1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Dużo dzieci – zdrowe serce!

Dużo dzieci – zdrowe serce!

123RF.com
123RF.com
Im więcej dzieci, tym więcej kłopotów? Coś w tym jest. Ale z drugiej strony im więcej dzieci, tym lepsze zdrowie matki. Do takiego wniosku doszli właśnie naukowcy z uniwersytetu w Kalifornii.

Co najmniej czwórka! – uważają. Wtedy znacząco – o ponad 30 procent! – maleje ryzyko chorób serca. Dowiodło tego badanie przeprowadzone na ponad tysiącu kobiet po menopauzie. Ale liczne ciąże zabezpieczają nie tylko przed chorobami serca, ale też chronią przed udarem mózgu. Wówczas ryzyko spada aż o połowę. Wszystko dzięki hormonom ciążowym, które zapewniają ochronę naczyniom krwionośnym. To hormonalne zabezpieczenie trwa przez wiele lat, dlatego kobiety po kilku ciążach mają gwarantowaną polisę już do końca życia.

Kobiety, które nie mogą zajść w ciążę, są automatycznie bardziej narażone na choroby serca i kładu krążenia. Dlatego one właśnie muszą szczególnie o siebie dbać. Zdrowy tryb życia, odpowiednia dieta, ruch – co prawda to zalecenia, których przestrzegać powinien każdy, ale warto, by kobiety bezdzietne szczególnie wzięły je sobie do serca.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Rodzice - istoty seksualne

Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. (Fot. iStock)
Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Scena pierwotna – to obraz seksu rodziców. Podpatrzonego lub wyobrażonego. Skrypt schowany w nieświadomości. Nie jesteśmy w stanie objąć go rozumem. Nie analizujemy go. A on działa!

Andrzej, 40-letni prawnik, zgłosił się do mnie z problemem niewierności. Odkąd pamięta, w jego życiu zawsze były dwie kobiety – stała partnerka i kochanka. Partnerka była symbolem jego pragnienia kobiety opiekuńczej, troskliwej, ,,która zapyta, czy dziś już coś jadłem albo czy jestem zmęczony”. Kochanka – szaloną, bezpruderyjną kokotą, realizującą jego fantazje seksualne. W miarę trwania terapii okazało się, że Andrzej jest bardzo ostrożny w seksie. Kategorycznie nie chce mieć dzieci i – nawet jeśli partnerka stosuje antykoncepcję – nigdy nie kocha się z nią ,,do końca”. Andrzej był wychowywany przez samotną matkę. Ojciec miał jeszcze trzy inne żony i w sumie piątkę dzieci, które, jak kiedyś powiedział synowi, były jego jedną wielką pomyłką. Andrzej, jak przez mgłę, pamięta moment odejścia ojca z domu.

– Miałem jakieś dwa lata, kiedy pewnej nocy obudziłem się i usłyszałem dziwne odgłosy dochodzące z sypialni rodziców. Dziś wydaje mi się, że uprawiali ostry seks. Rano dowiedziałem się od matki, że ojciec odszedł – opowiada.

Mężczyzna prawdopodobnie był świadkiem tzw. sceny pierwotnej, czyli rzeczywistej lub wyobrażonej obserwacji kontaktu seksualnego rodziców. Podniesione głosy dobiegające z sypialni, a następnie zniknięcie ojca z ich życia i silne związanie z matką, wywarły ogromny wpływ na całe jego życie.

Przeżycie sceny pierwotnej zwykle ma miejsce, kiedy dziecko ciągle jeszcze czuje się symbiotycznie związane z matką (ono i matka to jedno). Akt seksualny rodziców jawi mu się jako katastrofa, zagrożenie życia, brutalne przerwanie związku z matką, agresywny atak ojca na osobę, którą kocha najbardziej na świecie.

– Ten akt zapisany jest wyłącznie w naszej nieświadomości – tłumaczy Teresa Raczkowska, psychoterapeutka. – Nie jesteśmy w stanie go objąć rozumem. Dlatego to jest takie trudne, budzi ataki paniki i lęk przed śmiercią.

Seks jest źródłem ludzkiego istnienia – gdyby nasi rodzice nie kochali się ze sobą, nie byłoby nas na świecie. Jednak życie seksualne matki i ojca wyklucza dziecko z tego układu. Nagle kobieta, która jest dla malucha dostarczycielką pożywienia, czułą opiekunką reagującą na wszystkie jego potrzeby, okazuje się także istotą seksualną, mającą swoje pragnienia, należącą do ojca. Bywa, że scena pierwotna w nieświadomości dziecka łączy się z jakimś innym traumatycznym wydarzeniem. W przypadku Andrzeja odejście ojca utrwaliło się w nim przekonaniem, że mężczyzna ,,po wszystkim” odchodzi, nigdy nie jest do końca z żadną kobietą (stosunek przerywany). A kobiety obsadza w swoim życiu w dwóch rolach: partnerki – matki (na wzór bliskiej relacji z matką, dla której po odejściu ojca stał się zastępczym partnerem) i kochanki, z którą wyłącznie uprawia się seks.

Edyp, czyli sceny pierwotnej ciąg dalszy

Zdaniem następców Zygmunta Freuda, ojca psychoanalizy i odkrywcy sceny pierwotnej, kontynuacją owego pierwszego doświadczenia seksu rodziców jest kompleks Edypa, czyli podświadome pożądanie rodzica przeciwnej płci, wyrażane fantazjami o poślubieniu taty lub mamy. A kiedy rodzice takiego 3-, 4-latka znikają w sypialni i zamykają dziecku drzwi przed nosem, malec doświadcza bolesnego faktu, że nigdy nie będzie w tak intymnej relacji z żadnym z rodziców, jak oni są ze sobą nawzajem. To budzi zazdrość, złość, chęć pokonania rywala, a jednocześnie przerażający lęk, że swoimi pragnieniami zagraża trwałości związku rodziców, od czego zależy byt jego rodziny.

Trzydziestoletnia Marta zgłosiła się do mnie na terapię z powodu nieudanych związków z mężczyznami. Jak stwierdziła, zawsze wybiera „niedostępnych” facetów. Zwykle są to żonaci mężczyźni, a raz kochała się z mężem swojej siostry. Choć w głębi duszy marzy o udanym związku, rodzinie, dzieciach, nie jest w stanie zaangażować się w żadną dobrze rokującą relację.

Być może jej, z góry skazane na porażkę, pragnienie zajętego mężczyzny jest realizacją dziecięcych fantazji o zdobyciu ojca. Lęk przed „normalnym” związkiem to konsekwencja nierozwiązanego kompleksu Edypa (skoro nie mogę mieć ojca, nie chcę żadnego mężczyzny). Inne fantazje z tej półki to pragnienie zakazanego seksu, np. w miejscach publicznych, płynące z perwersyjnego lęku, ale też chęci bycia przyłapanym w łóżku z rodzicem płci przeciwnej czy marzenia o pokonaniu rywalki – matki.

Zadaniem rodziców na tym, trudnym dla całej trójki, etapie kompleksu Edypa (od 3. do 6. roku życia dziecka) jest akceptacja, w granicach normy, uwodzącego stosunku dziecka do rodzica płci przeciwnej i – z drugiej strony –  stanowcze pokazanie, że sypialnia rodziców to strefa seksu dorosłych i że tu nie ma już miejsca dla dziecka. Jeśli małżonkowie mają udany seks, a jednocześnie nie odtrącają, nie wyśmiewają i nie karcą dziecka z powodu jego erotycznych zabiegów o rodzica płci przeciwnej, kierują tym samym malucha ku dorosłości, niezależności i dobrze przygotowują do odejścia (w przyszłości) z domu, w poszukiwaniu partnera na życie. Symboliczne zamknięcie przed dzieckiem drzwi do małżeńskiej sypialni to ważny krok na drodze do separacji z rodzicami. Jak piszą autorzy książki ,,Żyć w rodzinie i przetrwać” R. Skynner i J. Cleese – ,,Dla dziecka wyłączenie z tego układu i zazdrość o szczególną bliskość i rozkosz przeżywaną przez rodziców jest potężnym bodźcem do przeniesienia zainteresowania z rodziców na świat zewnętrzny, bo tylko tam, poza sypialnią mamy i taty, samo może doznać podobnego spełnienia”. Kiedy dziecko czuje, że małżeństwo rodziców jest udane, nierozerwalne i bezpieczne, nabiera zaufania do własnej seksualności, tego, że jedyne, co ma zrobić, by w przyszłości mieć fajny seks, to stać się podobnym i godnym pożądania – tak jak jego tata (w przypadku syna) czy mama (w przypadku dziewczynki).

Córeczka tatusia

Bywa i tak, że jedno z rodziców zbytnio erotyzuje relacje z synem czy córką. Przyczyną mogą być trudności w związku z partnerem albo strach, by dziecko nie czuło się odtrącone.

Edyta, lat 35, była w związku z dużo starszym od siebie mężczyzną. Zgłosiła się do terapeuty z powodu braku satysfakcji w seksie. Okazało się, że zakochany w niej po uszy ojciec bardzo rozbudził ją seksualnie. Kiedy była małą dziewczynką, brał ją bezustannie na kolana, całował, dotykał i starał się, by przy nim córka miała mnóstwo atrakcji. Choć tabu kazirodztwa nie zostało przekroczone, Edyta miała ojca na wyłączność, a matka została wykluczona.

– Tego samego Edyta oczekiwała od partnera – mówi Teresa Raczkowska. – Pragnęła, by każde ich spotkanie było pełne szalonego seksu. Uwodziła partnera jak dziewczynka i chciała, by on, podobnie jak ojciec, bezustannie się nią zachwycał. Nie mogła znieść sytuacji, kiedy nie dochodziło do zbliżenia, gdy mężczyzna był zmęczony albo chciał oglądać mecz. Jej potrzeby seksualne były wyraźnie oddzielone od miłości.

Kolejną konsekwencją seksualizacji przez rodziców relacji z dzieckiem bywa impotencja czy oziębłość. Córeczka tatusia czy synek mamusi żyją w przekonaniu, że wygrali z rodzicem tej samej płci, co budzi przerażenie z powodu unicestwienia rodzica, wstyd, lęk przed karą, a w konsekwencji lęk przed własną seksualnością. Bywa, że impotencja rozszerza się, prowadzi do unikania jakiegokolwiek sukcesu życiowego, bo każde zwycięstwo oznacza wygraną (z matką czy ojcem). Najważniejsza rzecz, której dziecko musi nauczyć się na zakończenie fazy kompleksu Edypa, to radość z przeżywania romantycznych uczuć, także erotycznych, wobec rodziców. I wiara, że nie zaszkodzą one ich małżeństwu, a także, że z mamą czy tatą nigdy nie doświadczy seksu.

Przymus zagrania w tej scenie

Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. Bywa, że jako dorosłe osoby próbujemy ,,wyrównać rachunki”, np. zupełnie nieświadomie odtwarzając, tym razem w innej konfiguracji, przeżycia z dzieciństwa.

Jedna z moich pacjentek zwierzyła mi się, że udany seks z mężem ma jedynie na… działce u teściów. Kiedy pierwszy raz przyjechali do letniego domku rodziców jej męża, teściowa pościeliła im swoje małżeńskie łoże, a sama położyła się na pojedynczym tapczanie. W nocy moja pacjentka poczuła tak silne pożądanie, że pomimo protestów męża, który bał się, że matka może usłyszeć, namówiła go na seks.

– Nigdzie indziej nie jest mi tak dobrze z mężem, jak w sypialni teściowej. Czy jestem nienormalna? – zapytała mnie z lękiem.

Moim zdaniem jej pragnienia są powodowane koniecznością odegrania sceny pierwotnej i w efekcie doprowadzą do przepracowania kompleksu Edypa.

Pacjentka terapeutki Teresy Raczkowskiej doznała takiego ukojenia we śnie. Śniła, że jest małą dziewczynką i jedzie na rowerze, a za nią idą trzymający się za ręce rodzice. Pamięta, że czuła się w tym śnie spokojna i szczęśliwa.

Pomieszczenie w sobie przeżycia sceny pierwotnej i rozwiązanie kompleksu Edypa nie daje gwarancji cudownego pożycia seksualnego, ale z pewnością zwiększa na nie szanse. A udany seks rodziców daje dziecku wzorzec dobrego związku, którego nikt, nawet ono, nie jest w stanie rozerwać.

  1. Psychologia

Bliźniaki - takie same czy różne?

Lepiej nie ulegać pokusie ubierania bliźniąt  tak, żeby wyglądały jak dwie krople wody.  Niech każde ma ubrania w ulubionym kolorze, nosi inne fryzury i ma swoje hobby. (Fot. iStock)
Lepiej nie ulegać pokusie ubierania bliźniąt  tak, żeby wyglądały jak dwie krople wody.  Niech każde ma ubrania w ulubionym kolorze, nosi inne fryzury i ma swoje hobby. (Fot. iStock)
Bliźnięta budzą powszechną sympatię, ale i stereotypowe reakcje. Jak je wychowywać, by nie czuły się jedną osobą w dwóch ciałach?

Mama ośmiolatków Jasia i Stasia: Od początku, wręcz obsesyjnie, starałam się traktować synów sprawiedliwie. Jednocześnie ich karmiłam, przewijałam, przytulałam, kąpałam, co czasem przybierało groteskowe formy. Nawet imiona dostali bliźniacze. Ale od urodzenia Jaś wymagał mniej, był spokojny, pogodny. Staś natomiast – jako ten bardziej ruchliwy i płaczliwy – domagał się więcej wszystkiego: uwagi, opieki, jedzenia. Stawaliśmy z mężem na głowie, by zadowolić Stasia, jednocześnie nie zaniedbując Jasia. Z wiekiem różnice wcale się nie zatarły, a oni nadal są bardzo wyczuleni na równe traktowanie. Dalej więc musimy nieźle się gimnastykować, żeby każdy dostał tyle samo. Coraz częściej zastanawiam się jednak, czy od sprawiedliwości nie jest ważniejsze rozwijanie ich indywidualności, bo przecież są zupełnie inni.

Potrzeba mądrego podejścia

Bliźnięta, zwłaszcza jednojajowe, łączy szczególnego rodzaju bliskość. Znają się i rozumieją jak żadna inna para ludzi. Mają wspólną przeszłość. Spędzają ze sobą więcej czasu niż z rodzicami. Są dla siebie najlepszymi towarzyszami zabaw. Te doświadczenia sprawiają, że nawet przy różnicach charakteru stają się do siebie podobne. Dochodzi do tego środowiskowa i kulturowa presja jedności: bliźnięta są jednakowo ubierane, czesane, posyłane do tej samej klasy. Oczekuje się od nich także identycznego zachowania.

Tymczasem one potrzebują mądrego podejścia rodziców i odpowiedniego traktowania, które pozwoli im rozwinąć własną indywidualność, usamodzielnić się emocjonalnie i uniezależnić jeden od drugiego. Dlatego przed rodzicami bliźniąt stoi nie lada zadanie. Równo obdarzać miłością i uwagą, a jednocześnie każde z nich traktować indywidualnie. Tylko jak to zadanie zrealizować w praktyce?

Mają prawo do odrębności

Rodzice bliźniąt powinni pamiętać, że to dwoje różnych dzieci, nie jedna para. I nie nadawać im imion brzmiących podobnie (Jaś i Staś) lub kojarzonych w pary (Ewa i Adam). Z tych samych powodów lepiej też nie ulegać pokusie ubierania dzieci tak, by wyglądały jak dwie krople wody. Niech każde dostaje ubrania w ulubionym kolorze, nosi różne fryzury, ma prawo do innych zajęć. Wystrzegajmy się obdarowywania ich jednakowymi zabawkami – najlepiej gdy same sobie wybiorą. To uczy je podejmowania samodzielnych decyzji, niezależnych od preferencji drugiego dziecka. Pozwala zaspokoić indywidualne oczekiwania, nie mówiąc już o tym, że łatwiej jest wtedy rozpoznać, co jest czyje.

Prośby też powinny być adresowane osobno do każdego dziecka, a nie do: „bliźniaków”, „braci”, „sióstr”, „dziewczynek” lub „chłopców”. Jeśli to tylko możliwe, dobrze każdemu z bliźniąt zapewnić własny pokój lub choćby kącik czy szufladę na jego skarby.

Rodzice powinni też starać się, by spędzały trochę czasu osobno i każde robiło coś innego. Na przykład jedno idzie z mamą na huśtawkę, drugie z tatą na rower. Tylko uwaga! Niech to nie będzie taki podział, że jedno jest na stałe przypisane tacie, a drugie mamie. Trzeba pozwolić im samym zdecydować. Czy na przykład chcą siedzieć w tej samej ławce, chodzić do tej samej klasy, a nawet do tej samej szkoły. A może nie? Uchroni je to przed komentowaniem różnic między nimi. Mają też im prawo do odrębnych zainteresowań.

Nie lubią być porównywane

Wprawdzie skłania nas do tego ich podobieństwo w wyglądzie, rozwoju, zachowaniach, ale wystrzegajmy się porównań.

Wszelkie porównania przynoszą jedynie szkody – wzmacniają rywalizację i potęgują wzajemną niechęć dzieci. A przede wszystkim powodują, że dzieci odczytują je jako ukryte żądanie, żeby były do siebie podobne. Tymczasem w wychowaniu bliźniąt nacisk powinno się kłaść na podkreślanie mocnych stron, zalet i indywidualnych przymiotów każdego z nich. Jeśli jedno jest wyraźnie lepsze w jakiejś dziedzinie, rodzice powinni znaleźć w drugim inną formę aktywności, w której poczuje się pewnie. I wzmacniać nawet niewielkie różnice, zarówno w ich wyglądzie, jak i upodobaniach, usposobieniu czy zainteresowaniach.

Jednym z największych błędów rodziców jest obarczanie winą obydwojga dzieci za wybryk jednego, mówiąc na przykład: „Znowu nabałaganiliście w pokoju”. Ale nie powinni również za wszelką ceną „dochodzić prawdy”, a już szczególnie szukać winnego.

 

Ważna rzecz: nie ingerować

Niech bawią się, jak chcą, same wypracowują kompromisy, kłócą się i godzą, samodzielnie rozdzielają role. Interwencję należy podejmować tylko w wyjątkowych sytuacjach. I, broń Boże, nie nakładać kar zbiorowych. Jeśli jesteście rodzicami dwójki rozrabiających bliźniąt, największy nacisk powinniście kłaść na uświadamianie im tego, że każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.

Bliźnięta są zwykle mniejszymi egoistami niż inne rodzeństwa. Dlatego nie ma potrzeby nieustannie nakłaniać je do dzielenia się zabawkami. Na ogół same dobrze sobie z tym radzą. Nie powinno się też namawiać dziecka bardziej skłonnego do współpracy, żeby ciągle ustępowało drugiemu. Może to doprowadzić do utrwalenia się podziału ról na przywódcę i uległego. Argument: „przecież jesteście bliźniętami” powinien zniknąć raz na zawsze z arsenału rodzicielskich upomnień. Ten fakt nie może przecież wiecznie determinować dzieci.

Rodzice, którzy starają się traktować każde z bliźniąt indywidualnie i wyjątkowo, podkreślają, że dzieci wcale tego nie chcą. Bardziej pilnują, żeby mieć po równo i to samo. Natychmiast zauważają, że brat czy siostra dostali jednego cukierka więcej lub robili coś ciekawszego niż oni. Domagają się również takich samych pochwał i nagród. Rodzice zastanawiają się więc, jak chwalić jedno dziecko, by drugie nie czuło się pokrzywdzone. Jak nagrodzić jedno za piękny rysunek, by drugie nie odebrało  tego jako swojej krytyki… Recepta jest prosta: nie oceniać i mówić o emocjach. Zamiast powiedzieć synkowi: „ładnie posprzątałeś”, lepiej określić, co konkretnie udało mu się zrobić: „poukładałeś książki, odkurzyłeś pokój”. Zamiast: „jesteś świetna”, lepiej zwrócić uwagę córce na uczucia: „na pewno byłaś z siebie dumna”. Pochwały takie wymagają od nas więcej wysiłku niż lakoniczne: „super, ekstra”, ale warto się postarać, bo w ten sposób nie wpędzamy w kompleksy bliźniaka, którego w danej chwili nie chwalimy, a chwalonemu pokazujemy, co robi dobrze.

