fbpx

Maupka czy żółw?

Moja muzyka jest robiona ze spokojem i z przyjemnością. Z czcią dla ciszy. Nie straszy i nie ma na celu irytować ( prawdopodobne jest, że wielu irytuje). Ma łagodzić „stany zapalne” przemęczonej i ogłupiałej duszy. To powoduje, że staje się nieopłacalna.

Czuję się nieswojo. Łatwo mi stać przed wielotysięczną publicznością z otwartą buzią i demonstrować tłumom swoje różowe migdałki drżące heroicznie na wietrze, który niesie dźwięki moich osobistych piosenek. A tutaj? Patrzę na te litery, a one sterczą nieme, czarne na nagiej kartce. Mówią o tym, co już dużo głębiej schowane, rzadziej ukazywane,  bardziej intymne nawet niż moja pierwsza solowa płyta „Maupka Comes Home”. Bo maupka musi się ostatnio tłumaczyć.
 
Z czego? Że nie jest śpiewana po polsku, że niszowa, że ma małe szanse na komercyjny sukces, czy – jak powiedział jej ostatnio Kuba Wojewódzki – że jest „środowiskowa”. Mnie tymczasem po cichu cieszy, że nie grają tej płyty „głośne” rozgłośnie. Bo tam chodzi o coś innego niż muzyka. Tam trwa targowisko sprzętów AGD, farmaceutyków, banków, polityków i złych wiadomości.

Najważniejsze w mediach „najgrubszych”, masowych jest kreowanie nowych potrzeb ludzkich, bo to na nich się zarabia. Czyż to nie dziwne, że coś niejako fabrykuje nam nasze potrzeby? Ktoś nam uświadamia, czego potrzebujemy do szczęścia? I to, że wciąż, zdaniem tych „duchowych doradców”, potrzebujemy więcej? Trudno jest nie wsiadać do takiego pociągu, którym już jadą nasi bliscy i znajomi. Ten pociąg pędzi w dobrze znanym wszystkim kierunku, który już dawno obrała cywilizacja zachodnia. Socjologia i filozofia nazywają to konsumpcjonizmem. Zaczyna boleć nas brzuch, ponieważ zjadamy coś w pośpiechu, pędząc przez centrum handlowe. „Słuchamy” muzycznego fastfoodu, boli nas potem głowa, bierzemy tabletki otępiające ból, ale też naszą świadomość. Wieczorem padamy niemal martwi na kanapach zbyt miękkich, by ciało mogło się na nich właściwie rozluźnić. Włączamy telewizory, a tam dalszy ciąg koszmaru.

Gatunek maupi, który reprezentuję, nie powstał na drodze doboru naturalnego. Chodzi o to, że jakimś cudem funkcjonuję, ale niezbyt jestem przystosowana do czasu i miejsca, w którym żyję. Wykorzeniona stylistycznie, wiecznie struta wegetarianka, ochrzczona katolicko buddystka, tańcząca afro, ćwicząca jogę, różowoskóra wokalistka soulowa. Instynkt zwierzęcy podpowiada maupce, że musi uciekać! Natychmiast! Tylko dokąd?

Naturalnie, że nie poddam się eskapizmowi. Wiem,  że takich maupek jak ja jest w tej dżungli dużo więcej. Mają szansę na przetrwanie, ale muszą coś robić, by odpoczywać i regenerować swe siły. Ja w poszukiwaniu ciszy wchodzę w głąb siebie, na zewnątrz zdając się nieruchomym żółwiem. Supta kurmasana to pozycja w jodze zwana śpiącym żółwiem. W tych dniach szczególnie lubię spędzać w niej więcej niż zalecane pięć oddechów. W tej pozycji klatka piersiowa rozszerza się, mamy zatem więcej miejsca również w dotlenionej głowie. Zły tłuszcz w ciele zostaje „rozpuszczony”, a czarne myśli przepędzone. Kręgosłup wzmacnia się i znów czujemy się pewnie. Znika także ból w piersiach, którego przyczyną było przemęczenie czy zbyt duże przeżycia emocjonalne. Wszelkie zaburzenia pokarmowe, powstałe w skutek zjedzenia czegoś „na szybko”, przechodzą i pojawia się szansa, że poczujemy się znów dobrze. Wrócimy do domu. Szukajmy zatem naszej zwierzęcej natury jak najczęściej. Być może w taki sposób – pod postacią małpy, żółwia czy, jak to robi moja siostra, słonia – poczujemy więcej siły i odwagi, by stawić czoła cywilizacji na co dzień, wśród ludzi.