1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Danuta Szaflarska. Piękna podróż

Danuta Szaflarska. Piękna podróż

Danuta Szaflarska (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)
Danuta Szaflarska (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Przyszła na świat 6 lutego 1915 roku. Do końca swoich dni tryskała humorem, zwłaszcza na własny temat. Była charakterna – nie dała sobie wejść na głowę, stanowczo odmawiała gry w serialach i udzielania wywiadów. Dla nas zrobiła wyjątek. Przypominamy ostatnią rozmowę Danuty Szaflarskiej ze "Zwierciadłem", którą z okazji setnych urodzin aktorki przeprowadziła w 2015 roku Alina Gutek.

Wywiad pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Zwierciadło (numer 3/2015).

Mam trudne zadanie – wiem, że nie cierpi pani wywiadów.
Tak, bo wszyscy się dziwią, że tak długo żyję i pracuję.

Raczej chcą poznać sekret długowieczności. Naukowcy też go szukają. Psychologowie na przykład twierdzą, że optymiści żyją dłużej.
No to by się zgadzało, bo jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach. Czasami, oczywiście, gdy dopada jakaś tragedia, to w pierwszym momencie człowiek się załamuje, trudno, żeby było inaczej. Ale ja nie rozpamiętuję tego, co się stało, myślę do przodu: co zrobić, co zmienić. Inaczej bym nie mogła żyć i pracować tyle lat w tak ciężkim zawodzie. Bo ludzie nie wiedzą, że aktorstwo to ciężki zawód. Jak już dobrze się zagra, to przychodzi radość, ale droga do tego celu jest trudna. Jednak dla kogoś, kto pasjonuje się aktorstwem, dochodzenie do roli jest niesłychanie ciekawe.

Czyli jednak praca to jest ten sekret. Pięć lat temu powiedziała mi pani, że nie wyobraża sobie życia bez pracy. Dalej pani sobie tego nie wyobraża?
Czasami, jak bywam zmęczona, to sobie nawet to wyobrażam. Jestem chyba najstarszą na świecie pracującą aktorką. Grzegorz Jarzyna, proponując mi rolę w „Drugiej kobiecie”, zapytał, czy zgodzę się zagrać epizod. Odpowiedziałam: „wyłącznie”. Ze mną trzeba uważać, bo bywam niedysponowana, może coś mi się stać, jak to było przed premierą „Drugiej kobiety”, kiedy rozwaliłam głowę i wylądowałam w szpitalu. No bo jestem za szybka, ciągle mnie ta szybkość dobija. Teraz już chodzę z kulą, uważam, ale szybkość zawsze mnie gubiła. Na szczęście z każdych kłopotów jakoś wychodziłam.

Widocznie ma pani jakąś samoodnawialną moc.
Tak, mam.

A dlaczego inni nie mają?
Bo każdy musi sam ją zbudować. Nie ma tak, że mi się nie chce. Trzeba zmuszać organizm do wysiłku, nie usprawiedliwiać się z byle powodu. Jeżeli źle się czuję, to mówię sobie: „Jestem silna i zdrowa, będzie dobrze”.

Nigdy się pani nie poddała?
Wie pani, jakieś momenty słabości się zdarzały, ale w tym zawodzie nie można sobie odpuszczać, no, chyba że przydarza się jakiś wypadek. Ale nie będę opisywać chorób. Jestem zahartowana wojną, powstaniem. Cierpiałam głód mniej więcej przez 12 lat, bo i w czasie studiów, i podczas wojny, i w powstaniu. A po wojnie też się nie przelewało.

Niedojadanie jest podobno dużo zdrowsze niż objadanie się.
To pewnie dlatego żyję tyle lat. Studiowałam najpierw w Krakowie, potem w Warszawie, no i wszędzie człowiek głodował, bo miał za mało pieniędzy. Ale największy głód panował w powstaniu i tuż po. Zdarzyło się, że znalazłam na ulicy ogryzek, podnosiłam go, umyłam i zjadłam. Wie pani, różne świństwa się jadło z głodu. Na przykład w czasie powstania chłopcy zdobyli wytłoczyny z maku, takie odpadki, które daje się świniom. I to było wspaniałe jedzenie.

„Zakazane piosenki” w reż. Leonarda Buczkowskiego – pierwszy po wojnie polski film pełnometrażowy (1947 rok). (Fot. East News) „Zakazane piosenki” w reż. Leonarda Buczkowskiego – pierwszy po wojnie polski film pełnometrażowy (1947 rok). (Fot. East News)

Moja córka Marysia, która urodziła się rok przed wybuchem powstania, też głodowała, w ciągu trzech miesięcy zjadła tylko jedno jajko. W tych ciężkich czasach przekonałam się jednak, jacy ludzie są wspaniali, pomocni. Miałam kolegę z reżyserii, który leżał ranny, i kiedy go odwiedziłam, powiedział: „Dostałem puszkę odżywki, dam ci dla dziecka”. Inny kolega dzielił się ze mną kaszą, bo miał zapasy. Myśmy z mężem tego nie jedli, tylko zostawiali dziecku.

Trudności mobilizują?
No tak, człowiek nie ma przecież innego wyjścia! Spałam na podłodze i muszę przyznać, że spało się bardzo dobrze, bo podłoga była drewniana. A swoją drogą – nasz mózg jest genialnym urządzeniem. Jak usłyszałam w czasie snu dźwięk innego pocisku, niż znałam, wtedy od razu się budziłam. Przy tych, które oswoiłam, to już nie. Nowy dźwięk i od razu czujność, bo człowiek nie wie wtedy, jak się ratować.

Opowiada pani wnukom o tamtych czasach?
Czasami, ale opowiadanie nic nie daje, bo rzeczywistość zawsze przerasta wyobraźnię. Wyobrażałam sobie wojnę tak, jak mi przedstawiano pierwszą, a tu wszystko było inaczej. Te opowieści strasznie mnie nudziły. Po co o tym opowiadać, niech się młodzi cieszą młodością, pokojem. Starsi zawsze mówią młodym, jak to dawniej było pięknie.

A może trzeba dawać świadectwo, jak było strasznie?
Strasznie było tylko w czasie wojny, bez wojny było świetnie. Oczywiście, dobrze, żeby młodzi znali historię, żeby wiedzieli, jak się dawniej żyło. Dlatego opowiadam wnukom przeróżne rzeczy: co można było kupować, co ludzie wtedy jedli, jak się ubierali. Młodych to na ogół nudzi, toteż ich nie zamęczam specjalnie.

„Skarb” w reż. Leona Buczkowskiego (Danuta Szaflarska z Jerzym Duszyńskim). (Fot. East News) „Skarb” w reż. Leona Buczkowskiego (Danuta Szaflarska z Jerzym Duszyńskim). (Fot. East News)

W filmie „Inny świat” opowiada pani o tym, jak uszła kilka razy z życiem. Miała pani szczęście, czy zawsze umiała znaleźć odpowiednie wyjście?
I jedno, i drugie. Jakoś tak błyskawicznie przychodziło mi do głowy, co mam robić. Ale też miałam szczęście, że spotykałam takich, a nie innych ludzi. Jak wracałam nielegalnie z Wilna do Warszawy, to na granicy żandarm chciał mnie zawrócić. Tak strasznie się wściekłam, że wzięłam się pod boki i zaczęłam krzyczeć: „O co w ogóle chodzi, jestem aktorką z Warszawy, dwa lata byłam w piekle bolszewickim, a teraz, jak jesteście i w Wilnie, i w Warszawie, to chyba mogę być i tam, i tu”. Żandarm popatrzył na mnie i powiedział po polsku: „Proszę bardzo”.

Świetnie pani zagrała.
Każdy człowiek, który znajdzie się w takiej sytuacji i nie straci przytomności, tylko zacznie myśleć, to zawsze się uratuje. Nie jestem tu wyjątkiem.

Przerażenie nigdy nie odjęło pani rozumu?
Nie wytrzymuję tylko bombardowania, wtedy jestem obłędnie przerażona. Natomiast z ludźmi zawsze można się dogadać. Poza tym mam coś danego przez naturę, co sprawia, że wiem, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie jest. Dzięki temu cała moja rodzina wyszła z powstania nietknięta. Wiedziałam wcześniej, gdzie zbombardują, a gdzie nie.

To się nazywa intuicja.
Nie, to raczej odczuwanie w związku z pewnymi miejscami lęku albo spokoju, i to nawet z wyprzedzeniem paru miesięcy. Kiedy Niemcy wyrzucili nas z Mokotowa i dostaliśmy koszmarne mieszkanie na Zielnej, postanowiłam je zamienić na inne. Pośrednik zaproponował nam mieszkanie w kolonii Staszica, w domu z ogrodem. Powiedziałam: „Nawet nie obejrzę”. Mąż pyta dlaczego, a ja na to, że na samą myśl o tym mieszkaniu czuję lęk. To było w maju. A w czasie powstania, czyli w sierpniu, pijani własowcy urządzili tam rzeź. Jak kogoś prowadziłam podczas powstania, to wiadomo było, że przejdzie żywy. Nagle się zatrzymywałam, a po chwili czułam, że już można iść. Mój mąż wierzył, że ja wiem, gdzie jest bezpiecznie, i zawsze, gdy miał do przejścia trudną trasę, prosił, żebym go przeprowadziła.

Skąd pani to wiedziała?
Nie wiem. To wielki dar, który niejeden raz ocalił życie mnie i bliskim.

A może jest pani bardziej niż inni odważna?
Po prostu zawsze mocno się koncentrowałam.

Nie pomyślała pani, że to Bóg podpowiada? Jest pani wierząca?
Teraz tak, ale przez 40 lat byłam niewierząca. W czasie powstania chodziłam na świetne kazania jezuity Edwarda Kosibowicza, ale nie praktykowałam. W domu też nie było strasznej nabożności. Mama mówiła: „Nie idź na te rekolekcje, bo się zaziębisz”, więc w tym czasie wymyślałam różne zajęcia. Owszem, jeździło się bryczką do kościoła, tradycje były zachowane, ale nigdy nie było w domu w tym względzie przesady.

„Pora umierać” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. (Fot. materiały prasowe) „Pora umierać” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. (Fot. materiały prasowe)

Mocny charakter zawdzięcza pani genom czy wychowaniu?
O genach nic nie wiem, a wychowana byłam w swobodzie, bez kontroli, zawsze uprawiałam sporty: łyżwy, narty, żeglarstwo, turystykę.

Odrzuca pani role, propozycje wywiadów, a mimo to wszyscy panią kochają.
Role odrzucam z różnych powodów, bywało, że z politycznych, ale głównie dlatego, że po prostu mi się nie podobają. U Dorotki Kędzierzawskiej zagrałabym jednak nawet bez honorarium, bo to wielka artystka.

Mówi pani, co myśli, a zachowuje dobre relacje z ludźmi. To wielka sztuka.
Rzeczywiście mam dobre relacje. Ksiądz Popiełuszko, z którym się przyjaźniłam, mówił, że nie rozgrzesza tylko jednego grzechu – nienawiści. Mogę kogoś nie lubić, ale nie nienawidzić.

Podobno była pani kochliwa. Może to jest ten najmocniejszy napęd do życia?
Tak, miłość jest napędem do życia, zakochanie to najfajniejszy okres, ale krótki. Zakochiwałam się rzeczywiście dość często, ale trwało to rok, czasem dwa, potem mijało. Jednak zawsze byłam wierna swoim mężom, dopóki byliśmy razem.

Możliwy jest związek na całe życie?
Tak, bo miłość przeradza się potem w przyjaźń. Moje związki nie przetrwały,  ponieważ mężowie zakochiwali się i mnie zostawiali. Na początku myślałam: „Trudno, przejdzie im”. Ale kiedy widziałam, że rodzi się coś poważniejszego, natychmiast się rozwodziłam, nie tolerowałam trójkątów małżeńskich, choć bardzo to przeżywałam. Gdyby była szansa naprawienia małżeństwa, tobym przeczekała. Ale nie było.

'Jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach' - mówiła Danuta Szaflarska. (Fot. Marlena Bielińska/MOVE) "Jestem optymistką z natury. To znaczy – nie załamuję się w ciężkich chwilach" - mówiła Danuta Szaflarska. (Fot. Marlena Bielińska/MOVE)

Cierpienie uszlachetnia?
Czy ja wiem? W każdym razie jestem szczęśliwa, że moja córka Agnieszka ma udane małżeństwo.

Mieszka pani sama…
Myślałam, że zapyta pani: „Czy pani mieszka sama, czy razem z nim? Koszulka czy pidżama jest strojem twym?”. [Śmiech]. Nie znoszę opieki, oczywiście, opiekuje się mną rodzina, był taki okres, że córka Marysia ze mną mieszkała. Mam bardzo dobre dzieci, wnuki, zięcia, ale jak jestem zdrowa, to nie ma powodu, żeby ze mną mieszkać.

Co by pani powiedziała teraz tamtej 18-letniej Danusi?
Mówienie i tak by nic nie pomogło, bo głupota tego wieku jest ogromna. Moja matka była bardzo mądra, nie mieszała się do moich spraw, dała mi tylko parę  życiowych wskazówek. Powiedziała na przykład: „Nie wychodź za mąż przed 25. rokiem życia, ciesz się życiem, baw się, na obowiązki małżeńskie przyjdzie czas”.

Posłuchała pani mamy?
Tak, miałam 26 lat, jak wyszłam za mąż. Mama powiedziała mi jeszcze: „Pamiętaj, że żonaty i ksiądz to nie mężczyzna”. Więc nie interesowałam się księżmi ani żonatymi. Nigdy nie rozbiłam żadnego małżeństwa, mam czyste sumienie.

A co pani powiedziała swoim córkom?
Nic specjalnego, zostawiłam im swobodę.

Nie musiała pani nic mówić, miały dobry przykład, jak żyć.
O, takim znowu dobrym przykładem to nie byłam. Miałam dla nich mało czasu, nie stworzyłam im takiego domu, w którym rodzina siada razem codziennie do obiadu, kolacji. Wiedliśmy zawsze cygańskie życie.

Myśli pani, że takie życie nie jest dobre dla dzieci?
Tak myślę. Dzieci nie mają wtedy poczucia stabilizacji, bezpieczeństwa. Teraz to w ogóle inaczej się żyje przez te laptopy, telewizje, ludzie w ogóle nie mają czasu, żeby ze sobą pobyć, ale dawniej było inaczej.

Co sprawia pani teraz największą przyjemność?
Jak zawsze, czytanie. W telewizji oglądam tylko „Szkło kontaktowe”, programy przyrodnicze, TVP Kulturę, bo pokazują tam ciekawe filmy. Seriali nie oglądam, to strata czasu. Ponieważ w wypadku straciłam wzrok w jednym oku, czytam tym drugim, przez szkło powiększające. Teraz na przykład czytam „Jezioro Bodeńskie”. To paradoks, że przyjaźniłam się tyle lat ze Stasiem Dygatem, dostałam od niego tę książkę, która leżała i leżała, i dopiero teraz, na stare lata, kiedy Stasiu już nie żyje, zabrałam się do czytania. Niedawno skończyłam genialną książkę Jana Kulmy „Dykteryjki przedśmiertne”. Miałam z czytania wielką radość, bo to coś wspaniałego.

Co trzeba robić, żeby zachować taką kondycję? Trzeba ćwiczyć umysł?
To nie tak, że trzeba, tyko że chcę. Mam wewnętrzny nakaz, żeby uczyć się, być aktywną, to sprawia mi radość. Granie też daje mi radość, ale teraz trochę mnie już męczy. Mam mało siły i to mnie strasznie denerwuje. Bo już nie mogę robić pewnych rzeczy, na przykład szybko chodzić albo zrobić coś w mig. No ale trzeba się z tym pogodzić. Jak się ma setkę na karku, to nie przesadzajmy, nie jest źle. Najważniejsze, że mam dobrą pamięć, że bez problemu uczę się tekstów, z czego bardzo się cieszę, bo jestem teraz w obsadzie czterech sztuk.

Jak to jest, gdy spełnia się życzenie, które słyszymy całe życie?
Dobiegnięcie do setki traktuję jak wyścig. Tak sobie teraz myślę: „Jak mi się uda dobiec, to będzie zabawnie”. Ale to nie jest żadne moje osiągnięcie, to osiągnięcie mojej natury. Myślę czasem, że może jestem tu potrzebna, bo poprzez moje role komuś pomagam? Człowiek nigdy nie wie, co inni wezmą z jego pracy. Jak kręciliśmy „Pora umierać”, to mówiłam do reżyserki Dorotki Kędzierzawskiej: „Kto będzie chciał oglądać starą babę?”. A potem podchodzili do mnie młodzi chłopcy i mówili, że ten film sprowokował ich do zastanowienia się nad życiem. To zasługa Dorotki, która robi mądre filmy o braku miłości. Życzę wszystkim, żeby kochali i byli kochani, żeby nie czuli się samotni.

Ma pani jakiś konkretny pomysł, jak spędzić setne urodziny?
Boję się tego dnia bardzo. Nie znoszę uroczystości, przemówień, oficjałek, najchętniej siedziałabym po cichu z rodziną. Nikt z moich rówieśników już nie żyje, umarli w normalnym wieku, tylko ja się wyłamałam, więc obecnie przyjaźnię się z młodzieżą, oni nie traktują mojej starości jako czegoś wyjątkowego, choć teraz, jak jestem niedołężna, to się mną opiekują. Obok naszego Teatru Rozmaitości jest knajpka, więc pewnie tam zrobimy jakąś balangę.

W „Między nami dobrze jest” według Doroty Masłowskiej w reżyserii Grzegorza Jarzyny, Teatr Rozmaitości. (Fot. materiały prasowe) W „Między nami dobrze jest” według Doroty Masłowskiej w reżyserii Grzegorza Jarzyny, Teatr Rozmaitości. (Fot. materiały prasowe)

Żeby zachować taką kondycję, trzeba o siebie jakoś szczególnie dbać?
Muszę panią rozczarować, żyłam niezbyt higienicznie. Głodowałam albo jadłam to, czego nie powinnam. Był okres, kiedy piłam. Z rozpaczy, codziennie przez pół roku, po tym jak dowiedziałam się, że zginął mój brat. Ale w pewnym momencie powiedziałam: „stop”. Przez 20 lat paliłam papierosy. Czyli robiłam wszystko to, czego nie powinno się robić.

A co się powinno?
Czerpać z życia pełnymi garściami, być otwartym, bo nigdy nie wiadomo, co  nam się przydarzy. Wyszłam kiedyś po chleb i spotkałam znajomego, który szedł z jakimś panem. Okazało się, że owym panem był węgierski reżyser István Szabó, który zaangażował mnie potem w filmie. Nic wielkiego, ale dzięki temu pojechałam do Wiednia, w Alpy, do Berlina. Dużo pieniędzy i mało pracy. Pytam potem reżysera, po co w ogóle wziął mnie do filmu, skoro niewiele miałam do zagrania, a on odpowiedział po niemiecku: „Schöne Reise”, czyli piękna podróż.

Fajnie jest już nic nie musieć?
Fajnie jest się nie spieszyć. Był taki okres, kiedy miałam strasznie dużo zajęć i dużo jeździłam tramwajem. I kiedy tak jechałam, denerwowałam się, że za wolno jedzie. Czułam, że strasznie się tym męczę, bo to było tak, jakbym pchała ten tramwaj, żeby jechał szybciej. I nagle myślę sobie: „A dokąd ja się tak spieszę?”. Jak człowiek pędzi, to nie zauważa tych wszystkich pięknych kwiatów, drzew, krajobrazów. Trzeba zrobić, co konieczne, ale w międzyczasie umieć się zatrzymać i rozejrzeć wokół siebie. Tylko czy to jest ten sekret, którego pani szuka? No, nie wiem.

Danuta Szaflarska (ur. 6 lutego 1915 roku) była aktorką i posłańcem w powstaniu warszawskim. W 1939 roku ukończyła szkołę teatralną w Warszawie. Występowała w Teatrze na Pohulance w Wilnie, w teatrze podziemnym i frontowym AK. Po wojnie zagrała w „Zakazanych piosenkach” i „Skarbie”, występowała w Starym Teatrze w Krakowie i Kameralnym w Łodzi oraz w warszawskich: Współczesnym, Narodowym i Dramatycznym. Grała w teatrach: Rozmaitości i Narodowym. Nagradzana, m.in. na festiwalu w Gdyni (za „Pora umierać”, „Pożegnanie z Marią”, „Diabły, diabły”), polskimi Orłami (za „Pora umierać”, „Ile waży koń trojański”), Feliksem Warszawskim (za „Daily Soup”), a także Kryształowym Zwierciadłem. Odeszła 15 lutego 2017 roku w wieku 102 lat. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

„Supernova” – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

– Dobrze, by „Supernovę” zobaczył każdy, kto żywi jakiekolwiek uprzedzenia do związków nieheteronormatywnych – mówi psycholożka Martyna Harland. (Fot. materiały prasowe)
– Dobrze, by „Supernovę” zobaczył każdy, kto żywi jakiekolwiek uprzedzenia do związków nieheteronormatywnych – mówi psycholożka Martyna Harland. (Fot. materiały prasowe)
Czy w wieloletnim związku mamy prawo samodzielnie decydować o swoim zdrowiu i życiu? A może to już przestrzeń wspólna? O filmie „Supernova” rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Uważam, że dobrze, by „Supernovę” Harry’ego Macqueena zobaczył każdy, kto żywi jakiekolwiek uprzedzenia do związków nieheteronormatywnych. Colin Firth (Sam) i Stanley Tucci (Tusker) grają tu parę z długim stażem, którą może rozdzielić choroba jednego z nich. To prawdziwa filmoterapia, bo czułość tej opowieści przekona każdego.
Grażyna Torbicka: Tym bardziej że w tym filmie spotykamy mężczyzn dojrzałych, którzy przeżyli razem 20 lat. Zwykle kiedy obserwujemy takie związki na ekranie, na przykład u Xaviera Dolana czy François Ozona, to widzimy je na początkowym etapie – bohaterowie na naszych oczach odkrywają swoją seksualność i w rezultacie dokonują coming outu. Tym razem nie wiemy, jak wyglądała faza zakochania w relacji Sama i Tuskera. Czy mieli pełną akceptację ze strony rodziny?

Pomyślałam sobie, że „Supernova” mogłaby być prequelem do filmu „Samotny mężczyzna” Toma Forda, w którym również występuje Colin Firth. Moim zdaniem właśnie tak mógł wyglądać związek George’a Falconera, profesora uniwersytetu, który przeżywa żałobę po niedawno zmarłym partnerze.

Mnie ten seans nasunął kilka uniwersalnych pytań. Czy mamy prawo ingerować w decyzje partnera, jeśli mają też wpływ na nas? Jak wiele można zrobić dla kogoś, kogo kochamy? Jakie są granice wolności w związku?
To są pytania stawiane w sytuacji ekstremalnej. Tuskera dotknęła choroba – wczesne stadium demencji, która za jakiś czas sprawi, że mężczyzna nie będzie w stanie decydować o sobie. Zapomni o tym, kim jest, przestanie panować nad swoim ciałem, rozumem, a do tego będzie wymagał całodobowej opieki. Właśnie przed taką przyszłością staje filmowa para. A my, przyglądając się tej sytuacji, nie widzimy dwóch gejów, tylko dwie osoby, które kochają się i muszą zmierzyć z tym, co przyniosło im życie. Moim zdaniem podstawowe pytanie, jakie stawia „Supernova”, brzmi: czy można traktować partnera jako część siebie, a nawet swoją własność?

Jeśli kochasz, pozwalasz odejść. Ale czy to, co robi chory Tusker, nie jest trochę egoistyczne?
Mam wrażenie, że Tusker uwzględnia w tej sytuacji nie tylko siebie. Przekonuje mnie o tym fakt, że organizuje spotkanie w domu rodzinnym Sama. Tak jakby chciał upewnić się, że siostra, szwagier i przyjaciele zajmą się jego partnerem i będą w stanie mu pomóc, gdy jego już nie będzie. Doskonale rozumiem, że Tusker nie chce stracić kontroli nad swoim życiem. Dla mnie większym egoistą jest już Sam, bo nie potrafi wejść w skórę chorego partnera i postawić się w jego sytuacji. Ale tak naprawdę nikt nie jest w stanie tego zrobić, dopóki go to nie spotka. Sam za wszelką cenę pragnie odwieść Tuskera od pewnej decyzji, co można by uznać za przejaw egoizmu. Mówi: „Zastanawiałem się nad tym, czy starczy mi siły, ale nie oddam cię nigdzie, będę się tobą opiekował, pielęgnował cię do ostatniego momentu”. To jest bardzo trudna i otwarta sytuacja, dlatego nie jestem wcale pewna, czy słowo „egoizm” ma tu zastosowanie.

Poza tym to, co mówi Sam: „Będę walczył, damy radę”, jest mocno deklaratywne, czas pokaże, jak będzie...
Jednak już sam fakt, że Sam mówi to wszystko, patrząc prosto w oczy partnerowi, jest wspaniałe, bo on naprawdę w to wierzy. Jest gotowy, żeby walczyć, bo ukochany stanowi część jego świata. Wystarczy mu, że Tusker żyje, że może go dotknąć i poczuć jego ciepło.

Bardzo podobało mi się to, co powiedział Tusker: „Siedzisz tu i nic nie robisz, a przytrzymujesz cały świat”.
To zdanie również mocno mnie poruszyło. Ukochana osoba jest dla nas całym światem i nie jest ważne, że w tym momencie Sam nie realizuje siebie, że nie jedzie w trasę koncertową czy nie zajmuje się swoimi sprawami. To, że znajduje się przy Tuskerze, jest dla niego wystarczające.

Tusker jest nadal w dość dobrej formie. Choć to choroba nieuleczalna, ale można przecież spowolnić proces rozwoju demencji...
Jednym z nas chce się żyć pomimo wszystko, a drugim nie. Być może zależy to od tego, na ile dany człowiek ma poczucie, że panuje nad swoim życiem. Jeśli wcześniej czuł, że ma nad nim kontrolę, przypuszczalnie nadal chce ją mieć. Ludzie różnie podchodzą do kwestii choroby i związanych z nią ograniczeń. Niektórym odpowiada to, że będą pielęgnowani i ktoś będzie się nimi opiekował. Są też i tacy, którzy nie mogą tego znieść, i Tusker jest właśnie taką osobą.

W filmie „Supernova” mówimy o niezwykle dramatycznej sytuacji, jednak w życiu przeżywamy mnóstwo mniejszych lub większych strat. Nie lubimy czuć smutku, uciekamy od tego. Tusker uświadamia Samowi, że jeśli utraciłeś coś i jesteś z tego powodu smutny – to znaczy, że to coś było dla ciebie piękne. A w związku z tym zamiast opłakiwać stratę, możesz pielęgnować dobre wspomnienia.

Ale masz rację, łatwo powiedzieć: „będę przy tobie zawsze”, trudniej dotrzymać obietnicy. Dlatego emocjonalnie trudno oglądało mi się ten film, bo jednak od samego początku mówi on o odchodzeniu...

Widzę, że cię poruszył…
Jeśli mamy w życiu osobę, którą kochamy, to wiemy, że prędzej czy później przyjdzie nam się rozstać. Nie ma od tego ucieczki. Cały czas zastanawiałam się, czy Tusker i Sam nie za dużo o tym wszystkim mówią. Może powinni po prostu płynąć z życiem? Zresztą chyba nawet próbują to zrobić, gdy mówią „żyjmy tak jak wcześniej”. Tusker nie bierze lekarstw, bo nie chce czuć się chory. Niestety, tak to nie działa, choroba o sobie przypomina. Ten film zadaje jeszcze jedno, równie fundamentalne pytanie: czy jesteśmy właścicielami swojej duszy i ciała? Czy tylko od nas zależy, co zrobimy ze swoim życiem?

Mnie bardzo poruszyła scena z pożegnalną kasetą, którą zostawia Tusker. Sam znajduje ją i zmusza partnera do konfrontacji. Po czym mówi: „Udawajmy, że nic się nie stało, zjedzmy kolację”. Co wtedy czułaś?
Byłam zła na to, że Sam rozegrał to w ten sposób. Moim zdaniem nie powinien się tak zachować. Zajrzał do osobistej szkatułki partnera, co nigdy nie kończy się dobrze. Zresztą rozmawiałyśmy o tym przy okazji filmu „Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie” Paola Genovese.

Czułam też smutek, że nie mówi mu wprost o tym, co odkrył, tylko zaskakuje Tuskera, ale także mnie jako widza, w tak nieprzyjemny sposób. Myślę, że z jego strony to była czysta złość, nad którą nie zapanował, bo poczuł się oszukany. A przecież jego partner miał prawo mieć swoje pudełko i swój intymny świat, swoje tajemnice, którymi nie chciał się z nim dzielić. Każdy z nas ma takie prawo.

Ja pomyślałam w tej scenie o „Miłości” Michaela Haneke. Bohaterka tego filmu, tak jak Tusker, przywiązywała wielką wagę do godności, do tego, żeby nie być ciężarem dla drugiej osoby. Można zachować godność w chorobie?
Nie wiem. Sytuacja Tuskera jest jeszcze bardziej złożona, bo w demencji do kwestii braku panowania nad ciałem dochodzi też utrata kontroli nad umysłem.

A jak ty definiujesz poczucie godności? Czy warto zachować je w związku, a może powinniśmy ją sobie darować?
Uważam, że poczucie godności jest w związku bardzo ważne. Oczywiście można je różnie definiować. Dla mnie jest to zachowanie klasy, tego, że na co dzień nie schodzimy poniżej pewnego poziomu i nie obnażamy się całkowicie przed partnerką czy partnerem.

Dla mnie godność to szacunek do siebie i poczucie własnej wartości. Bycie sobą, niepoddawanie się, nieuleganie zewnętrznym okolicznościom.
To prawda, z jednej strony godność oznacza to, że chcesz zachować w związku siebie i swoje zdanie, być sobą, dokonywać własnych wyborów. Jednak czasem trzeba też umieć zrezygnować z czegoś, nawet jeśli to dla nas ważne. Wtedy być może ta druga strona również będzie do tego zdolna? To buduje podstawy solidnej i głębokiej przyjaźni. A związek w tym filmie właśnie na tej przyjaźni się opiera.

Co więcej, aktorzy faktycznie są przyjaciółmi w prawdziwym życiu, znają się od wielu lat i tę przyjaźń mocno czuć w filmie.
Na pewno emocji związanych z życiem erotycznym jest w relacji tej pary znacznie mniej. Zdecydowanie ważniejsza jest tu sfera dotyku i uczucie ciepła, które daje nam bliskość z ukochaną osobą.

A co najbardziej zapamiętasz po tym filmie?
Najważniejsze było dla mnie to, że obaj bohaterowie potrafili ostatecznie spotkać się i zrozumieć w sytuacji niemal bez wyjścia. Bo kiedy nie jesteś w stanie zmienić tego, co przynosi ci życie, wtedy musisz znaleźć sposób na to, żeby się z tym pogodzić i właśnie tak jak mówisz, zrobić to z godnością.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Kultura

Jodie Foster ze Złotą Palmą w Cannes. Przypominamy najważniejsze role aktorki

Podczas 74. Festiwalu Filmowego w Cannes, Jodie Foster otrzymała honorową Złotą Palmę za całokształt twórczości. Aktorka, reżyserka i producentka odebrała nagrodę z rąk samego Pedro Almodovara. (Fot. Gonazalo Fuentes/Reuters/Forum)
Podczas 74. Festiwalu Filmowego w Cannes, Jodie Foster otrzymała honorową Złotą Palmę za całokształt twórczości. Aktorka, reżyserka i producentka odebrała nagrodę z rąk samego Pedro Almodovara. (Fot. Gonazalo Fuentes/Reuters/Forum)
Trwa 74. Festiwal Filmowy w Cannes. Złotą Palmą za całokształt twórczości uhonorowano w tym roku Jodie Foster. Z tej okazji przyglądamy się najciekawszym filmowym wcieleniom aktorki: pod lupę bierzemy m.in. oscarowe role w „Oskarżonych” i "Milczeniu owiec" oraz znakomity występ w kultowym „Taksówkarzu”.

Festiwal Filmowy w Cannes powrócił w wielkim stylu. Pierwsza popanemiczna edycja imprezy to bez wątpienia wyjątkowe wydarzenie w życiu i karierze Jodie Foster. Podczas gali otwarcia aktorka, reżyserka i producentka odebrała honorową Złotą Palmą za całokształt twórczości z rąk samego Pedro Almodovara. Jak sama przyznaje Cannes to festiwal, który „kompletnie odmienił jej życie i któremu wiele zawdzięcza”. Co ciekawe, w tym roku mija dokładnie 45 lat, od kiedy Foster pierwszy raz gościła na Croisette – wtedy również nagrodzoną ją Złotą Palmą za rolę w „Taksówkarzu” Martina Scorsese. – Był to dla mnie kluczowy moment – wspomina.

Od 1976 roku jej filmografia łączy wysokie standardy z popularnością. Dodatkowo Jodie znakomicie dzieli swój czas między aktorstwo (zagrała blisko 50 ról) i reżyserię (zrealizowała cztery filmy fabularne). Na swoim koncie ma dwa Oscary: z 1989 roku za „Oskarżonych” Jonathana Kaplana i z 1992 roku za „Milczenie owiec” Jonathana Demme'a. – Jej aura jest niezrównana. Uosabia nowoczesność, promienną inteligencję, niezależność i potrzebę wolności – podrkeślił prezes festiwalu Pierre Lescure. Pora zatem przypomnieć sobie najważniejsze role, które wyniosły ją na szczyt.

”Oskarżeni”

Oscarowa rola niezłomnej dziewczyny po przejściach, która walczy z wymiarem sprawiedliwości to z pewnością jedna z najmocniejszych kreacji w karierze Foster. Po kłótni z chłopakiem Sarah Tobias idzie do baru, gdzie zostaje zaczepiona przez kilku mężczyzn, a następnie brutalnie zgwałcona na oczach wielu świadków. Z pomocą ambitnej adwokat Kathryn Murphy bohaterka próbuje walczyć o sprawiedliwość i zapobiec uniewinnieniu sprawców. Wytacza proces również świadkom tego tragicznego zdarzenia.

Dostępny na: CHILI

Kadr z filmu 'Oskarżeni' (reż. Jonathan Kaplan, 1988). (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu "Oskarżeni" (reż. Jonathan Kaplan, 1988). (Fot. BEW Photo)

„Milczenie owiec”

Niezapomniana kreacja w głośnym „Milczeniu owiec” Jonathana Demme'a zapewniła Jodie Foster kolejnego Oscara. Agentka FBI Clarice Starling pracuje nad sprawą "Buffalo Billa", seryjnego mordercy wyróżniającego się szczególnym okrucieństwem wobec swych ofiar. Pomaga jej w tym inny, niezwykle inteligentny i niebezpieczny zabójca - Hannibal Lecter (Anthony Hopkins) - pacjent więziennego centrum psychiatrycznego. Cała sytuacja sprawa, że nieustraszona agentka musi się zmierzyć się ze swoimi demonami.

Dostęny na: player, Apple TV, Premiery CANAL+

Kadr z filmu „Milczenie owiec” (reż. Jonathan Demme, 1991). (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Milczenie owiec” (reż. Jonathan Demme, 1991). (Fot. BEW Photo)

„Kontakt”

Ellie Arroway, w którą Foster wciela się w filmie „Kontakt”, całe swoje życie szukała odpowiedzi na temat pozaziemskiej cywilizacji. Pewnego ranka bohaterka odbiera sygnał radiowy z odległej gwiazdy Vega zawierający szczegółowe plany międzygalaktycznego pojazdu, mogącego przetransportować pasażerów w odległą przestrzeń kosmiczną. Ellie pragnie więc samotnie opuścić Ziemię, aby badać obce galaktyki. W filmie u boku Foster wystąpił Matthew McConaughey.

Dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Kontakt” (reż. Robert Zemeckis, 1997). (Fot.  South Side Amusement Company/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Kontakt” (reż. Robert Zemeckis, 1997). (Fot. South Side Amusement Company/Entertainment Pictures/Forum)

„Odważna”

Trzymający w napięciu film „Odważna” z kolejną znakomita rolą Jodie Foster, opowiada historię Erika Bain, która prowadzi w radiu program o życiu w Nowym Jorku. Pewnej nocy ona i jej narzeczony padają ofiarą napadu. Ukochany Eriki ginie, a ona ledwo uchodzi z życiem. Po tym wydarzeniu dziewczynę ogarnia strach przed miastem, które kochała. Żeby poczuć się bezpieczniej, kupuje broń, a podświadoma chęć zemsty zaczyna ją popychać do przeciwstawienia się złu i odbierania życia innym.

Dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Odważna” (reż. Neil Jordan, 2007). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu „Odważna” (reż. Neil Jordan, 2007). (Fot. materiały prasowe)

„Anna i król”

Jest rok 1862. Owdowiała angielka Anna Leonowens (Jodie Foster), której mąż zginął na polu chwały, wyjeżdża do Syjamu, gdzie zostaje nauczycielką na królewskim dworze. Po wielu początkowych konfliktach zdobywa zaufanie władcy i obejmuje opiekę nad wszystkimi jego 58 dziećmi. Kobieta ma jednak problemy ze zrozumieniem zawiłości tamtejszej kultury i tradycji. Film „Anna i król” jest świetnym dowodem na to, że Jodie Foster sprawdzi się w każdym gatunku filmu, również kostiumowym.

Dostępny na: CHILI

Kadr z filmu „Anna i król” (reż. Andy Tennant, 1999). (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Anna i król” (reż. Andy Tennant, 1999). (Fot. BEW Photo)

„Taksówkarz”

Kultowy „Taksówkarz” Martina Scorsese z Robertem DeNiro przyniósł 13-letniej Foster sławę i... pierwszą w karierze Złotą Palmę. Film opowiada historię cierpiącego na bezsenność weterana wojny w Wietnamie, który zatrudnia się jako taksówkarz. Jeżdżąc po Nowym Jorku spotyka wielu podejrzanych i niebezpiecznych ludzi. W międzyczasie trafia również na młodą prostytutkę Iris. Porażony tym, ile okrucieństwa go otacza, postanawia na własną rękę rozprawić się z całym "robactwem" tego miasta.

Dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Taksówkarz” (reż. Martin Scorsese, 1976). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Taksówkarz” (reż. Martin Scorsese, 1976). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

„Plan lotu”

Podczas lotu z Berlina do Nowego Jorku Kyle Pratt zmierza się z największym koszmarem dla każdej matki: niespodziewanie znika jej córeczka. Wykończona psychicznie niespodziewaną śmiercią męża Kyle nie może sobie pozwolić na kolejną stratę. Wydawałoby się, że zniknięcie kogoś w samolocie jest niemożliwe. Problem zaczyna się wtedy, gdy załoga twierdzi, że małej dziewczynki... nigdy nie było na pokładzie. Jeśli lubicie oglądać Jodie Foster w akcji, ten film jest dla was.

Dostępny na: CHILI

Kadr z filmu „Plan lotu” (reż. Robert Schwentke, 2005). (Fot. Touchstone Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Plan lotu” (reż. Robert Schwentke, 2005). (Fot. Touchstone Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Rzeź”

Dwie nowojorskie pary: Alan (Christoph Waltz) i Nancy (Kate Winslet) oraz Michael (John C. Reilly) i Penelope (Jodie Foster) spotykają się, aby omówić bójkę swoich dzieci. Na pozór niewinne spotkanie zorganizowane celem wyjaśnienia sprawy, przerodzi się w lawinę potyczek i wzajemnych złośliwości. W tym piekielnie zabawnym pojedynku stawką będzie dobre imię i status każdego z uczestników. Choć Foster nie odgrywa tu głównej roli, jej występ z pewnością przykuwa uwagę i nie sposób o nim zapomnieć.

Dostępny na: TVP VOD, player, CHILI, Premiery CANAL+, Amazon Prime Video

Kadr z filmu 'Rzeź' (reż. Roman Polański, 2011). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Rzeź" (reż. Roman Polański, 2011). (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Ørganek wydaje płytę w hołdzie Powstańcom Warszawskim

„Ocali nas miłość” to tytuł płyty i koncertu zespołu Ørganek, upamiętniających 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe)
„Ocali nas miłość” to tytuł płyty i koncertu zespołu Ørganek, upamiętniających 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe)
Tomasz Organek, na zaproszenie Muzeum Powstania Warszawskiego, wziął udział w projekcie muzycznym upamiętniającym 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. Efektem będzie specjalnie przygotowana płyta inspirowana powstańczymi fotografiami oraz rocznicowy koncert w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego.

„Ocali nas miłość” – taki tytuł będą miały płyta i koncert – to zbiór piosenek skomponowanych przez zespół Ørganek. Wszystkie piosenki z płyty powstały wskutek inspiracji zdjęciami jednego z najsłynniejszych powstańczych fotoreporterów: Eugeniusza Lokajskiego ps. Brok. Każda z ośmiu piosenek na płycie to historia innej fotografii.

Historia Lokajskiego wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Sportowiec, bojownik o wolność, dokumentalista, ale nade wszystko artysta. Esteta. Z jego zdjęć, paradoksalnie dla czasu powstańczej pożogi, bije życie. Roześmiane młode kobiety, pary łączące się w małżeństwie aż Bóg ich nie rozłączy, mężczyźni silni w swej wierze w zwycięstwo. Jest w tym wszystkim jakaś porywająca poezja. Teksty bezpośrednio inspirowane jego zdjęciami dosłownie pisały się same – mówi Tomasz Organek.

Kolekcja prawie tysiąca zdjęć Lokajskiego w ujmujący sposób dokumentuje zarówno prywatne życie bohaterów sierpnia 1944 roku, jak ich ofiarną walkę na ulicach Warszawy.

Na płycie „Ocali nas miłość” pojawią się również znakomici goście: Magda Umer, Ralph Kaminski i Klaudia Szafrańska.

Koncert Tomasza Organka i gości odbędzie się 24 lipca o godz. 21.00 w Parku Wolności Muzeum Powstania Warszawskiego. Tego samego dnia odbędzie się premiera płyty „Ocali nas miłość”. Sprzedaż biletów rozpocznie się 7 lipca na stronie bilety.1944.pl.

  1. Kultura

Urban Art Area – największa polska wystawa street artu

Wystawa Urban Art Area potrwa od 10 lipca do końca wakacji w Centrum Praskim Koneser w Warszawie. (Fot. materiały prasowe)
Wystawa Urban Art Area potrwa od 10 lipca do końca wakacji w Centrum Praskim Koneser w Warszawie. (Fot. materiały prasowe)
W Centrum Praskim Koneser 10 lipca rusza wystawa Urban Art Area. Zobaczymy na niej prace kilkudziesięciu twórców sztuki miejskiej, a także będziemy mogli uczestniczyć w spotkaniach z artystami i znawcami tematu, którzy go przybliżą, opowiedzą jak i gdzie kupować taką sztukę oraz zaprezentują najgorętsze nazwiska.

Od wielu już lat obserwujemy artystyczne kreowanie przestrzeni miejskiej. Chcąc zagłębić się w zjawisko określane mianem „urban art” dobrze jest zacząć od takich nazwisk jak Jean Michel Basquiat, Keith Haring czy Andy Warhol. To właśnie ci amerykańscy prekursorzy nurtu pop-art, street art i graffiti zapoczątkowali współczesną sztukę uliczną. Początki polskiego street artu sięgają lat 90. Nurt ten błyskawicznie rozbudził wrażliwość młodych zdolnych, aby dziś można było zobaczyć przestrzeń w zupełnie nowy, oryginalny sposób.

Sztuka uliczna na całym świecie porusza ważne kwestie skłaniając odbiorcę do refleksji nad tematami takimi jak ekologia, polityka, wojna, rasizm, konsumpcjonizm, łamanie praw człowieka. Urban art to sztuka nietrwała, ulotna, intrygująca i inspirująca, bywa także nielegalna, co paradoksalnie wpływa na jej atrakcyjność. Polski urban art to autonomiczna forma wypowiedzi artystycznej zaangażowanych artystów, którzy z dużym powodzeniem działają na polu sztuki na całym świecie.

Leonarda Art Gallery we współpracy z Centrum Praskim Koneser przez całe wakacje, rozpoczynając 10 lipca, zaprezentuje prace artystów z kraju i ze świata uprawiających sztukę urban art w ramach Urban Art Area. To wydarzenie artystyczne, nie bez powodu, odbędzie się na warszawskiej Pradze, skąd wywodzi się liczne streetartowe środowisko. Podczas Urban Art Area możemy spodziewać się wielu spotkań z artystami i znawcami tematu, którzy nam go przybliżą, opowiedzą jak i gdzie kupować taką sztukę, zaprezentują najgorętsze nazwiska.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Na dziedzińcu Konesera powstaną na żywo wielkie murale i instalacje przestrzenne (będzie można je oglądać od 10 lipca do 30 sierpnia), natomiast w hali Butelkownia od 10 do 24 lipca zostaną zaprezentowane prace czołowych reprezentantów tego nurtu (rzeźby, obrazy, instalacje malarskie i przestrzenne). Przez dwa miesiące będzie także działał Urban Art Concept Store. Będzie to galeria o oryginalnym streetartowym wystroju i starannie wyselekcjonowanym asortymencie. Ideą naszego Concept Store będzie umożliwienie klientowi zakupu dzieł poczynając od wlepek poprzez specjalną w limitowanych seriach odzież, obuwie, kończąc na unikatowych dziełach jak malarstwo na płótnie, grafiki, rzeźby.

  1. Kultura

Bardzo długie sąsiedztwo – wystawa "Zwierzęta w Warszawie. Tropem relacji"

Na wystawie
Na wystawie "Zwierzęta w Warszawie. Tropem relacji" zobaczyć możemy ponad 400 eksponatów — historycznych zabytków, dzieł sztuki i przedmiotów codziennego użytku, które pokazują rodzaje zależności między człowiekiem a zwierzęciem w mieście. (Fot. materiały prasowe)
Ostatnie ograniczenia w podróżach sprawiają, że uważniej przyglądamy się okolicy. W taki kontekst idealnie wpisuje się wystawa w Muzeum Warszawy poświęcona jej mieszkańcom - jednak tym razem chodzi nie o ludzi, a o zwierzęta.

Historia Warszawy to nie tylko historia ludzi. Mieszka w niej kilka tysięcy gatunków zwierząt, które dla nas pracują, dotrzymują nam towarzystwa i dostarczają rozrywki, są źródłem pokarmu i surowców oraz pozostają niezbędnym czynnikiem równowagi ekologicznej miasta. Wystawa „Zwierzęta w Warszawie. Tropem relacji” ukazuje złożony charakter relacji ludzko-zwierzęcych w stolicy. To próba spojrzenia na Warszawę z nieoczywistej, zoocentrycznej perspektywy. Na podstawie świadectw z różnych epok pokazuje, jak zmieniał się nasz stosunek do zwierząt, a także zwraca uwagę na wieloraką obecność zwierząt w historii miasta. Podkreśla też, że z biegiem lat zmieniał się ich status i że ta ewolucja nie jest jeszcze zakończona. Celem wystawy jest również zabranie głosu w obronie miejskiej przyrody i zmiana sposobu myślenia o zwierzętach jako mieszkańcach Warszawy.

Na wystawie zobaczyć możemy ponad 400 eksponatów — historycznych zabytków, dzieł sztuki i przedmiotów codziennego użytku, które pokazują rodzaje zależności między człowiekiem a zwierzęciem w mieście. Wśród nich znajdą się wyroby z surowców odzwierzęcych, nietypowe okazy zoologiczne i zabytki archeologiczne, narzędzia tresury i opieki. — Podejmujemy próbę zbadania społecznej tożsamości nieludzkich mieszkańców Warszawy. Nasze relacje ludzi ze zwierzętami oraz ich rolę i status w społeczeństwie przedstawiamy za pomocą pięciu kategorii: okazy, towar, siła robocza, towarzysze, sąsiedzi — mówią przedstawiciele Muzeum Warszawy.

Portret ks. Zygmunta Chełmickiego, publicysty i wydawcy, koniec XIX wieku. (Fot. materiały prasowe)Portret ks. Zygmunta Chełmickiego, publicysty i wydawcy, koniec XIX wieku. (Fot. materiały prasowe)

Niedźwiedzie na wybiegu w zoo, 1913 rok. (Fot. materiały prasowe)Niedźwiedzie na wybiegu w zoo, 1913 rok. (Fot. materiały prasowe)

Wystawa przybliża także sylwetki zwierzęcych warszawiaków – małży pracujących w Grubej Kaśce czy uratowanej z hodowli świnki Lily. Uzupełnieniem każdej części wystawy są prace współczesnych artystów m.in. Diany Lelonek i Bartosza Kokosińskiego, które stanowią krytyczny komentarz do poruszanych zagadnień, pokazują dzisiejszą perspektywę, a często, zaglądają w przyszłość międzygatunkowych relacji.

Wystawa „Zwierzęta w Warszawie. Tropem relacji” w Muzeum Warszawy na Rynku Starego Miasta (kamienica nr 32) potrwa do 3 października 2021 roku. Oprowadzanie po wystawie czasowej odbywa się w każdą niedzielę o godzinie 13:00 (w cenie biletu wstępu).