fbpx

Symbioza w związku

Symbioza w związku
123rf.com

„Będzie jak w bajce. Dostaniesz ode mnie wszystko, czego potrzebujesz. Pod jednym warunkiem: wyrzekniesz się siebie”. Tak brzmi niepisana umowa symbiotycznych związków.
Maria była przekonana, że nigdy nic lepszego jej nie spotkało. Zakochała się, ale nie w byle kim i nie byle jak. Czuła to, a uczuć przecież nie można oszukać. Myślała, że taka miłość zdarza się tylko w filmach lub romantycznych książkach, dopóki jej nie doświadczyła. Andrzej był jej uzupełnieniem, całym światem, z każdym dniem kochał coraz bardziej. Pisał do niej kilkanaście razy dziennie SMS-y, zabierał na kolacje, do kina, na weekend nad morzem. Budził rano do pracy i utulał do snu. Maria zrezygnowała z długo planowanego wyjazdu ze znajomymi nad morze, bo Andrzej obiecał, że pojadą razem, ale w góry, bo uwielbiał wspinaczkę. Postanowiła spróbować. Okazało się, że pokochała ten sport tak jak Andrzeja.

Zamieszkali razem, Andrzej znalazł dom pod miastem, miał bliżej do pracy, mógł więcej czasu spędzać z ukochaną. Dla Marii przeprowadzka oznaczała wprawdzie dłuższe dojazdy, ale i tak się cieszyła. Wszystkie koleżanki jej zazdrościły, na spotkaniach towarzyskich nie odstępowali siebie na krok… Po pięciu wspólnych latach Maria czuła tylko i wyłącznie wszechogarniającą nienawiść do Andrzeja.

Pojęcie symbiozy, które idealnie oddaje charakter relacji Marii i Andrzeja, psychologia zaczerpnęła z biologii. Krab pustelnik poszukuje pustej muszli ślimaka, do której może schować swój pozbawiony pancerza odwłok. Na takiej muszli osadza się ukwiał, który wędruje wraz z pustelnikiem i jego mieszkaniem, dzięki czemu może zdobywać pokarm, zapewniając przy okazji pustelnikowi ochronę przed drapieżnikami. Układ idealny.

Erich Fromm używał terminu „psychiczna więź symbiotyczna”, opisując relację dwóch dorosłych osób, które żyją kosztem siebie. Mogą to być kochankowie, przyjaciele, partnerzy w interesach. Chociaż są osobnymi organizmami, w sferze psychicznej łącząca ich więź powoduje zjednoczenie, pomieszanie tożsamości, tworząc specyficznego rodzaju klatkę. Więź symbiotyczna istnieje w stanie naturalnym, kiedy dziecko żyje kosztem matki w jej łonie, i później w początkowym okresie rozwojowym. To właśnie zaburzenia dotyczące relacji dziecka z rodzicami w pierwszych miesiącach życia mogą prowadzić do ukształtowania się w dorosłości tendencji do budowania symbiozy w związku.

Dobre początku symbiozy

Miłość symbiotyczna zazwyczaj rozpoczyna się od fajerwerków, wielkiego „bum”. Tylko zakochani nie wiedzą, że „bum” to odgłos zderzenia dwóch patologii. Zazwyczaj jedno z nich, tak jak Maria, pozostaje uległe, bierne, przekonane o tym, że oto właśnie spotkało je niezwykłe szczęście. Druga osoba sprawia wrażenie niezależnej, silnej, sprawczej, ale aby czuć się tak naprawdę, potrzebuje ciągłego potwierdzenia swojej wspaniałości. Obie postawy są biegunami tej samej osobowości, która napędzana jest siłą w kierunku odrębności, a zarazem bycia razem, czyli zlania się, totalnej fuzji. Początki takiej miłości, dokładnie jak u Marii i Andrzeja, wypełnione są euforią, namiętnością, poczuciem niezwykłego połączenia. Pustka odczuwana prawie każdego dnia znika, bo zostaje wypełniona przez ukochanego.

Maria z łatwością zrezygnuje z wyjazdu nad morze i pokocha wspinaczkę, bo kocha Andrzeja, staje się nim, zlewa z jego potrzebami. Ona nie wie, kim naprawdę jest, co lubi. Rzeczy, które sprawiają jej przyjemność, mogą się szybko zmienić pod wpływem tego, co zasugeruje ukochana osoba. Z kolei Andrzej w końcu znalazł kogoś, kto adoruje go, uwielbia, karmi jego ego. W ten sposób on może wciąż pielęgnować przekonania dotyczące siebie. Obydwoje posiadają głębokie przekonanie o byciu niepełnym, nie całkiem wartościowym.

– Na początku takie osoby mają poczucie ogromnej miłości, której nie zaznał nikt, zrastają się ze sobą, to bywa przyjemne – tłumaczy prof. Katarzyna Popiołek, dziekan Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. – Gdy po paru latach pojawia się konflikt pomiędzy lękiem przed samozatraceniem i niemożnością odczepienia się od tej osoby, często rodzi się nienawiść.

Bo to właśnie lęk stoi u podstaw zachowań, emocji i osobowości symbiotycznej. Psychiatra Anthony Storr zdefiniował więź symbiotyczną jako: „wchłonięcie kogoś, połknięcie go, zgniecenie, zniszczenie; w sumie traktowanie osoby, jakby nie była już w pełni sobą. Identyfikowanie się z kimś w takim stopniu, który powoduje zagubienie się, zatopienie własnej tożsamości w tożsamości drugiego człowieka”.

Zdarzeń ciąg dalszy

Partnerów w związku symbiotycznym cechuje stała potrzeba uzależnienia innych od siebie lub bycia uzależnionym. – U jednych wynika ona z przekonania o własnej słabości, u innych – z poczucia wyjątkowości, które będą potwierdzali, wieszając się na ludziach, uzależniając innych od siebie – komentuje prof. Katarzyna Popiołek.

Tacy zakochani nie dokonują racjonalnego wyboru partnera, nie sprawdzają, jaki naprawdę jest ten drugi człowiek. Mogą być ze sobą przez pięć lat i nigdy się nie poznać, ponieważ kreują wyobrażenie człowieka i tego wizerunku się trzymają.

Maria zakochała się w Andrzeju, ponieważ ją od siebie uzależnił: telefonami, rozmowami, wyznaniami. On zaś zakochał się w uległej, adorującej go kobiecie. Zafascynowali się swoimi projekcjami, nie sobą nawzajem. Aby ten układ przetrwał, pielęgnują wizję drugiej osoby, przez to nie mogą jej naprawdę zobaczyć. Przez pewien czas taki układ się sprawdza, ale w pewnym momencie osoba pozostająca w związku symbiotycznym zaczyna się dusić. Wie, że nie poradzi sobie bez drugiej osoby, zarazem czuje, że ta relacja uniemożliwia jej rozwój. Zaczyna przejawiać dwie sprzeczne tendencje: uciec i być bardzo blisko.

Maria, jak większość osób symbiotycznych, nie potrafi zachowywać się asertywnie, nie wyraża złości, gniew kieruje do wewnątrz. Powoli zaczyna pojawiać się u niej tłumiona nienawiść, pretensje do partnera o uzależnienie. Nadal jednak nie posiada własnego zdania, ponieważ przejęła poglądy Andrzeja. Z kolei on żyje w przekonaniu, że jeśli włoży jeszcze trochę wysiłku – to jego partnerka, uległa Maria, będzie doskonała. Ma przy tym tendencję do krytykowania jej, niekiedy poniżania czy wyśmiewania wszelkich jej prób samostanowienia o sobie.

– Prędzej czy później do związków symbiotycznych wkrada się nuda, pojawia się potrzeba poszukiwania przeciwwagi albo nienawiść osiąga siłę wcześniejszej miłości – wyjaśnia dr Aleksandra Sarna, wykładowczyni Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. – Jedno z partnerów może myśleć: „zmieniam tę drugą osobę tak długo, mam takie dobre intencje, a ona wciąż jest niedoskonała”.

W takich właśnie momentach Andrzej zrywa kontakt, oddala się od Marii, pokazując jej, ale przede wszystkim sobie, jaki jest niezależny i silny. Cierpi w tym czasie męki. Tak samo jak pozbawiona sensu życia Maria, dla której w chwili rozstania umiera nie tylko związek, ale ona sama. Jednocześnie Andrzej czeka na najmniejsze westchnienie Marii, po którym ponownie mógłby do niej wrócić, by się scalić, znów być jednym.

Niekiedy obawa przed samozatraceniem powoduje, że jedno z partnerów zaczyna poszukiwać trzeciej osoby. Jeśli trójkąt rozbije obecny układ, nowy związek powtórzy układ symbiotyczny, a osoba porzucona będzie rozglądała się za nowym partnerem. Co ciekawe, jeśli to Maria byłaby porzucona, a jej nowy partner kochałby nurkowanie, to ona nagle zapomni o wspinaczce. – Osoba żyjąca w związku symbiotycznym bez drugiej osoby nie istnieje w pełni – dodaje dr Aleksandra Sarna. – Tak jak z protezą nogi, może nie jest doskonała, nie jest nogą, ale pasuje.

Niepisana umowa w związku symbiotycznym brzmi: „dostaniesz ode mnie wszystko, czego potrzebujesz, pod warunkiem że wyrzekniesz się siebie”. Z tego powodu partnerzy niechętnie patrzą na nowych przyjaciół czy nowe zajęcia ukochanej czy ukochanego, bo zagrażają one symbiozie. Osoba symbiotyczna kurczowo trzyma się partnera, niczym osoba współuzależniona. Na głębokim poziomie czuje, że utrata związku to utrata życia, dokładanie tak jak utrata matki w dzieciństwie. Człowiek taki nie wie, jak dalej żyć, co robić, lubić, nie odnajduje w swoim życiu priorytetów, ponieważ te wyznaczał partner, który nagle odchodzi. Właśnie dlatego podczas rozpadu związku symbiotycznego przynajmniej jedna strona mówi: „nienawidzę cię”. Nie ma możliwości rozejmu, rozstania się z klasą, koniec następuje z hukiem, a partner okazuje nic nie warty.

Symbioza bez happy endu?

Stoi za tym kilka psychologicznych mechanizmów. Rozszczepianie własnego „ja” na część „dobrą” i „złą”, które jest źródłem zmiennych przekonań: „jestem beznadziejny”, „jestem najlepszy”, „mogę wszystko”, „do niczego się nie nadaję”. Inny mechanizm to idealizacja, czyli przypisywanie partnerowi cech, które chcielibyśmy u niego widzieć, i usprawiedliwianie pomyłek. Towarzyszy mu często mechanizm dewaluacji, czyli niedostrzeganie pozytywnych cech u osoby postrzeganej jako „złej”.

Para pozostająca w związku symbiotycznym może iść na terapię. – Jeżeli jednak wyleczymy dwie osoby symbiotyczne, to przestanie istnieć zasada funkcjonowania związku, bo jeśli ten oparty jest o patologię, to gdy ta zniknie, prawdopodobnie rozpadnie się sam związek – dodaje dr Aleksandra Sarna. Osobowość symbiotyczna jest silnie ugruntowana, terapia trwa latami. Ratunkiem jest praca nad sobą, budowanie swojego poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z samego faktu istnienia, a nie bycia z kimś. Pomocne może być danie sobie czasu na sprawdzenie, kogo chcę pokochać, i zadawanie pytań: Jakie cechy ma ta osoba? Co w niej lubię, a czego nie? Czego potrzebuję od tej osoby, a czego na pewno nie chcę? Gdzie znajdują się granice mojej przestrzeni, ciała, pracy, przyjaźni? Szaleństwo i pasja zdarzają się na początku każdej miłości, jednak jeśli ta jest ślepa przez długie miesiące i lata, prawdopodobnie wyprowadzi zakochanych na manowce. Dlatego, że nie spotkały się dwie dorosłe osoby, zainteresowanie poznawaniem siebie i wspieraniem w rozwoju, ale dwójka małych dzieci, przepełnionych lękiem przed zniknięciem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze