fbpx

Wolno-nie wolno

Nikt z nas nie jest więźniem przeszłości – napisał znany psycholog. Ależ nieprawda. Wszyscy jesteśmy więźniami przeszłości. Owszem, zdarzają się warunkowe zwolnienia, ale trzeba na nie zapracować, a i tak zawsze grozi recydywa. Wyroki kształtuje nasze dzieciństwo: wychowanie, zdarzenia, geny.

Opuścić więzienie pomaga nam nasza wola, lektury książek, autorefleksja i terapia. Ale iluż ja widziałem ludzi po terapii tryskających radością życia, by po roku ujrzeć, że znowu siedzą smutni w swoim więzieniu. Nie jest więc łatwo. Wiedza, że to nasi rodzice przygotowali nam więzienie, a my teraz szykujemy je swoim dzieciom, stanowi poważne wyzwanie.

Zależność dziecka od dorosłych jest całkowita i obezwładniająca, to niewolnictwo czasami pełne miłości, ale bynajmniej nie zawsze. Biorąc pod uwagę, jak wielu rodziców to potwory, można sądzić, że los wielu dzieci jest potworny. Nie jest to jednak wcale takie proste. Czasami dzieci zbrodniarzy wojennych wyrastają na bardziej moralnych i harmonijnych dorosłych niż dzieci słynnych pedagogów i artystów. Kręte są bowiem drogi zbrodni, jak i mądrości. A dzieje się tak też dlatego, że potwory zwykle mają mało czasu dla swoich dzieci, więc wychowuje je kto inny. Córka Stalina wyrosła na wrażliwą i moralną kobietę, chociaż do końca życia ciążył jej cień ojca i samobójstwo matki.
 
Zdarza się, że nadmiar miłości w połączeniu z lękiem przed światem niewiele mniej krzywdy wyrządza dziecku niż niedostatek miłości. Sam łapię się na tym, że staję na głowie, by mój synek nie miał żadnych przykrych doświadczeń. A przecież jeśli nie uderzy się, to nie będzie wiedział, że przedmioty są twarde i trzeba miękko upadać .

Wolno – nie wolno… oto jest pytanie. Na początku dziecku „wolno wszystko”, nic dziwnego, skoro prawie nic nie może. Potem z każdym dniem może więcej i wiemy, że ta ekspresja dziecka służy rozwojowi. Mijają miesiące, tłuką się pierwsze talerze, przeraźliwie krzyczą darte książki. Wtedy nawet zakochani w swoim dziecku rodzice zaczynają się zastanawiać, gdzie jest moment (poza tą widoczną granicą bezpieczeństwa), kiedy dziecku już stanowczo trzeba czegoś zakazać.

Jak znaleźć tu złoty środek, skoro ścieżka jest wąska i ruchoma, i kluczy gdzieś między wolno a nie wolno, między spontanicznością a nieuchronnymi ograniczeniami wynikającymi z kultury i obyczajów. A tu do tego wszystko tak szybko się zmienia. Nawet na niebie widać niezwykły rozwój ludzkiej cywilizacji. Mieszkamy nie tak daleko od Okęcia, więc samoloty często goszczą w naszych oknach. Fascynacja dziecka samolotami jest więcej niż usprawiedliwiona. Co czuje roczne dziecko, widząc samolot? Na pewno nie nabożny lęk, to jest już naturalna część jego świata. Antoś nie boi się samolotów. A przecież im więcej rozumie, tym bardziej zaczyna bać się różnych, nawet małych rzeczy. Nie boi się więc samolotu, ale jak większość dzieci nagle zaczął bać się odkurzacza i suszarki do włosów. Chyba już na całego ruszyła jego wyobraźnia. Nie bał się ciemności, a tu nagle wyjrzał przez okno i przeraziła go noc. Wkrótce potem wystraszył się cienia swojej mamy, potem cienia doniczkowej rośliny. Wkrótce zobaczy własny cień – ten będzie mu towarzyszył zawsze.
 
Skoro mały człowiek tak wiele uczy się każdego dnia, to można uznać, że miesiąc w tym wieku gwałtownego rozwoju znaczy o wiele więcej niż kilkadziesiąt lat w życiu dorosłym. I to przypomnienie, że nawet małe zdarzenia zapadają mu głęboko w podświadomość, te dobre i te złe. Dziecko jest rzeźbione przez wydarzenia. I z tą rzeźbą pójdzie w świat, czasami bywa ona, niestety, ciężka jak głaz.