Rozdzielać czy nie?

Rodzice na ogół są przeciwni rozdzielaniu bliźniąt w szkole. Argumentują, że ich dzieci są bardzo ze sobą zżyte, że w trudnych sytuacjach wspierają się i mogą na siebie liczyć. Poza tym to bardzo komplikuje rodzicom codzienność – organizują ją według dwóch różnych planów lekcji, dwóch rozkładów zebrań, wycieczek i imprez szkolnych. Ale ten drugi argument łatwo obalić: z takimi samymi problemami zmagają się rodzice, którzy mają dzieci w różnym wieku.

Za rozdzieleniem przemawia wiele ważnych względów: potrzeba uniezależnienia dzieci od siebie, nauka samodzielności, budowanie więzi innych niż bliźniacze. Kiedy bowiem dzieci przebywają stale razem, nie mają silnej potrzeby nawiązywania nowych relacji. Natomiast odseparowanie sprawia, że bardziej identyfikują się jako odrębne osoby. Zyskują również nowe doświadczenia, którymi potem dzielą się z innymi. Bliźnięta, zwłaszcza te zdominowane i nieśmiałe, mogą przekonać się, co potrafią, i po prostu bardziej uwierzyć w siebie. Rozdzielone przestają też stanowić atrakcję dla kolegów i nauczycieli, co dla niektórych dzieci bywa bardzo uciążliwe. Nie są narażone na ciągłe porównywanie i tym samym mają szansę na trafne i uczciwe oceny. Co więcej, same też nie muszą się już tak porównywać i ze sobą rywalizować.

Początki odseparowania mogą być trudne. Ale kiedyś musi ono przecież nastąpić. Może warto zacząć już na etapie szkolnym? Rodzice, którzy odważyli się podjąć taką decyzję, mówią, że się opłaciło.

  1. Materiał partnera

Jaki zachęcić dziecko do jazdy na rowerze?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Jazda na rowerze to jedna z tych aktywności sportowych, które rodziny z dziećmi lubią i wybierają najczęściej. Jak zachęcić i swoje dziecko do jazdy na  rowerze?

Jeździmy na rowerach coraz częściej, dla zdrowia i dobrego humoru

Weekendowe aktywności sportowe to najlepszy sposób każdego rodzica na przyjemne wypełnienie czasu wolnego swoich dzieci. Nie ma właściwie ograniczeń wiekowych, by z takiej aktywności skorzystać. Młodsze dzieci można przewozić w wygodnym foteliku, starsze poradzą sobie na własnych rowerkach.

Tymczasem, im więcej czasu rodzice i dzieci spędzą razem na świeżym powietrzu, tym lepiej dla jednych i drugich. Jazda na rowerze należy do tego rodzaju aktywności, które ani nie kosztują (oczywiście poza koniecznością jednorazowego zakupu roweru i akcesoriów), ani też nie wymagają posiadania szczególnych umiejętności. Wystarczy wsiąść na dobry rower, obrać trasę rowerową, spakować drobny ekwipunek i cieszyć się pięknymi widokami.

To wszystko sprawia, że wycieczki rowerowe stają się coraz bardziej modne, a uprawiają je zarówno mieszkańcy dużych miast, jak i rodziny zamieszkujące wsie. Jak zachęcić dziecko do jazdy na rowerze, by wyeliminować grymaszenie? Oto najlepsze sposoby.

Wybieraj takie trasy rowerowe, które jest w stanie pokonać Twoje dziecko

Choć w Polsce tras rowerowych jest naprawdę sporo to nie każda sprawdzi się w przypadku uczęszczania przez rodziny z dziećmi. Dłuższe trasy i w dodatku o nierównym podłożu lepiej pokonać we dwójkę z małżonkiem, gdy tylko czas na to pozwoli. Dzieci nie tylko będą zniechęcone, gdy przyjdzie im pokonać kilkadziesiąt kilometrów trudnej trasy, ale mogą na zawsze zaprzestać wsiadania na rower.

Trasa powinna być zatem stosunkowo łagodna, najlepiej kilkukilometrowa oraz z możliwością przystanku w ciekawym miejscu. Wypoczynek w kawiarni na lodach lub przy stawie, gdzie można rozłożyć koc i zjeść zabrane smakołyki to zawsze spora frajda dla najmłodszych wycieczkowiczów.

Najpiękniejsze trasy rowerowe są usytuowane w miejscowościach wakacyjnych. Jeśli zatem lubicie wolny czas spędzać aktywnie to koniecznie spakujcie rowery na wyjazdy rodzinne.

Wyposaż dziecko w odpowiedni rower oraz spersonalizowane akcesoria

To prawda, że wygodna może być jazda wyłącznie na rowerze miejskim dopasowanym do określonego wzrostu dziecka. Pamiętasz czasy, kiedy dziecko dostawało rower na pierwszą komunię świętą, zwykle za duży, by starczał na długi czas, a potem męczyło się jazdą w pozycji na wpół wyprostowanej? Dziś mamy tak spore możliwości zakupu odpowiedniego roweru dla dziecka, że szkoda byłoby zamęczać malucha za dużym lub za małym rowerem.

Jak sprawdzić, czy kultowy rower MTB pasuje do wzrostu dziecka? Jeśli podczas jazdy na nim, jest w stanie wyprostować nogę w kolanie to możesz mieć pewność, że ten model się sprawdzi. W razie wątpliwości wystarczy poprosić sprzedawcę o poradę i dopasować wraz z nim wielkość kół do wzrostu naszego dziecka.

Rower to jednak nie jedyny sprzęt, w który należy wyposażyć naszego malucha w czasie wycieczki. Aby jazda była bezpieczna, a dziecko poczuło się na rowerze, jak prawdziwy profesjonalista, koniecznie zadbaj o to, by posiadało pakiet niezbędnych akcesoriów rowerowych. Tutaj, kluczowy z punktu bezpieczeństwa będzie kask, czy nakolanniki, bądź rękawice. W sklepach rowerowych kupisz takie wyposażenie w różnych kolorach i ciekawych wzorach. Dziecko też lubi wyglądać dobrze, a jeśli jest ku temu możliwość to warto zapewnić mu taką możliwość.

  1. Psychologia

Pochwały są ważne dla dziecka

Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. (Fot. iStock)
Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. (Fot. iStock)
Wszyscy od chwili urodzenia pragniemy dwóch rzeczy: akceptacji i samorealizacji. Dzięki tym aspektom osiągamy potem sukces i spełnienie w zgodzie z sobą i ze światem. Pierwszymi osobami dającymi akceptację i rozwijającymi talenty są rodzice, następnie nauczyciele, partnerzy i szefowie. Każda z tych osób wpływa na nasz rozwój.

Jednak często te dobre intencje rozmijają się z efektami. Problem polega na tym, że, wpływając na innych, ludzie koncentrują się na korygowaniu naszych zachowań poprzez udzielanie informacji krytycznych, pokazywanie błędów i wad. Nie byłoby nic w tym złego, gdybyśmy jednocześnie słyszeli także informacje pozytywne i mieli podkreślane zalety. W naszej mentalności ukształtował się nawyk narzekania, krytykowania innych oraz skupiania uwagi na błędach. „No nie, znowu zrobiłeś to nie tak, jak powinieneś”, „Czwórka w szkole! Dlaczego nie piątka?!”, „Dlaczego zawsze musisz przypalić obiad?”. „Znowu się pani spóźniła!”. „Dlaczego nie zrobiłeś wszystkich rzeczy, co jest z tobą nie tak?”. - Pewnie wiele razy spotkaliśmy się z takimi zarzutami, a może sami stawiamy je innym. Wychowując dzieci, zarządzając zespołami ludzkimi, najłatwiej przychodzi zwracanie uwagi na błędy i to, co innym się nie udało.

Nagminna krytyka wpływa ujemnie na relacje między ludźmi, motywację do pracy i rozwój, a krytykowana osoba zaczyna rozwijać niechęć do osoby krytykującej, którą będzie jednak ukrywać. Krytykowanie może zmobilizować kogoś na krótką metę do zmiany postępowania, ale na dłuższą działa zniechęcająco. Dlatego wszystkim polecam inną postawę – docenianie naszych bliskich czy współpracowników, chwalenie, gdy ktoś zrobi coś dobrze, nawet jeśli to jest jakaś drobnostka, cieszenie się z sukcesów i osiągnięć drugiej osoby, wspólne ich świętowanie, szczere komplementy.

Pochwały z perspektywy wychowania dziecka:

Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. Z drugiej strony – dziecko stale krytykowane dochodzi do wniosku, że jego wysiłki i tak nie mają sensu, skoro rodzice okazują jedynie niezadowolenie. Pochwały i zachęty pomagają dziecku w kształtowaniu samooceny, budują wiarę we własne możliwości, pomagają lepiej radzić sobie z problemami, dają poczucie bezpieczeństwa. Są silnym fundamentem dla poczucia własnej wartości w dorosłym życiu.

Jak skutecznie chwalić dziecko?

Aby chwalenie było skuteczne:
  • Pochwały muszą być skierowane na konkretne zachowania, nie stosuj pochwał ogólnych.
  • Nagradzaj dziecko za dobre zachowanie.
  • Chwal każdy mały kroczek dziecka ku pożądanemu zachowaniu.
  • Próbuj „wyłapać” dobre zachowanie u dziecka i chwal je.
  • Pochwal dziecko, kiedy zaprzestało negatywnego zachowania.
Chwaląc, pamiętaj:
  • Opisz, co widzisz – np. „Widzę misie poukładane na półce i klocki w pudełkach”.
  • Opisz, co czujesz – np. „Przyjemnie jest wejść do twojego pokoju i zobaczyć porządek”.
  • Podsumuj godne pochwały zachowanie dziecka – np. „Cieszę się, że potrafisz sam uporządkować swoje zabawki”.

Pułapki i szanse dobrej pochwały:

  • Gdy oceniamy zachowanie lub twórczość dziecka mówiąc „ładnie, ślicznie, pięknie” dziecko nie wie, co tak naprawdę nam się podoba. Ważne, żeby nasza pochwała była opisowa i szczegółowa, a nie ogólna. Dzięki temu dziecko zobaczy, że jesteśmy naprawdę nim zainteresowani.
  • Unikaj takiej pochwały, w której ukryte jest przypomnienie wcześniejszego niepowodzenia dziecka – np. „No widzisz – jak chcesz, to potrafisz”.
  • Rujnuje naszą pochwałę wyraz „ale” – np. „Cieszę się, że posprzątałeś swój pokój, ale szkoda, że ubrania nadal leżą na krześle”.
  • Lepiej unikać komunikatów „Jestem z ciebie taka dumna”, powiedzmy raczej: „Możesz być z siebie dumny” – dziecko wtedy nabiera pewności siebie.

  1. Psychologia

Inteligencja emocjonalna - jak ją kształtować u dziecka?

Już od urodzenia trzeba otaczać dziecko bliskością, ciepłem, radością. Ogromną rolę odgrywa także obecność mamy i taty. (Fot. iStock)
Już od urodzenia trzeba otaczać dziecko bliskością, ciepłem, radością. Ogromną rolę odgrywa także obecność mamy i taty. (Fot. iStock)
Co czyni nas szczęśliwszymi? Specjaliści od psychologii pozytywnej dowodzą, że wcale nie to, czy jesteśmy bogaci i robimy karierę, tylko to, czy lubimy i rozumiemy siebie oraz innych. I co z tego wynika - czy potrafimy tworzyć satysfakcjonujące związki z ludźmi. A to wszystko w dużym stopniu zależy to od poziomu inteligencji emocjonalnej.

Co się kryje za określeniem inteligencja emocjonalna? Jest to zdolność rozpoznawania, wyrażania i kontrolowania własnych oraz cudzych emocji. A także zdolność wykorzystywania wiedzy emocjonalnej w procesie myślenia.

Obserwując grupę przedszkolaków, możemy zauważyć, że na przykład do Julki dzieci lgną, a Agatka bawi się sama w kącie. Filip zawsze zauważy, że ktoś potrzebuje pomocy, a Zosia ma problemy, żeby się czymkolwiek z rówieśnikami podzielić. Są dzieci, które od razu podporządkowują się regułom panującym w grupie, a inne muszą się długo tego uczyć. Za takimi, a nie innymi reakcjami stoi właśnie emocjonalna inteligencja. Nie jest ona związana ze zdolnościami matematycznymi, muzycznymi czy innymi. Dziecko z wysokim poziomem tej inteligencji jest otwarte na uczucia swoje i innych. Zarówno pozytywne, jak i negatywne. Potrafi na nie właściwie odpowiedzieć. W życiu codziennym przejawia się to tym, że po pierwsze - umie spostrzec emocje mamy czy kolegi z podwórka, po drugie - potrafi je nazwać i ocenić ich intensywność oraz po trzecie - adekwatnie zareagować.

Przykład: jeśli dziecko zauważy, że inne dziecko w przedszkolu siedzi w kącie skulone, to podejdzie do niego i powie: „Czekasz na mamę?”, usiądzie obok, obejmie ramieniem. Takie dziecko jest też świadome własnych stanów emocjonalnych i dobrze je identyfikuje. Umie spojrzeć na siebie z dystansu, udaje mu się łagodzić negatywne, a podtrzymywać pozytywne emocje. Przykład: dziecko przychodzi do domu i mówi, że jest w złym humorze, bo kolega nie chciał się z nim bawić. Widzimy tu, że maluch spostrzegł swoje emocje, nazwał je, znalazł przyczynę i opowiedział o nich. Dziecko, które ma niski poziom inteligencji emocjonalnej, może być na przykład odepchnięte, uderzone przez niechętne do wspólnej zabawy dziecko, bo nie wyczuje, że kolega jest zmęczony lub niezadowolony i uporczywie będzie namawiać go do zabawy. A później, jako dorosły człowiek, jeśli na przykład będzie chciało porozmawiać z szefem o swoich sprawach, a nie wyczuje, że to nie jest dobry moment, niczego nie załatwi. Chodzi o tak potrzebne reagowanie na subtelności ludzkiego zachowania.

Tego można się nauczyć

Nadal brak jest danych na temat tego, czy rodzimy się z określonym poziomem inteligencji emocjonalnej. Wyniki pewnych badań sugerują, że niemowlęta mają wrodzoną zdolność odczytywania emocji z twarzy innych oraz wyrażania swoich emocji w celu nawiązania komunikacji z otoczeniem. Niektóre cechy (np. towarzyskość), z którymi rodzi się dziecko, mogą pozytywnie wpływać na rozwój inteligencji emocjonalnej. Badania wskazują także, że wzmacniając lub tłumiąc określone predyspozycje dziecka, rodzice mogą skutecznie wpływać na jej poziom. Z reguły dzieci mają podobną inteligencję emocjonalną jak rodzice. Interesujące w tym kontekście są wyniki badań pokazujące, że poziom inteligencji emocjonalnej partnerów w parze jest najczęściej podobny. Nie wiadomo, czy ludzie tak się dobierają, czy też zmienia się to podczas trwania związku. Z pewnością inteligencję emocjonalną można ćwiczyć.

Jak możemy rozwijać w dziecku te umiejętności?

