fbpx

Niezwykła Kowalska

Potwierdza się współczesna reguła, że po znanych prozaikach to nie powieści zostają, ale dzienniki. Zostają zresztą na chwilę, ale wszystko jest na chwilę, o czym przypominają właśnie takie zapiski. Aż strach, jak szybko następuje wielkie unieważnienie…

Kowalska żyła w cieniu czy raczej w blasku swej przyjaciółki Marii Dąbrowskiej, pisarki uważanej za wielką, dzisiaj też „zredukowanej” do swego dziennika. (Dzienniki tych dwóch blisko-wrogich sobie kobiet w zdumiewający sposób się ze sobą splatają).

Anna Kowalska notowała swoje życie w latach 1927–69. Pierwsza data jest bardzo mi odległa, druga, rok śmierci autorki, to moja młodość górna i durna. Pamiętam, jak moja mama, piękna i młoda, wybiera się do szpitala, w którym umiera Kowalska… Mama spryskuje się jakimiś perfumami, ubrana w brązowy żakiet, w którym jej tak ładnie…

Ten dziennik przejął mnie do szpiku kości, opisuje z mądrą trwogą świat moich rodziców, z którego wyłonił się potem mój świat. Dzieckiem będąc, z rodzicami odwiedzałem pisarki w Komorowie, ale pamiętam tylko ich psa. Dyla, białego w czarne łaty. Jakże wielu, o których pisze Kowalska, znałem, patrząc na nich oczami dziecka, więc z dołu, a potem wprost w oczy. Teraz niemal wszyscy leżą na wielkim pobojowisku przeszłości, na którym bujnie rośnie zapomnienie.

Środowisko artystyczne w tamtej Polsce jest zwarte i hołubione. Pisarz w stalinizmie miał być inżynierem ludzkich dusz, lecz artyści szybko się buntują. To jedna z warstw tych zapisków. Jakże ciekawy jest też opis wojny i Powstania. Wtedy Kowalska notuje słowa Dąbrowskiej: „Jak oni mogli wywołać powstanie i nic nie zrobić, by mnie ocalić”. Te opisy pychy, nie tylko pani Marii, właściwie wszystkich artystów, są pyszne i zatrważające. I jest miłość obu kobiet do siebie, ale ze strony pani Marii zwykle pełna jadu. Kowalska została w tym związku zredukowana, a przecież była chyba od Dąbrowskiej mądrzejsza?

Moja mama niedawno opowiadała, że gdy z ojcem chodzili do obu pań i wręczali na progu kwiaty, to Dąbrowska od razu wyciągała żarłoczną dłoń po bukiet, który był przecież dla obu.
 
W roku 1927 młoda Kowalska jeszcze chyba nie wie, jakie ma seksualne preferencje, i szykuje się do związku małżeńskiego. Pisze naiwnie: „Mężczyźni są do niemożliwych granic próżni, naiwność ich i łatwowierność jest nieprawdopodobna. Mężczyzna nigdy nie domyśla się, że akt płciowy jest dla kobiety wstrętny i że kiedy się zbliża do niej nagi, budzi chęć prawie nie do powściągnięcia – by go odtrącić…”.
 
Tak, kobiety dawnych epok bywały zatrwożone mężczyznami, szczególnie w czasach, gdy wydawano je za mąż wbrew ich woli. Przerażenie i wstręt to mogła być normalna reakcja, stąd zrozumiałe skierowanie uczuć w stronę innej kobiety.

Ci, którzy mieli nadzieję, że przeczytają o nietypowym erosie, zawiodą się. Wtedy o takich rzeczach nie pisano, są tylko znaki. Inna sprawa, że jak nie ma opisu, to próbuje się ten brak uzupełnić wyobraźnią, a te akurat dwie panie w akcie to może być coś, co grozi wyobraźni katastrofą. Wiem jednak, że są w opracowaniu opisy intymne, bardzo mocne i szczegółowe.