W poszukiwaniu samoświadomości

fotochannels.com

Kim jesteśmy? Co składa się na nasze „ja”? Czy „ja” to pamięć? A może wiedza o tym, jak wyglądamy my sami i jak działa świat wokół nas? Jak ma się do tego wolna wola, działanie? Naukowcy próbują to zrozumieć, zagłębiając się w umysły osób, których osobowość rozpadła się na kawałki.

Przyjrzyj się sobie. Co widzisz? Twarz – wciąż trudno ukryć ślady zawalonej nocy. Oczy – zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jaki właściwie mają kolor? Jesteś za gruba czy za chuda (bo nie uwierzę, że podchodzisz do swego ciała bez zastrzeżeń)? Lubisz siebie?

No właśnie, ale kim właściwie jesteś? Co składa się na to „ja”, które lubisz bardziej lub mniej? Bo chyba nie włosy, dłonie, oczy, usta? Gdzie naprawdę szukać siebie? Naukowcy nie ustają w poszukiwaniach odpowiedzi.

Jedna z najdawniejszych należy do francuskiego filozofa René Descartesa. Owocem jego wieloletnich dociekań było sformułowanie: „Myślę, więc jestem”. I choć dawało klucz do sprawdzenia, czy w ogóle istnieję, pozostawało jednak pytanie: kim jestem i gdzie się znajduję?

Filozof także w tej kwestii znalazł rozwiązanie.  Za siedlisko naszego „ja” obrał szyszynkę – niewielką strukturę położoną w głębi mózgu. Dziś nauka nie jest już tak pewna swoich prawd jak jeszcze kilkaset lat temu. Szyszynka została zdegradowana do roli gruczołu wydzielającego hormon zwany melatoniną. I choć o mózgu dziś wiemy nieporównanie więcej – w poszukiwaniach naszego  „ja”, świadomości, duszy nie jesteśmy dużo bliżej.

Wolna wola w neuronach

Zdarza się, że na skutek urazu mózgu możemy utracić pamięć siebie, przejść zmianę osobowości lub stracić to, co określamy wolną wolą

Bardzo wiele na temat umysłu mówią nam przypadki osób, które na skutek urazu lub choroby przeżyły swoistą dezintegrację własnej osoby. Jednym z najbardziej znanych przypadków jest opisany przez neuropsychologa Aleksandra Romanowicza Łurię niejaki Lowa Zasiecki.

Zawsze zapominam, gdzie jest moje przedramię – bliżej szyi czy może dłoni? – wyznał pewnego razu lekarzowi. Nie było to jednak najdziwniejsze przeżycie, jakiego doświadczał po tym, jak podczas II wojny światowej postrzelono go w głowę. Ten wypadek sprawił, że jego życie w dosłownym rozumieniu tego słowa – rozpadło się na drobne kawałeczki. Kula, która przeszła przez część jego mózgu poczyniła dramatyczne spustoszenia w umyśle.

Zasiecki przed wojną studiował inżynierię – umiał dokonywać skomplikowanych obliczeń, był świetnym analitykiem. Po wypadku zaczął mieć problemy z wykonaniem zwykłych czynności, z odpowiedziami na proste pytania. Nic nie pamiętał, nikogo nie poznawał, a świat znajdujący się po prawej stronie jego ciała praktycznie przestał dla niego istnieć. – Zdarzyło mi się spojrzeć na podłogę i na swoje nogi, i to mną wstrząsnęło – mówił lekarzowi. – Nie widziałem prawej połowy swego ciała, moje ręce i prawa noga zniknęły. Otaczające go obiekty widział we fragmentach, pływające i migoczące przed oczami. Podczas czytania w najlepszym wypadku spostrzegał naraz trzy litery.

Gdy mówił, długo szukał w pamięci odpowiednich wyrazów. Rozumienie tego, co mówili inni też wymagało od niego wielkiego wysiłku. Stracił poczucie przestrzeni i kierunku. Gubił się, miał problemy z określeniem własnych części ciała. „Zasiecki nie mógł się doszukać związku pomiędzy rzeczami i odbierał świat, jak gdyby został strzaskany na tysiące odrębnych kawałków. Przestrzeń nie wzbudzała w nim żadnego wyobrażenia, lękał się jej, ponieważ oznaczała utratę równowagi” – pisał Łuria. Co stało się w mózgu tego człowieka?

 

Doszło do uszkodzenia kory mózgowej – i choć kula oszczędziła obszary, które odbierają bodźce z narządów zmysłów i rozpoznają w nich pewne prawidłowości, uszkodziła korę płata ciemieniowego, która odpowiada za bardziej skomplikowane formy poznania. Obszar ten zbiera informacje z innych części mózgu i układa w całość. Dzięki niemu rozumiemy sytuację, kojarzymy słowa z koncepcjami, mamy zdolność oceny relacji przestrzennych, jawimy się sami sobie jako byty spójne. Czy to, kim jesteśmy, stanowi jedynie chwiejną projekcję naszego umysłu, którą naruszyć może byle wypadek?

Jeśli poziom stresu zagraża naszemu zdrowiu, wówczas w mózgu włącza się rodzaj bezpiecznika i nagle zapominamy o części własnego „ja”. Możemy nawet przyjąć nową tożsamość

Znany amerykański naukowiec Francis Crick w swej bestsellerowej książce pt. „Zadziwiająca hipoteza” twierdzi, że nasze myśli, uczucia i wrażenia, ambicje, radości i smutki, a także poczucie indywidualności oraz wolna wola – słowem, cała sfera zjawisk świadomości – to rezultat aktywności olbrzymiej liczby neuronów, czyli komórek nerwowych mózgu.

Istnieją dowody na to, że wskutek urazu mózgu możemy utracić pamięć siebie, przejść zmianę osobowości lub stracić to, co można określić mianem wolnej woli. Znany jest fenomen tzw. obcej ręki: pacjent ma wrażenie, że jego jedna ręka wykonuje ruchy, których on nie może świadomie kontrolować. Zdarza się, że musi sobie pomagać drugą ręką, by zwolnić uchwyt.

Mapa ciała

Przykłady takie, jak również historia Lowy Zasieckiego pokazują, że jednym z istotniejszych elementów składających się na naszą samoświadomość jest poczucie własnego ciała. A o tym, jak je postrzegamy, decyduje jego mentalny schemat, który każdy z nas posiada w swoim mózgu. Nie jest nam on dany od urodzenia – wykształca się powoli wskutek wrażeń zmysłowych, które pochodzą z wnętrza naszego organizmu, a także odbierane są z zewnątrz, np. przez mięśnie i skórę.

O tym, jakie kłopoty sprawiają nieprawidłowości działania mapy ciała w mózgu, mogą przekonać się ludzie cierpiący na przypadłość zwaną dysmorfobią.

Ludzie z tym zaburzeniem budują nieprawidłowy obraz własnego ciała, może im się wydawać na przykład, że są okropnie grubi, choć w rzeczywistości są bardzo chudzi. Mogą też uważać, że jakaś część ich ciała nie należy do nich i żądać chirurgicznego jej usunięcia. Niektórzy psychologowie uważają, że zaburzenia w obrazie własnego ciała są także powodem przesadnego pokrywania się tatuażami czy poddawania się kolejnym operacjom plastycznym.

Szczegół tkwi w pamięci

Trudno poszukiwać istoty swej świadomości nie odwołując się także do pamięci. To w niej tkwią wszystkie nasze przeżycia, które sprawiły, że zostaliśmy ukształtowani w taki a nie inny sposób. Dlatego wiele osób, które z jakiegoś powodu doświadczają utraty pamięci, przeżywa wielki dramat.

Wstrząsającą historię życia człowieka, który na skutek wirusowego zapalenia mózgu stracił wszystkie wspomnienia, opowiada wydana niedawno (niestety nie w Polsce) książka „Forever today”. Każde spotkanie Clive’a Wearinga z jego żoną, Deborą, jest pierwszym od niepamiętnych czasów. – Kochanie! – wykrzykuje radośnie i biegnie do kobiety. Porywa ją w ramiona. – Jak się cieszę, że jesteś! Nie widzieliśmy się tak długo! Ja spałem, obudziłem się dopiero przed chwilą. Gdzie byłaś przez ten czas? – W łazience – odpowiada Debora, która wróciła do pokoju po zaledwie kilkuminutowej nieobecności.

Choć taka sytuacja może powtarzać się dziesiątki razy w ciągu dnia, za każdym razem uczucia Clive’a Wearinga są prawdziwe. Z chwilą, gdy jego żona ginie mu z pola widzenia, zapomina, że w ogóle tu była. Gdy po chwili widzi ją z powrotem, nie wie, czy nie było jej 20 lat czy tylko dwie minuty.

 

Clive Wearing nie potrafi niczego zapamiętać. Świat istnieje dla niego tylko tu i teraz, w ciągu chwili, której właśnie doświadcza. Lekarze, pod których opieką mężczyzna znajduje się już od niemal dwóch dekad, są zgodni: to najgorszy przypadek utraty pamięci, z jakim kiedykolwiek się zetknęli.

