Pamięć chwili narodzin

Pamięć chwili narodzin
fot: 123RF.com

Dzięki psychologii prenatalnej wiemy dziś, że cesarskie cięcie wywołuje w dziecku duży lęk o życie. Co jednak ciekawe, w sytuacji, kiedy zabieg
staje się konieczny, by uratować życie matce i maleństwu, ma dla dziecka
inny wymiar psychiczny i fizyczny niż „cięcie na życzenie”
– mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

– Niedawno wróciła pani z poświęconego porodom międzynarodowego kongresu w Kalifornii.

– Tak, z kongresu „Cud narodzin: połączenie wrodzonej mądrości ze współczesną nauką” zorganizowanego przez amerykańskie Association of Pre- and Perinatal Psychology and Health (APPPAH). Psychologia prenatalna rozwija się dziś bardzo szybko na całym świecie i dostarcza nowych dowodów na to, że sposób, w jaki się rodzimy i jak jesteśmy traktowani, będąc w łonie matki, ma wpływ na to, jacy będziemy w przyszłości. Niezwykle interesujące jest najnowsze odkrycie szwedzkich naukowców ze sztokholmskiego Instytutu Karolinska: zabieg cesarskiego cięcia może zmienić strukturę DNA dziecka. Skutek jest taki, że dzieci urodzone w ten sposób częściej zapadają na choroby immunologiczne, takie jak cukrzyca, astma czy nawet nowotwory. Prawdopodobnie czynnikiem stymulującym takie zmiany jest poziom stresu przy narodzinach. Profesor Mikael Norman z Instytutu Karolinska stwierdził, że to odkrycie skłania do nowego spojrzenia na cesarskie cięcie, którego popularność w zachodnim świecie gwałtownie rośnie.

– Ale wiele kobiet jest święcie przekonanych, że to najlepszy i najbezpieczniejszy sposób urodzenia dziecka.

– Kiedy poród nie idzie, jak trzeba, kiedy mamy do czynienia z ryzykiem lub możliwe są późniejsze powikłania, cesarka jest prawdziwym błogosławieństwem. Powinnyśmy jednak rozróżnić dwa rodzaje cesarek. Kiedy kobieta rodzi naturalnie, bo dziecko uznało, że jest gotowe do wyjścia, a w trakcie porodu pojawiają się komplikacje i lekarz decyduje się na operację, to chociaż dziecko doświadcza stresu, cięcie ma dla niego inny wymiar psychiczny i fizyczny niż cięcie zaplanowane. Innymi słowy, mózg dziecka ma dość czasu, żeby zanotować lęk, który w późniejszym życiu bardzo ułatwi mu funkcjonowanie, znacznie zwiększając jego tolerancję na stres. Ale kiedy w pełni zdrowa kobieta umawia się na operację, bo boi się bólu, powinna wiedzieć, że bardziej szkodzi swojemu dziecku, niż pomaga. Cesarka to bardzo poważny zabieg. Pierwszym uczuciem, którego doświadczy jej maluch, całkowicie nieprzygotowany na przejście z łona matki do świata na zewnątrz, będzie potworny lęk o swoje życie. Podczas cięcia wszystko dzieje się szybko, dziecko nie ma czasu na przeżywanie swoich narodzin w intuicyjny sposób, jaki ma zakodowany w genach. Dzieci urodzone w ten sposób mają ogromną traumę.

– A jednak liczba cesarskich cięć na życzenie ciągle rośnie. Szacuje się, że dziś w polskich szpitalach to nawet 50–60 proc. Dlaczego tak się dzieje?

– Widziałabym kilka przyczyn. Pierwszą jest narastający strach przed porodem. Medycyna w całości zawładnęła tym najbardziej przecież naturalnym procesem – kontrolę nad ciałami rodzących kobiet przejęli lekarze, co spowodowało, że odpowiedzialność za przebieg porodów całkowicie spoczęła zamiast na mamach na lekarzach. Okres ciąży spędzamy w przychodniach i laboratoriach, nieustannie wykonując dziesiątki badań. Rodzimy w nienaturalnej pozycji, w szpitalach, podłączone do medycznej aparatury. Już samo leżenie podczas porodu pokazuje, jak bardzo jesteśmy ubezwłasnowolnione. Proszę zobaczyć, jak się pani czuje, kiedy pani leży na wznak, a jak, stojąc – jak bardzo różne jest w obu pozycjach poczucie sprawczości. Poza tym żyjemy w czasach, które przyzwyczaiły nas do gotowych produktów i wielkiego pośpiechu – nasze dzieci, tak jak wszystko inne, chcemy mieć przy sobie natychmiast. Do tego dochodzi strach przed bólem. Nie chcemy żadnego bólu, zapominając, że to nasz wielki sprzymierzeniec, bardzo często informujący o stanie emocji czy kondycji w ogóle. Dodatkowo nie mówi się ani nie pisze pozytywnie o naturalnym porodzie – to raczej cesarskie cięcie przedstawia się jako alternatywę, która zabezpiecza wszystkich (a zwłaszcza dziecko) przed przykrymi konsekwencjami naturalnego porodu. W rzeczywistości jest inaczej: przykre konsekwencje niesie ze sobą cesarka. I jeszcze jeden czynnik ma tu ogromne znaczenie – system. Obecny podział, kiedy lekarz jest odpowiedzialny za poród, a położna to jedynie jego asystentka, której nie wolno samodzielnie podejmować ważnych decyzji, prowadzi do wielu niepotrzebnych konfliktów – skutki tych konfliktów odczuwają rodzące kobiety. Poród o prawidłowym przebiegu bez medycznych interwencji trwa średnio 7–8 godzin. Z punktu widzenia wielu lekarzy cesarskie cięcie to wciąż najlepsze i najszybsze wyjście. Na czekanie nie ma czasu, przez co powszechnie i bardzo często niepotrzebnie używa się rozmaitych przyspieszaczy. Użycie jednego środka powoduje konieczność użycia kolejnego. To także ważny czynnik wpływający na liczbę chirurgicznych interwencji przy porodzie.

– A jak jest w Indiach?

– W Radżasthanie, skąd pochodzę, zaobserwowałam tę samą prawidłowość co w Polsce: kobiety majętne coraz częściej decydują się na cięcie, kupując sobie przywilej rodzenia bez trudu i bólu. Przychodzi mi na myśl pewne porównanie. Od czasów, kiedy w roku 1663 król Ludwik XIV zażądał, by jego kochanka Louise de la Vallière urodziła w pozycji leżącej, ułatwiającej mu oglądanie przebiegu porodu, bogate kobiety w Europie zaczęły rodzić w tej niefizjologicznej pozycji, bo stało się to w pewnym sensie modne. Rodzenie w pozycji kucznej lub stojącej zostawiono kobietom biednym. Współcześnie także rodzenie w określony sposób – przez niefizjologiczną cesarkę – bywa wyznacznikiem statusu społecznego. To kolejny czynnik powodujący popularność tego sposobu rodzenia.

– Co robić, żeby powstrzymać zjawisko narastania liczby cesarskich cięć?

– Pamiętać, że jako gatunek przetrwaliśmy dzięki porodom naturalnym. Nie ma nic lepszego, bo gdyby było, natura stworzyłaby nas inaczej. Od tysięcy lat nasze ciała uczyły się, jak rodzić, od tysięcy lat mamy takie same macice i takie same pochwy. Nasze ciała umieją rodzić. Jeśli nie mamy zaufania do siebie, zaufajmy instynktowi, on z pewnością dobrze i bezpiecznie przeprowadzi nas i nasze dziecko przez cały proces narodzin. Skoro wszystkie kolejne etapy życia przechodzimy łagodnie: rośniemy, dorastamy, przeżywamy swoją dojrzałość, starzejemy się, umieramy, dlaczego nie mielibyśmy się rodzić w taki sam naturalny, spokojny i łagodny sposób? Dziecko poczęte świadomie, urodzone z pełną świadomością w naturalny sposób i wychowane w miłości jest dla świata kompletne – może dawać, nie musi niczego brać. Nie będzie w przyszłości chorowało na ADHD, autyzm, bulimię czy anoreksję, bo dostało wszystko, czego mu trzeba, żeby dobrze sobie radzić ze światem. Terapeuci potwierdzają, że moment poczęcia i przyjścia na świat jest dla człowieka bardzo ważny, a trauma związana z porodem jest przyczyną wielu chorób i problemów natury psychicznej i emocjonalnej. Ci terapeuci, którzy zajmują się uzdrawianiem traumy narodzin, mają bardzo dobre wyniki leczenia schorzeń trudnych do wyleczenia innymi dostępnymi metodami.

– A czy sposób, w jaki zostaliśmy urodzeni, może wpływać na naszą relację z mamą?

– Tak. Jest taki poruszający i jednocześnie zdumiewający film pt. „Czego pragną dzieci”. Opowiedziano tam historię pewnej kobiety, która miała ogromny problem ze swoją kilkuletnią córeczką – nie potrafiła nawiązać z nią kontaktu, miała wrażenie, że córka jej nie lubi. Obie trafiły do terapeutki, która dotarła do źródła problemu. Dziewczynka, której niczego nie sugerowano, za pomocą dostępnych w gabinecie zabawek odtworzyła szpitalną salę, w której przyszła na świat przez cesarskie cięcie. Potrafiła wskazać miejsce, w którym stał tata, a nawet gdzie były ustawione kapcie mamy. Położyła na piersi lalki (która w tym ustawieniu była jej mamą) drugą lalkę (będącą nią samą), robiąc to, na co nie pozwolono podczas jej narodzin – nawiązała pierwotną, intuicyjną, głęboką więź z matką. Od czasu tej sesji ich relacja uległa diametralnej zmianie. Używając języka symboli, można tę sytuację ująć tak: to, co nie zostało zamknięte, będzie się otwierać. Nieprzepracowana trauma narodzin jest jak jątrząca się rana, którą ciągle nosimy w sobie. Co ciekawe, wiele dzieci aż do trzeciego roku życia pamięta chwilę swoich narodzin.

– Trudno w to wszystko uwierzyć…

– Rzeczywiście. Przeczuwamy, że może tak być, ale trudno nam uwierzyć w coś, czego nie ma w naszych podręcznikach. Na szczęście nauka zaczyna nam dostarczać coraz więcej dowodów na to, że człowiek rodzi się kompletny, z wykształconą świadomością od chwili poczęcia. Pomyślmy, jak wielki potencjał niesie ze sobą ta wiedza. Zamiast leczyć później różne schorzenia natury fizycznej i emocjonalnej u naszych dzieci, możemy im zapobiegać, już na starcie wyposażając je we wszystko, co najlepsze. Dotarliśmy do momentu, gdzie leży większość przyczyn naszych chorób. Zapobiegajmy im, wzmacniając w ciężarnych i rodzących kobietach ich poczucie mocy i sprawczości. Mając świadomość, jak wielkie znaczenie ma poród naturalny, możemy uczynić świat lepszym miejscem do życia – dla nas samych i przyszłych pokoleń. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielkiego potencjału do zmian. Skorzystajmy z niego.