Jeżeli ktoś uwierzy, że starość to koniec wszystkiego, to będzie miał koniec wszystkiego. Zestarzeje się w sensie mentalnym, czyli będzie uważał, że już na nic nie czeka, że już niczego nie wymyśli. Oczywiście jest coś takiego, że jak człowiek w pewnym momencie życia ma inną dyspozycję psychofizyczną, bo ma, to bardziej zajmuje się tym, żeby mu było wygodniej, żeby nie bolało, żeby się nie męczyć. Ale szalenie atrakcyjne jest wtedy to, że można zrobić coś, czego się wcześniej nie robiło, że można sobie pozwolić na marzenie, które polega na tym, że sobie przypominam, co chciałam kiedyś, żeby się pojawiło, ale się nie pojawiło.
Mój przyjaciel przed śmiercią objechał świat, a miał za co, bo sprzedał swoją firmę i odwiedził miejsca, w których nie był, a być pragnął. Na starość spełnił więc swoje marzenia. Myślę, że to dowód miłości do siebie.
Pamiętam, że jako dziewczyna mówiłam mojej mamie: „Kochana, nie odkładaj pieniędzy na czarną godzinę, bo kiedy ta nadejdzie, to żadne pieniądze nie pomogą, tylko sobie hulaj”. Ona na to, że oszczędza dla mnie. Odpowiedziałam jej, że to nie są pieniądze, które by mnie urządziły do końca życia, że zarabiam i sobie poradzę. Powtarzałam: „Po prostu żyj, kupuj to, na co masz ochotę, dogadzaj sobie”. Mama oszczędzała na przykład na taksówkach, mówiła, że są za drogie. No w porównaniu do biletów miejskich, to tak. Ale jeśli ktoś chce gdzieś dojechać komfortowo w butach na obcasach, w kreacji prosto spod igły, z misternie ułożoną fryzurą, w dodatku zimą, gdy pada albo wieje, to niech sobie jedzie taksówką. Czasami można pozwolić sobie na taki luksus. Uważam, że optymalna starość powinna być luksusowa.
Kiedyś jako młode dziewczyny podziwiałyśmy starsze damy, które nosiły drogie rzeczy. Ktoś powie: „Po co im to?”. Właśnie po to, że one się z tego powodu cieszą, że mają coś, na co nie mogły sobie za młodu pozwolić. Miały wtedy marzenia, miały młodość, wszystko, co się zdarzało, było pierwsze i nowe. A teraz zdarza się coś, co dotąd nie mogło się spełnić. Oczywiście nie wszyscy odłożą pieniądze, które na to pozwolą, nie wszyscy mają zawód, po którym zostają przydatne na starość umiejętności.
Ale można wtedy zacząć dowiadywać się czegoś nowego, uczyć się różnych rzeczy, na które przedtem nie miało się czasu. Moja teściowa na przykład na stare lata zaczęła uczyć się angielskiego. Bo jest tak, że jedni boją się zmian, a inni nie. Ci, którzy się nie boją, są mentalnie młodzi. Nie musimy przy tym robić niczego spektakularnego, nie każdy jest na to gotowy. Możemy natomiast zmieniać małe rzeczy, na przykład przyzwyczajenia. Możemy pomyśleć o tym, jak chcielibyśmy mieszkać. Starsi ludzie mają czasami domy, które zostawiają dzieciom, zamiast na przykład zamienić je na mieszkania w wymarzonym miejscu. Nie zostawiajcie dzieciom wszystkiego, co zgromadziliście! One i tak będą to miały po was, jak odejdziecie z tego świata. Ucieszcie się tym, co macie, a jak nie macie, to sobie to zafundujcie. Na przykład domek na wsi. Moim zdaniem wielkim błędem jest zostawianie wszystkiego dla dzieci i wnuków. Za te pieniądze można pojechać na wakacje, wynająć sprzątaczkę, zadbać o siebie. Ten luksus wam się należy. Emerytury są tragiczne, więc jeśli jeszcze pracujecie, pamiętajcie o tym, żeby zaoszczędzić na starość.
Chodzi o to, żeby nie tkwić w przekonaniu, że w pewnym wieku już nic ci się nie należy. I jeszcze jedno: nie dajcie się przekonać sprytnym dzieciom albo zazdrosnym koleżankom, że „ty, kochana, to już nadajesz się do grobu”. Najgorsze, co może nam się przydarzyć, to ludzie, którzy żałują nam czegoś, czego sami sobie nie dają. Trzeba im powiedzieć: „Jesteś dla siebie niedobry? Trudno, twoja sprawa. Ale ja nie zamierzam tego słuchać, będę dbać o siebie, bo to mi się zwyczajnie należy za długie życie, w którym bardzo dużo zrobiłam”.