1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Szymon Majewski
  4. >
  5. Szymon Majewski: „Cierpię na ChBAK, czyli Chroniczny Brak Asi Kołaczkowskiej”. Poruszający felieton o przyjaźni i tęsknocie

Szymon Majewski: „Cierpię na ChBAK, czyli Chroniczny Brak Asi Kołaczkowskiej”. Poruszający felieton o przyjaźni i tęsknocie

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Z Asią świat wydawał mi się lepszy, z Asią pod ręką byłem śmieszniejszy, bardziej szymonowaty. Nie musiała być obok mnie, mogła być w Kole, Pile czy Sochaczewie. Ważne, że gdzieś tu w Polsce była.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026.

Macie tak, że czujecie się bezAsiowi od chwili, gdy jej nie ma? BezAsiowi w domu i zagrodzie, w dni szare i słoneczne. Latają asteroidy, świat gra w piłkę, kontynenty się trzęsą, są susze i zalania, a my jesteśmy bezAsiowi. Robimy prania, prasowania, odbieramy dzieci ze szkoły, a Asi nie ma.

Ja strasznie się czuję bezAsiowo. Każdy z nas, jej fanów i przyjaciół, inaczej odczuwa bezAsiowość. Mnie los odjął Asię w momencie, gdy była mi najpotrzebniejsza.

Codziennie więc daję mu za to w pysk. Jestem na niego zły i mi się nie odmieni, nie daruję losowi na długi czas. Przez niego cierpię na ChBAK, czyli Chroniczny Brak Asi Kołaczkowskiej. Jeden z jego objawów to kulawe męstwo twórcze (śmiałaby się z tej nazwy). Otóż, gdy noszę się z jakimś pomysłem, oswajam go i obczajam, to jakoś mi brakuje odwagi, żeby go wdrożyć. Dlaczego? Bo Aśka była w posiadaniu części mojej odwagi i kawałka mojej pewności siebie. Próbuję teraz bez niej zgrywać chojraka, więc sobie wyobrażam, jak stoi i mówi: – Rób to, będzie dobrze, przecież to umiesz.

I sobie ją materializuję z pikseli wspomnień, widzę nawet, gdzie stoimy, jak o tym rozmawiamy, ja obok lodówki, a ona po prawej stronie zlewu, szykuje kawę. To mi trochę pomaga, wypełnia pustkę na chwilę. I staję się na jakiś czas dzielny. Dostaję animuszu, a właściwie Asimuszu.

Z Asią świat wydawał mi się lepszy, z Asią pod ręką byłem śmieszniejszy, bardziej szymonowaty. Nie musiała być obok mnie, mogła być w Kole, Pile czy Sochaczewie. Ważne, że gdzieś tu w Polsce była. Mogłem jej nie widzieć tydzień, a czuć obecność co dzień. Łączyło nas tyle rzeczy, że jak teraz się rozłączyło, to czuję się niepełny.

Razem baliśmy się wojny, każdy na swój sposób. Raz ona była pod wozem, raz ja. Kiedy więc ona, pokonana klikbajtowymi tytułami, wywieszała białą flagę strachu, ja stawałem się jej żołnierzem, i szedłem na front w jej obronie. A kiedy mi nagle męstwo mijało, ona machała ręką i ekspercko niczym pułkownik NATO rzucała: – Nic nie będzie!

Razem się dźwigaliśmy na duchu. Teraz nie ma razem. Mogę sobie jedynie Aśkę wyobrażać, wyświetlać JEJ obecność. Wpadłem w Aśkę na cztery lata. Nie jestem sobie więc w stanie wyobrazić, co czują ci, którzy byli z nią przez lat kilkadziesiąt.

Pozwoliłem sobie ostatnio zrobić coś na przekór jej, wypocząłem w tym roku za siebie i za nią. Bo była to jedyna rzecz, której nie umiała. Genialna na scenie, w kabarecie, w śpiewie, w wymyślaniu, Aśka wielu talentów, ale bez jednego, otóż nie umiała wypoczywać. Po prostu urlop i wczasy w formie leżakowo-parawanowej były dla niej za nudne, za mało impro i adrenaliny.

Dlatego, proszę ja was, zrobiłem sobie miesiąc wakacji, i zabrałem Aśkę ze sobą. I jest tu ze mną, w tym felietonie, który piszę, patrząc na oliwki, kozy i góry. I rozśmieszam ją kozim beczeniem i nagłymi skokami do wody, a gdy chce, to udaję Greka, Skoliosa z Emerytos czy Szymonosa z Popapranos. I prosi mnie, wręcz błaga, żebym przestał, bo padnie. I mam dla niej żart, który na pewno doceni.

Sprawdziłem go na greckim przewodniku i się nie udał, w pałacu Knossos, gdy mówił o kulturze minojskiej pokazałem mu Minionka, pytając, czy tak wyglądali. Nie śmiał się, ale nieważne, bo zza gór niósł się śmiech Aśki i echo słów: – Jezu, jaki ty durny jesteś!

Jest więc ze mną w tych zdaniach, w słowach, kasowaniu i pisaniu na nowo. Nie umiem o niej pisać, bo nie mam zgody na jej nieobecność, więc siadam do tego felietonu i uciekam od niego. Bo rok ten jest jak chwila. Próbuję to sobie wytłumaczyć i nie umiem. Może jakoś tak: może tak nas doAsiowała, że postanowiła teraz odpocząć? Zbiera siły i pomysły? Miała ich tyle. Właśnie, może to pomysł na taki skecz, nie ma mnie jakiś czas, a tu…

Szymon Majewski, trochę dziennikarz, bardziej showman, niegdyś wodzirej, pięściarz wagi przestraszonej, trochę harcerz. Uprawia słów cięcie-gięcie. Lubi The Cure i Led Zeppelin. To tu, to tam.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE