1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Sposób na zespół suchego oka

Sposób na zespół suchego oka

123RF.com
123RF.com
Rano trudno otworzyć oczy, podpuchnięte, obolałe, czerwone.

Uczucie suchości nasila się po kolejnej godzinie spędzonej przed komputerem. Zaczerwienie i poczucie piasku pod powiekami znika w gorące i wilgotne, letnie dni, a w zimie objawy zaostrzają się. Przy wietrznej pogodzie najlepiej byłoby iść ulicą z zamkniętymi oczami i okularami na nosie, które chociaż trochę izolują od drażniących podmuchów wiatru. Nawiew wentylacji w samochodzie także dokucza, godzina spędzona w zadymionym pokoju i pod powiekami „gromadzi się” jeszcze więcej piasku.

Zespół suchego oka do 2007 roku nie był uznawany za chorobę, a jedynie za dyskomfort, rodzaj lekkiej dolegliwości. Teraz lekarze uznali, że zespół suchego oka to choroba, co więcej choroba przewlekła, czyli nieuleczalna. To fizjologiczny niedostatek łez. Stąd poczucie suchości. Wszyscy, którzy mają zespół suchego oka, by dobrze funkcjonować nie rozstają się z nawilżającymi kroplami, żelami do oczu, które na pewien czas usuwają dolegliwości. To choroba, która w najcięższym stadium może wymagać przeszczepu rogówki! – Jest bardzo powszechna,  częściej dotyka kobiet niż mężczyzn, ale być może to, że kobiety częściej szukają porady lekarza wynika z faktu, że bardziej zwracają na siebie uwagę – mówi dr Marta Kowalska, okulista z Katedry i Kliniki Okulistyki i Wydziału Lekarskiego WUM.

Co powoduje zespół suchego oka? Życie codzienne. Praca z komputerem, klimatyzacja obecna już w większości pomieszczeń, słońce, a ściślej promieniowanie UV, w późniejszym wieku zmiany hormonalne podczas menopauzy. Przyczyną mogą być zażywane leki – usuwające nadciśnienie, antydepresyjne i hormonalne środki antykoncepcyjne, czy noszenie soczewek kontaktowych. Te wszystkie czynniki sprawiają, że mamy coraz mniej łez. Zmienia się także skład płynu łzowego, staje się on uboższy w kwas hialuronowy.

Naturalne procesy starzenia powodują, że produkcja nawilżającego oko płynu zmniejsza się stopniowo od ukończenia 30 roku życia. Na dodatek praca wymagająca skupienia spojrzenia w jednym miejscu, tak jak przed komputerem powoduje, że mrugamy cztery do sześciu razy rzadziej niż gdy patrzymy w dal (zdrowa średnia to 12-16 razy na minutę). Okulista operujący oko pod mikroskopem mruga zaledwie raz na minutę. Każdy, u kogo zostanie zdiagnozowany zespół suchego oka powinien pamiętać o mruganiu. Dzięki ruchom powiek rozprowadzane są łzy, których przy tej chorobie tak brakuje. Już samo naklejenie kartki – przypominajki – na monitor komputera bardzo pomaga. Oczywiście, samo częste mruganie nie wystarcza. Producenci „suchych łez” doskonalą coraz bardziej produkty mające przynieść ulgę. Te najlepsze zawierają kwas hialuronowy – naturalny opatrunek na podrażnione oczy. Wydłuża kojące działanie środka i dzięki temu można stosować krople tylko 2-3 razy na dobę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Zapalenie spojówek - objawy, leczenie. Czy zapalenie spojówek jest zaraźliwe?

Na zapalenie spojówek wiele osób stosuje domowe sposoby. Jednak w większości przypadków wskazana jest wizyta u okulisty. (fot. iStock)
Na zapalenie spojówek wiele osób stosuje domowe sposoby. Jednak w większości przypadków wskazana jest wizyta u okulisty. (fot. iStock)
Niezależnie, czy mamy do czynienia z wirusowym zapaleniem spojówek, czy dopada nas bakteryjne zapalenie spojówek – w każdym wypadku infekcja utrudnia nam codzienne funkcjonowanie i powoduje spory dyskomfort. To, ile trwa zapalenie spojówek, i czy jest zakaźne, zależy przede wszystkim od rodzaju patogenów.

Spojówka to błona śluzowa, która ochrania oko i odpowiada za odżywianie rogówki. Pokrywa ona wewnętrzną część powiek, a także przednią, znajdującą się na zewnątrz (białą) część gałki ocznej - twardówkę. Całość tworzy tak zwany worek spojówkowy.

Większość wirusów, bakterii, czy alergenów, infekuje przede wszystkim tę ochraniającą oko błonę. Dlatego ważne jest, aby dbać o nią jak najlepiej: nawilżać, unikać podrażnień, a przede wszystkim nie dotykać oka brudnymi rękami.

Zapalenie spojówek – objawy

Kiedy nasze spojówki zachorują, zwykle odczuwamy duży dyskomfort związany z pieczeniem, swędzeniem, kłuciem czy łzawieniem oka. Objawy mogą utrzymywać się od 1 do 3 tygodni – w zależności od rodzaju zapalenia. Charakterystycznym symptomem jest zaczerwienienie, a także nadmierna wydzielina. Zapalenie spojówek daje też inne objawy, takie jak grudki lub obrzęk. Przy alergicznym zapaleniu spojówek u pacjenta pojawia się też katar oraz inne objawy związane z uczuleniem.

Bakteryjne zapalenie spojówek

Ropna wydzielina to typowy objaw bakteryjnego zapalenia spojówek. U chorego może też wystąpić zaczerwienienie i obrzęk - wszystko zależy jednak od rodzaju bakterii. Zwykle przebieg infekcji jest dość łagodny i nie powoduje większych powikłań. Co ciekawe, wiele infekcji bakteryjnych w oku to tzw. choroby samoograniczające się, dlatego bakteryjne zapalenie spojówek potrafi samo ustąpić. Zapalenie trwa około tygodnia. W części przypadków, gdy dochodzi jednak do silnego zaczerwienienia oraz znacznej ilości ropnej wydzieliny, konieczna jest antybiotykoterapia.

Wirusowe zapalenie spojówek

Wirusowe zapalenie spojówek wywołują najczęściej adenowirusy. Dlatego bywa tak, że infekcje oczu towarzyszą ogólnemu przeziębieniu, chorobom górnych dróg oddechowych lub grypie. Do najczęstszych objawów wirusowego zapalenia spojówek należą widoczne przekrwienie, obrzęk i łzawienie. Pacjent może mieć też uczucie ciała obcego w oku. Przy tym rodzaju zapalenia lekarze okuliści zalecają jednak ostrożność. – Wirusowe zapalenie spojówek może być niebezpieczne dla widzenia, jeśli przeniesie się na rogówkę. Po pięciu -siedmiu dniach mogą pojawić się zmiany w rogówce. – tłumaczy lek. okulista Joanna Jędrzejczak-Młodziejewska. Dlatego przy wirusowym zapaleniu spojówek często nieodzowna jest konsultacja okulistyczna, tym bardziej, że objawy mogą utrzymywać się do trzech tygodni.

Wirusowe zapalenie spojówek, a Covid-19

Ostatnio coraz częściej mówi się o powiązaniach pomiędzy zapaleniem spojówek a Covid-19. Zapalenie spojówek wymienia się nawet jako jeden z objawów Covid-19. Wiadomo, że u osoby chorej na Covid-19 wirus może być  obecny we wszystkich wydzielinach organizmu, także w filmie łzowym oraz wydzielinie spojówkowej. Nie musi on jednak powodować zapalenia spojówek, chociaż może ono wystąpić jako jeden z objawów. W tych przypadkach nie zaleca się specjalnego leczenia. Niezwykle ważna jest jednak higiena rąk i powstrzymywanie się przed dotykaniem twarzy i okolicy oczu.

Czy zapalenie spojówek jest zaraźliwe?

Zapaleniem spojówek zarażamy się kontaktowo. Wirus lub bakteria muszą więc, w jakiś sposób, zostać do oka przeniesione (najczęściej przez dotyk). O ile w przypadku bakterii ta zaraźliwość jest dość niewielka (infekcje bakteryjne oka nie są aż tak bardzo zakaźne), o tyle sprawa z wirusem wygląda już zupełnie inaczej. Epidemiczne zapalenie spojówek, wywołane przez adenowirusy, zalicza się do chorób wysoce zakaźnych. Może ono skutkować wieloma zakażeniami w miejscu pracy, tym bardziej, że adenowirusy są bardzo odporne na warunki środowiskowe i łatwo przenoszą się poprzez przedmioty. – Pacjent może zakażać nawet przez dwa tygodnie – podkreśla dr Jędrzejczak-Młodziejewska.

To, o czym powinniśmy pamiętać, to nieużywanie kosmetyków (tuszy do rzęs, cieni do powiek, kredek), które były stosowane podczas inkubowania się wirusa. Niestety, trzeba je wyrzucić. Osoby, które często zapadają na zapalenia spojówek, w ogóle nie powinny takich kosmetyków pożyczać.

Zapalenie spojówek – leczenie

Leczenie zapalenia spojówek polega przede wszystkim na odpowiednio dobranej farmakoterapii. Utrzymujące się dłużej niż kilka dni bakteryjne zapalenie spojówek leczy się kroplami lub maścią z antybiotykiem. Czasem, przy małej infekcji, wystarczy regularne przemywanie oka. Poza tym, żeby leczyć bakteryjne zapalenie spojówek nie musimy iść koniecznie do okulisty. Możemy je leczyć u każdego lekarza ogólnego. W wielu przypadkach wystarczy teleporada.

- W przypadku  gdy zaczerwienieniu oka towarzyszy ból lub  pogorszenie ostrości wzroku  - zaleca się konsultację u okulisty. Szczególnie, gdy dotyczy to osoby noszącej soczewki kontaktowe - musi iść od razu. U pacjentów noszących soczewki częściej pojawiają się problemy z rogówką. – wyjaśnia lek. okulista Joanna Jędrzejczak-Młodziejewska – Pacjenci z zaczerwienionymi oczami, którzy nie mają objawów alergicznych typu łzawienie, swędzenie lub towarzyszący alergiom katar, ani ropnej wydzieliny - też wymagają konsultacji okulistycznej.

Wirusowe zapalenie spojówek również leczy się farmakologicznie, podając leki przeciwwirusowe (np. Gancyklowir), a także środki nawilżające oko i w niektórych wypadkach leki przeciwbólowe (szczególnie, gdy infekcja atakuje rogówkę).

Zapalenie spojówek – domowe sposoby

Na zapalenie spojówek czasem działają domowe sposoby. Mogą one sprawdzić się przy lekkich infekcjach bakteryjnych. Wówczas wystarczy płukanie oczu solą fizjologiczną w celu usunięcia wydzieliny. To, o czym powinniśmy pamiętać to odpowiednie nawilżenie powierzchni oka (szczególnie gdy cierpimy na zespół suchego oka i mamy skłonność do częstych infekcji). W celu nawilżenia najlepiej stosować odpowiednie krople bez dodatku konserwantów. Warto też zrezygnować z makijażu do czasu ustąpienia objawów.

U niektórych osób, ceniących domowe sposoby, dobre efekty przy zapaleniu spojówek przynoszą okłady ziołowe. Jednak nie sprawdzą się one u każdego. – Świetlik, rumianek, czy herbata działają ściągająco, czasem też  potrafią silnie uczulać – podkreśla dr Jędrzejczak-Młodziejewska – Zdarza się oczywiście, że niektórym pomagają. Jednak obecnie większość okulistów ich nie zaleca.

Zapalenie spojówek – ile trwa?

Czas dolegliwości jest bardzo różny. Mogą to być 1-2 dni przy infekcjach alergicznych czy lekkich bakteryjnych, ale niektórzy cierpią miesiącami – szczególnie gdy zapalenie spojówek przechodzi w formę przewlekłą. Infekcja może się ciągnąć nawet przez lata, z różnym natężeniem – są to oczywiście rzadkie przypadki i najczęściej powiązane z predyspozycjami genetycznymi (np. przy atopowym zapaleniu spojówek). Zwykle jednak, u większości ludzi, objawy ustępują po 2 – 3 tygodniach.

  1. Psychologia

Oczy mówią o nas najwięcej, niczego nie ukryją – przekonuje Wojciech Eichelberger

Każdy zna powiedzenie, że oczy są zwierciadłem duszy. Dlatego warto nauczyć się jak w nie patrzeć. (fot. iStock)
Każdy zna powiedzenie, że oczy są zwierciadłem duszy. Dlatego warto nauczyć się jak w nie patrzeć. (fot. iStock)
Ze spojrzenia można wyczytać naszą przeszłość i przepowiedzieć przyszłość. A to dlatego, że to, co przeżyliśmy, ukształtowało wyraz naszych oczu, ale też wpływa na to, co nas spotka w przyszłości. Z tego determinizmu możemy się wydostać, pod warunkiem jednak, że spojrzymy prawdzie o sobie prosto w oczy. Jeśli chcemy być szczęśliwi, warto też, byśmy wiedzieli, dlaczego nikt nie jest tak samotny jak Narcyz i dlaczego nie warto się wstydzić – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Można czytać z naszych oczu jak z otwartej książki czy to tylko poetycka metafora?
Tak, można, bo trudno oczy zmusić do udawania. Choć gdy w dzieciństwie jesteśmy nadmiernie kontrolowani i zmuszani do konspiracji, ukrywania prawdy, to jako dorośli potrafimy kłamać w żywe oczy. Jeśli najbliżsi nas zawiedli i sprawili masę bólu, nasze oczy stają się puste i milczące. Jeśli nas zawstydzano i upokarzano, oczy stają się ciężkie jak kule bilardowe, wiecznie spadają w dół, nie sposób ich podnieść. Uciekają przed wejrzeniem innych oczu, by skryć wmówioną nam winę czy hańbę. Gdy w dzieciństwie nie dostaliśmy miłości, która nam się z urodzenia należy, to oczy wyrażają głód i bolesne oczekiwanie. Jeśli doznaliśmy wiele przemocy, oczy staną się twarde i nieobecne, znieruchomieją w wyrazie gniewu i pogardy – i już nigdy nie zapłaczą. Jeśli dojrzewaliśmy pod nadopiekuńczym kloszem, doświadczając jedynie jasnej, różowej i łagodnej warstwy życia, to nasze oczy nabiorą wyrazu zdezorientowanego dziecka. Jeśli mamy powody, by wycofać się z tego świata do bezpiecznej przestrzeni myśli i marzeń – oczy staną się mętne i nieobecne, jakby zwrócone do wewnątrz. Oczy wyrażają najmocniej emocjonalnie przeżyte, formatywne wątki i epizody naszej biografii. Dlatego nazywamy je zwierciadłem duszy.

Jest w nich coś więcej. Zakochałam się w moim przyszłym mężu, kiedy tylko zobaczyłam jego zielone oczy.
Zakochałaś się więc od pierwszego wejrzenia. Zapewne wejrzałaś, czyli głęboko zajrzałaś w głąb jego duszy przez te zielone oczy. Najwidoczniej wejrzenie to obiecywało coś, czego, nie wiedząc o tym, długo szukałaś. Czy kolor oczu odegrał w tym jakąś rolę – trudno powiedzieć. Wyraz oczu wydaje się w tych sprawach ważniejszy. Barwa tęczówki to tylko kolor drzwi wejściowych. On może nam, oczywiście, coś mówić o mieszkańcu domu – ale może też zmylić. Najprawdopodobniej jednak zdecydowała jakaś twoja nieświadoma asocjacja związana z tym kolorem. Pewnie kiedyś, dawno, jeszcze w kołysce albo w poprzednim życiu, zobaczyłaś takie oczy patrzące na ciebie z radością, miłością i zachwytem. Lub też zobaczyłaś w jakichś ważnych dla ciebie zielonych oczach rezerwę, dystans i chłód. Może podjęłaś wtedy decyzję – o której później całkowicie zapomniałaś – że kiedyś jeszcze rozkochasz w sobie takie zielone oczy.

A może właśnie zielony kolor kojarzy się nam z miłością?
Na pewno z rodzącym się życiem, a życie rodzi się przecież z miłości. Jak już powiedziałem, najistotniejszy jest wyraz oczu i coś, co odbieramy w kategoriach jasne – ciemne. Dla większości ludzi to, co niezależnie od koloru oczu nazywamy jasnym spojrzeniem, jest pociągające, bo pozwala przeczuwać, że ta osoba ma jasno w duszy, że jest wewnętrznie rozświetloną istotą, która z zachwytem patrzy na świat. Jasne, szeroko otwarte, zachwycone i zadziwione światem, nieznające krzywdy ani straty to wzruszające nas oczy niemowlęcia. Żeby dorosły człowiek mógł tak patrzeć na świat, musi uwolnić serce i umysł od gniewu, chciwości, lęku i wstydu, od fałszywych przekonań na temat świata i siebie. Bo jasne oczy ma ten, kto ma otwarty, niedogmatyczny, czysty umysł – w żaden sposób do świata nienastawiony, który każdą chwilę odbiera jako nową i jedyną w swoim rodzaju, cudowną. No ale takich ludzi jest na świecie niewielu. Więc jeśli ktoś nie jest w takim stanie umysłu, ale ma jasny kolor oczu, to nas może nieźle...

...nabrać!
Całkiem niechcący. Analogicznie i stereotypowo uważa się, że ciemny kolor oczu wiąże się z depresyjną, czarną wizją świata. Ale tu znowu nie chodzi o kolor, lecz o trudno uchwytną jakość spojrzenia: jasność versus ciemność. Gdyby kolor miał świadczyć o depresji, to ciemnookie, ale przecież jakże radosne, ludy południowej półkuli gremialnie cierpiałyby na depresję. Chyba większość Polaków też ma ciemne oczy, lecz raczej nie ma ciemnego spojrzenia. Przecież większe kłopoty z depresją mają jasnoocy nordycy. Ale poza – a raczej ponad – różnicami w kolorze oczu oraz w ich kształcie mamy coś wspólnego wszystkim, coś łączącego nas ze wszystkimi ludźmi i innymi istotami posiadającymi oczy. Chodzi o źrenicę – czarną, intrygującą, nieodgadnioną. To przez nią tak naprawdę zaglądamy do wnętrz naszych dusz, a być może do przeczuwanej wspólnej duszy.

Jak się ten wgląd w duszę poprzez oczy odbywa?
W większości wypadków zupełnie podświadomie. Każdy z nas ma doświadczenie z tysiącem oczu. Bo wszędzie tam, gdzie są ludzie – kiedy wsiadamy do autobusu, wchodzimy do biura, do sklepu, na imprezę – pierwszą rzeczą, jaką odruchowo potrzebujemy zrobić, jest spenetrowanie stanu oczu obecnych tam ludzi. To superważna informacja o intencjach i emocjach grupy, do której wchodzimy: czy są spokojni, czy są agresywni, czy są zdystansowani, czy są otwarci. Ponieważ w naszych mózgach mamy fantastyczną bazę danych na temat wszystkich napotkanych w życiu oczu, więc wynik wyświetla się w ułamku sekundy. Często nie rejestrujemy go świadomie. Mamy tylko niejasne wrażenie lub przeczucie.

Psychoterapeutów uczy się czytania z oczu?
Nie trzeba się tego uczyć. To nasze dziedziczone od milionów lat wyposażenie. Praca terapeuty tylko wyostrza i usprawnia to szczególne narzędzie. Po wielu latach takiej pracy, polegającej w dużej mierze na byciu w dobrym kontakcie z ludźmi, na pewno uważniej obserwuję ludzkie oczy i więcej informacji z tego czerpię.

Podobno reakcja źrenic jest nie do zakłamania. Z wielu badań wynika, że źrenice zwężają się, kiedy nie lubimy tego, na co patrzymy, albo kiedy weźmiemy narkotyki itp. środki. Rozszerzają się, kiedy widzimy to, co nam się podoba, jesteśmy szczęśliwi albo podnieceni. I dlatego kobiety kiedyś zakrapiały oczy belladonną, by mieć „sympatyczniejsze” źrenice.
„Sympatyczniejsze”, czyli nadające komunikat: otwieram się na ciebie, fascynujesz mnie, zachwycasz, proszę, jeszcze, jeszcze więcej ciebie! Jedna para takich oczu w audytorium pełnym słuchaczy może dodać wykładowcy skrzydeł. W innych sytuacjach patrzenie drugiej osobie uważnie i głęboko w oczy może się okazać spotkaniem bardziej intymnym i pochłaniającym niż seks. Tylko trzeba wytrzymać, przekroczyć granicę układności i zdecydować się na jazdę bez trzymanki. Polecam. Bo ani słowa, ani gesty nie wyrażą złożoności i intensywności naszych uczuć i pragnień lepiej niż oczy. Nawet najlepsi poeci nie są w stanie znaleźć odpowiednich wyrazów.

Zostać zobaczonym to w dzisiejszych czasach pragnienie coraz większej liczby ludzi.
Niestety, rzadko dane jest nam spotkać ludzi, którzy, gdy patrzą, to widzą. Spotkanie z kimś takim jest poruszające. Zostać zobaczonym i usłyszanym to w dzisiejszych czasach pragnienie coraz większej liczby ludzi. Nazbyt często dorastamy w klimacie chaotycznych, pospiesznych, powierzchownych kontaktów z ważnymi dla nas osobami. Zabiegani, przepracowani i zestresowani bliscy nie są w stanie dać nam wystarczająco dużo czasu i uwagi. Więc gdy w gabinecie psychoterapeuty siadamy naprzeciwko kogoś, kto się nie spieszy, widzi nas i słyszy, to czasami niewiele więcej trzeba, byśmy odzyskali poczucie wartości i spokoju. Przecież: „Mamo! Tato! Popatrz! Popatrz!” – to chyba najczęściej wypowiadana przez dzieci prośba. Warto pamiętać, że tam, gdzie spoczną choćby na parę chwil nasze jasno patrzące, rozszerzone, zachwycone źrenice, tam rodzi się miłość i spokój.

Czyli kiedy nie jesteśmy widziani, czujemy się tak, jakby nas nie było?
Gdy dorastamy, potrzebujemy dobrych oczu innych ludzi, by odbijać się w nich jak w lustrze. By dowiadywać się, że jesteśmy i że jesteśmy na tyle ważni, aby inni chcieli kierować na nas od czasu do czasu uważne spojrzenie. Bo tylko oczyma możemy coś/kogoś zauważyć, czyli uznać za ważnego i zarazem uczynić ważnym.

Dlaczego to takie trudne i takie rzadkie patrzeć na kogoś tak, żeby go widzieć? Przecież wszyscy na siebie wciąż patrzymy.
Patrzymy, ale byle jak. A najbardziej byle jak patrzymy na ludzi, których znamy. By naprawdę widzieć innych, niezbędna jest postawa otwartej życzliwości i uważności, świadomość, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Więc także osoba, którą znamy i spotykamy codziennie, każdego dnia jest inną rzeką, inną osobą. Wszystko się nieustannie zmienia: nasze twarze, nasze ciała, nasze umysły, nasze uczucia i pragnienia. Najmniej zmieniają się oczy. Ale nigdy dość uwagi, by na zawsze nie zamrozić bliskiego człowieka w postaci sprzed lat.

„Patrzycie, a nie widzicie” – te słowa Jezusa dotyczą więc także naszych relacji z drugim człowiekiem. A oczy służą do tego, by widzieć.
Ale też do tego, aby nie widzieć, by widzieć tylko to, co chcemy lub spodziewamy się zobaczyć. Jezus zwraca uwagę na to, że nie wystarczy patrzeć, aby widzieć, że aby zobaczyć świat, tak jak On go widział, trzeba spojrzeć oczyma niewinnego, czyli niezaprogramowanego, zachwyconego dziecka. A to znaczy wywalić z umysłu stare, dziedziczone od niezliczonych pokoleń emocjonalne klisze, racjonalne filtry i przyjęte na wiarę przekonania, które interpretują nam wszystko, na co patrzymy, jeszcze zanim skierujemy tam oczy. Oczy widzą to, co jest, ale nasze zaprogramowane mózgi selekcjonują i zniekształcają te dane. Trzeba dużo odwagi i determinacji, aby się przez to przebić, a potem utrzymać mózg na wodzy. Budzimy się wtedy w raju, odkrywając z ulgą i wzruszeniem, że nikt nas z niego nigdy nie wypędził, lecz to my tylko zapadliśmy w długi koszmarny sen.

Przekonuje się nas dzisiaj, że mamy być ważni i uważni tylko sami dla siebie. Że nie liczy się to, czy inni nas widzą i jak nas widzą. Ale z tego, co mówisz, wynika, że bycie zauważonym przez ważnego innego to podstawa naszego poczucia istnienia i poczucia bycia kimś ważnym.
Tak. To bardzo istotny wymiar naszego dorastania i dojrzewania. Ale gdy jesteśmy już dorośli i jakoś ukształtowani, to warto się zmierzyć z tym, że nikt nas nie będzie zauważał. Dzięki temu uzyskamy wiarygodne świadectwo autonomii, niezależności i dojrzałości, odkryjemy bowiem, że nasza wartość jest niezależna od tego, jak odbijamy się w umysłach innych ludzi, a także we własnym – że jest immanentna, nierozłączna z naszym istnieniem. Jeśli jednak w dzieciństwie potrzeba bycia zauważonym została kompletnie stłumiona, to będziemy starać się ją zaspokoić w naszym dorosłym życiu – co stanie się powodem wielu rozczarowań, konfliktów z otoczeniem i cierpień. Bo nieustannie będziemy domagać się uwagi innych dorosłych. A dorośli innym dorosłym nie mogą i nie chcą dostarczać tego, czego nie byli skłonni ofiarować nawet własnym dzieciom, tym bardziej że w świecie dorosłych obowiązuje zasada partnerstwa i symetrii.

Kim tak naprawdę są zapatrzeni w siebie ludzie? Kim jest narcyz?
Narcyz tylko śni sen narcyza. W istocie niczego mu nie brakuje. Zapatrzył się na siebie, ponieważ nie patrzono na niego wtedy, gdy było to dla niego bardzo ważne. Albo patrzono w sposób, który dawał mu fałszywe odbicie – zbyt dobre albo zbyt złe. Więc nie miał wyjścia – aby zdobyć pozycję w ludzkim stadzie, musiał wynieść siebie najwyżej, jak się dało. Z braku innych, którzy winni mu byli pełne niekłamanego zachwytu zauważenie, zakochuje się sam w sobie, w stworzonym przez siebie wizerunku, i rozpaczliwie usiłuje przekonać do niego innych, a nawet wzbudzić ich zachwyt. W głębi serca boleśnie tęskni za spotkaniem z pozbawionym założeń, nastawień, oczekiwań oraz przeniesionych skądinąd emocji, rzetelnym lustrem, czyli za spokojnymi, uważnymi, cierpliwymi, kochającymi oczami o lekko poszerzonych źrenicach. Nie znajdzie ich już w świecie dorosłych. Zaś wypracowanym w pocie czoła zachwytem i poklaskiem dla swojej autokreacji nie może się nasycić, bo nie potrafi zapomnieć, że jest ona wielką ściemą. Jeśli jednak kiedyś bardzo zechce odnaleźć zapomnianego siebie, to z radością ujrzy, że jego prawdziwa twarz istniała także wtedy, gdy jego rodziców jeszcze nie było na świecie.

Wojciech Eichelberger psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii.

  1. Zdrowie

Sposoby na zmęczone oczy

Wzrok pogarszają m.in.: praca przed komputerem, niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. (Fot. Getty Images)
Wzrok pogarszają m.in.: praca przed komputerem, niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. (Fot. Getty Images)
Spójrzmy sobie w oczy. Są osłabione i podrażnione? Każdego dnia zmuszamy je do ciężkiej pracy. Nawet gdy oglądamy telewizję lub czytamy, odpoczywamy tylko my, nie one. Czas zmienić nawyki.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Chroniczne zmęczenie oczu z czasem osłabia wzrok, a niekiedy prowadzi do jaskry, zaćmy, zwyrodnień siatkówki. Wzrok pogarszają też niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. Nie jesteśmy w stanie unikać wszelkich zagrożeń, ale stawiając na profilaktykę, dłużej będziemy cieszyć się dobrym wzrokiem.

Najprostszym sposobem na poprawienie kondycji oczu są 10−15-min kompresy z ziela świetlika, rumianku lub herbaty − szybko przynoszą ulgę. Jeśli jednak eksploatujemy wzrok ponad miarę, trwałe efekty pojawią się przy regularnym ich nakładaniu. Nawracające napady drżenia dolnej powieki złagodzimy, lekko uciskając i masując punkt w połowie jej długości, zaś drżenie powieki górnej – punkt w połowie długości górnej krawędzi oczodołu.

Toast za zdrowie oczu... ...wypijmy codziennie. Miksujemy 200 ml jogurtu albo mleka krowiego (2 proc.)/sojowego, 100 g czarnych jagód lub borówek amerykańskich, suszoną morelę, łyżeczkę miodu oraz po 5 g ziaren sezamu i orzechów włoskich. Od razu wypijamy.

Dr Partap S. Chuachan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda ma wiele sposobów na utrzymanie oczu w dobrej kondycji. Jednym z nich jest ich poranne ochładzanie polegające na nabraniu zimnej wody w usta i jej przytrzymaniu przy jednoczesnym spryskiwaniu otwartych oczu zimną wodą. Taki zabieg sprawi, że oczy będą dobrze ukrwione, odżywione i błyszczące.

Inną metodą, która dodatkowo łagodzi podrażnienia oczu, jest 2–3-min wpatrywanie się bez mrugania w płomień „świecy” z masła ghee z odległości ok. pół metra („świecę” możemy zrobić w domu ze sklarowanego masła i bawełnianego sznurka). Podczas zabiegu uwalniają się z masła ghee substancje, które działają wzmacniająco i nawilżająco na oczy. Można też przed snem zakroplić do oczu ciepłe ghee.

Łagodząco zadziała także zapuszczenie do każdego oka trzech kropli wody różanej oraz położenie na powieki wacików zwilżonych kozim mlekiem (krowie jest nieco mniej skuteczne).

Poranna joga dla oczu Najpierw zamrugajmy szybko parę razy, potem mając oczy otwarte, wykonajmy następujące ruchy gałkami: góra−dół, lewo−prawo, po skosie z góry od lewej do dołu po prawej, po skosie z góry po prawej do dołu po lewej, następnie − zgodnie z ruchem wskazówek zegara i przeciwnie. Wyciągnijmy przed siebie prawą rękę, zbliżajmy ją stopniowo do twarzy, cały czas patrząc na czubek palca wskazującego (potem to samo z lewą ręką). Popatrzmy na czubek nosa, a następnie do góry w kierunku punktu między brwiami (trzeciego oka). Na koniec mocno zamknijmy oczy, a potem rozluźnijmy się. Rozgrzejmy dłonie, pocierając je o siebie, i przyłóżmy na 1−2 min do oczu, tak by poczuć ciepło płynące z dłoni. Ten cykl ćwiczeń powtórzmy rano 12 razy. Jeśli w ciągu dnia poczujemy, że oczy są przemęczone, wykonajmy go ponownie, zwłaszcza „kompres z dłoni”, który szybko regeneruje oczy i je wzmacnia.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Medycyna mongolska dostrzega zależność między zmysłem wzroku a krążeniem krwi w organizmie i jego ogólną kondycją. Dzieje się tak ze względu na związek oczu z wątrobą − są nawet nazywane „kwiatem wątroby” (jeśli organ ten jest zdrowy i dobrze pracuje, to także oczy są zdrowe, lśniące). Na stan oczu mają wpływ przede wszystkim cechy dziedziczne, uwarunkowania biologiczne oraz styl życia. Zauważono np., że kobiety, u których menopauza pojawiła się zbyt wcześnie (przed 40. rokiem życia) lub bardzo późno, miewają kłopoty z oczami, co przypisuje się zaburzeniom hormonalnym. Oczom nie służą również dieta wysokotłuszczowa, nadmiar witamin A, E i K, alkohol, papierosy, niektóre leki (m.in. uspokajające, sterydowe, pigułka antykoncepcyjna) oraz brak ruchu i wielogodzinna praca przy komputerze. W efekcie przybywa ludzi noszących okulary i chorych na jaskrę czy zaćmę. Aby przerwać to błędne koło, trzeba zadbać, by poziom cholesterolu i ciśnienie krwi nie przekraczały norm, każdego wieczoru pół godziny spacerować, a przede wszystkim unikać stresu i negatywnych emocji.

Radzę też codziennie poćwiczyć oczy: zamykamy je i wodzimy nimi zgodnie z ruchem wskazówek zegara i odwrotnie, potem z góry na dół, z dołu do góry, w lewo, prawo (po dziesięć razy). Następnie otwieramy oczy i powtarzamy ćwiczenie. Doskonałym regenerującym zabiegiem jest patrzenie w filiżankę (białą porcelanową) wypełnioną czystą wodą. Najpierw patrzymy dwojgiem oczu, potem jedno zasłaniamy, wstrząsamy naczyniem, by powstały fale, i wpatrujemy się w nie. Potem drugie oko. Ten zabieg to nie magia. Odbite promienie świetlne drażnią oko i pobudzają do pracy naczynia krwionośne. Na koniec opłukujemy powieki chłodną przegotowaną wodą. Wieczorem intensywnie masujemy i uciskamy spód pierwszego i drugiego palca u lewej stopy (receptory prawego oka) i u prawej (receptory lewego).

Jeśli mimo naszych wysiłków stan oczu nie ulegnie poprawie, radzę pójść do okulisty oraz do lekarza medycyny orientalnej.

Oczy na spacerze Medycyna mongolska uznaje czas między 11.40 a 13.40 za najkorzystniejszy dla zmęczonych narządów, w tym także oczu. Porę tę nazywa czasem konia. Koniecznie trzeba wtedy się zrelaksować, wyjść na chwilę z biura, pomyśleć o czymś przyjemnym. Zamknijmy oczy i zwróćmy twarz ku słońcu. Najpierw będziemy widzieli różne odcienie czerwonego i pomarańczowego (to znak, że oczy są jeszcze zmęczone), a potem pojawi się kolor biały, co będzie oznaczało, że oczy odpoczęły.

  1. Zdrowie

Czas okularników

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Czy już niedługo wszyscy będziemy nosić okulary? – W ciągu 30 lat liczba krótkowidzów się podwoi – mówi dr nauk medycznych Piotr Fryczkowski ze szpitala okulistycznego Retina w Warszawie. I sami się do tego przykładamy. Winne są komputery i telefony komórkowe – a właściwie czas, jaki przed nimi spędzamy. A to akurat możemy zmienić.

Podobno psuje nam się wzrok. To prawda?
Prawda, niestety. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewiduje, że w 2050 roku w Europie będzie ponad 50 procent ludzi z krótkowzrocznością, w Azji prawie 65 procent. Obecnie na świecie jest ok. 23 procent krótkowidzów. Czyli w ciągu 30 lat ich liczba się podwoi.

W Azji więcej – skąd taka różnica?
Azjaci mają predyspozycje do krótkowzroczności. To wynika z różnic rasowych. Tak jak Żydzi czy czarnoskórzy mają większą skłonność do jaskry. Tak po prostu jest i tyle.

Co takiego dzieje się w ostatnich latach, że krótkowzroczność staje się epidemią?
Pod koniec XIX wieku w Anglii przeprowadzane były badania wzroku u oficerów, czyli osób wykształconych. I odkryto, że w tej grupie krótkowzroczność występuje znacznie częściej. U rolników i rybaków było to 2,5 procenta, u studentów i osób wykształconych 32 procent. Wtedy odkryto ważne powiązanie między krótkowzrocznością a pracą z bliska. Czytaniem, pisanie, wpatrywaniem się przez dłuższy czas w jeden obiekt – np. kartkę książki. Napina się wówczas mięsień rzęskowy w środku oka, a przez to luzują cieniutkie więzadełka mocujące soczewkę. Soczewka przybiera kształt bardziej kulisty i dzięki temu widzimy z bliska. Im jesteśmy starsi, tym trudniej jest odkształcić soczewkę, przez co praca mięśni się zwiększa. Zwykle koło 40. roku życia zaczynają się problemy ze zmianą kształtu soczewki, przez co musimy zakładać okulary do czytania. Niezależnie jednak od wieku u każdego człowieka, młodego czy starego, po pewnym czasie mięśnie rzęskowe się męczą – im ktoś więcej pracuje z bliska, tym dłużej napina mięsień, a napięcie to się kumuluje i utrwala. Dlatego koniecznie należy nauczyć się rozluźniania mięśni rzęskowych.

A co ze światłem? Mama zawsze mi mówiła: nie czytaj przy latarce, bo popsują ci się oczy. Miała rację?
Nie, nie miała. Światło nie ma tu znaczenia. Nie odkryto zależności, że przy mocnej żarówce jest dla oczu bezpieczniej niż przy mrugającej świecy.

Wady wzroku dotyczą nie tylko osób dorosłych, które przez lata sobie oczy „popsuły”, często okulary noszą nawet małe dzieci.
Trzeba zrobić ważne rozróżnienie: między wadą wzroku a chorobą. Choroba, czyli krótkowzroczność zwyrodnieniowa, polega na tym, że oko się rozciąga. To choroba kolagenu, czyli tego, z czego składa się gałka oczna. Jeśli u dziecka podejrzewamy krótkowzroczność zwyrodnieniową, czyli wysoką, powiedzmy u dziesięciolatka minus osiem dioptrii, to na ogół jest to choroba. Można dobierać okulary, ale to nie daje wglądu w chorobę. Powinno się zrobić biometrię oka, czyli zmierzyć długość gałki ocznej. Normalne oko ma długość od 22 do 24,5 mm. Krótkowidz wysoki może mieć 30 mm. To ogromna różnica. 30 mm może oznaczać minus 20 dioptrii. Jeśli oko rozciąga się nadmiernie, czyli rośnie milimetr w ciągu roku, to wiemy już, że to choroba. Każdy milimetr różnicy długości to trzy dioptrie na nosie. Nawet malutkie wydłużenie to duża wada wzroku. Właściwie nie umiemy sobie z tym poradzić, choć ostatnio zauważono, że małe dawki atropiny (stężenia między 0,01 a 0,05 procenta) potrafią zatrzymać rozrastanie się gałki.

Problem z kolagenem to problem wrodzony?
Tak, i nie do końca wiemy, skąd się bierze. Jakie geny mają w tym udział.

A co ze „zwykłymi” krótkowidzami, co możemy zrobić, żeby tych dioptrii na nosie mieć mniej?
Jedynym sposobem na to, żeby psucie się naszego wzroku powstrzymać, jest to, co już zostało wprowadzone w życie w Azji. Tam w szkołach obowiązuje zakaz używania telefonów komórkowych i tabletów. Obowiązkowe jest za to wychodzenie na boisko, jakieś gry zespołowe – po to, by podczas przerw nie patrzeć z bliska na ekrany. Żeby odciążyć oczy. Nie chodzi o to, żeby nagle odciąć dzieci od technologii, to zresztą niemożliwe, ale żeby nauczyć je – siebie przy okazji – mądrego patrzenia i mądrej nauki. Patrzysz na coś przez godzinę z bliska? Oderwij wzrok, przenieś go za okno, popatrz na drzewa, niech mięśnie w środku oka się rozluźnią, niech nie tworzą napięć, które potem się kumulują.

To nie same ekrany są złe, zły jest nasz sposób pracy. Nigdy wcześniej nie działo się tak, żeby człowiek – nie pewna mała grupa tych wykształconych, ale zdecydowana większość – przez tak długi czas dzień w dzień wpatrywał się w coś z bliska. Zmienił się i nasz sposób pracy, i rozrywki, bo przecież po pracy też nie odklejamy się od ekranów, oglądamy filmy, seriale, całe godziny spędzamy na portalach społecznościowych – i często korzystamy nie z dużych ekranów, ale z małego wyświetlacza w komórce.

Czyli jak ortopedzi każą nam co godzinę wstawać od biurka, przejść się kawałek, zrobić kilka skłonów czy wymachów rąk, tak okuliści mówią: poćwicz oczy?
Zdecydowanie tak.

A co z osławionym niebieskim światłem emitowanym przez telefony i komputery – podobno to ono nam psuje oczy?
To nie takie proste. Tak zwane światło niebieskie to krótkie długości fali świetlnej – między 315 a 500 nanometrów. Jest naturalną składową światła słonecznego, ale nie tylko – emitują je też ekrany urządzeń elektronicznych. Człowiek jest doskonale wyposażony przez naturę do filtrowania niebieskiej długości fali świetlnej. Filtruje je rogówka, soczewka, ciało szkliste – przezroczyste części oka. Mają zdolność zatrzymywania i absorpcji światła w jakimś procencie – inaczej byśmy jako gatunek oślepli, nie ma przecież możliwości, żeby wyłączyć słońce. Mamy więc naturalne filtry.

Od lat wiadomo, że światło niebieskie nie jest najzdrowsze – wpływa na produkcję melaniny, jeśli ta jest zaburzona, to mamy też zaburzony rytm dobowy i w efekcie bezsenność, rozdrażnienie, depresje, niespecyficzne bóle głowy. A jeśli chodzi o oko, to przekrwienie, suchość, „piasek” pod powiekami. Uważa się też, że światło niebieskie w nadmiarze wpływa na zwyrodnienie siatkówki, a konkretnie plamki żółtej. Takie są konsekwencje dużej ekspozycji. Ale ponieważ od lat się o tym gada, więc siłą rzeczy producenci technologii zajęli się tym i teraz jako standard zaczyna się wbudowywać w różne elektroniczne urządzenia odpowiednie filtry. Czyli to nie jest problem narastający, a zanikający. Bo urządzenia są coraz lepsze.

Czy jeśli mamy już problem, jesteśmy skazani na okulary?
Wada wzroku – jeśli nie jest to krótkowzroczność wysoka, czyli choroba związana z wydłużaniem się gałki ocznej – jest właściwie całkowicie do opanowania.

Mamy różne metody. Można dopasować soczewki kontaktowe wysokiej jakości, które da się nosić długo i które nie męczą oka. Można skorygować wadę laserem albo, jeśli ta jest duża, wykonać refrakcyjną wymianę soczewki w oku. Te soczewki wyposażone są często w filtry przeciw promieniowaniu niebieskiemu i ultrafioletowemu, to jeszcze nie standard, ale jednak jest to coraz powszechniejsze.

Problem jest tam, gdzie mamy do czynienia nie z wadą wzroku, a chorobą. Jeśli ktoś nie reaguje na atropinę, nie bardzo wiemy, co zrobić, żeby oko się nie rozciągało. Są operacje, podczas których opasuje się oko wyciętą z twardówki taśmą i w ten sposób zatrzymuje rozrost, ale i to nie zawsze jest skuteczne. Tu jeszcze medycyna ma coś do zrobienia.

Rozumiem, że z punktu widzenia okulisty „zwykła” wada wzroku nie jest problemem, ale pacjent patrzy na to inaczej. Nie każdy dobrze się czuje z soczewkami kontaktowymi, nie każdego stać na laserowe korekty, a noszenie okularów bywa uciążliwe. Czy poza odciążaniem oczu, o czym już była mowa, możemy coś zrobić, żeby wzrok nam się nie psuł? Na przykład specjalna dieta? Słyszałam, że po poście warzywno-owocowym wzrok może się poprawić. Bajki?
Powiem tak: takie jednostkowe zdarzenie może mieć miejsce. Tak jak po ciąży czasem wzrok poprawia się lub pogarsza. Nie wiadomo dlaczego.

Dieta ma wpływ na to, jak widzimy, ale nie na wadę wzroku. W tym, jak widzimy, biorą udział luteina i zeaksantyna, czyli barwniki z grupy karotenoidów. Trąbią o nich w reklamach suplementów, ale są one przecież w wielu produktach naturalnych. Choćby w brokułach, jarmużu, szpinaku, natce pietruszki, cukinii, papryce. Głównie w warzywach, bo owoce tu niewiele nam dają.

A czarne jagody? Mądrość ludowa głosi, że świetnie działają na wzrok.
Czarne jagody zawierają łatwo przyswajalne witaminy C, K1 i E, a także związki antyoksydantowe, tzw. glikozydy flawonowe i antocyjany, które wychwytują wolne rodniki. Można powiedzieć, że właściwie wszystko, co zawiera antyoksydanty, pomaga. Wolne rodniki wchodzą w interakcje ze wszystkim, co napotkają na swojej drodze – i tworzą w ten sposób różne związki chemiczne, z reguły niekorzystne. I, jeśli jest ich dużo, organizm nie bardzo wie, co z nimi zrobić. Kiedy jemy więc coś, co pomaga te wolne rodniki wyłapać i unieszkodliwić, to tylko dobrze. W tym sensie jagody działają skutecznie. Czyli nas odtruwają. Ale z całą pewnością nie wygląda to tak, że jeśli będę jeść kilogram czarnych jagód dziennie, to natychmiast poprawi mi się wzrok.

A ćwiczenia? Możemy sobie pomóc w ten sposób?
Zaczęło się od amerykańskiego okulisty Williama Batesa. Miał on teorię, że napięcie mięśni, które poruszają okiem, tzw. okoruchowych, powoduje powstawanie wad wzroku. Opracował więc metodę rozluźniania mięśni, twierdził, że jeśli zlikwiduje się napięcie, to automatycznie pozbywasz się wady wzroku. Jego metody są nadal stosowane, już od stu lat, bo Bates swoją książkę wydał w roku 1919. W skrócie: do oka przyczepione są cztery mięśnie proste, odpowiadają za ruch góra – dół i na boki. I dwa mięśnie skośne, obracające okiem dookoła osi. Według Batesa zbyt napięte mięśnie proste miały powodować nadwzroczność, a skośne – krótkowzroczność. Sam wiele lat temu poszedłem z ciekawości na kurs, żeby nauczyć się tych technik rozluźniania. I rzeczywiście – póki ćwiczyłem, zmniejszyłem swoją wadę z -3,25 do -2. Do zera się nie udało. A kiedy przestałem systematycznie ćwiczyć, wada powróciła do stanu wyjściowego. Ale to na pewno fajna metoda dla tych, którzy godzinami pracują wzrokiem właśnie i nie potrafią się rozluźnić. Polecam ją pacjentom.

Dr nauk medycznych Piotr Fryczkowski  jest Dyrektorem Medycznym Przychodni i Szpitala Okulistycznego Retina w Warszawie.

  1. Psychologia

Terapia EMDR, czyli nauka kontroli siebie - któtkie wprowadzenie

Terapia EMDR pomaga pozbyć się niepokoju, przepracować traumy, uwolnić się od stresu a nawet zmienić postrzeganie siebie i świata. (Ilustracja: iStock)
Terapia EMDR pomaga pozbyć się niepokoju, przepracować traumy, uwolnić się od stresu a nawet zmienić postrzeganie siebie i świata. (Ilustracja: iStock)
EMDR to skrót od angielskiego określenia na terapię odwrażliwiania za pomocą ruchu gałek ocznych. Brzmi tajemniczo i rzeczywiście nie do końca wiadomo, dlaczego ta metoda działa. Ale wiadomo jak działa... Pomaga pozbyć się niepokoju, przepracować traumatyczne wspomnienia, uwolnić się od stresu a nawet zmienić postrzeganie siebie i świata. 

Tuż przed obroną doktoratu z literatury angielskiej Francine Shapiro dowiedziała się, że ma raka. Na szczęście leczenie zakończyło się sukcesem, a ona wróciła do zdrowia. Zainteresowała się jednak wpływem stresu na układ odpornościowy. Przez kolejne lata uczestniczyła w wielu warsztatach dotyczących redukcji stresu i metod opiekowania się sobą. Postanowiła zająć się tym zawodowo, zapisała się nawet na psychologię.

Pewnego dnia, spacerując po parku, rozmyślała o powracającym lęku o własne zdrowie. Nagle poczuła, że niepokój ustąpił. Gdy próbowała wrócić do stresujących ją myśli, zdała sobie sprawę, że nie wywołują w niej już tak silnych i nieprzyjemnych reakcji. Nie wiedziała, jak do tego doszło. Zaczęła analizować swoje zachowanie krok po kroku. Odkryła, że gdy przywoływała negatywne myśli, zaczynała szybko poruszać oczami, wodzić wzrokiem z jednej na drugą stronę, niczym w fazie REM podczas snu, co wpływało na nią kojąco. Próbowała specjalnie wprawiać się w nerwowe stany, ruszać oczami i obserwować, co się dzieje. Efekt wydawał się cudem. Testowała na znajomych i eksperymentowała z dręczącymi ich problemami – w końcu każdy człowiek w większym lub mniejszym stopniu się czegoś boi, czymś się stresuje, cierpi z powodu traumatycznych wydarzeń z przeszłości albo bywa bezsilny, kiedy sytuacja wymaga od niego podjęcia decyzji, sprzeciwu czy działania. Jednak niezależnie od tego, z czym zmagały się poszczególne osoby – wszyscy reagowali podobnie. Stres odchodził.

Shapiro uwierzyła, że znalazła metodę, która może pomóc osobom borykającym się z traumami czy przewlekłym stresem. Zrozumiała, że za silnie nieprzyjemnymi emocjami zawsze kryje się jakieś dawne wspomnienie, o którym przypomina ciało, bo właśnie odebrało podobny bodziec. Przeprowadziła liczne badania na grupach kontrolnych: obserwowała reakcje zachodzące w mózgu pod wpływem jego stymulacji poprzez poruszanie gałkami ocznymi. Odkryła, że równie skuteczną techniką jest stymulacja dźwiękiem – puszczanym raz do jednego, raz do drugiego ucha, a także tapping, czyli naprzemienne uderzanie w uda czy w ramiona. Wyniki swoich doświadczeń opublikowała w naukowym periodyku „Journal of Traumatic Stress” w 1989 roku, a metodę nazwała EMDR – Eye Movement Desensitization and Reprocessing – terapią odwrażliwiania za pomocą ruchu gałek ocznych. Dzisiaj pracuje nią kilkadziesiąt tysięcy terapeutów na całym świecie. Również w Polsce. Jednym z nich jest psycholożka i psychoterapeutka Izabela Barton-Smoczyńska.

Rozmowa z Izabelą Barton-Smoczyńską, terapeutką EMDR

Izabela Barton Smoczyńska jest certyfikowanym psychologiem, psychotraumatologiem, terapeutą EMDR w procesie certyfikacji w zakresie terapii EMDR. Trenerką biznesu, coachem ICC. Wykłada na Uniwersytecie SWPS w Warszawie i jest twórczynią Szkoły Trenerów Brian Tracy International. 

Izabela Barton-Smoczyńska (fot. archiwum prywatne) Izabela Barton-Smoczyńska (fot. archiwum prywatne)

Ta metoda kojarzy się raczej z machaniem czarodziejską różdżką niż z techniką psychologiczną. Jak wygląda sesja EMDR? Choć do dziś brak jednoznacznego naukowego wytłumaczenia, dlaczego EMDR działa, wiadomo jednak, jak działa. Na początku razem z klientem identyfikujemy sytuacje, które stwarzają dla niego problem oraz powiązane z nimi uczucia. Każda emocja przeżywa- na jest w prawej półkuli mózgu. Na tym etapie nie sposób jeszcze jej opisać. Klient, także w czasie sesji, po prostu na nią reaguje. Mówi na przykład, że źle się czuje, że mu duszno, że się nie uda, prosi o otworzenie okna. A jednak po „secie” poruszania gałkami oczny- mi – kiedy wodzi oczami za moją dłonią – pobudzenie mija. Emocje są przenoszone do lewej półkuli i słowa płyną, klient zaczyna opowiadać o tym doświadczeniu. Gdy pobudzę obie półkule, osoba nadal intensywnie przeżywa, ale wie, co się z nią dzieje. Tę technikę nazywamy stymulacja bilateralną mózgu.

Czyli jeśli poczuję, że ogarniają mnie silne emocje, nagły stres, wystarczy szybko poruszać gałkami ocznymi, żeby ten stan minął? Niektórzy od razu w czasie sesji odczuwają ulgę, inni potrzebują większej liczby powtórzeń. Na pewno metodę można stosować za każdym razem, gdy poczujemy stres. Na przykład stojąc na przystanku, jadąc tramwajem. Może odradzałabym ruszanie oczami w miejscu publicznym, ale jak najbardziej zalecam tapping, czyli naprzemienne uderzanie w uda czy ramiona. Czy jednak technika tappingu zadziała bez wcześniejszej edukacji i sesji, tego nie potrafię powiedzieć. Celem EMDR nie jest tylko chwilowa ulga. Chodzi o zidentyfikowanie bodźca, który wywołuje w nas stres oraz nieprzyjemne i niekontrolowane reakcje. Dlaczego – wydawałoby się w bezpiecznym otoczeniu – nagle zaczynamy się trząść, pocić, usztywniać, wpadać w panikę, uciekać czy tracić kontakt z realnością? Dlaczego ciało reaguje automatycznie, szybciej niż głowa? Dlaczego dziewczyna, która ćwiczy na siłowni, która idzie tam z własnego wyboru, wręcz by zrobić coś dobrego dla siebie – nagle dostaje ataku paniki? Dlaczego to samo powtarza się w tramwaju? Mimo zupełnie innych okoliczności ciało reaguje w identyczny sposób. Może okazać się, że ten niekontrolowany lęk wywołuje zapach potu męskiego. Bo w dzieciństwie spocony mężczyzna prześladował ją seksualnie, skrzywdził ją. Trauma lubi wracać i się powtarzać. Wtedy tracimy kontrolę nad rzeczywistością, a jedynym sposobem na jej odzyskanie wydaje się myślenie typu „ze mną coś jest nie tak”. Bo przecież dobrym ludziom zdarzają się dobre rzeczy, a złym – złe... O ile jest to okrutne dla nas, bo wywołujemy negatywne myśli na swój temat, to z punktu widzenia psychiki układ wygląda na doskonały. Kontrola nad zdarzeniem została odzyskana.

Czyli EMDR polega na pracy z pamięcią, z nieprzetworzonymi i często nienazwanymi traumatyzującymi wspomnieniami? Nieświadomie ciągle do nich wracamy, zamiast żyć tu i teraz. Pamięć jest magazynem wszystkiego, czego doświadczamy i czego się uczymy w ciągu życia. Terapia EMDR pozwala zidentyfikować „niestrawione” wspomnienie, które ciągle powraca, i je przepracować, tak byśmy my przejęli nad nim kontrolę, a nie na odwrót. W magazynie pamięci mamy cztery kody, czyli cztery aspekty przetwarzania informacji. Różne obszary mózgu wyspecjalizowane są w różnych kodach. Na przykład w hipokampie gromadzi się przekaz faktograficzny, czyli: kto, co, gdzie – cała sekwencja zdarzeń, bez emocji, jedynie obraz, jak niemy film. W wyniku traumy często ten obraz bywa niechronologiczny, fragmentaryczny. W prawej półkuli, a konkretnie w częściach odpowiedzialnych za przeżywanie emocji, zachodzi drugi, bardziej emocjonalny sposób przetwarzania informacji, czyli: jak te fakty wpłynęły na mnie, czy byłam szczęśliwa, zakochana, wściekła, przerażona, zazdrosna, poniżana, szanowana itd.? Potem mamy autonomiczny układ współczulny i przywspółczulny, ciało migdałowate, które „patrzy” nie przez emocje, ale ocenia zdarzenie wedle kategorii: przyjemne albo nieprzyjemne, bezpieczne lub nie. Rośnie poziom adrenaliny, więc ciało reaguje: napina się, czekając na sygnał, czy ma się aktywizować i być gotowe do ruchu, walki, ucieczki, czy się zamrozić, znieruchomieć, zniknąć. Przy traumach ciągle jesteśmy w stanie gotowości do ucieczki, nie umiemy przełączyć się na luz, nawet jeśli obiektywnie nie ma bezpośredniego zagrożenia. Czwarty aspekt, czyli czwarty kod, rozgrywa się w korze mózgowej – opisujemy zdarzenie za pomocą sądów i pojęć, czyli co ono mówi o mnie, o życiu, o świecie.

Czyli gdy doświadczamy traumy... ...te cztery aspekty się nie integrują. Można to porównać do sytuacji, w której mam kilka roboczych dokumentów przechowywanych na desktopie komputera, a wszystkie dotyczą tego samego. Gdy chcę wyłączyć komputer, system zawsze się pyta, czy zachować dokument. Dopóki nie zbiorę roboczych dokumentów w jeden plik i nie zachowam pod jedną nazwą, okienko „czy zachować” będzie ciągle wyskakiwać i na desktopie będzie panować chaos. Tak samo jest z traumą – chcę reagować na teraźniejszość, a ciągle muszę się cofać i reagować na bodźce z przeszłości. Techniki EMDR wykorzystuje się więc do integracji czterech aspektów pamięci dotyczących jednego traumatyzującego zdarzenia. Ważne, żeby oddzielić to, co przeszłe, od tego, co dzisiaj. Dopóki wspomnienie nie jest zintegrowane na czterech poziomach i pozostaje rozszczepione, wpływa na moją teraźniejszość. Ciągle mam poczucie chaosu, którego nie umiem okiełznać, bo tkwi on w sposobie przetwarzania informacji, który jest filtrem między mną a rzeczywistością.

Co się wydarzy, gdy w naszej pamięci zintegrujemy niszczące nas wspomnienie na czterech poziomach przetwarzania informacji? Odczujemy ulgę. Pierwsze ustępują reakcje w ciele, bóle w plecach, karku, głowie. Potem przychodzą kolejne pozytywne efekty. Na początku terapii klient określa, jaki cel chce osiągnąć. Generalnie chodzi o wzięcie odpowiedzialności za swoje reakcje, bo to daje poczucie wpływu na sposób myślenia o sobie jako kimś, kto ma wpływ na rzeczywistość. Trzeba umieć to poczuć nie z pozycji zagrożenia czy ucieczki, ale z pozycji: „mogę to zrobić”. EMDR pomaga nauczyć się różnicować swoje ciało, które stymulację i pobudzenie lubi mylić ze strachem. Jeśli ktoś będzie miał dobry kontakt z ciałem, ma szansę na stworzenie dobrych dla siebie relacji społecznych. W dużej mierze jest to technika, która uczy kontroli samego siebie, rozpoznawania swoich odczuć, myśli, emocji, a to jest pierwszy krok do zmiany. Ktoś, kto omijał schody, zaczyna nawet nie zauważać, że po nich wchodzi; ktoś, kto na wszystko się godził, zaczyna negocjować warunki w pracy czy sposoby spędzania wolnego czasu w związku. Wszystko to dzieje się dzięki zmianie percepcji samego siebie.

Kilka informacji

Terapia EMDR w przypadku pojedynczego zdarzenia traumatycznego wymaga od 6 do 12 półtoragodzinnych spotkań. Sesje przebiegają według opracowanych i sprawdzonych  protokołów, dobieranych indywidualnie do potrzeb klienta przez terapeutę. Koszt jednej sesji waha się od 200 do 300 zł. Więcej o metodzie można przeczytać w książce Francine Shapiro „Zostawić przeszłość w przeszłości” wydanej przez Polskie Towarzystwo Terapii EMDR.