fbpx

Urlop od rutyny

 

Jak zaplanować wakacyjny wyjazd, żeby okazał się atrakcyjnydla całej rodziny? Żeby dzieci się nie nudziły, rodzice nie stresowali i wszyscy wrócili wypoczęci? – pytamy Gabrielę Sawicką-Kalinowską, terapeutkę i współorganizatorkę warsztatów dla rodziców i dzieci „Aktywne wakacje”.

 

Od czego zacząć planowanie wspólnego wyjazdu?
– Ja zaczęłabym od zastanowienia się, jakie są moje preferencje i możliwości, w tym finansowe, i wkomponowałabym w nie preferencje i możliwości dziecka.

Najpierw ja, potem dziecko?
– Już mówię dlaczego. Otóż zauważyłam, że dzisiaj młodzi rodzice mają poczucie, że stawia się im duże wymagania – żeby zrezygnowali ze swojego życia na rzecz dzieci, poświęcali się dla nich, żeby byli doskonałymi rodzicami. Wśród młodego pokolenia funkcjonuje przekonanie, że dziecko oznacza koniec wszystkiego. Że to straszny ciężar.

Takie myślenie świadczy chyba o dużej odpowiedzialności?
– Ale nie wolno zapominać, że dobro dziecka zależy od dobra rodziców, od ich kondycji psychofizycznej. Dziecko jest tak samo ważne jak oni. Jego przyjście na świat jest normalnym elementem życia. Nie powinno zajmować miejsca na piedestale, tylko stać się członkiem rodziny. A to znaczy, że jego potrzeby powinny być uwzględniane tak samo jak potrzeby matki, ojca, rodzeństwa. Jeżeli nie nauczymy dzieci poszanowania potrzeb innych, będą potem nieszczęśliwe, że inni nie poświęcają im całej uwagi.

W czasie urlopu rodzice potrzebują na ogół odpocząć. Co pani na to, żeby zostawiać dzieci dziadkom?
– Jestem zagorzałą zwolenniczką spędzania wakacji z dziećmi. To świetna okazja, żeby się wzajemnie poznać, bo na co dzień nie ma na to czasu – rodzice aktywni zawodowo zazwyczaj wracają do domu około 18. Ile tego czasu zostaje dla dzieci? Dwie, trzy godziny? A wakacje to cudowny okres, żeby być razem.

Załóżmy, że moją pasją jest chodzenie po górach. Jak pogodzić ją z potrzebami półrocznego dziecka?
– Z małym dzieckiem raczej nie wyjedziemy w góry, chyba że mamy na tyle dobrą kondycję, żeby nosić je w nosidełku. Zanim jednak podejmiemy decyzję, trzeba zastanowić się, czy temu podołamy i czy takie warunki będzie w stanie znieść niemowlę. Warto rozważyć argument: dziecko szybko rośnie i to, co nie jest możliwe dzisiaj, będzie całkiem realne za rok.

Ale młodzi rodzice są niecierpliwi, nie chcą tracić czasu.
– To prawda, jest moda na aktywne życie. Aktywny człowiek to w potocznym odczuciu człowiek sukcesu. W związku z tym rodzice, poddając się tej modzie, muszą nie tylko nie stracić czasu, ale jeszcze coś zyskać, czegoś się nauczyć, coś zobaczyć, przeżyć. Bo wyciszenie, odpoczynek sensu stricte to według nich strata czasu. Do tego dochodzi jeszcze presja, żeby się potem wakacjami pochwalić. Wielu młodych rodziców buduje swoje poczucie wartości na wyjazdach w egzotyczne miejsca, na tym, że dużo zobaczyli, dużo przeżyli, że mogą zyskać aprobatę swojego środowiska. Przypuszczam jednak, że wcale przy tym nie odpoczywają.

Ale zabierając dzieci w ekstremalne warunki, robią to, o co pani apelowała – nie rezygnują z siebie.
– Tylko że wpadają przy tym w drugie ekstremum. A najlepszy jest złoty środek: moje potrzeby są ważne, ale pod warunkiem, że nie stoją w sprzeczności z potrzebami dziecka. Trzeba zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście chcę takich wakacji, czy tylko spełniam oczekiwania innych. Zapytajmy siebie samych, czego tak naprawdę chcemy: wyciszenia, odpoczynku, przeżycia przygody czy tylko tego, żeby zaimponować znajomym?

A jeżeli odpowiedź będzie brzmieć: „przeżycia przygody”, to lepiej wyjechać bez dziecka?
– Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Jeżeli wyjeżdżamy po przygodę i zabieramy ze sobą dziecko, to musimy mieć dla niego czas. Tu pojawia się kolejne pytanie o cel wspólnych wyjazdów. Bo czasem myślimy, że pokażemy dziecku kawałek świata, a nie zastanawiamy się, czy ono tego na tym etapie potrzebuje. Zastanówmy się więc, czy naprawdę chcemy spędzić tak wakacje, czy dziecko jest w stanie sprostać trudom wyjazdu i czy wszyscy na tym skorzystają. Może jestem tradycjonalistką, ale z przerażeniem patrzę na rodziców wyprawiających się z malutkim dzieckiem do Afryki. Zastanawiam się, czy nie zakłóca to jego poczucia bezpieczeństwa. Chociaż z drugiej strony doceniam to, że nie zostawiają malucha, że są blisko niego. Więc na pytanie, czy zabierać malca w trudne warunki, odpowiedziałabym: Wszystko zależy od tego, czy rodzice aktywnie spędzający czas mają wewnętrzny spokój. Bo jeżeli mają, jeżeli traktują wyjazd jako coś normalnego i nie pędzą, nie stresują się, to wszystko jest w porządku.

Jaka jest idea „Aktywnych wakacji” organizowanych przez pracownię Femmeritum?
– Zaczęło się od warsztatów umiejętności wychowawczych dla mam, teraz na nasze wyjazdy zapraszamy także ojców, a w tym roku zorganizowaliśmy turnus dla samotnych matek. Program wyjazdów ułożony jest na ogół tak, że rano rodzice uczestniczą w warsztatach, a dzieci w tym czasie są pod opieką wykwalifikowanej kadry. Później rodzice spędzają czas z dziećmi i wykorzystują w praktyce te umiejętności, które przećwiczyli w warunkach laboratoryjnych: umiejętność słuchania dziecka, wyciszania go, panowania nad sobą, egzekwowania od dziecka tego, czego od niego oczekują. Jest także czas na wspólne zajęcia teatralne, malowanie, śpiewanie, jazdę konną. To niesamowite obserwować, jak rodzice, którzy czują się bezpiecznie, zaczynają słuchać swoich pociech, jak sami bawią się jak dzieci, spontanicznie i radośnie. Dużo jest ćwiczeń pozwalających mamie i tacie wejść w rolę dziecka, zobaczyć świat jego oczami. Bo na co dzień słuchamy go tak trochę jednym uchem, będąc przy tym myślami gdzie indziej.

Co dają takie warsztaty?
– Kiedy na zakończenie pytamy dzieci, co według nich miłego się wydarzyło, odpowiadają: To, że rodzice się ze mną bawili, że mnie naprawdę słuchali. Współcześni rodzice zatracili radość z bycia rodzicami. Rzadko się z tego faktu cieszą, częściej lękają. Są przekonani, że dziecko musi stale odnosić sukcesy, że musi być uśmiechnięte od rana do nocy. Jeszcze zanim się urodzi, myślą, do jakiego posłać je przedszkola i szkoły. To ich przytłacza. Są pełni obaw, wątpią w swoje umiejętności rodzicielskie. I my im na tych zajęciach pokazujemy, że nie ma sensu stawiać sobie wielkich wymagań, bo jeżeli się kocha i szanuje dziecko, to intuicja podsuwa odpowiedzi na wiele pytań. Na dobrą sprawę każdy z nas zna rozwiązanie swoich problemów, tylko trzeba ludziom pomóc poszukać go w sobie.

Wyjeżdżamy w końcu na te zaplanowane i upragnione wspólne wakacje. O czym powinniśmy pamiętać, wypoczywając?
– Żeby znaleźć czas na prawdziwe bycie z dzieckiem, słuchanie go, odkrywanie tego, co nam umyka w ciągu roku – świata dziecka i jego samego. O skupieniu się na dobrych stronach dziecka, na jego talentach. Jeśli będziemy uważni, możemy naprawdę dużo odkryć. Na przykład, że ładnie śpiewa, że jest w stanie przy odrobinie wsparcia wystąpić na scenie, że sobie radzi w relacjach z rówieśnikami. W ciągu roku opieramy się często na opinii nauczycieli, a na wakacjach mamy szansę sami zaobserwować, jak dziecko funkcjonuje w grupie, czy umie rozwiązywać konflikty. No i w razie czego mu pomóc. Jeżeli mamy kilkoro dzieci, pamiętajmy, żeby poświęcić czas każdemu z osobna. Można na przykład wrzucić do kapelusza karteczki z marzeniami wszystkich dzieci i codziennie rano losować, które dzisiaj spełniamy. Pamiętajmy też o tym, żeby dać sobie taryfę ulgową, doświadczyć tego, jak czas płynie, rozsmakować się w chwili, znaleźć radość z bycia razem. Jak się ma ochotę wrócić do pracy, do domu, do szkoły, do działania, to znaczy, że to był dobry odpoczynek.

Gabriela Sawicka – Kalinowska, terapeutka, trenerka umiejętności psychospołecznych, zajmuje się szkoleniem grup zawodowych, prowadzi terapię dzieci i młodzieży. Współzałożycielka pracowni rozwoju osobistego kobiet Femmeritum. Mama trójki dzieci: Karoliny, Ksawerego i Julii.