Z widokiem na dwa światy

Stary drewniany stół, a nad nim dzieła przyjaciół: rzeźba Marka Bimera oraz fotografie Cezarego Filewa i Tomka Sikory (Fot. Jakub Pajewski)kuchnia
Stary drewniany stół, a nad nim dzieła przyjaciół Doroty Roqueplo: rzeźba Marka Bimera oraz fotografie Cezarego Filewa i Tomka Sikory (Fot. Jakub Pajewski)

Moje mieszkanie to jest prezent od losu. Urządziłam je dokładnie tak,
jak chciałam. Jest wysoko, jasno, przestrzennie. Można przyjmować
gości i pracować. Każdy przedmiot ma znaczenie – mówi o miejscu,
w którym żyje, Dorota Roqueplo, kostiumografka.

To właściwie najważniejsze mieszkanie w moim dorosłym życiu, choć mieszkam tu dopiero od siedmiu lat. Jest pierwsze własne, bo wcześniej byłam trochę jak cygan, wszędzie nie do końca u siebie, często zmieniałam mieszkania. Najpierw byłam dzieckiem w Paryżu, potem licealistką w Warszawie i znowu we Francji studentką” – opowiada Dorota. A potem córka Polki i Francuza osiadła w Warszawie i została artystką kostiumografką. Stworzyła stroje do kilkudziesięciu filmów, zbudowała kilkadziesiąt światów filmowych i telewizyjnych.
Kostiumograf, jak mówi, musi być historykiem i etnografem, psychologiem i artystą. Jej własny świat, ten, w którym dziś mieszka i pracuje, powstał na ostatnim, szóstym, piętrze dużej kamienicy-plomby, która pod koniec XX wieku zagospodarowała pustą przestrzeń na warszawskiej Pradze. Dorota Roqueplo z tego mało atrakcyjnego początkowo mieszkania stworzyła coś, co idealnie pasuje do jej potrzeb i osobowości. Na dwóch poziomach wyburzyła i poprzestawiała ściany. „Kiedy weszłam tu po raz pierwszy, wszystko było inaczej, ale nie bałam się, widziałam możliwości tego miejsca i wiedziałam, że jest dla mnie idealne” – wspomina.

Nie pracuję na komputerze. Wszystko powstaje w mojej głowie, a potem szkicuję w notesach.

Spokojną sypialnię umieściła od wschodu, duży salon z otwartą kuchnią – od zachodu i ulicy. „Kuchnia jest dla mnie ważna, uwielbiam gotować i czasami urządzam tu przyjęcia na 18 osób, a latem robię pikniki na balkonach – mówi. – Podobało mi się położenie tego domu w prawdziwej, starej warszawskiej dzielnicy. Ale najważniejsze było dla mnie światło”
– podkreśla kostiumografka. Bo to mieszkanie, z minimalną liczbą ścian, a maksymalną okien, jest całe zalane światłem. Przypomina kapitański mostek na okręcie. Widać z niego wszystko, a światło docierające do wnętrza z dwóch stron – przez balkony, duże okna w ścianach i dachu – zalewa wnętrze.
Pod spadzistym dachem, na drugim poziomie, tym najjaśniejszym, mieści się pracownia. A w niej książki, książki, książki. I specjalne szafy na skarby. Bo każdy film, przy którym pracowała Dorota Roqueplo, ma tu w szufladach swoje miejsce. Świat postaci i wszystkich ich kostiumów – lekko, ale precyzyjnie narysowanych, uzupełnionych skrawkami materiałów – ukryty jest w grubych notesach, albumach, szkicownikach. Jest też wielki ekran komputera, ale kostiumografka na nim nie pracuje. „Wszystko mam w głowie, tysiące szufladek, a w nich informacje. Kiedy tworzę kostiumy do filmu, najpierw powstają w mojej wyobraźni, a potem je szkicuję”.

Zalana światłem pracownia pod spadzistym dachem. Na ścianie zdjęcie obrazu Bruegla, według którego powstał film „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego. Na zdjęciu obok Dorota Roqueplo. (Fot. Jakub Pajewski)

Mieszkanie Doroty Roqueplo to nie tylko miejsce pracy. Jest pełne wspomnień. Są zdjęcia bliskich, kochanych członków rodziny: mamy, siostry, brata, dziadków. I przedmioty, które z nimi się kojarzą. „Kiedy umarł mój dziadunio [filozof Stefan Swieżawski – przyp. red.], zamówiłam kopię jego ulubionego fotela, jest identyczny, choć ten prawdziwy dostał ktoś inny z rodziny. Mam też po dziaduniu różaniec, który podarował mi dzień przed śmiercią, a który należał do prababuni już w pierwszej połowie XIX wieku” – opowiada Dorota Roqueplo. Bo w tym domu nie ma przypadkowych przedmiotów. Wszystkie mają wartość estetyczną i emocjonalną. Obrazy i grafiki to dzieła przyjaciół, meble mają swoją historię, lampy stworzyła matka gospodyni – artystka witrażystka.

Ściana ksiażek i albumów w -pracowni, obok biurka - pod ręką. Na zdjęciu obok dziecinne biureczko pochodzące z domu rodzinnego w Paryżu, parawan to prezent od przyjaciół z Indii, a zdjęcie zrobił w Maroku przyjaciel, francuski fotograf Bruno Barbey. (Fot. Jakub Pajewski)
Ściana książek i albumów w pracowni, obok biurka – pod ręką. Na zdjęciu obok dziecinne biureczko pochodzące z domu rodzinnego w Paryżu, parawan to prezent od przyjaciół z Indii, a zdjęcie zrobił w Maroku przyjaciel, francuski fotograf Bruno Barbey. (Fot. Jakub Pajewski)

We wnętrzach jest dużo rzeczy etnicznych: dywany, ceramika, parawany, kafelki, pufy. To niezwykłe połączenie: wizerunki bliskich, stare pamiątki z przeszłości rodzinnej i współczesne etnohipisowskie meble i drobiazgi. Są w tym szacunek dla tradycji i upodobanie do wolności, pasja do pracy i ludzi, jak dwie strony osobowości gospodyni.

Schody kręcone z salonu na górę, do pracowni. Obraz to dzieło zaprzyjaźnionej z gospodynią malarki, Anny Bimer. Na zdjęciu obok pamiątki z czterech stron świata. (Fot. Jakub Pajewski)

Pamiątki i przedmioty z duszą wypełniają wnętrze, nadając mu niepowtarzalny, dwoisty charakter. Może dlatego Dorota Roqueplo tak dobrze czuje się w tym właśnie mieszkaniu, w którym nawet widok z okien jest podwójny. Z jednej strony na wschód, z jego praską antyestetyką starych podwórek, a z drugiej – na zachód, na wielką, szeroką panoramę Warszawy z jej architektoniczną różnorodnością. A pomiędzy nimi Dorota Roqueplo, kostiumografka, żegluje w wyobraźni.

Dalles de verre: szklano-cementowe kompozycje autorstwa Mai Świeżawskiej-Roqueplo, matki Doroty. Na zdjęciu obok filiżanka z rosyjskiej fabryki porcelany. (Fot. Jakub Pajewski)