1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. "Mama" Sylwii Kubryńskiej - lektura dla każdej kobiety?

"Mama" Sylwii Kubryńskiej - lektura dla każdej kobiety?

Ciągła, nieustająca ocena: siebie, innych matek, powinności i macierzyństwa. Macierzyństwa, które zamiast nieść radość, wiąże się ze społeczną presją, wytykaniem błędów i dążeniem do bycia doskonałą matką.

A najgorzej w tym wszystkim mają młode, samotne matki. Nie tylko opuszczone przez "ojca" dziecka, ale również przez społeczeństwo i przez rządzących.

Matki wiecznie zawodzą, a przynajmniej tak się czują, jakby ciągle nie były dość dobre. W swojej nowej powieści "Mama" Sylwia Kubryńska bardzo otwarcie rozprawia się z tym tematem. Wewnętrzny dialog i spostrzeżenia głównej bohaterki są jak podróż po "ciemnej stronie" społeczeństwa. Bo schemat macierzyństwa też się na to społeczeństwo składa. Tymczasem to, co negatywne narasta, ponieważ nie dajemy sobie i innym prawa do odczuwania gniewu, frustracji, zmęczenia, czy innych "negatywności". Ganimy za to siebie oraz inne kobiety. O szczegółach przesłania książki i o powszechnym braku zrozumienia opowiada autorka w wywiadzie dla Zwierciadło.pl

Gdy wzięłam do ręki Pani ostatnią książkę, byłam przekonana, że przeczytam o kobiecie 30+, która robiąc karierę marzy także o wyidealizowanym macierzyństwie, a potem musi zmierzyć się z realną sytuacją. Ale to zupełnie inna historia. Ta książka powinna stać się, w moim przekonaniu, obowiązkową lekturą wszystkich licealistów (jako przestroga) i nie tylko!

Oj, dobrze by było! Tymczasem, jak zresztą zauważa moja bohaterka: nie ma żadnych szkół, żadnych „uniwersytetów” dla przyszłych mam. Nie ma przygotowań. Są tylko wymagania. Kobieta trafia na porodówkę i zaczyna się najtrudniejszy egzamin bez żadnych taryf ulgowych. I co gorsza, każdy ocenia. Każdy. Pielęgniarka, lekarz, potem ciotki, sąsiadka z dołu, kuzynka, babcia, koleżanka z klasy, wszyscy. I tak się składa, że nikt nie daje oceny pozytywnej.

Pomysł z lekturą jest kuszący, a jednak trzeba wiedzieć, że jeśli coś się staje obowiązkowe, zaczyna być znienawidzone, zwłaszcza przez licealistów. Może więc lepiej, gdyby książka była zakazana? To zawsze ma największą skuteczność. Dzieci sięgają po wszystko co zakazane, w tym seks bez zabezpieczeń. Dlatego jednak dobrze, że moja książka jest dostępna. Cieszę się, że się pojawiła i wzbudza emocje, dyskusję. To ważne, ważniejsze, niż te polityczne bzdury, którymi żyje cały dorosły świat.

Pomimo tytułu i opisów, a także głównego macierzyńskiego wątku, mam cały czas wrażenie, że ta historia jest w dużej mierze o powtarzaniu schematów rodzinnych, m.in. również o tym jak ciężko jest bez pomocy wyjść z biedy, w której się dorasta.

Tym bardziej, gdy ta bieda nie jest tylko biedą materialną, ale wynika z ubożyzny emocjonalnej. Moja bohaterka w pewnym momencie odżegnuje się od takiego uczucia jak miłość, bo przecież sama nigdy jej nie otrzymała. Nie dostała jej od rodziców, a chłopak ją oszukał. Dla ułatwienia sobie życia chce więc odrzucić emocje, chce być super cyborgiem. Zapomina, że to niemożliwe, bo jest przecież człowiekiem. A odcięcie się od miłości tylko ją krzywdzi. Ją i jej dziecko. Wiele razy doświadczyłam takiego podejścia. Kobieta czuje się bezbronna, bo ma emocje. Sama siebie ocenia gorzej ze względu na podatność na uczucia, nienawidzi siebie za to, że czuje głębiej. Tymczasem wszyscy, bez względu na płeć czujemy, tylko jesteśmy strasznie w tym czuciu zagubieni. Jeśli od pokoleń błądzimy po mapie emocji, nie dostajemy prostego przekazu od rodziców, że to co czujemy jest OK, że mamy do tego prawo – zaczynamy tłumić, balansować, oszukiwać samych siebie, gubimy się. I to jest największa bieda, przekazywana w schematach rodzinnych. Bieda w której najtrudniej żyć, głód, który najtrudniej zaspokoić – głód miłości.

Problem młodych, samotnych matek, które nie mają za co utrzymać siebie i dziecka jest wciąż bardzo niewygodny i „zamiatany pod dywan”.

