuje w przychodniach, szpitalach i w placówkach prywatnej opieki zdrowotnej w ramach NFZ. Można również zgłosić się do odpowiedniej fundacji, stowarzyszenia czy grupy wsparcia dla ofiar przemocy. Najczęściej ofiara – niesłusznie! – wstydzi się i ukrywa fakty. Dlatego najważniejszą rzeczą jest przyznanie się do bycia ofiarą nadużycia przed samym sobą, a potem opowiedzenie o nim komuś innemu.

Nie wszystkie sprawy nadają się do ścigania przez prokuraturę. Wiele rzeczy – takich jak przewlekła krytyka, szantaże czy wymierzane kary – mogą być przejawem złej woli partnera czy chęci zemsty. Ale trzeba o tym mówić. Najpierw partnerowi – wyrazić swoją niezgodę na takie zachowania, a jeżeli rozmowa nie wystarczy, dobrze pójść po poradę do przyjaciela lub terapeuty. Żeby znaleźć rozwiązanie problemu, wystarczy czasami pojedyncza sesja konsultacyjna, nie musi to być wielomiesięczna terapia. Warto też zadać sobie pytanie, czy podobne doświadczenia zdarzyły mi się już w innych relacjach. Jeżeli faktycznie tak jest, oznacza to, że wiecznie odtwarzamy traumę z przeszłości. Ale ból jest bólem, niezależnie od głęboko ukrytych przyczyn. I trzeba go uleczyć.