1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Z trenerami wśród gwiazd

Z trenerami wśród gwiazd

123rf.com
Są na tyle potężni, że największe gwiazdy show-biznesu słuchają ich bezkrytycznie, a niektórzy aktorzy po wielotygodniowym planie zdjęciowym często zamiast do stęsknionej rodziny wracają od razu w ich umięśnione ramiona. Jedni rozkręcają swoje interesy, inni są wierni kilku klientom, którzy zapewniają im wystarczająco dostatnie życie. O jeszcze innych prasa pisze tak samo często jak o celebrytach, którymi się zajmują. Ta tajna sekta sterująca gwiazdami żądnymi poprawy kondycji to ich osobiści trenerzy.

Kto poświęci ci kilka godzin swojego dnia, zamknie dla ciebie całą siłownię? Przez całe spotkanie będzie skupiony tylko i wyłącznie na tobie, gdy pot będzie spływał ci strużkami, a z gardła będą wyrywały się tylko jęki bólu i zmęczenia? Kto zarobi na twoim wysiłku sumy, które zapewnią mu złotą emeryturę?

Prywatni trenerzy, bo o nich mowa, to towar ekskluzywny i, jak wszystkie dobra luksusowe, wysoce pożądany. Moda na osobistego sadystę rozprzestrzeniła się bardzo szybko. Po aktorach przyszedł czas na muzyków, polityków i różne osoby publiczne. A w końcu także i na zwykłych śmiertelników, przynajmniej tych z wystarczającą sumą pieniędzy na koncie

Szarlatan fitnessu

Najbardziej znana i jednocześnie najbardziej kontrowersyjna jest Tracy Anderson – drobna blondynka, która jest święcie przekonana, że każdy może mieć ciało malutkiej tancereczki. To ona jest odpowiedzialna za świetną formę Gwyneth Paltrow i wygląd młodego terminatora u 50-letniej Madonny. Anderson – tancerka, która nigdy nie spełniła marzeń o karierze baletnicy – po ciąży stwierdziła, że czas coś zrobić z nadwagą i miłością do wysiłku fizycznego, którą pielęgnowała całe życie. Założyła centrum fitness. Pomogła wielu kobietom – jej klientki w ciągu pół roku zrzucały nawet kilkadziesiąt kilogramów. O Tracy zrobiło się głośno, w 2004 r. zaczęto ją zapraszać do Hollywood, a w 2006 r. sama Paltrow zaproponowała jej posadę osobistej trenerki (planowane zdjęcia do pierwszej odsłony „Iron Mana” były dobrym pretekstem). Po pewnym czasie Paltrow podzieliła się Anderson ze swoją przyjaciółką – Madonną. Tak Tracy stała się najgorętszym nazwiskiem w branży. Po trzech latach intensywnego związku z piosenkarką (Anderson i Madonna ćwiczyły codziennie dwie godziny, sześć razy w tygodniu) panie nagle się rozstały. Madonnie z tej relacji pozostały budzące postrach bicepsy, które wielu znanych osobistych trenerów krytykuje. Złą opinię o Anderson uzupełniają plotki o jej rzekomych przekrętach finansowych i reportaż brytyjskiej dziennikarki, która sprawdziła diety i ćwiczenia na samej sobie i doprowadziła się niemal do ruiny zdrowotnej. To zamieszanie nie przeszkadza Tracy mieć pod opieką najważniejszych nazwisk (to m.in. ona ostatnio pomogła wrócić Jennifer Lopez do imponującej formy), wydawać poczytnych książek (ze wstępem napisanym przez samą Paltrow) czy otwierać kolejnych centrów fitness (m.in. w snobistycznym Hamptons, urlopowej bazie wielu nowojorczyków).

Guru Gunnar

Gunnar Peterson to solidna firma, ba, najlepsza, jaką można znaleźć. To człowiek, do którego dzwonią wszystkie gwiazdy, a potem rozpływają się w zachwytach nad amerykańskim trenerem o szwedzkich korzeniach. „Vogue” nazywa go jedynym w swoim rodzaju, a lista klientów zawiera nie tylko topowe nazwiska Hollywood (Angelina Jolie, Matthew McConaughey, Sylvester Stallone, Bruce Willis, Halle Berry), ale także wielkie postacie ze świata sportu. To on pomaga w treningach Lakersom, to jemu Pete Sampras po ostatnim meczu podarował rakietę z dedykacją: „Dzięki za przedłużenie mojej kariery”. Co nie mniej ważne, to także jemu swoje słynne pupy zawdzięczają Jennifer Lopez i Kim Kardashian. Jego zasługą jest imponujący sześciopak Hugh Jackmana w „X-Menach”, sprawność fizyczna i piękny wygląd Angeliny Jolie w „TombRaiderze”. Obecny niedawno w Polsce Joe Manganiello, gwiazdor przebojowego serialu HBO „Czysta krew”, opowiedział dziennikarzom, że pierwsze, co zrobił, kiedy dowiedział się, że wcieli się w postać, która ma być uosobieniem sprawności fizycznej, to zadzwonił do Gunnara Petersona.

Trener najlepszym przyjacielem gwiazdy

Ale Peterson i Anderson to tylko dwa przykłady. Lista wpływowych trenerów, którzy wywrócili życie największych gwiazd do góry nogami (najczęściej zmieniając je w mniej lub bardziej intensywny obóz sportowy), jest długa. Te najsławniejsze to: Sebastien Lagree, Brad Bose, Valerie Waters, Harley Pasternak, Michael George. Wśród oddających im swoje tygodniowe grafiki i ciała we władanie są m.in.: Jessica Simpson, Ben Stiller, Miley Cirus, Dido, Kanye West, Alicia Keys, Halle Berry, Bono, Megan Fox, Katy Perry, Cindy Crawford. Do Hollywood możemy dodać też Londyn i tamtejszego równie rozchwytywanego trenera, Matta Robertsa, który układa ćwiczenia m.in. dla Naomi Campbell, projektanta Toma Forda i premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona.

Związki trenerów z gwiazdami bywają tak intensywne, że spędzają z nimi więcej czasu niż z rodzinami. Teraz, kiedy pozycja i sława bogów fitness jest tak silna, wielu trenerów postanawia jednak oddzielić pracę od życia osobistego. Sebastien Lagree w jednym z wywiadów stwierdził, że zabronił swoim klientom budzić go telefonami w środku nocy (co było dotychczas częstą praktyką np. Nicole Kidman). Jego kolega po fachu, Harley Pasternak, ma tak zapełniony grafik, że kiedy John Mayer po ćwiczeniach chciał wyciągnąć go na obiad, jedyne, co mógł odpowiedzieć to: „Bardzo chętnie, ale właśnie lecę spotkać się z Bono”. Oprócz zadawania bólu najsłynniejszym osobom świata trenerzy wiodą komfortowe życie. To, ile zarabiają, jest tajemnicą. Kilka lat temu plotka głosiła, że średnia stawka wynosi 500 dolarów za godzinę. Od tego czasu jednak na pewno wiele się zmieniło.

Polacy nie gęsi

Moda na osobistych trenerów dotarła także do Polski. Boom zaczął się, kiedy w telewizji gwiazdy zaczęły tańczyć, jeździć na łyżwach i ogólnie popisywać się sprawnością fizyczną i pięknym ciałem. Zaskakujące metamorfozy kolejnych gwiazdek dzięki ich osobistym trenerom – tancerzom, łyżwiarzom – mogliśmy oglądać na małym ekranie przez ostatnich kilka lat. Na tym jednak rodzimi celebryci nie poprzestali. Intensywne i zaplanowane diety, ćwiczenia z własnym trenerem – do takiego grafiku każdego dnia przyznają się polskie gwiazdy w najlepszej formie – Małgorzata Socha, Katarzyna Glinka, Anna Mucha. Za codzienne restrykcyjne treningi odpowiadają m.in. Piotr Łukasik (trenuje wspomniane już Sochę i Muchę, Piotra Rubika, pomógł wrócić do formy Kasi Cichopek) i Tomasz Brzózka (Sonia Bohosiewicz).

Amerykańscy i polscy trenerzy gwiazd deklarują to samo – starają się promować zdrowy styl życia, powołując się na starą maksymę: sport to zdrowie. Ćwiczenia poprawiają samopoczucie, oczyszczają organizm z toksyn, zdrowy i regularny wysiłek procentuje na całe życie. Zwykłych śmiertelników podnoszą na duchu, zapewniając, że największe gwiazdy ekranu i estrady muszą harować tak samo ciężko jak każdy, żeby mieć idealną figurę. Oprócz Tracy Anderson (która z całej światowej populacji zrobiłaby malutkich tancerzy w rozmiarze zero) wszyscy chórem podkreślają, że każdy wygląda inaczej, w związku z czym nie powinien istnieć jeden ideał piękna. Wystarczy ćwiczyć, znaleźć metodę odpowiednią dla siebie i zdrowy dystans do współczesnej obsesji rozmiaru i piękna. No i może mieć jeszcze choćby małą fortunę, żeby opłacić osobistego trenera.

 

Tekst ukazał się w Magazynie C&C, 3(8)/2011.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze