1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Usłyszeć siebie

Usłyszeć siebie

Kiedy ostatnio dźwięczała ci w uszach cisza? Słyszałaś skrzypienie śniegu? Bicie własnego serca? Własne myśli? Czułaś pulsującą w żyłach krew? A czy nie jest aby tak: Wchodzisz do domu – włączasz telewizor, wsiadasz do samochodu – nastawiasz radio. Słuchawki na uszach w autobusie i na spacerze. Przyznajmy, zakrzykujemy nawet święta, które wymagają ciszy (wszak rodzi się Dzieciątko),a jednocześnie bardzo tej ciszy pragniemy. Czujemy, że w niej tkwi źródło odnawialnej siły.

Jest taki niezwykły film dokumentalny Philipa Groninga „Wielka cisza”. Nie ma w nim muzyki, dialogów, akcji, jest natomiast dużo – cztery godziny – przenikliwej ciszy. Właściwie cały film jest ciszą, ponieważ opowiada o klasztorze Kartuzów w Alpach Francuskich, w którym obowiązuje jedna z najbardziej ścisłych reguł w Kościele rzymskokatolickim. Mnisi, odcięci od świata, modlą się, medytują, śpiewają, pracują, a wszystko to w powtarzalnym nieśpiesznym rytmie.

Na początku wprowadzono ten film w jednej kopii do jednego kina w Warszawie. I stało się coś niesamowitego. Po bilety do kina Muranów zaczęły ustawiać się długie kolejki, jakich nie widziało się przed kasami kin od dawna. Trzeba było zamówić więcej kopii, zorganizować więcej seansów. W rezultacie ten surowy, prosty film, którego bohaterem jest cisza, obejrzało ponad 80 tysięcy widzów.

Kierownik kina Muranów Adam Trzopek opowiada, że był bardzo ciekaw reakcji widzów. A oni nie dość, że nie wychodzili w trakcie seansu, to jeszcze sprawiali wrażenie, jakby chcieli zostać w kinie dłużej.

– To było niezwykle ciekawe, obserwować, jak ludzie wpadali do kina roześmiani, rozgadani, z telefonem przy uchu, a opuszczali je w skupieniu, zamyśleniu.

Na czym polega fenomen „Wielkiej ciszy”? Myślę, że między innymi na tym, że odwołuje się do jednej z naszych silnych potrzeb – potrzeby wyciszenia się, często stłumionej. Wielu ludzi w ogóle nie potrafi jej w sobie odkryć. Innym niezbędny jest jakiś bodziec, choćby taki film właśnie.

Tak cię uczyli od lat,Tylko krzykiem zdobywa się świat

Maciej Kałkus, dyrektor artystyczny „Gazety Wyborczej”, potrzebę wyciszenia się odkrył sam, i to wcześnie, bo już jako student Akademii Sztuk Pięknych. Studenckie życie zaczął jednak od wejścia w artystyczny luzacki świat. Jakaś impreza, wszyscy, on też, mocno wstawieni, a z nim dzieje się coś takiego, jakby widział siebie z zewnątrz. „Co ja tu robię?”, myśli. Wstaje i wychodzi.

– Nagle dotarło do mnie, że takie życie jest bez sensu. Ale to nie było tak, że ja coś wykalkulowałem. To się zadziało samo. Na krótko zostałem totalnie odepchnięty przez środowisko, zresztą nie dziwię się moim kolegom, bo zachowałem się jak idiota. Mieli prawo zinterpretować moje zachowanie jako pogardę, brak akceptacji.

Maciek powiedział: „Dość, nie chcę tak żyć”, choć jeszcze wtedy nie wiedział co dalej. Przez jakiś czas nie mógł się odnaleźć. Dwa lata wcześniej zmarł mu ojciec, zabrakło więc w jego życiu kogoś, kto by pasował go na mężczyznę. Miotał się. Był nawet u psychiatry, dostał tabletki, ale intuicja podpowiadała mu, że branie prochów to ostatnia rzecz, jaką w takiej sytuacji należy robić. Czuł, że powinien skonfrontować się ze swoim wewnętrznym cierpieniem.

– Widocznie musiałem najpierw przeżyć dezintegrację, żeby potem się posklejać. Miałem szczęście, bo spotkałem Wojciecha Eichelbergera, zacząłem chodzić na terapię, pracować nad sobą.

Cały czas szukał jednak odpowiedzi na pytanie: Jak pogodzić studia, a potem aktywne uprawianie zawodu grafika – który zawsze go pasjonował, ale który jednocześnie jest niezwykle absorbujący i stresujący – z codziennym życiem? Wychowany został w wierze katolickiej, chodził do kościoła, jednak czegoś mu brakowało. Dopiero, kiedy przeczytał książkę „Trzy filary zen” Philipa Kapleau, odkrył, że tym czymś jest cisza. To było to poszukiwane przez Maćka narzędzie i zarazem język, którego używa już 30 lat.

 – Ważne, żeby każdy z nas odnalazł swój język – mówi Maciek. – I żeby się nie zrażać, że na początku nie jest łatwo, bo cisza stanowi niewygodę dla ego, które przed nią się broni. W ciszy ujawnia się cała głęboko ukryta sfera cierpienia, ego robi więc wszystko, żeby to cierpienie zagłuszyć. Ploteczki, chi, chi, cha, cha, kawka, ucieczki w pracoholizm, nałogi, agresja, seksoholizm. Wszystko, byleby tylko nie chwila samotności. Osiągnęliśmy w tym mistrzostwo.
Z kolei Henri J.M. Nouwen, holenderski pisarz, wykładowca uniwersytecki, duchowy autorytet, uważa, że życie, w którym brakuje centrum ciszy, jest zagrożone destrukcją. W książce „Z samotności” pisze: „Jeśli uzależnimy się od rezultatów swoich działa  jako jedynego kryterium naszego samookreślenia, staniemy się zachłanni i niedostępni, a bliźnich będziemy traktować raczej jak wrogów, których należy trzymać na dystans, niż jak przyjaciół, z którymi dzielimy dary życia. W ciszy możemy stopniowo odsłonić iluzję swojej chęci posiadania i odkryć w samym centrum własnego »ja«, że naszą istotą nie jest to, co zdobędziemy, lecz to, co zostało nam dane”.

Tego naprawdę ci brak, Ona jedna prawdziwy ma smak

Renata Jankowska, architektka, odczuła potrzebę ciszy bardzo intensywnie po dość burzliwym, choć też – jak podkreśla – pięknym okresie młodości. Wcześniej płynęła z nurtem wydarzeń, trochę bezrefleksyjnie, ale nie czuła się z tym wygodnie. W pewnym momencie odkryła medytację, której podstawą jest pozostawanie w ciszy.

– Poczułam, jakbym powróciła do domu z dalekiej podróży. To było doświadczenie, które zmieniło moje życie. Ono rozpoczęło długi proces prowadzący poza tajemnicę „ja”.

Renata uważa, że współczesny człowiek coraz bardziej pragnie ciszy, ponieważ przeczuwa istnienie innego wymiaru życia, a w jego świadomości panuje kompletny zamęt.

– Jesteśmy przytłoczeni nadmiarem informacji, schematów, gotowych kalk. Patrzymy na świat z poziomu głowy. W ciszy nasza świadomość powoli schodzi do poziomu serca, a stamtąd widać i ludzi, i rzeczy takimi, jakimi są. Działając z tego poziomu, pozbywamy się złudzeń dotyczących siebie, innych, świata i krok po kroku uwalniamy się od naszego głównego balastu, czyli egoizmu.

Dla Renaty, praktykującej katoliczki, cisza ma wymiar religijny. Jest przestrzenią dla modlitwy, medytacji chrześcijańskiej i – jak to określa Renata – działania Ducha Świętego.

Dlaczego cisza jest w modlitwie tak ważna? Julia Fiedorczuk na internetowej stronie katolickiego Biura Literackiego pisze: „Dlatego, że jedynie milcząc, stajemy się prawdziwie obecni – dla siebie i dla Boga. Wiadomo, że nieobecni nie mogą się spotkać! Trzeba zatem »porządnie« zanurzyć się w milczeniu, by stać się obecnym najpierw dla siebie samego. Jest to warunek spotkania z Bogiem. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty celnie zauważa: »Bóg jest przyjacielem milczenia. Potrzebujemy milczenia, byśmy mogli dojść do duszy«”.

Zdaniem Renaty Jankowskiej pułapką jest jednak myślenie, że pozostawanie w ciszy prowadzi natychmiast do osiągnięcia spokoju i wewnętrznej wolności.

– To nieraz trudny, burzliwy proces, który może trwać całe życie.

Ojciec Jan Bereza, twórca Ośrodka Medytacji Chrześcijańskiej w Lubiniu, dzieli praktykowanie ciszy na to przed burzą i po burzy.

– W ciszę wchodzimy nie po to, żeby zapaść w letarg, ale żeby zrobić porządek ze swoim życiem. Dlatego czasem zanurzenie się w ciszę paradoksalnie najpierw wywołuje dużo hałasu w nas samych, ale to tylko stan przejściowy. Potem możemy już osiągnąć tę ciszę, której nikt nie jest nam w stanie odebrać. Bliskie są mi słowa Ojców Pustyni, którzy mówili, że jeżeli chcesz poznać Boga, musisz najpierw poznać samego siebie. Ale także słowa Edwarda Stachury: „Nie poznawszy siebie, nie przeraziwszy się sobą, zaprawdę z piekła nie wyjdziesz”. Samego siebie poznaje się w ciszy. Dlatego właśnie ciszę i samotność od wieków wykorzystywano w różnych tradycjach i religiach do tego, aby przemieniać ludzkie serca.

Dlaczego zatem uciekamy w hałas?

Renata Jankowska: – Ponieważ wydaje się nam, że zewnętrzny szum, informacje z radia, telewizji porządkują nasz wewnętrzny chaos. A one tylko przygłuszają kłębiące się w nas problemy, z którymi nie umiemy się skonfrontować. Od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do życia w hałasie, który jest niejako naszym naturalnym, bo jedynym znanym, środowiskiem. Rodzice starają się zorganizować swoim dzieciom jak najwięcej zajęć, bo sądzą, że dziecko nieustannie stymulowane lepiej rozwija się intelektualnie. Ale intelektualna strona człowieka to nie wszystko. Powinniśmy przyzwyczajać dzieci do zabawy w ciszy, bez grającego w tle radia czy telewizora.

Sza, cicho sza, czas na ciszę,Tę, którą w swym sercu słyszysz

Maciek Kałkus stara się praktykować ciszę (w zen mówi się „siedzieć”) codziennie.

– Wiadomo, praktyka czyni mistrza. łatwiej doświadczać dobrodziejstw wyciszenia, gdy praktykuje się je regularnie. Jeśli tylko od czasu do czasu – trzeba za każdym razem przekraczać ograniczenia ego, które podżega: Nie rób tego, po co masz się męczyć.

Maciek przyznaje, że jemu potrzebna jest także praktyka grupowa. Bo jak się pozostaje w ciszy samemu, to istnieje więcej możliwości ucieczki, trudno narzucić sobie dyscyplinę, można wstać, powiedzieć: a, to już wystarczy.

 
Cisza grupowa jest dyskomfortowa, bo narusza intymność, ale też narzuca pewne reguły zachowania, które ułatwiają zanurzenie się w niej. Maciek jeździ do ośrodka zen w warszawskiej Falenicy. Praktykuje „siedzenia” dwudniowe raz w miesiącu i tygodniowe co pół roku.

– Trzeba podchodzić do tych praktyk uczciwie. Kiedyś ktoś przyszedł do naszego ośrodka na kilkudniowe zazen  z ulicy. I nagle zniknął. Potem okazało się, że na macie zostawił list: „Tu jest gorzej niż w piekle”. Ludzie przychodzą czasami do ośrodka, żeby uciec od rzeczywistości, a to przecież nie o to chodzi. Rzeczywistość też jest prawdziwa. Cisza może być początkiem, który pomaga się w niej odnaleźć.

Renata stara się, tak jak zalecają mistrzowie, pozostawać w ciszy dwa razy dziennie po 20, 30 minut. Kilka razy do roku wyjeżdża także do Ośrodka Medytacji Chrześcijańskiej w Lubiniu (prowadzonego dzisiaj przez ojca Maksymiliana).

– To niezwykłe miejsce. Pozwala łączyć ciszę z codziennym życiem. W Lubiniu można nie tylko medytować, ale także razem z ojcami benedyktynami pracować, spożywać posiłki. Benedyktyni pokazują, że cisza może być wprzęgnięta w codzienność, że to nie jest tak: skupienie albo praca.

Ojciec Jan Bereza: – Święty Benedykt zapisał w regule klasztoru półtora tysiąca lat temu, że ma to być miejsce dla mnichów, ale i dla gości, którzy powinni znaleźć tu ukojenie. I od tamtego czasu ten ideał jest praktykowany. Goście mogą uczestniczyć w naszych wspólnych modlitwach, posiłkach, pracy. Nie ma sztywnych zasad ich pobytu, ustala się je w każdym przypadku z prefektem. Można pozostawać we wspólnocie, w samotności, można umówić się z zakonnikiem na duchową rozmowę, wziąć udział w medytacjach.

Ojciec Jan mieszka w klasztorze w Lubiniu 25 lat i widzi, jak bardzo zmieniła się motywacja przyjeżdżających tu ludzi. 20 lat temu chcieli przede wszystkim pogłębić swoją wiarę. Teraz jest więcej osób zagubionych, poszukujących, które stanęły na rozdrożu i pragną coś ze swoim życiem zrobić. Najwięcej przyjeżdża warszawiaków.

– Myślę, że jest to związane z ceną, jaką płaci się dziś za życie w wielkim mieście, pełne hałasu, zbyt dużej aktywności, stresu. Ale ten hałas i cywilizacyjne osiągnięcia – w postaci telefonów, komputerów – docierają nawet do klasztorów, przynajmniej w Polsce. Na Zachodzie rezygnuje się z osiągnięć cywilizacji, wraca się do reguły klasztoru w pierwotnym rozumieniu, do prostoty życia, do ciszy.

Podejdź i zanurz się w nią, Kryształową i czystą jej toń

Na ostatnim festiwalu filmowym w Gdyni zagadnęłam reżysera Krzysztofa Krauzego o pomysły na nowe filmy. Odpowiedział: – Mam ich wiele. Problem nas, twórców, nie polega na braku pomysłów, tylko na tym, żebyśmy chcieli przez jakiś czas pobyć w ciszy. Bo pomysły właśnie wtedy się rodzą. I zapytał zaczepnie: – A kiedy ty siedziałaś nad tekstem w ciszy?

Renata i Maciek podkreślają, że cisza uczy uważności. A uważność powoduje, że człowiek po prostu o wiele szybciej i sprawniej działa.

Maciek Kałkus: – Moje doświadczenie jest takie, że cokolwiek dostaję z zewnątrz, jest nietrwałe, nieważne. Natomiast to, co wychodzi ze mnie i z ciszy, jest zdecydowanie bardziej efektywne i nie powoduje konfliktów ze światem. Praktykowanie ciszy nie gwarantuje mi oczywiście, że nie będę popełniał błędów, ale daje szansę te błędy poprawić. Pozwala na chwilę być widzem swojego życia, zdystansować się od wielu problemów, zobaczyć, czy nikt nie narusza moich granic, odpowiedzieć sobie na ważne pytania. Cisza hołubiona daje siłę do zmaga  z problemami dnia codziennego. Ja w każdym razie nie znam innego sposobu duchowej regeneracji. Można też praktykować ciszę aktywnie. Latem dojeżdżam do pracy (kilkanaście kilometrów) na rowerze, pracuję w ogródku. W takich prostych czynnościach też można odnaleźć kosmos.

Renata Jankowska: – Nie odczuwam potrzeby oglądania telewizji, ale to nie znaczy, że straciłam zainteresowanie tym, co się dookoła dzieje. Wręcz przeciwnie – śledzę wydarzenia, czytam, jestem na bieżąco i wszystko ciekawi mnie dużo bardziej. Po latach praktyki doszłam do tego, że nie dzielę życia na ciszę i codzienność. Cisza nie odciąga nas bowiem od życia. Ona montuje nas w samym jego środku.     

Śródtytuły pochodzą z tekstu piosenki „Cisza jak ta” autorstwa Andrzeja Mogielnickiego z repertuaru Budki Suflera.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Jak zadbać o czystość powietrza w domu i biurze?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Poziom zanieczyszczenia powietrza w większości polskich miejscowości jest zatrważająco wysoki. Lokalizacje, w których normy czystości powietrza są spełnione, należą do rzadkości. Niestety, często nie uświadamiamy sobie, że zanieczyszczonym powietrzem oddychamy nie tylko na zewnątrz, ale również wewnątrz pomieszczeń.

O ile na stan powietrza na ulicy mamy wpływ ograniczony, o tyle w łatwy i niedrogi sposób możemy z powodzeniem zadbać o jego jakość w naszym domu czy biurze. Wystarczy zaopatrzyć się w funkcjonalny oczyszczacz powietrza, np. w jeden z modeli oferowanych przez markę Xiaomi

Oczyszczacz powietrza – dlaczego jest niezbędny w większości domów i mieszkań?

Przyczyna, dla której warto nabyć oczyszczacz powietrza, jest oczywista. Mowa tu o zanieczyszczonym powietrzu, które urządzenie doprowadza do właściwego stanu. Warto jednak przyjrzeć się problemowi nieco bardziej wnikliwie. Zanieczyszczone powietrze to nie tylko niebezpieczne dla zdrowia pyły zawieszone (PM2,5), ale również szereg innych składników w nim obecnych.

Oczywiście na czystym powietrzu najbardziej zależy z pewnością alergikom, ponieważ to właśnie oni odczuwają bezpośrednio i stale negatywną obecność kurzu, pleśni czy formaldehydów we wdychanej mieszaninie gazów. Nie oznacza to, że wspomniane substancje są bezpieczne dla niealergików. Przeciwnie, odznaczają się taką samą szkodliwością, jedynie nie powodują reakcji alergicznych organizmu.

Z tego powodu, oczyszczacz powietrza powinien być obecny w zasadzie w każdym mieszkaniu, domu czy biurze oraz zapewniać w szczególności ochronę przed:

  • pyłami zawieszonymi,
  • cząsteczkami pleśni i grzybów,
  • lotnymi związkami organicznymi.

Każdy oczyszczacz powietrza Xiaomi spełnia te wymagania, a przy tym odznacza się niewgórowaną ceną, dlatego warto wybrać i nabyć odpowiadający naszym wymaganiom model urządzenia.

Ważny element oczyszczacza powietrza – filtr

Oczszczacz powietrza Xiaomi, niezależnie od modelu, wyposażony jest w wymienialne filtry, które składają się z trzech warstw. Każda z warstw pełni inne zadanie:

  • filtr główny zatrzymuje kurz, włosy i inne drobne cząsteczki, w tym włókna bawełniane,
  • filtr True HEPA zatrzymuje 99,97% cząstek o średnicy równej 0,3 µm lub większej. Stanowi skuteczną ochronę przed pyłami zawieszonymi, pyłkami roślin, a także niektórymi bakteriami i wirusami.
  • filtr węglowy zatrzymuje lotne związki organiczne, formaldehydy, toulen, a także chroni przed biernym paleniem.

Wymiana zużytego filtra jest bardzo prosta – wystarczy zdemontować górną część obudowy, wyciągnąć stary filtr i włożyć w to miejsce nowy.

Oczyszczacz powietrza Xiaomi – czy warto?

Marka Xiaomi znana jest przede wszystkim ze smartfonów, które cieszą się dużą popularnością ze względu na korzystny stosunek jakości do ceny. Xiaomi to jednak również wysokiej klasy sprzęt ułatwiający codzienne funkcjonowanie w domu i w pracy. Jedną z grup oferowanych przez markę urządzeń są oczyszczacze powietrza, które skutecznie chronią nas samych i naszych współmieszkańców lub współpracowników przed niekorzystnym wpływem otaczającego nas, zanieczyszczonego powietrza.

Oczyszczacze Xiaomi odznaczają się wysoką skutecznością usuwania szkodliwych pyłów, ale także wielu wirusów i bakterii oraz innych cząsteczek unoszących się w powietrzu. Są wydajne, skuteczne, niskoenergetyczne i ciche. Każde z oferowanych przez Xiaomi urządzeń do oczyszczania powietrza można ustawić w sypialni czy pokoju dziecka.

Jaki oczyszczacz powietrza Xiaomi będzie dla mnie najlepszy?

W ofercie producenta znajdują się obecnie 4 oczyszczacze powietrza Xiaomi:

  • Mi Air Purifier Pro H o wydajności 200 m2/h, który poradzi sobie z oczyszczeniem powietrza w całym domu czy mieszkaniu,
  • Mi Air Purifier Pro o wydajności 166 m2/h, doskonały do otwartego salonu połączonego z jadalnią i kuchnią lub mieszkania,
  • Mi 3H o wydajności 126 m2/h, idealny do pokoju dziecka czy sypialni, ewentualnie do niewielkiej kawalerki,
  • Mi 3C o wydajności 106 m2/h, do oczyszczania powietrza w gabinecie, pokoju do pracy czy niewielkiej sypialni.

Oczyszczacze powietrza Xiaomi są w stanie przefiltrować zatrzymując szkodliwe pyły zawieszone od 320 do aż 600 m3 powietrza na godz.

  1. Styl Życia

Styl Glamour we wnętrzach

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Lustrzane przedmioty, miękkie tkaniny, bogato zdobione dodatki oraz ciekawa sztukateria. Wchodząc do wnętrza w stylu glamour czuje się przepych oraz niepowtarzalną atmosferę. Co jeszcze wyróżnia ten wyjątkowy rodzaj wystroju?

Co oznacza styl glamour? Przede wszystkim kojarzony jest z elegancją, luksusem i blaskiem. Na samym początku zadebiutował on w modzie, kiedy na premierach filmowych i bankietach aktorki zaczęły pojawiać się w szykownych kreacjach. Stroje przykuwały wzrok wszystkich ze względu na błysk diamentów i luksusowe materiały. Niemalże w tym samym czasie styl glamour przeniósł się do wnętrz domów, które zaczęły przypominać szkatułki wypełnione błyskotkami. Z czasem tego rodzaju meble przestały w tak wysokim stopniu epatować bogactwem, lecz w dalszym ciągu przywodzą na myśl splendor, elegancję oraz piękno. Dziś mieszkanie w stylu glamour może mieć każdy. Popularne są zarówno wszystkie elementy wnętrza w tym rodzaju, jak i pojedyncze meble, które dodadzą szyku oraz luksusu.

Czym charakteryzuje się styl glamour?

Meble glamour łączą w sobie przepych oraz bogactwo z charakterystycznymi cechami minionych epok, przede wszystkim baroku. Wskazują na to poszczególne detale oraz formy i kształty elementów wyposażenia. Obecnie meble w tym stylu łączy się z dodatkami, które są bardziej nowoczesne, tak aby uniknąć przesadnej elegancji. Takie przeplatanie się mebli o różnym wyglądzie niezwykle ożywia wnętrze i sprawia, że nie jest przytłaczające. Jednym z najważniejszych aspektów stylu glamour są surowce i tkaniny, które powinny być wysokiej jakości, ewentualnie ich zamienniki doskonale je imitujące. Dobre gatunkowo drewno, kryształy, atłas oraz welur - to tylko niektóre z materiałów, po które należy sięgać, kiedy wykańcza się mieszkanie w stylu glamour.

Jakie kolory są wykorzystywane we wnętrzach glamour?

Podczas planowania wystroju wnętrza jednym z najważniejszych aspektów jest wybór palety kolorystycznej. W stylu glamour zdecydowanie dominują jasne kolory - biel, szarość oraz subtelne odcienie beżu. Dzięki takim barwom nawet mniejsze metrażowo mieszkania staną się optycznie większe i przytulniejsze. Dodatkowo jasna paleta kolorów świetnie współgra ze szlachetniejszymi odcieniami, takimi jak fiolety, zielenie oraz granat. W wymienionych kolorach bardzo dobrze wyglądają różnego rodzaju dodatki - poduszki, zasłony oraz wazony. W takiej ilości te barwy nie będą przytłaczające, ale ciekawie urozmaicą wnętrze. Nie można również zapomnieć o blasku, który zapewniają srebrne oraz złote akcenty. To one sprawiają, że mieszkanie w stylu glamour przypomina szkatułkę pełną błyskotek - nie należy jednak przesadzać z ilością tego typu dodatków, ponieważ celem nie jest kicz, ale wytworna elegancja.

Meble glamour

Meble glamour są jedyne w swoim rodzaju: miękkie sofy i fotele o dużych gabarytach, aksamitne, pikowane poduszki oraz lustrzane stoły i stoliki kawowe. Jednym z najważniejszych aspektów jest spójność wszystkich elementów - w tego rodzaju wnętrzach nie ma miejsca na nieprzemyślane decyzje. Nie ma potrzeby wypełniać całego mieszkania zabytkowymi antykami - doskonale wpasują się w nie również bardziej nowoczesne sprzęty. Takie połączenie wpłynie pozytywnie na przestrzeń, ponieważ doda lekkości oraz pozwoli uniknąć wrażenia przepychu. Bardzo duży wybór świetnej jakości mebli oraz dodatków można znaleźć w luksusowych butikach, na przykład w Primavera Home. Oferta sklepu jest szeroka: znajdują się w niej między innymi sofy, fotele, wyjątkowe żyrandole oraz klimatyczne dywany. Obsługa butiku z pewnością pomoże w wybraniu idealnie współgrających ze sobą elementów wystroju.

Akcent na dodatki

Dodatki sprawiają, że wnętrze w stylu glamour zyskuje na wyjątkowości oraz wpływają na niepowtarzalny klimat mieszkania. Warto zwrócić uwagę na materiały, z których wykonane są poduszki, sofy, zagłówki łóżka oraz zasłony. Dodatkowy blask można uzyskać dzięki użyciu satyny lub atłasu, które podkreślą luksusowy charakter wnętrza. Kolejnym istotnym aspektem są wszelkiego rodzaju detale: klamki, uchwyty, szklane świeczniki oraz efektowne wazony. Najlepiej, aby były one w starym stylu, ale przełamane innowacyjnym rozwiązaniem, na przykład odbijającymi światło kryształami. Bardzo ważnym elementem w stylu glamour są również lustra. To one optycznie powiększają przestrzeń i dodają jej lekkości, która w połączeniu z meblami o dużym gabarycie idealnie się komponuje.

Elegancja i blask

Na elegancję mają wpływ nie tylko meble glamour, ale również wszystkie dodatki, które tworzą klimat całej przestrzeni. Każdy, nawet najmniejszy detal musi zostać dokładnie przemyślany. Dlatego takie elementy jak nogi stołów oraz kanap mają efektowne kształty, są lustrzane lub srebrne i zwracają na siebie uwagę, jednocześnie nie przytłaczając domowników oraz gości. Jednym z najważniejszych dodatków we wnętrzu glamour są kryształowe żyrandole, które doskonale odbijają promienie słoneczne, tworząc w mieszkaniu niepowtarzalny, magiczny klimat.

Mieszkanie glamour - balans we wnętrzu

Według niektórych osób w stylu glamour łatwo zahaczyć o kicz, dlatego jeśli chcesz wykończyć swoje mieszkanie w ten sposób, musisz zachować pewien balans. Celem jest wydobycie luksusu oraz elegancji z mebli, ale nie w sposób przytłaczający. Nie jest to łatwe zadanie, dlatego warto skorzystać z usług profesjonalnych firm, które oferują elementy wyposażenia w tym stylu. Projektanci z pewnością pomogą i wskażą odpowiedni kierunek, który połączy Twoją estetykę ze stylem glamour.

  1. Psychologia

Odkryj swoje wewnętrzne piękno – 6 kroków do samoakceptacji

– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka Beata Markowska. (Fot. iStock)
– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka Beata Markowska. (Fot. iStock)
Znów jakiś głos w twojej głowie mówi ci, że jesteś za gruba, za stara, niedoskonała? Naucz się z niego śmiać, ignorować go, a czasem konstruktywnie z nim rozmawiać.

Co przeszkadza nam ujrzeć naszą prawdziwą twarz, rozwinąć skrzydła kobiecości? – Brak odwagi, by spotkać się ze swoimi zranieniami. Żeby zrobić miejsce na nową kobietę, trzeba wyrzucić stare ograniczenia – odpowiada Beata Markowska, trenerka rozwoju osobistego.

Jeśli myślisz o sobie: „mam małe oczy, wąskie usta, wydatny nos, cofnięty i w dodatku podwójny podbródek…” – to taka informacja dociera do nieświadomej części ciebie samej i staje się źródłem kompleksów i zahamowań. Oczywiście, nie robisz tego świadomie. Taki komunikat już dawno usłyszałaś od swojej matki, ciotki, przyjaciółki. Przyzwyczaiłaś się myśleć w ten sposób i nawet nie wiesz, że opinia innych stała się twoją własną. Podpowiada ci ją twój wewnętrzny krytyk. Dopóki nie rozprawisz się z jego poglądami, twój nadajnik będzie emitować fałszywy sygnał. Będziesz czuła się źle ze światem, a świat z tobą.

– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka.

Każdy nosi w sobie – mniej lub bardziej świadomie – jakiś ideał samego siebie. Przez całe życie próbujemy sprostać swoim wyobrażeniom. Być takie, jak to sobie wymyśliłyśmy. Dlatego przez długie lata nie zmieniamy naszego stylu ubierania się czy sposobu, w jaki się malujemy. Zamiast trwonić energię na kogoś, kim nie jesteśmy, poświęćmy trochę czasu na to, aby lepiej poznać siebie.

Kim jest ta osoba, którą codziennie widzę w lustrze? O czym myśli, jakie są jej marzenia, potrzeby? Co jest dla niej ważne, co lubi, a czego nie? Tak rzadko dajemy sobie szansę, by się poznać. A przecież w tym wypieranym aspekcie naszej kobiecości tkwi prawdziwy skarb. Nasionko, z którego rozwinie się kwiat.

– Wewnętrzne piękno to samoakceptacja, zgoda na siebie taką, jaką jestem, na sukces taki, jakim go rozumiem, poczucie spełnienia – uważa Beata Markowska. – To siła, która bierze się ze zgody na słabość, świadomość własnych ograniczeń i umiejętność życia z tą wiedzą. Radość, optymizm i szczypta pewności, a może właśnie niepewności siebie.

Ćwiczenia - 6 kroków do samoakceptacji

1. Twarzą w twarz z wrogiem

Przypomnij sobie sytuację, w której źle o sobie myślałaś. Naprzeciwko krzesła, które zajmujesz, postaw drugie. Wyobraź sobie, że siedzisz tam ty sama, chwilę po jakimś zdarzeniu, w którym „nie popisałaś się”. Przyjrzyj się sobie. Jaka jest twoja postawa ciała, gestykulacja, mimika? Powiedz do niewidzialnej siebie, co o niej myślisz. (Możesz położyć na krześle lalkę albo misia, jeśli miałoby ci to ułatwić dalszą część pracy). Powiedz jej, jaka jest beznadziejna. Użyj określeń, którymi zwykle siebie łajasz.

Zaobserwuj, w jaki sposób mówisz, gestykulujesz. Skieruj uwagę na ton głosu i pojawiające się emocje. Zastanów się, kim jest twój wewnętrzny krytyk? Kto traktował cię w taki sposób? Zmień miejsce. Teraz spójrz na swojego krytyka. Co masz mu do powiedzenia? Co chciałabyś zrobić? Czy jest coś, co cię przed tym powstrzymuje?

2. Wyśmiej go!

Bardzo dokładnie wyobraź sobie swojego wewnętrznego krytyka. A teraz zacznij proces nadawania mu niechcianych cech. Najpierw wyciągnij go z jego nory. Jeśli zadomowił się w twojej głowie, wyjmij go stamtąd i przenieś tam, gdzie masz ochotę: na stół, pod krzesło, do kubka po kawie... Bądź kreatywna. Następnie zmień jego głos. Jeśli do tej pory mówił cicho, niech zacznie głośno, a kobiecy sopran zamieni się w męski bas. Może nawet kwiczeć jak świnia, kwakać jak kaczor Donald, piszczeć jak mysz. Możesz jego głos odtworzyć na taśmie, na przyspieszonych lub zwolnionych obrotach. Dobrze także dać krytykowi trochę helu z balonu.

A teraz chwila dla oczu. Zabaw się ze swoim krytykiem w przebieranki. Jeśli to mężczyzna, pewnie niezbyt dobrze będzie się czuł w reformach i wałkach na głowie. Może zrobisz mu trwałą…?

Czas na ubranie. Legginsy czy może raczej baletki? Eksperymentuj, baw się, popuść wodze swojej fantazji. Masz nieograniczone możliwości. Możesz zmieniać do woli całą jego postać. Warunek jest jeden – twój wewnętrzny krytyk ma być śmieszny.

Jak się czujesz po tej krótkiej terapii? Rozbawiona? Dobrze. Następnym razem, gdy twój wróg pojawi się na horyzoncie, przypomnij sobie jego najśmieszniejsze wydanie. Obdarz go najzabawniejszym z głosów i powiedz, żeby powtórzył to, co usłyszałaś przed chwilą. Kiedy przestaniesz się śmiać, zrób to, co chciałaś zrobić.

3. Lubię, nie lubię

Wpisz co najmniej 15 zakończeń następujących zdań: „Lubię siebie za…”, „Nie lubię siebie, bo…”. – Musimy wybaczyć sobie niepowodzenia i unikać wyolbrzymiania swoich wad. Umieć zażartować z nich, a przede wszystkim nie starać się na siłę ich pozbyć – mówi Beata Markowska. – Im bardziej przed czymś uciekamy, tym bardziej to coś nas goni i w efekcie dopada. To brzmi jak absurd, ale jeśli nie damy sobie zgody na bycie nadmiernie obfitą, ze zbyt małym biustem, za to za dużą pupą, nie mamy szans na to, że kiedyś w odbiciu w lustrze zobaczymy atrakcyjną kobietę.

4. Co myślą inni

Przystąp do konfrontacji swoich lęków i ocen z tym, jak jesteś postrzegana przez innych. Wypisz 10 swoich atutów, z czego 5 niech dotyczy ciała, pozostałe intelektu. Według podobnego wzorca wypisz 10 swoich wad. Następnie poproś kilka zaprzyjaźnionych osób, żeby sporządziły podobną listę na twój temat. Sprawdź, w których punktach się rozminęliście i jak bardzo.

5. Pożyczona umiejętność

Poszukaj cechy, której najbardziej ci brak. Może to być coś, czego w sobie nie akceptujesz, a jest ci potrzebne. Znajdziesz ją w osobie, której najbardziej nie lubisz. Wynotuj sobie na kartce: „Nie znoszę jej, bo jest wyniosła, przemądrzała, wyzywająca, bezmyślna, kapryśna…”.

Nie chodzi o to, byś epatowała tą cechą, ale żeby wzbogacić siebie o coś nowego. Na przykład: od zapatrzonej w siebie koleżanki wziąć więcej wiary w siebie, od butnego szefa – umiejętność stawiania granic, od narcystycznej bratowej – więcej dbałości o ciało i troski o wygląd zewnętrzny.

– Może się okazać, że teraz bogatsza o jakąś cechę, nagle zupełnie inaczej spojrzysz na swoje odbicie w lustrze. Dręczy cię fałdka na brzuchu? Jeśli przestaniesz się na niej koncentrować, zwrócisz energię do wnętrza, okażesz sobie zainteresowanie, to pewnego dnia zniknie nie tylko z twojej głowy, ale i z twojego brzucha – tłumaczy trenerka.

6. Wywiad z ciałem

Rozluźnij się... Zapytaj swoje ciało, czy jest zadowolone z właściciela. Czy czuje się dobrze traktowane, zadbane, lubiane. Zagadnij je o potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Sprawiaj sobie przyjemności, obdarowuj się prezentami – mogą to być nawet drobiazgi, które sprawią ci radość. Tak przecież postępujesz w stosunku do osób, które cenisz i lubisz. Potraktuj to jako nagrodę za każdy, nawet najmniejszy sukces, jaki cię w życiu spotka.

  1. Styl Życia

Pierwsza sesja zdjęciowa dziecka. Zobacz, o czym warto pamiętać!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Przyjście na świat dziecka to prawdziwa rewolucja w życiu całej rodziny. Młodzi rodzice muszą na nowo poukładać codzienny „plan działania”, a obserwacja, jak maluch zmienia się z tygodnia na tydzień (a czasem z dnia na dzień) dostarcza wielu wzruszeń. Te ważne momenty warto uwiecznić na zdjęciach. Jak powinna wyglądać pierwsza sesja fotograficzna dziecka? Podpowiadamy!

Pierwsza sesja zdjęciowa dziecka: samodzielnie czy u fotografa?

Wykonanie pierwszej sesji zdjęciowej przez fotografa jest coraz popularniejszym rozwiązaniem. Nie ma się czemu dziwić. Specjalista:

  • dysponuje odpowiednim sprzętem, dzięki któremu może uchwycić w kadrze idealny balans kolorów czy kompozycję,
  • zazwyczaj ma zestaw akcesoriów dekoracyjnych, które można wykorzystać jako ciekawe rekwizyty w trakcie sesji,
  • wie, w jaki sposób fotografować maluchy i ich rodziców, aby „złapać” najpiękniejsze momenty, pełne emocji.

Trzeba jednak pamiętać, że takie rozwiązanie ma też wady. Przede wszystkim, kiedy zdjęcia robi obca osoba, trudno o stworzenie intymnej atmosfery, albo… wzajemne oswajanie się młodej rodziny z fotografem trwa dłuższy czas. Po drugie, niełatwo jest przewidzieć nastrój dziecka podczas sesji – jeśli zostanie ona zaplanowana na „zły dzień”, rodzicom może być trudno uspokoić maluszka, tak aby na zdjęciach nie wyglądał na zapłakanego i pochmurnego.

A co daje sesja wykonana samodzielnie? Przede wszystkim wspomniane wcześniej poczucie intymności oraz brak limitu czasowego. Wyjątkowe zdjęcie pociechy możesz uchwycić w dowolnym momencie – czasami wystarczy do tego zwykły smartfon. Może być Ci jednak trudno wykonać ładny portret rodzinny, który później – wydrukowany na dużym formacie – trafi na ścianę salonu czy sypialni. Ograniczeniem może być też brak odpowiedniego sprzętu fotograficznego.

Dlatego warto pomyśleć o połączeniu obu tych kierunków działania. Z jednej strony rób swojemu maluchowi zdjęcia, kiedy tylko wyczujesz odpowiedni moment. Z drugiej – możesz pomyśleć o profesjonalnej, rodzinnej sesji. Zarówno jedne, jak i drugie fotografie uzyskasz w formie cyfrowej. To Ty zadecydujesz o tym, które z nich wywołasz i w jakiej formie!

Jak przygotować się do pierwszej sesji dziecka u fotografa?

Chcesz się umówić na pierwszą sesję rodzinną z maluszkiem? Mamy dla Ciebie kilka wskazówek, które sprawią, że fotograf uchwyci w kadrze to, co najpiękniejsze!

  • Wybierz odpowiednią porę dnia. To oczywiście kwestia indywidualna i jako rodzic najlepiej wiesz, kiedy maluszek jest najbardziej wyciszony. W przypadku niemowlaków idealne są godziny dopołudniowe bądź wczesne popołudnie.
  • Pomyśl o tym, jaka sesja będzie najlepsza. W studio fotograficznym można wygodnie ustawić światło o dowolnej porze dnia. W plenerze – niekoniecznie. Na sesję na ukwieconej łące, plaży czy w parku warto zaplanować czas po południu. Dlatego to dobre rozwiązanie przy fotografowaniu już nieco starszego maluszka.
  • Zaplanuj dużo czasu na sesję – uzgodnij to z fotografem, ponieważ praca pod presją, kiedy pociecha nie chce „współpracować”, może się zakończyć rozczarowaniem.
  • Zabierz kilka kompletów ubranek – tak, aby można było wykonać różnorodne fotografie. Zadbaj o to, aby ubrania były czyste i wyprasowane, a buciki niezabrudzone.
  • Jeśli na zdjęciach mają się pojawić zarówno rodzice, jak i dziecko, warto zadbać, aby Wasze stroje pasowały do siebie. Możecie założyć np. ubrania w podobnych kolorach.
  • Nie zapomnij o ulubionych zabawkach maluszka – pomogą uspokoić go bądź odwrócić uwagę w „sytuacji awaryjnej”.
  • Postaraj się, aby dziecko na sesji było dobrze wypoczęte – senny maluch może kaprysić.

Przed wizytą u fotografa omów z nim dokładnie, jak będzie wyglądać sesja oraz zdjęć w jakim klimacie oczekujesz.

Co zrobić ze zdjęciami z pierwszej sesji dziecka?

Takie fotografie są zbyt cenne, aby schować je w pamięci telefonu czy pozostawić w chmurze! Najlepiej, jeśli wydrukujesz najciekawsze zdjęcia i uczynisz z nich piękną dekorację. Pomyśl na przykład o:

  • wydrukowaniu standardowych odbitek, np. 10x15, wstawieniu ich w ramki i wręczeniu jako prezent dziadkom i chrzestnym malucha. Sprawdzą się również ustawione na biurku w pracy,
  • przygotowaniu fotokalendarza ozdobionego zestawem fotek z takiej sesji – również sprawdzi się jako upominek albo element dekoracji sypialni malucha,
  • wydrukowaniu na dużym formacie, np. na płótnie, rodzinnego portretu, który powstanie podczas sesji – to dekoracja, którą można z dumą zaprezentować w salonie!
  • Zamówieniu tzw. Instapacka pakietu zdjęć w kwadratowym formacie wraz ze sznureczkiem i klamerkami, dzięki którym łatwo powiesisz je na ścianie. Doskonale będą prezentować w pokoju malucha.

Jeśli chcesz mieć pewność, że fotografie z sesji dziecka zostaną wydrukowane z zachowaniem najlepszej jakości, powierz ich wywołanie ekspertom. Na foto.fujifilm.pl zamówisz online odbitki, które wykonane zostaną w labolatoriach z wieloletnim doświadczeniem.

  1. Kuchnia

Koktajle, które nawadniają organizm – przepisy

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Podczas upałów nasz organizm traci dużo wody i minerałów. Stan odwodnienia jest bardzo niebezpieczny i początkowo trudny do rozpoznania - niełatwo prowadzić bilans wodny, podczas którego ocenialibyśmy ilość strat wody w stosunku do przyjmowanej ilości. Dlatego należy dostarczać organizmowi jak najwięcej płynów, które zawierają również różne mirko - i makroelementy.

Poznajcie przepisy na letnie nawilżenie - koktajle według Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr.

Koktajl truskawkowo-arbuzowy

Składniki:

  • garść truskawek (ok. 70 g)
  • plaster arbuza (ok. 7 cm)
  • 5 listków mięty
  • 1/4 cytryny
  • 6 kostek lodu

Truskawki, arbuz oraz miętę blendujemy z lodem. Koktajl podajemy przybrany listkami mięty.

Fot. iStockFot. iStock

Szkarłatna wyspa

Składniki:

  • 1 czerwony grejpfrut
  • 1 limonka
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • 1 szklanka wody gazowanej lub 10 kostek lodu
  • kilka kropli olejku waniliowego

Grejpfrut, limonkę i truskawki miksujemy z lodem (lub dodajemy wodę gazowaną). Można doprawić olejkiem waniliowym.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Borówkowa lemoniada

Składniki:

  • 1/2 szklanki borówki amerykańskiej
  • 1 łyżka soku z limonki
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • kilka listków mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej

Borówki rozgniatamy widelcem i wrzucamy do szklanki. Dodajemy limonkę, cukier, miętę i wodę gazowaną. Mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Mrożona kawa

Składniki:

  • filiżanka espresso
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 gałka ulubionych lodów
  • kilka kostek lodu
  • 1 łyżeczka oleju z nasion ogórecznika

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Smoothie bananowo-pomarańczowe

Składniki:

  • 1 banan
  • 1 pomarańcza
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • kilka kostek lodu
  • kilka listków mięty

Banana, pomarańczę i truskawki miksujemy z lodem i miętą.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Orzeźwiający ananas

Składniki:

  • 1 ananas
  • kilka gałązek mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej
  • opcjonalnie brązowy cukier

Ananasa miksujemy z miętą i dolewamy wodę gazowaną. Jeżeli owoc nie był słodki, koktajl można odrobinę dosłodzić.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Ogórkowe nawilżenie

Składniki:

  • 1 ogórek
  • 1 cytryna
  • 1/2 pomarańczy
  • 6 listków mięty
  • 1 szklanka wody

Ogórek, cytrynę, pomarańczę i miętę wyciskamy w wyciskarce do soków lub sokowirówce. Dodajemy wodę i dokładnie mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Więcej przepisów w książce „Jak zamieszać w swoim życiu, czyli koktajle dla zdrowia i urody” Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr, Wydawnictwo Zwierciadło.