Jedna z koncepcji osobowości głosi, że nasza tożsamość składa się z wielu „ja” w pewnym stopniu niezależnych od siebie, posiadających własne przekonania, emocje i doświadczenia

Stan Wearinga to wynik choroby. Czasem zdarza się także, że zapominamy siebie, bo… nie chcemy pamiętać. Takie zjawisko nazywa się fugą amnestyczną. Jeśli z jakiegoś powodu poziom stresu zagraża naszemu zdrowiu, w mózgu włącza się rodzaj bezpiecznika i nagle zapominamy o dużej części własnego „ja” – to, kim jesteśmy, jak się nazywamy, co lubimy, czego nie. Możemy przyjąć zupełnie nową tożsamość, czasem także całkiem inny sposób zachowania.

Tego, że pamięć stanowi w dużym stopniu o naszym jestestwie, dowodzi również zjawisko zwane amnezją wczesnodziecięcą. Nie pamiętamy zdarzeń, z okresu niemowlęctwa. Badacze uważają, że w umyśle dziecka brak jest jeszcze systemu „ja”, który kształtuje się dopiero około drugiego roku życia.

Paczka przyjaciół

„Nie ma nic bliższego człowiekowi niż umysł – uważa słynny amerykański neurobiolog Antonio Damasio. – Poszukujących jego źródeł i mechanizmów czeka jednak wyprawa w dziwne i egzotyczne krainy”.
Jedną z nich jest próba zrozumienia ludzi posiadających tak zwaną osobowość wieloraką. To przedziwne zaburzenie polega na tym, że jeden człowiek posiadać może kilka różnych „ja”. Jego poszczególne charaktery podają odmienne dane personalne, wykazują inne zdolności, umiejętności, poziomy hormonów i niektóre własności fizjologiczne.

Podobny przypadek opisał niedawno brytyjski tygodnik „New Scientist”. Bohaterami artykułu było pięć postaci: John, Jay, Decca, Mac i Sanji. John, który mówi w imieniu ich wszystkich, wyznaje, że czasem się sprzeczają, ale to chyba normalne między ludźmi, którzy tak długo mieszkają razem. Generalnie wszyscy się lubią, wspierają, nie tracąc przy tym poczucia wolności i niezależności. Wbrew pozorom John i reszta paczki nie dzielą jednego mieszkania, łączy ich znacznie bardziej intymny związek. Jedno ciało. Każda z tych osób stanowi bowiem jedną z osobowości mężczyzny znanego publicznie jako John. Gdyby wszyscy razem wybrali się do psychiatry, ten niechybnie postawiłby diagnozę: zaburzenie tożsamości, osobowość wieloraka.

Ogromna większość z nas odbiera samych siebie jako spójną, pojedynczą osobowość. Dlaczego tak bardzo różni się to u ludzi dotkniętych zaburzeniami tożsamości? U nich elementy „ja” zamiast współistnieć splecione w gruby sznur osobowości, zostały nieopatrznie rozplecione na małe niteczki. Rozpadły się.

Często zdarza się – inaczej niż w przypadku Johna i jego towarzyszy – że niektóre z części osobowości nie wiedzą nic o istnieniu pozostałych; zdarzają im się dziury w pamięci dotyczące wydarzeń, gdy dominację objęło inne „ja”. Sue – kobieta z rozszczepem osobowości, która udzieliła wywiadu brytyjskiej stacji BBC – opowiadała o tym doświadczeniu: „Wiem, że inna ja żyła przez pewien czas zamiast mnie. Kiedy wsiadam do mojego samochodu, radio ustawione jest na inną stację, w innej pozycji znajdują się fotel i lusterka”.

Jest nas wielu

Jedna z koncepcji osobowości głosi, że nasza tożsamość składa się z wielu „ja” w pewnym stopniu niezależnych od siebie, posiadających własne przekonania, emocje i doświadczenia. One współpracują ze sobą, uzupełniają się, toczą ze sobą wewnętrzny dialog. Są jednak – inaczej niż u Johna czy Sue – zintegrowane. Każda z części osobowości powstaje dla naszego dobra i wybiera najlepszy znany sobie sposób, by zrealizować swoje specyficzne zadanie – motywowanie nas do działania, ochrona przed zagrożeniami lub cierpieniem. Zagadnienie wielości części tworzących „ja” zdaje się ciągle wzbudzać kontrowersje, choć przecież nie jest to pomysł nowy. Już Freud mówił o trzech częściach tworzących osobowość: id, ego i superego.

Czy dokładne poznanie składowych naszej osobowości pozwoli nam rozwiązać zagadkę umysłu? Czy doprowadzi do stworzenia definicji duszy? Z pewnością przed nami jeszcze długa droga, ale optymizmem napawa fakt, że w ocenie naukowców jest to możliwe. 

Autorka tekstu jest dziennikarką  „Przekroju”