Już od urodzenia trzeba otaczać dziecko bliskością, ciepłem, radością. Ogromną rolę odgrywa także obecność mamy i taty. Warto nachylać się nad dzieckiem, mówić do niego, uśmiechać, modulować głos. A przede wszystkim być blisko. Pierwszy rok życia dziecka to fundament na całe życie.

Rozmawiać z dzieckiem o tym, co czuje i co sami czujemy. Jeśli rodzic, widząc na buźce dziecka określony grymas czy mimikę, mówi mu: „Jesteś smutny, tak?”, uczy je, że to co jest na buzi wyraża smutek. I że to jest komunikat, na który ktoś reaguje. Później, gdy mama jest smutna, zareaguje dziecko. Przyjdzie i powie: „Nie smuć się, mama.” Ważne jest uchwycenie tego, powiedzenie na przykład: „Moja kochana córeczka, mama już nie będzie smutna”. Potem warto dziecko przytulić, przekazać, że jest dla nas ważne to, co robi. Nie mówmy: „Nic się nie dzieje”, gdy nasza twarz wyraża coś zupełnie odwrotnego. Dzielmy się z dzieckiem informacją o uczuciach, bo wtedy uczy się, że można o nich rozmawiać, że nie jest to temat tabu.

Przykładowa zabawa

Narysujcie kilka buziek lalki czy misia z różnymi minkami. Wylosuj jedną i poproś dziecko, aby o niej opowiedziało. Możecie później pokazywać te minki w lusterku i rozmawiać, na przykład o tym, co mogło się stać misiowi, że ma taką smutną minkę, i jak mu pomóc.

W rodzinie ważna jest otwartość uczuć. Wiadomo, czasem trzeba się bardziej kontrolować, bo na pewne rzeczy nie ma społecznego przyzwolenia. Ale w rodzinie możemy pozwolić sobie i na płacz, i na okazywanie spontanicznej radości. W domu można skakać i szaleć ze szczęścia.

Nie żałujmy słowa „kocham”. Zwróćmy jednak uwagę, by to słowo było mówione odpowiednio ciepłym głosem, z dużą czułością. By razem z tym słowem dziecko otrzymywało pozytywny ładunek emocjonalny. I by mogło nauczyć się prawidłowego znaczenia słowa „kocham”.

W domu czasem też się kłócimy. Nie jest dobrze, jeśli dziecko często ma okazję obserwować kłócących się rodziców. Jeśli coś takiego się zdarzy, należy zawsze zadbać o to, by później wziąć dziecko na kolana, przytulić i wytłumaczyć co zaszło. Powiedzieć na przykład, że mama i tata pokłócili się, bo czasami mamy inne zdania na określony temat, czasami złościmy się na siebie, ale to nie znaczy że się nie kochamy. Potem warto pokazać dziecku, że się pogodziliśmy.

Pozwalajmy dziecku na wyrażenie negatywnych emocji. Nie zaprzeczajmy jego uczuciom. Gdy dziecko boleśnie rozbije sobie kolano, nie mówmy: „E, nie trzeba płakać” albo „Ale jesteś mazgaj”. Maluch ma prawo płakać, bo coś go boli. Żeby nauczyć dziecko inteligencji emocjonalnej, samemu trzeba umieć popatrzeć na wydarzenie z punktu widzenia dziecka.

Dajmy dziecku szansę na samodzielne rozwiązywanie konfliktów z rówieśnikami. Przykład: Dziecko złości się i rozpacza, bo kolega z piaskownicy zabrał mu łopatkę. Nie mówmy: „Jesteś niedobry. Nie ma powodów do płaczu”. Raczej: „Zdenerwowałeś się, bo Kuba zabrał ci łopatkę, twoją łopatkę. Co zrobimy? Zobacz, tu jest żółta łopatka, którą ktoś zostawił. Może damy ją Kubie, a ty weźmiesz swoją”. W tym momencie zostawmy dziecku możliwość podjęcia takiej decyzji. Poczucie, że dziecko samo podejmuje decyzję i radzi sobie z konfliktami wpływa na rozwój inteligencji emocjonalnej.

Dziecko musi słyszeć „nie” od dorosłego. Jeśli nie ma stawianych granic, przyjmuje postawę roszczeniową, bo tego nauczyło się w domu. Nie akceptuje norm grupowych, bo wtedy nie jest już najważniejsze, nie jest w centrum, nie rządzi. Stawianie jasnych granic daje dziecku poczucie bezpieczeństwa.

Jak najczęściej chwalić, by budować silne poczucie własnej wartości. Bardzo ważne w chwaleniu dziecka jest sposób w jaki to robimy. Trzeba to robić w sposób autentyczny, zwracając uwagę na szczegóły, np. „Bardzo ładnie dobrałaś kolory drzew w parku jesiennym, są takie barwne i ciekawe”. Zamiast: „Bardzo ładny rysunek”, co może zostać uznane wyłącznie za podlizywanie. W chwaleniu należy także okazywać dziecku uznanie za dokonane czyny. Pochwałą obdarujmy je nawet wtedy, gdy coś mu nie wychodzi. Powiedz: „Następnym razem zrobisz to jeszcze lepiej”. Taka nasza postawa bardziej motywuje do dalszego działania, niż słowa: „No znowu ci nic nie wychodzi”.