Skoro dziewczyna, która przychodzi do domu „z brzuchem” jest z miejsca okryta hańbą, to co z tym zrobić, jak nie zamieść pod dywan? Ten proces okrywania kobiety hańbą dlatego, że mężczyzna ją zostawia jest bardzo niesprawiedliwy, krzywdzący. Właśnie z tego wywodzi się potem cała ta społeczna choroba, tabu samotnej matki, której nie warto pomagać, bo ma jakiś „nienormalny” model w domu. Tymczasem jej właśnie powinno się pomagać w pierwszej kolejności, bo to nie jest jej wina, że ktoś ją porzucił, to nie jest jej wina, że ktoś jest oszustem, nie płaci alimentów, nie bierze udziału w wychowaniu SWOJEGO dziecka. Przyzwolenie na niepłacenie alimentów, śmieszne zasiłki dla samotnej matki, ominięcie jej w tym całym programie 500 +, to wszystko ma ją dodatkowo ukarać. Tylko za co? Za to, że zaufała, że się zakochała, że pozwoliła komuś na bliskość? A może za to, że państwo nie zrobiło nic, aby ją wyedukować?

Każda matka daje temu państwu kolejnego podatnika, płatnika ZUS itd. Nieważne, czy samotna, czy nie. I należy się jej szacunek oraz pomoc. Niestety, mało kto tak na to patrzy. Matki to grupa najbardziej oceniana w Polsce, czasem wręcz pogardzana. Oczywiście samotne matki są najlepsze do ostrzału, bo nikt ich nie obroni. I mamy to co mamy. Jakiś profesor nazywa je w mediach pogardliwie „wózkowe”, w telewizji jakaś dziennikarka oburza się na to, że matka zmieniła dziecku pieluchę, ochroniarz wyrzuca karmiącą matkę z centrum handlowego. Jednocześnie największymi przywilejami cieszą się mężczyźni w sutannach, którzy z założenia się nie rozmnażają. A ja pytam, ludzie, czyście powariowali? Natura by was wyśmiała. Bo bez księży ludzkość sobie poradzi, a bez matek ten gatunek wyginie. Proste.

Ciekawe też, że główna bohaterka wydaje się lepszą matką właśnie wtedy, gdy jest samotną, walczącą matką. Później, gdy wychodzi za mąż i sytuacja materialna znacznie jej się poprawia, zaczyna na dorastającej „wpadce” odreagowywać wszystkie swoje frustracje. Z czego ta zmiana wynika?

Z ogromnej potrzeby akceptacji i przyjęcia przez nią tej powszechnej opinii, że samotna matka jest gorsza. Felerna, bo z dzieckiem. Ona tak bardzo chce się wpasować w ten schemat wymagań, że zaczyna marzyć o tym, jak by tu ukryć fakt, że ma dziecko. Bo przecież to, że ma dziecko, obniża jej wartość. To jest kolejny paradoks. Jak może obniżyć twoją wartość macierzyństwo? Przecież to człowieka wzbogaca! Ale wtłaczana nam do głów bzdura o hańbie, o tej dziewczynie, która przychodzi do domu „z brzuchem”, robi swoje. No więc ona tak się czuje. I zaczyna odreagowywać swoją frustrację na dziecku. Znów ten sam schemat. Zawsze dostaje się najsłabszemu. Dziecko jest więc potwornie samotne, wychowuje się obok rodziny, którą ona tak pieczołowicie próbuje sklecić według modelu wtłaczanego od pokoleń. Że musi być mąż, że mąż jest niezbędny dla niej, dla jej pozycji, dla jej wartości. Dziecko stara się jak może, żeby się dopasować i z roku na rok pogłębia się jego dramat. Co za tym idzie – pogłębia się również dramat matki. Jest w książce rozdział „Karteczki”, w którym ona widzi siebie na video, gdy jej mały synek próbuje z nią rozmawiać, a ona jest taka surowa, obca, daleka – to był dla mnie jeden z najtrudniejszych rozdziałów do napisania. Zawsze czytam teksty, które napisałam przed oddaniem do druku. Tego nie przeczytałam. Nie dałam rady. Poszło jak poszło. I do tej pory nie mogę tego przeczytać.

Nie ukrywam, że książka mnie przede wszystkim zasmuca. Mało w niej dodatnich emocji. W dodatku, dziwnym zbiegiem okoliczności, czytając ją natrafiałam w tych dniach na wiele zirytowanych matek, które ciągle warczały, wrzeszczały na swoje dzieci, albo szarpały je często bez powodu. No właśnie, i co takim matkom można powiedzieć? Nie czują tego, co by chciały lub „powinny” czuć, podobnie zresztą jak bohaterka książki o nieznanym imieniu. Później już tylko narasta w nich coraz większe poczucie winy i złość. Ot, taka wściekła codzienność.

To jest bardzo trudne, ale możliwe. Zdarzyło mi się to kilka razy w życiu. Pierwszy raz poszłam do sąsiadki, która strasznie krzyczała na swoją córeczkę. Córeczka miała pięć lat, w domu był też mały synek, kilkumiesięczny. Poszłam do niej i powiedziałam, że słyszę, jak się męczy, że to ją przerasta, że mogę pomóc. Popłakała się. A po łzach przyszedł spokój. Być może byłam w jej życiu jedyną osobą, która okazała zrozumienie, nie potępiła jej za gniew, który w niej kipiał. Bo to, co w matkach często siedzi to gniew, którego im nie wolno okazywać. Frustracja, że nie mają prawa do swoich emocji, ani do tego, żeby nie dawać rady. I straszne poczucie winy. Bo skoro nie daję rady, muszę być złą matką. Bardzo złą.

Kiedyś też jechałam SKM-ką, przede mną siedziała matka z córką i mówiła jej, że skoro tak "robi" to nic jej nie da do jedzenia. Nic. Że ją zagłodzi. Dziewczynka nie rozumiała dlaczego, bała się. Z kontekstu zrozumiałam, że matka jest bezsilna wobec córeczki – niejadka. Poszłam do nich, usiadłam, uśmiechnęłam się łagodnie i zapytałam, co dziewczynka lubi jeść. Okazało się, że jest mnóstwo potraw, które chętnie zje, o czym mama po prostu nie wie, bo nie zapytała. Mama była wściekła i bezsilna, bo córka nie chciała jeść tego, co ona przygotowała. A przecież to niekoniecznie musi jej smakować. Wystarczyło pogadać. Ta matka też się popłakała. A potem mi podziękowała. Da się. Tylko trzeba by wyłączyć to, co nam się natychmiast nasuwa: ocenianie. Oburzenie, co to za matka. Pamiętajmy, że każda matka się stara. Tylko po prostu nie umie. Nie wie. Nie skończyła tego „uniwersytetu” dla matek. Bo go nie ma.

Kim jest Julia, dla której dedykowana jest ta książka?

To jest dziewczyna mojego syna. To bardzo silna młoda kobieta, o której myślę w ten sposób: gdy ona się budzi rano, Lucyfer w piekle klnie z bezsilności: „o, k..., wstała!”. Myślę, że po całym tym zmaganiu w macierzyństwie dostałam w nagrodę od losu, a może do pomocy? - tę potężną wiedźmę, przed którą zło ucieka w popłochu. Każdej matce dorosłego syna życzę takiej synowej. A może inaczej. Każdej matce polecam takie podejście. Zaprzyjaźnij się ze swoją synową, ze swoim zięciem. Oni są po to, by pomóc. Moment, gdy dziecko staje się dorosłe jest bardzo trudny. Piszę o nim w książce: kiedy tracisz całkowicie władzę i już nic nie możesz, zupełnie nic. Twoje dziecko odpowiada za siebie zarówno prawnie jak i mentalnie. To ono decyduje, czy warto teraz się kumplować z matką, której przecież już nie potrzebuje. Matka szaleje z niepokoju, ale jej władza wygasła. I tu pojawiają się te dobre duchy, które przychodzą, by wziąć za rękę twoje dziecko i pójść z nim przez życie. Chronić je i kochać. Przecież to jest piękne. I jak odczarowuje ten mit „teściowej”! My z Julią się czasem śmiejemy, udajemy takie klasyczne układy synowa/teściowa. Ja mówię teatralnie: wydaje mi się, że ZNÓW nie starłaś kurzu. Albo: czy krochmalisz mu koszule, moja droga? A potem zastanawiamy się, jak w ogóle można sobie robić taki teatr z życia. Czemu ludzie sobie to robią? Kogo obchodzi jakiś kurz, czy koszule? My idziemy do parku na spacer, gramy w Dixit, robimy wiatraczki, rozmawiamy godzinami, śmiejemy się, płaczemy, jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Przyjaźń to jest wartość. W przeciwieństwie do startego czy niestartego kurzu.

Przedstawia się Panią jako feministkę. Co feminizm dla Pani znaczy? Na czym powinien polegać? Bo nie ulega wątpliwości, że zaczął być w ostatnich latach przedstawiany w takim „krzywym zwierciadle”.

Feminizm to równość. Równe prawa. Niech ktoś mi powie, że to jest złe. Kiedyś rozmawiałam z pewnym księdzem. Zapytał mnie o to samo, czym jest dla mnie feminizm. Gdy usłyszał odpowiedź, powiedział: w takim razie ja też jestem feministą.

Dlaczego przestawia się feminizm w krzywym zwierciadle? Z niezrozumienia. A wystarczy przeczytać definicję w Wikipedii. Mało komu się chce. Co gorsza, nie tylko przeciwnikom feminizmu się nie chce. Tym, co mówią, że są feministkami też się nie chce. Dlatego potem czytam wypowiedź jakiejś topowej „feministki”, że faceci są jak buty, które można zmieniać. Nie zgadzam się z tym. To znaczy, niech ona sobie zmienia partnerów, nie moja sprawa, ale nie zgadzam się z takim uprzedmiotowieniem. To wbrew zasadom idei. Feminizm to równość dla obu płci. Szacunek dla obu płci. Nie tylko dla kobiety. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nikt z nas nie jest lepszy czy gorszy ze względu na płeć. Ostatnio na Kongresie Kobiet w Poznaniu ktoś mnie spytał, czy chciałabym żeby prezydentem (prezydentką?) była kobieta. Zanim odpowiedziałam, zauważyłam pewien rodzaj euforii wywołanej takim pytaniem – marzeniem. Och, jakby wspaniale było w Polsce! Wystarczy, że prezydentem zostanie kobieta! Tymczasem premierem była wtedy kobieta, poprzednia też była kobietą, a na prezydenta startowała swojego czasu Magdalena Ogórek – kobieta jak się patrzy. I co? Czemu nie głosowałyście? Skoro wystarczy, że kobieta będzie rządzić i będzie cudownie? No i właśnie to jest takie poplątanie pojęć. Za bardzo skupiamy się na płci, za mało na człowieczeństwie. Ja chcę, żeby tym krajem rządził ktoś mądry i w ogóle nie mam żadnych wymagań co do płci. To jest mój feminizm.

Z czego Pani zdaniem wynika takie lekceważące podejście do kwestii feminizmu, czyli równouprawnienia? Przecież często to równouprawnienie jest mylnie rozumiane przez same kobiety…

Jak odpowiedziałam: to wynika z niezrozumienia. A naprawdę wystarczy przeczytać definicję w Wikipedii. Jeśli ktoś czegoś nie rozumie, a się za to zabiera, bardzo łatwo o śmieszność. I co za tym idzie: lekceważenie. Żeby tego uniknąć, warto wykonać prostą pracę. Zadać pytanie, poszukać odpowiedzi. Obserwuję w publicznej debacie wiele takich postaw, które określam mianem „racji”. Kiedyś nawet wymyśliłam instytucję „racji”. Każdy, kto wchodzi na przykład do studia telewizyjnego, dostaje na wejściu „rację”. To mogłaby być statuetka plastikowa z imieniem i nazwiskiem. Jan Kowalski ma rację. I już. Nie trzeba niczego udowadniać. Teraz już można zadawać pytania, otwierać się na nową wiedzę, coś z dyskusji wynieść. Ja na razie nie mam racji. Nie zrobiłam sobie. Ja jej nie potrzebuję. Wiem, że jeśli kiedyś przyjdzie dzień, w którym będę miała rację, niczego się już nie dowiem. To będzie smutny dzień.

Sylwia Kubryńska – jedna z najbardziej cenionych polskich współczesnych pisarek. Feministka, felietonistka, matka. W 2015 roku głośną książką "Kobieta (dość) doskonała" zdobyła listy bestsellerów. Jej kolejne powieści: "Furia mać!" (2016), "Biurwa" (2016) i "30 sekund" (2017) były szeroko komentowane. Każda jej książka to wydarzenie literackie.

O książce: To książka szczera do bólu, surowa, „brudna”, ale bardzo prawdziwa. To książka o tym,  jak macierzyństwo zmienia kobietę i jaką abstrakcją  jest  to, o czym mówi się od lat: „Każda kobieta ma instynkt macierzyński, kobiety stworzone są do bycia matką”. Ale nie tylko. To historia poruszająca problem molestowania w pracy, wciskania się w wąskie ramy wygórowanych oczekiwań społecznych. O zaściankowości w Polsce, przemocy wobec dzieci. O toksycznych relacjach w rodzinie, w której kolejne pokolenia wspierają chore układy. To opowieść o postrzeganiu kobiet. O wszechogarniającym „powinnaś”. Odczarowuje stereotypowe myślenie o kobiecie – świeżo upieczonej matce zakochanej w swym dziecku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

O kobiecej duszy i poszukiwaniu nowego sensu – nowa książka Grażyny Jagielskiej

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Kameralna, do bólu prawdziwa, pełna ironii i subtelnego humoru opowieść o poszukiwaniu wolności i sensu, która rozbiera na czynniki pierwsze kobiecą duszę. „Wszystkie moje domy” Grażyny Jagielskiej to świetnie napisana historia o budowaniu życia na nowo.

„Odchodząc z domu, zabrał, ile zdołał: świadectwo maturalne, płyty ojca i cały sok pomarańczowy z lodówki. Gitara już teraz obijała mu się̨ o nogi. Pomyślałam: od- prowadzam wzrokiem tego, który zwraca mi wolność́” — rozpoczyna swoją powieść Grażyna Jagielska. Koniec przychodzi często niepostrzeżenie i w mgnieniu oka kruszy fundamenty, na których oparliśmy naszą rzeczywistość. Tak też się dzieje w życiu głównej bohaterki „Wszystkich moich domów”, której dwójka synów opuszcza gniazdo rodzinne, a mąż przechodzi na emeryturę. W obliczu nadchodzących zmian ona sama postanawia sprzedać dom i pozbyć się większości starych przedmiotów. Zostawia dla siebie maszynę do pisania i mocne postanowienie, że znajdzie własny pokój, w którym będzie mogła wreszcie robić to, o czym zawsze marzyła: pisać.

Kolejne przeprowadzki i próby odnalezienia spokojnej przystani dla niej i dla męża spełzają na niczym, a pragnienie zalepienia pustki po starym życiu duchowością i kontaktem z naturą kończą się sromotną porażką. Jednakże ta podróż przez wszystkie nowe przestrzenie i domy staje się też formą terapii: możliwością skonfrontowania się z tym, co wyparte, przyjrzenia się sobie i relacji z mężem (opartej na tradycyjnym podziale ról, w której to ona poświęciła kiedyś wszystko dla swojej rodziny). Kiedy drzwi do przeszłości zostają zamknięte z hukiem, otwierają się nowe, które po wielu latach ciemności, oświetlają w końcu niewypowiedziane wcześniej pretensje, żale i tęsknoty. Lekarstwem staje się zakotwiczenie w codzienności, a także udomowienie nowej rzeczywistości za pomocą ciepła, czułości i poczucia humoru.

Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera) Grażyna Jagielska (fot. materiał partnera)

Grażyna Jagielska, świetna pisarka, tłumaczka i autorka doskonale przyjętych przez krytyków i czytelników bestsellerów, w swojej nowej powieści eksploruje mikrokosmos kobiecych emocji, tęsknot i wspomnień. „Wszystkie moje domy” to z pozoru spokojna i pozbawiona fajerwerków powieść, która w subtelnościach i niedopowiedzeniach skrywa kobiecy wszechświat: gęsty, wielowarstwowy, pełen ciemności i blasku, co zbliża ją do niektórych książek włoskiej pisarki Eleny Ferrante. To opowieść o stracie, która jest wyzwoleniem i o domu, który każdy z nas nosi w sobie. „Wszystkie moje domy” jest pozycją obowiązkową dla każdej kobiety, zostawiającej za sobą trudną przeszłość i otwierającej się na nowe.

 

  1. Kultura

Książki, które warto przeczytać. Nowości

Książki
Książki
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Oto kilka propozycji, które mogą wzbogacić waszą bibliotekę. Miłej lektury.

Zwyczajne szaleństwo

Koniec świata? Skądże, Normalny atak paniki. Poza tym wszystko w porządku. Agnieszka Jelonek, autorka opowiadań, scenariuszy, powieści i bloga, przyznaje, że ma „czarny pas w walce z nerwicą lękową”. Bohaterka jej książki jest dziennikarką (niespełnioną), mężatką (czy szczęśliwą?), dużo podróżuje. Pozornie wszystko jest w porządku. Jak sama stwierdza, przyglądając się swojej przeszłości: „Wszystko układało się we współczesną historię Polski, z traumą wojny u dziadków i Peerelu u rodziców, bez spektakularnych urazów psychicznych u mnie w okresie przemian ustrojowych”. A jednak lęk stale Alicji towarzyszy. Gdy dopada ją atak paniki, świat się kurczy i nawet e-maile przychodzą za głośno. Jelonek znakomicie tłumaczy, czym grozi hodowany w sobie wieloletni smutek. I robi to z humorem – bo Alicji nawet joga nie wychodzi. Fascynująca odyseja przez umysł, którym rządzi lęk.

Agnieszka Jelonek „Koniec świata, umyj okna”, Cyranka, s. 104. Agnieszka Jelonek „Koniec świata, umyj okna”, Cyranka, s. 104.

To skomplikowane

Norweżka Marie Aubert – w Polsce ukazała się wcześniej jej powieść „Dorośli” – zawdzięcza „Zabierz mnie do domu” rozgłos i pierwsze literackie nagrody. To zbiór opowiadań o oczekiwaniach, rozczarowaniach i pragnieniach, do których wstyd się przyznać. Jedna z bohaterek pozwala partnerowi ciągnąć się za włosy i nie wie, czy jej się to podoba. Para szuka dziecka do adopcji, ale ma wątpliwości. Maja po rozwodzie u taty jest tylko gościem,a on sobie z tym nie radzi i w końcu traci nad sobą panowanie. Przejmująca książka o balansowaniu na granicy.

Marie Aubert, „Zabierz mnie do domu”, Pauza, s. 128. Marie Aubert, „Zabierz mnie do domu”, Pauza, s. 128.

My, czyli kto?

Zmarła siedem lat temu Janina Katz była Polką żydowskiego pochodzenia, mieszkała w Danii. Tak jak bohaterowie tej powieści (pisanej oryginalnie po duńsku). Anna i Joachim uciekli z Polski na fali zdarzeń Marca 1968 roku. Tyle że Anna z racji wieku znacznie mniej pamięta. Nie znając swoich dziejów, czuje się nikim. Żydówką, która „mało wie o żydostwie”. Joachim wolałby z kolei zapomnieć i po prostu stać się Duńczykiem. Czy to w ogóle możliwe? Czy trzeba znać swoją przeszłość, żeby zaznać spokoju? Katz podsuwa odpowiedzi.

Janina Katz „Chłopiec z tamtych lat”, Driada, s. 271. Janina Katz „Chłopiec z tamtych lat”, Driada, s. 271.

Cofnąć czas

Wybierając w życiu jakąś drogę, trzeba zrezygnować z innych opcji. Nowa książka Picoult, amerykańskiej autorki bestsellerów, opowiada o tym, jak trudno się z tym pogodzić. Dawn studiowała egiptologię, chce być archeolożką. Ale musi rzucić wykopaliska (oraz swoją miłość) i wrócić do Bostonu. Tam pracuje jako „doula od umierania”, towarzyszy pacjentom w ich ostatniej drodze. Dobrze postąpiła? A może los wybrał za nią? Czy w Egipcie byłaby szczęśliwsza? Powieść dla każdego, komu się marzy wehikuł czasu.

Jodi Picoult „Księga dwóch dróg”, Prószyński i S-ka, s. 520. Jodi Picoult „Księga dwóch dróg”, Prószyński i S-ka, s. 520.

  1. Kultura

Książki z sensem, które warto przeczytać w kwietniu

W tym miesiącu polecamy waszej uwadze cztery fascynujące lektury. (Fot. iStock)
W tym miesiącu polecamy waszej uwadze cztery fascynujące lektury. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Oto nowości wydawnicze, które polecamy waszej uwadze w tym miesiącu. Książki rekomenduje Monika Stachura. Życzymy miłej lektury! 

„Stroiciel”, Daniel Mason

Zapowiedź książki nasunęła mi na myśl dokument pt. „Stroiciel Himalajów” opowiadający o transporcie stuletniego pianina do osady położonej ponad 4 tys. m n.p.m. (można go obejrzeć w serwisach VOD). I choć jest to zupełnie inna opowieść, to wspomnienie tamtego filmu towarzyszyło mi podczas lektury. Pewnie dlatego, że w obu przypadkach głównymi postaciami są renomowani stroiciele fortepianów z Londynu, otrzymujący zlecenie wymagające podróży na Daleki Wschód. W powieści Daniela Masona celem jest Birma, pod koniec XIX wieku należąca do Imperium Brytyjskiego. Jej bohater, Edgar Drake, nie ma wielkiego pola manewru, bo owiane tajemnicą zlecenie trafia do niego z Ministerstwa Wojny, gdzie przedstawiane jest jako misja wielkiej wagi państwowej. Drake niechętnie rozstaje się na kilka miesięcy z żoną, ale wraz z każdym dniem spędzonym w położonej w głuszy fortecy jego zainteresowanie obcym miejscem i obcą kulturą rośnie. Zwłaszcza że poznaje tam fascynującą kobietę. I tu nasuwa się nam kolejne skojarzenie, a mianowicie opera „Madame Butterfly”. Jak się kończy tamta opowieść, wiemy, ale wcześniej Puccini dostarcza nam silnych wzruszeń. Nie chcę zdradzać zakończenia „Stroiciela”, ale towarzyszące bohaterom poczucie niepewności jest podobne...

„Stroiciel”, Daniel Mason, wyd. Rebis „Stroiciel”, Daniel Mason, wyd. Rebis

"Co mówią kości", Sue Black

Wydawałoby się, że w dobie DNA antropolodzy sądowi nie mają wielkiego pola do popisu. Żeby zidentyfikować ofiarę, wystarczy przecież porównać jej materiał genetyczny z próbą pobraną od krewnych. To prawda, tyle że nie zawsze jest skąd wziąć materiał porównawczy. I wtedy pozostaje prześledzenie historii życia danej osoby, zapisanej w kościach. Jak to zrobić, opowiada antropolożka i biegła sądowa Sue Black. Zdumiewające, ile można wyczytać z jednego zęba!

'Co mówią kości', Sue Black, wyd. Feeria "Co mówią kości", Sue Black, wyd. Feeria

"Baletnice. Prawie idealna", Elizabeth Barféty

Maya, Zoya i Constance... No i jeszcze Sofia, Colin i Bruno. Szóstka przyjaciół jest na pierwszym roku szkoły baletowej w Paryżu i wokół tego toczy się ich życie. A teraz dokładniej wokół prestiżowego pokazu uczniów, który co roku odbywa się w Operze Paryskiej. Nic dziwnego, że presja jest bardzo wielka, dla niektórych wprost paraliżująca. Ale przecież jeśli ktoś kocha tańczyć, można to robić także poza wielkimi scenami. Do takiego wniosku dochodzi jedna z bohaterek. I to piękne przesłanie tej opowieści.

'Baletnice. Prawie idealna', Elizabeth Barféty, Ilust. Magalie Foutrier, wyd. Znak Emotikon "Baletnice. Prawie idealna", Elizabeth Barféty, Ilust. Magalie Foutrier, wyd. Znak Emotikon

"Broń się. Jak dbać o swoją odporność", Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak

Margit Kossobudzka i Katarzyna Staszak – to dziennikarki i redaktorki od dawna piszące o zdrowiu. Dziś, gdy lęk o zdrowie zajmuje wiele miejsca w naszym życiu, do nich jako do specjalistek trafia bardzo wiele pytań, powtarza się zwłaszcza: „skoro antidotum na COVID-19 może być odporność, to w jaki sposób ją wzmocnić?”. W poszukiwaniu odpowiedzi autorki zwróciły się do ponad 30 specjalistów: lekarzy, dietetyków, trenerów. To praktyczna wiedza, której nie sposób zignorować – a przede wszystkim warto ją wcielić w życie!

'Broń się. Jak dbać o swoją odporność', Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak, wyd. Agora "Broń się. Jak dbać o swoją odporność", Margit Kossobudzka, Katarzyna Staszak, wyd. Agora

  1. Kultura

6 książek, które pomogą lepiej zrozumieć świat zwierząt

Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Amatorzy lektur przyrodniczych chcą dziś nie tylko wiedzieć, jak funkcjonuje natura, a rozumieć ją. Oto kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

Jeszcze niedawno w sporze o to, czym człowiek wyróżnia się w świecie zwierząt, wskazywano na umiejętność komunikowania się między sobą przedstawicieli gatunku. Nowoczesne technologie odbierają nam jednak i ten argument, bo dzięki cyfrowym nagraniom naukowcy są w stanie dostrzec w różnych odgłosach fauny systemy języka. Kto by pomyślał, że wzory na skórze kałamarnic zawierają struktury gramatyczne, a papugi mówią sobie po imieniu?! Książka Evy Meijer pełna jest takich rewelacji.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy „Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

Znamy je przede wszystkim z agencyjnych przekazów z miejsc katastrof, gdzie psy poszukują ludzi uwięzionych pod ruinami budynków. Czasem widujemy labradora przewodnika na ulicy albo jego kuzyna obwąchującego walizki na lotnisku. Ale „rynek pracy” dla  psów jest dużo większy. Oczywiście, głównie wykorzystuje się ich węch, który pozwala na rozpoznanie trudnej do wyobrażenia liczby zapachów, ale psy sprawdzają się i jako terapeuci, i honorowi krwiodawcy, i jako pomoc dla diabetyków. A za najfajniejszą nagrodę uznają... zabawę z opiekunem. Do poziomu psiego węchu nigdy się nawet nie zbliżymy, ale jeśli chodzi o umiejętności budowania więzi z ludźmi i empatię – powinniśmy brać z nich przykład.

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B. „Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

David Attenborough należy do największych osobowości telewizyjnych nie tylko w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi. Międzynarodową popularność zawdzięcza filmom przyrodniczym, które komentuje swoim niepowtarzalnym głosem. Attenborough zaczynał karierę w połowie lat 50. i właśnie o tych początkach opowiada w książce. Opisuje wyprawy na Madagaskar, na Nową Gwineę oraz do Australii. Zwłaszcza dwa pierwsze kierunki są do dziś mało odkryte, a co dopiero wtedy! Te barwnie napisane  wspomnienia to lektura z gatunku „familijnych” − każdy w rodzinie znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno wiele się dowie.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka „Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

Widok pingwinów nieodmiennie wprawia mnie w dobry nastrój, a ich poświęcenie (bo trudno inaczej nazwać trud towarzyszący wysiadywaniu potomstwa) wzrusza. Pingwiny cesarskie (to te największe) wędrują wiele kilometrów po lodzie w drodze do miejsca, gdzie na świat przychodzą młode. Lindsay McCrae, współpracownik słynnego sir Davida Attenborougha, należy do nielicznych, którzy spędzili tak długi czas wśród tych pasjonujących nielotów. Jako operator jest niezwykle czuły na obrazy, co wyraźnie widać w jego książce.

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka „Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Często ludzie zastanawiają się, czy zebra jest biała w czarne paski czy czarna w białe paski − pisze Andrzej G. Kruszewicz. Przyznam, że miałam wyrobione zdanie na ten temat. Jak się zresztą okazało, niesłuszne... A z naszych przekonań na temat zwierząt bierze się wiele niesprawiediwości w ich ocenie. Bo dlaczego o agresywnym mężczyźnie mówi się „goryl”, skoro prawdziwy przedstawiciel tych człowiekowatych, owszem, jest poteżny, ale swoim stadem opiekuje się z czułością? A niezgrabną kobietę nazywa się „klępą”, podczas gdy samica łosia porusza się z gracją, ma długie nogie nogi i długą szyję. Autor, z wykształcenia lekarz weterynarii, z zamiłowania ornitolog i popularyzator wiedzy o zwierzętach, przybliża nam ich charakter i styl życia. A opowiada nie tylko o wspominanych gorylach czy zebrach, ale i bliskich nam pszczołach, mrówkach, kaczkach albo świetlikach. „Sekretne życie zwierząt” to doskonała lektura  dla całej rodziny: dzieci edukuje i uwrażliwia na przyrodę, dorosłym każe się zastanowić, zanim następnym razem powiedzą o kimś, że jest świnią...

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis „Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

„Im większa różnorodność ekosystemów, tym bardziej są one produktywne, stabilne i odporne” - pisze Enric Sala. Mówiąc w uproszczeniu: ginięcie gatunków jest nie tylko smutne, ale i niebezpieczne dla człowieka. Dlaczego? Prowadzi m.in. do zmniejszania się liczebności ryb w stadach, zwiększa ryzyko występowania powodzi oraz ilość chorób odzwierzęcych. Sala jest ekologiem morskim, więc koncentruje się na stanie oceanów, jednak pozostałe środowiska nie są niestety w lepszej kondycji.

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media „Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

  1. Kultura

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku

Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Klasyka literatury, czyli 5 książek, które warto przeczytać niezależnie od wieku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Co sprawia, że wracają do nich kolejne pokolenia czytelników? Co jest w nich tak wyjątkowego? I dlaczego warto zajrzeć do nich akurat teraz? Klasykę literatury poleca szefowa kultury „Zwierciadła”.

George Orwell "1984", W.A.B.

George Orwell publikując krótko po II wojnie światowej swoje „1984”, może i domyślał się, że stworzył jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Jednego na pewno przewidzieć nie mógł – że ta mroczna historia o totalitarnym państwie i o marzeniu o wolności i byciu kochanym, stanie się w latach 90. inspiracją dla twórców super popularnego reality show. Dzięki któremu nawet ci, którzy z książką nigdy nie mieli do czynienia, wiedzą, że jest ktoś taki jak Big brother. Czyli po polsku Wielki Brat. Naprawdę? No właśnie. „1984” ukazuje się u nas w nowym, zaskakującym tłumaczeniu (poprzednie przekłady pochodziły z lat 50. i 80.) Doroty Konowrockiej-Sawy. A wśród największych zaskoczeń jest brak powieściowego Wielkiego Brata. Tłumaczka jest wierniejsza oryginałowi. Co to znaczy? Odpowiedź w książce.

George Orwell '1984', W.A.B. George Orwell "1984", W.A.B.

Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Na ten opasły tom, ambitną klasykę literatury światowej, jest podobno w czasach pandemii zwiększony popyt. Przyczyn można by się upatrywać w podobieństwie sytuacji głównego bohatera – młodego niemieckiego inżyniera Hansa Castorpa – do niemal każdego z nas, próbujących jakoś się odnaleźć w wyjątkowych czasach pandemicznej izolacji i zawieszenia w czasie. Castorp przyjeżdża do szwajcarskiego Davos do sanatorium dla gruźlików położonego na szczycie góry, żeby odwiedzić kuzyna. Tyle że zdiagnozowana zostaje u niego gruźlica, i nasz bohater nagle zostaje zamknięty w miejscu, gdzie czas płynie dużo wolniej i gdzie życie ogranicza się do krajobrazu za oknem, własnego pokoju i jadalni, krótkich spacerów. Brzmi znajomo? Tomasz Mann pisał „Czarodziejską…” najpierw z myślą o krótkim opowiadaniu, tymczasem pracował nad nią aż dwanaście lat. A noblistka Olga Tokarczuk w jednym z nie tak dawno udzielonych wywiadów zdradziła, że tę powieść czytała pierwszy raz jako 15-latka, a ostatnio wróciła do niej po raz szósty.

Tomasz Mann, 'Czarodziejska góra', Muza Tomasz Mann, "Czarodziejska góra", Muza

Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Shūji Tsushima (1909-1948), znany bardziej pod swoim literackim pseudonimem Osamu Dazai to jeden z najważniejszych XX-wiecznych japońskich pisarzy. Trzeba przyznać, że był pesymistą. Marzył o innej Japonii, ale jej nie doczekał. I to z rozczarowań powstała poruszająca proza: powieści i opowiadania. Jego „Owoce wiśni” to zbiór tekstów o miłości, żałobie, wojnie. Autor uchwycił stan ducha młodego pokolenia lat 30. i 40. „Kto wie, przyszłość może pokaże, że te nasze osobiste, fragmentaryczne opisy codzienności okażą się bardziej wiarygodne niż dzieła tak zwanych historyków”, pisał tyle dekad temu, mając rację. Na uwagę zasługuje też doskonały przekład Katarzyny Sonnenberg-Musiał. Bezpośrednio z japońskiego, co ważne, bo w przypadku literatury z tego kraju nadal zbyt często zdarzają się tłumaczenia wersji angielskich, zawsze ze stratą dla tekstu.

Osamu Dazai 'Owoce wiśni', Czytelnik Osamu Dazai "Owoce wiśni", Czytelnik

Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

W zeszłym roku głośno było o tym, że w Stanach HBO usuwa z platformy streamingowej „Przeminęło z wiatrem” z Vivien Leigh i Clarkiem Gablem. Z zapowiedzią, że tytuł wróci na platformę, ale towarzyszyć mu będzie potępiająca rasizm dyskusja o historycznym kontekście filmu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy to aby nie za daleko idąca polityczna poprawność, lektura tekstu źródłowego, czyli powieści Margaret Mitchell z 1936 roku wiele w tym temacie rozjaśnia. I nie chodzi tylko o romantyzowanie secesji, niewolnictwa i handlu ludźmi. Czytamy tu na przykład, że poczciwa Mammy, niania Scarlett O’Hary „waruje w głębi pokoju jak wielki czarny cerber”. Że jej czarna twarz jest „smutna jak morda skrzywdzonego zwierzęcia”, z kolei Atlanta „jest pełna wyzwolonej murzyńskiej hołoty”. Warto mieć świadomość, że i film i książka są znakiem swoich czasów. I być na to przygotowanym sięgając po tę klasykę literatury, powieść – trzeba przyznać – świetnie skonstruowaną (nagrodzoną w 1937 roku Pulitzerem). Której ukazało się u nas niedawno specjalne ilustrowane wydanie – aż 1000-stronicowe.

Margaret Mitchell 'Przeminęło z wiatrem', Albatros Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem", Albatros

Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy

Przypadek „Loterii” jest dowodem na to, jak mało jest znana w Polsce klasyka literatury amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych „Loteria” to lektura szkolna. Dzieło pisarki Shirley Jackson, która mimo że zmarła stosunkowo młodo, bo w wieku 49 lat, zostawiła po sobie obszerny dorobek. Stała się też bohaterką i autorką skandalu, jaki wybuchł po tym, jak w 1948 roku „New Yorker” opublikował „Loterię” na swoich łamach. Redakcję już na drugi dzień po publikacji zalewać zaczęła fala listów od czytelników. Wiele osób przekonanych, że był to reportaż, a nie literacka fikcja, domagało się wyjaśnień. Jeszcze inni byli tak wstrząśnięci, że zrezygnowali z prenumeraty magazynu. Co wywołało wzburzenie? Żeby nie psuć nikomu suspensu, starczy chyba powiedzieć, że to coś dla tych, którzy lubią straszne historie. „Loteria” oryginalnie jest opowiadaniem, ale polski czytelnik może je poznać dzięki powieści graficznej. Stworzonej współcześnie przez wnuka pisarki Milesa Hymana. Niewiele tu słów, wiele klimatycznych kadrów, doskonale oddających specyficzny rytm opowiadania i tak samo budujących napięcie aż do finałowej sceny.

Shirley Jackson 'Loteria', Wydawnictwo Marginesy Shirley Jackson "Loteria", Wydawnictwo Marginesy