1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Te wiersze czytamy od pokoleń. 10 utworów Jana Brzechwy, które warto przypomnieć sobie po latach

Te wiersze czytamy od pokoleń. 10 utworów Jana Brzechwy, które warto przypomnieć sobie po latach

(Fot. Jose Luis Pelaez/Getty Images)
(Fot. Jose Luis Pelaez/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Agata Mostowska - Te wiersze czytamy od pokoleń. 10 utworów Jana Brzechwy, które warto przypomnieć sobie po latach

00:00
15s
0,5 x
15s
Nie trzeba mieć pod ręką tomiku Brzechwy, by cytować jego wiersze. Ich rytm, humor i bohaterowie od dekad krążą w naszej pamięci, wracając niespodziewanie po usłyszeniu jednego znajomego wersetu. Wybrałam 10 utworów, które pokazują, dlaczego twórczość Brzechwy wciąż działa na wyobraźnię kolejnych pokoleń.

Choć od publikacji wielu wierszy Jana Brzechwy minęły dziesięciolecia, jego utwory wciąż pozostają jednymi z najchętniej czytanych tekstów dla dzieci. Trudno się temu dziwić. Brzechwa miał wyjątkowy dar wydobywania magii ze zwyczajności. Z rzeczy, które dorosłym wydają się nudną codziennością, on robił małe laboratorium emocji, charakterów i słabości. Dziecko słyszy rytm, śmieje się z absurdalnych dialogów, powtarza rymy jak zaklęcia – dorosły tymczasem pod uśmiechem widzi całkiem serio opowiedziane historie o próżności, lenistwie, lęku przed odrzuceniem. To właśnie w tym miękkim, kolorowym kostiumie kryje się siła Brzechwy: zamiast stawiać nas do kąta, zaprasza do zabawy, w której można się sobie przyjrzeć z bezpiecznego dystansu. I może dlatego tak chętnie wracamy do jego wierszy już jako dorośli – niby „dla dzieci”, a jednak pisane także z myślą o tych, którzy dawno przestali być mali, tylko wciąż mają ochotę uruchomić wyobraźnię.

A kiedy już pozwolimy tej wyobraźni się obudzić, warto zajrzeć do konkretnych tekstów: tych, które pamiętamy z dzieciństwa, ale dawno nie czytaliśmy ich „na świeżo”. Oto wybór 10 wierszy Jana Brzechwy, do których warto wrócić po latach.

Czytaj także: Wiersze o lecie dla dzieci. 10 utworów, które mają smak beztroskich dni

Jan Brzechwa – wiersze, które kształtowały naszą wyobraźnię

„Na straganie”

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:

„Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze”.

„Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!”

Rzecze na to kalarepka:
„Spójrz na rzepę – ta jest krzepka!”

[…]

Naraz słychać głos fasoli:
„Gdzie się pani tu gramoli?!”

„Nie bądź dla mnie taka wielka” –
Odpowiada jej brukselka.

„Widzieliście, jaka krewka!” –
Zaperzyła się marchewka.

„Niech rozsądzi nas kapusta!”
„Co, kapusta?! Głowa pusta?!”

A kapusta rzecze smutnie:
„Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!”

„A to feler” –
Westchnął seler.

To jeden z najbardziej rozpoznawalnych wierszy Brzechwy i świetny przykład jego talentu do ożywiania świata rzeczy. Warzywa nie tylko mówią, ale też ujawniają bardzo ludzkie cechy: próżność, zmęczenie, złośliwość. Finał – z nieuchronnym losem w zupie – dodaje całości lekkiej ironii, którą dorosły czytelnik odczytuje zupełnie inaczej niż dziecko.

„Hipopotam”

Zachwycony jej powabem
Hipopotam błagał żabę:

„Zostań żoną moją, co tam,
Jestem wprawdzie hipopotam,
Kilogramów ważę z tysiąc,
Ale za to mógłbym przysiąc,
Że wzór męża znajdziesz we mnie
I że ze mną żyć przyjemnie.
Czuję w sobie wielki zapał,
Będę ci motylki łapał
I na grzbiecie, jak w karecie,
Będę woził cię po świecie,
A gdy jazda już cię znuży,
Wrócisz znowu do kałuży.
Krótko mówiąc – twoją wolę
Zawsze chętnie zadowolę,
Każdy rozkaz spełnię ściśle.
Co ty na to?”

„Właśnie myślę…
Dobre chęci twoje cenię,
A więc – owszem. Mam życzenie…”

„Jakie, powiedz? Powiedz szybko,
Moja żabko, moja rybko,
I nie krępuj się zupełnie,
Twe życzenie każde spełnię,
Nawet całkiem niedościgłe…”

„Dobrze, proszę: nawlecz igłę!”

Ten wiersz opiera się na prostym, ale niezwykle skutecznym zabiegu: budowaniu napięcia, które kończy się absurdalną puentą. Brzechwa pokazuje tu, jak łatwo deklaracje i wielkie słowa zderzają się z rzeczywistością. To także subtelna kpina z romantycznych obietnic bez pokrycia.

„Kaczka dziwaczka”

Nad rzeczką opodal krzaczka
Mieszkała kaczka-dziwaczka,
Lecz zamiast trzymać się rzeczki
Robiła piesze wycieczki.

Raz poszła więc do fryzjera:
„Poproszę o kilo sera!”

Tuż obok była apteka:
„Poproszę mleka pięć deka”.

Z apteki poszła do praczki
Kupować pocztowe znaczki.

Gryzły się kaczki okropnie:
„A niech tę kaczkę gęś kopnie!”

[…]

Martwiły się inne kaczki:
„Co będzie z takiej dziwaczki?”

Aż wreszcie znalazł się kupiec:
„Na obiad można ją upiec!”

Pan kucharz kaczkę starannie
Piekł, jak należy, w brytfannie,

Lecz zdębiał obiad podając,
Bo z kaczki zrobił się zając,
W dodatku cały w buraczkach.
Taka to była dziwaczka!

Historia kaczki, która robi wszystko „nie tak”, można dziś czytać jako opowieść o tym, jak otoczenie reaguje na tych, którzy nie chcą zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami. Brzechwa bawi się absurdem, ale jednocześnie pokazuje, jak społeczność reaguje na inność. To jeden z tych tekstów, które po latach brzmią bardziej gorzko niż śmiesznie.

„Kwoka”

Proszę pana, pewna kwoka
Traktowała świat z wysoka
I mówiła z przekonaniem:
„Grunt to dobre wychowanie!”
Zaprosiła raz więc gości,
By nauczyć ich grzeczności.
Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
W progu garnek stłukł kopytem.
Kwoka wielki krzyk podniosła:
„Widział kto takiego osła?!”
Przyszła krowa. Tuż za progiem
Zbiła szybę lewym rogiem.
Kwoka gniewna i surowa
Zawołała: „A to krowa!”
Przyszła świnia prosto z błota.
Kwoka złości się i miota:
„Co też pani tu wyczynia?
Tak nabłocić! A to świnia!”
Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
Siąść cichutko w drugim rzędzie,
Grzęda pękła. Kwoka wściekła
Coś o łbie baranim rzekła
I dodała: „Próżne słowa,
Takich nikt już nie wychowa,
Trudno… Wszyscy się wynoście!”
No i poszli sobie goście.
Czy ta kwoka, proszę pana,
Była dobrze wychowana?

W „Kwoce” Brzechwa celnie punktuje hipokryzję i fałszywe poczucie wyższości. Bohaterka, która chce uczyć innych dobrego wychowania, sama nie potrafi zachować się z klasą. To krótka, ale bardzo trafna satyra na moralizatorstwo – aktualna niezależnie od epoki.

„Na wyspach Bergamutach”

Na wyspach Bergamutach
Podobno jest kot w butach,

Widziano także osła,
Którego mrówka niosła,

Jest kura samograjka
Znosząca złote jajka,

Na dębach rosną jabłka
W gronostajowych czapkach,

Jest i wieloryb stary,
Co nosi okulary,

Uczone są łososie
W pomidorowym sosie

I tresowane szczury
Na szczycie szklanej góry,

Jest słoń z trąbami dwiema
I tylko… wysp tych nie ma.

Tu z kolei Brzechwa pokazuje czystą radość wyobraźni. Logika zostaje zawieszona, a świat rządzi się własnymi, absurdalnymi prawami. Puenta przypomina jednak, że to tylko gra – i może właśnie dlatego działa tak mocno: pozwala na chwilę uwierzyć w coś, co nie istnieje.

„Entliczek-pentliczek”

Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
A na tym robaczku zielony kubraczek.

Powiada robaczek: „I dziadek, i babka,
I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,

A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
Mam chęć na befsztyczek!” I poszedł do miasta.

Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.

Są w barach – wiadomo – zwyczaje utarte:
Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,

A w karcie – okropność! – przyznacie to sami:
Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,

Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
I z jabłek szarlotka, i komput, i babka!

No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.

Pozornie to tylko zabawa rytmem i powtórzeniem, ale pod powierzchnią kryje się historia o niespełnionych pragnieniach i rozczarowaniu. Brzechwa w lekki sposób pokazuje mechanizm oczekiwań, które rozmijają się z rzeczywistością – i robi to bez cienia moralizowania.

„Staś Pytalski”

Na ulicy Trybunalskiej
Mieszka sobie Staś Pytalski,
Co gdy tylko się obudzi,
Pytaniami dręczy ludzi.

W którym miejscu zaczyna się kula?
Co na deser gotują dla króla?
Ile kroków jest stąd do Powiśla?
O czym myślałby stół, gdyby myślał?
Czy lenistwo na łokcie się mierzy?
Skąd wiadomo, że Jurek to Jerzy?

[…]

Dziadek już od roku siedzi
I obmyśla odpowiedzi,
Babka jakiś czas myślała,
Ale wkrótce osiwiała.
Matka wpadła w stan nerwowy
I musiała zażyć bromu,
Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy
I kiedy powróci – nie wiadomo.

To jeden z najbardziej przenikliwych portretów dziecięcej ciekawości. Staś zadaje pytania, które brzmią absurdalnie, ale w gruncie rzeczy podważają porządek świata dorosłych. Wiersz można czytać jako pochwałę dociekliwości, ale też jako żartobliwy obraz bezradności wobec niej.

„Samochwała”

Samochwała w kącie stała
I wciąż tak opowiadała:

„Zdolna jestem niesłychanie,
Najpiękniejsze mam ubranie,
Moja buzia tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie,
W szkole mam najlepsze stopnie,
Śpiewam lepiej niż w operze,
Świetnie jeżdżę na rowerze,
Znakomicie muchy łapię,
Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
Jestem mądra, jestem zgrabna,
Wiotka, słodka i powabna,
A w dodatku, daję słowo,
Mam rodzinę wyjątkową:
Tato mój do pieca sięga,
Moja mama – taka tęga
Moja siostra – taka mała,
A ja jestem – samochwała!”

Brzechwa mistrzowsko uchwycił tu mechanizm przechwałek i potrzebę bycia podziwianym. Rytmiczny monolog bohaterki jest zabawny, ale też zaskakująco trafny psychologicznie. To jeden z tych tekstów, które niemal automatycznie przywołujemy, kiedy spotykamy kogoś „zbyt pewnego siebie”.

„Jajko”

Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.
Kura wyłazi ze skóry.
Prosi, błaga, namawia: – Bądź głupsze!
Lecz co można poradzić, kiedy się kto uprze?

Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,
A ono powiada, że jest kacze.

Kura prosi serdecznie i szczerze:
– Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże.
A ono właśnie się trzęsie
I mówi, że jest gęsie.

[…]

Kura powiada: – Nie chodź na ulicę,
Bo zrobią z ciebie jajecznicę.
A jajko na to najbezczelniej:
– Na ulicy nie ma patelni.

Kura mówi: – Ostrożnie! To gorąca woda!
A jajko na to: – Zimna woda. – Szkoda!
Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardą
I ugotowało się na twardo.

Krótka historia o jajku, które „wie lepiej”, to ironiczna opowieść o uporze i ignorowaniu ostrzeżeń. Brzechwa pokazuje tu, jak łatwo pomylić pewność siebie z brakiem rozsądku. Finał jest prosty, ale celny – i zostaje w pamięci.

„Tańcowała igła z nitką”

Tańcowała igła z nitką,
Igła – pięknie, nitka – brzydko.

Igła cała jak z igiełki,
Nitce plączą się supełki.

Igła naprzód – nitka za nią:
„Ach, jak cudnie tańczyć z panią!”

Igła biegnie drobnym ściegiem,
A za igłą – nitka biegiem.

Igła górą, nitka bokiem,
Igła zerka jednym okiem,

Sunie zwinna, zręczna, śmigła.
Nitka szepce: „Co za igła!”

Tak ze sobą tańcowały,
Aż uszyły fartuch cały!

Ten wiersz zachwyca przede wszystkim rytmem i lekkością, ale kryje się w nim także obraz współpracy – nie zawsze idealnej, czasem pełnej napięć, a jednak prowadzącej do wspólnego efektu. To jedna z tych historii, które uczą mimochodem, bez nachalnego morału.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE