1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Trądzik różowaty zaczyna się niewinnie”. Dr Michał Rachalewski o czterech rodzajach tej choroby, która wcale nie dotyczy tylko skóry | „Ukryte piękno”, odc. 24

„Trądzik różowaty zaczyna się niewinnie”. Dr Michał Rachalewski o czterech rodzajach tej choroby, która wcale nie dotyczy tylko skóry | „Ukryte piękno”, odc. 24

Trądzik różowaty to choroba mocno niedoszacowana w społeczeństwie, a w równym stopniu dotyczy kobiet i mężczyzn - mówi dr n. biol. Michał Rachalewski w podcaście „Jak zdrowie”. Zaczyna się niewinnie – lekkie pieczenie po kawie, zaczerwienienie, które „zaraz zejdzie”, uczucie suchości mimo dobrej pielęgnacji. Dlaczego trądzik różowaty to coś więcej niż problem estetyczny – i jak przestać go ignorować? Sponsorem odcinka jest Pharmaceris.

Skóra wie pierwsza

Trądzik różowaty nie zaczyna się spektakularnie. To raczej seria drobnych, niepokojących zmian: pieczenie, tkliwość, nadreaktywność na bodźce, które wcześniej nie robiły na nas wrażenia. „Pierwsze objawy to uczucie pieczenia, suchości. Skóra zaczyna być tkliwa na bodźce, na które do tej pory tak nie reagowała – jak kawa” – wyjaśnia dr n. biol. Michał Rachalewski. „Nasza skóra chce nam coś powiedzieć, a słuchanie jej polega na obserwacji” – dodaje. Szczególnie znacząco brzmi to w czasach, gdy pielęgnację traktujemy często jak szybki rytuał do odhaczenia, a nie dialog z własnym ciałem.

Anna Augustyn-Protas trafnie pointuje: „to jest bardzo mądry narząd”. I rzeczywiście – skóra nie tylko chroni, ale też sygnalizuje. Problem w tym, że jej sygnały bywają subtelne. Łatwo je przeoczyć albo zbagatelizować.

Choroba, której nie widać (na początku)

Największym problemem trądziku różowatego jest to, że łatwo go nie rozpoznać. Albo – co gorsza – pomylić z „wrażliwą cerą”.

Tymczasem skala zjawiska jest duża. „Po 30. roku życia co dziesiąta Polka ma trądzik różowaty” – podaje ekspert. I choć stereotypowo kojarzy się on głównie z kobietami, „w równym stopniu dotyczy kobiet i mężczyzn” – podkreśla dr Rachalewski.

Dlaczego tak często pozostaje niezdiagnozowany? Bo nie boli w klasycznym sensie, nie wyklucza z codziennego funkcjonowania i przez długi czas można go „przykrywać” kosmetykami. A jednak – to choroba przewlekła, która wymaga uwagi.

Co więcej, jak zaznacza ekspert: „to nie jest choroba stricte skórna, jest tu zaangażowany układ nerwowy”. To oznacza, że reaguje na stres, emocje, styl życia. Skóra staje się ekranem, na którym wyświetla się to, co dzieje się głębiej.

Cztery twarze jednego problemu

Trądzik różowaty nie jest jednorodny. Istnieją cztery jego główne postaci – od rumieniowej, przez grudkowo-krostkową, aż po bardziej zaawansowane formy związane z przerostem tkanek czy zmianami ocznymi.

Ta różnorodność sprawia, że jeszcze trudniej go jednoznacznie rozpoznać. Dlatego dermatolodzy coraz częściej zalecają proste, ale skuteczne narzędzie: obserwację. „Dermatolodzy zalecają prowadzenie dzienniczka” – mówi dr Rachalewski. To właśnie w nim można wychwycić zależności między objawami a codziennymi nawykami.

Codzienność, która szkodzi

Bo trądzik różowaty lubi rutynę – szczególnie tę nieświadomą. Lista czynników nasilających objawy jest zaskakująco długa.

Na pierwszym miejscu: słońce. „Promienie UV są jednym z głównych czynników” – podkreśla ekspert. Dalej: stres, alkohol, ostre potrawy, gwałtowne zmiany temperatury, a nawet… ulubiona kawa. Dlatego tak ważna jest nie tylko pielęgnacja, ale cały styl życia. Skóra reaguje na to, co jemy, jak śpimy i jak radzimy sobie z napięciem.

Pielęgnacja zaczyna się od podstaw

W świecie beauty łatwo ulec złudzeniu, że rozwiązaniem jest kolejny „cudowny” krem. Tymczasem – jak zauważa Anna Augustyn-Protas – „nawet najlepszy krem nie zadziała”, jeśli podstawy są zaniedbane. A podstawą jest oczyszczanie. To właśnie na etapie mycia twarzy możemy albo wesprzeć barierę hydrolipidową, albo ją naruszyć. „Zaburzenie integralności naskórka to otwieranie wrót dla patogenów i zewnątrzpochodnych czynników drażniących” – ostrzega ekspert.

Delikatne, dobrze dobrane dermokosmetyki – takie jak rozwiązania oferowane przez markę Pharmaceris – mogą tu odegrać kluczową rolę. Nie chodzi o ilość produktów, ale o ich jakość i dopasowanie do potrzeb skóry reaktywnej.

Zresztą przypadku trądziku różowatego dermokosmetyki nie są dodatkiem – są częścią terapii. I choć na półce widzimy gotowy produkt, jego skuteczność rozgrywa się na poziomie konkretnych substancji aktywnych.

W formułach przeznaczonych do skóry z rumieniem kluczową rolę odgrywa azeloglicyna – połączenie kwasu azelainowego i glicyny. Działa jednocześnie przeciwzapalnie, reguluje wydzielanie sebum i łagodzi zmiany grudkowo-krostkowe, bez ryzyka podrażnienia skóry wrażliwej . To jeden z tych składników, które „uspokajają” skórę, zamiast ją dyscyplinować.

Drugą ważną grupą są substancje wpływające na reaktywność naczyń i stres skóry. Tu pojawia się Agascalm™ – kompleks roślinny, który zmniejsza rozszerzenie naczyń krwionośnych i neutralizuje wpływ stresu na skórę, ograniczając zaczerwienienia i stan zapalny. To ciekawy punkt styku pielęgnacji i neurobiologii, o którym mówił dr Rachalewski – bo skóra reaguje nie tylko na kosmetyk, ale i na napięcie.

Kolejna warstwa to składniki wzmacniające i regenerujące. Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (Centella asiatica) wspiera mikrokrążenie i regenerację, zmniejszając widoczność naczynek i przyspieszając gojenie . Z kolei woda oczarowa działa ściągająco i poprawia kondycję skóry, delikatnie wyrównując jej koloryt .

Nie można też pominąć składników „cichych bohaterów”: pantenolu, alantoiny czy lipidów roślinnych – które odbudowują barierę naskórkową i zmniejszają uczucie pieczenia. To szczególnie ważne w kontekście zdania, które padło w podcaście: zaburzenie integralności naskórka to „otwieranie wrót dla patogenów i czynników drażniących”.

W bardziej zaawansowanych formułach pojawiają się także peptydy (np. tetrapeptydy), antyoksydanty (jak witamina C czy E) oraz ekstrakty roślinne o działaniu detoksykującym i wzmacniającym odporność skóry na stres . Ich zadaniem nie jest szybki efekt „wow”, ale długofalowe wyciszenie reaktywności.

Całość układa się w spójną strategię: nie walczyć ze skórą, tylko przywracać jej równowagę. Bo – jak wybrzmiało w rozmowie – nawet najlepszy krem nie zadziała, jeśli nie odpowiada na realne potrzeby skóry. A te, w przypadku trądziku różowatego, zaczynają się głębiej niż tylko na powierzchni.

Uważność zamiast perfekcji

Trądzik różowaty wymaga czegoś, co w dzisiejszym świecie jest szczególnie trudne: uważności. Nie perfekcyjnej rutyny, nie idealnej cery, ale codziennego wsłuchiwania się w sygnały ciała.

Bo – jak wynika z rozmowy w podcaście „Jak zdrowie” – skóra nie jest naszym wrogiem. Jest komunikatem.

I jeśli zaczniemy ją traktować poważnie, może się okazać, że mówi nam znacznie więcej, niż chcieliśmy usłyszeć.

Sponsorem odcinka jest Pharmaceris.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email