fbpx

Planete+ Doc: Pani Nikki i Tiger Girls – recenzja

Planete+ Doc: Nikki May i Tiger Girls
fot. materiały prasowe Planete+ Doc

Dokument Juliet Lamont opowiada historię pięciu birmańskich dziewczyn, które – przy wsparciu australijskiej tancerki i piosenkarki Nikki May – nie bojąc się ciężkiej pracy, realizują marzenie o międzynarodowej sławie.

Planete+ Doc: Nikki May i Tiger Girls
fot. materiały prasowe Planete+ Doc/więcej w galerii

„Pani Nikki i Tiger Girls” to, okraszona birmańską muzyką pop i rap, opowieść o popkulturze kształtującej wzorce kobiecego piękna, ale i o sile młodych kobiet, które – flirtując z obowiązującymi wzorcami – wyznaczonymi przez rynek, nie zapominają o celu, jakim jest zyskanie niezależności.

Zachodnią nauczycielkę, menadżerkę zespołu i młodziutkie piosenkarki dzielą różnice kulturowe, określające oczekiwania wobec kobiet w ich życiu społecznym. W 2010 roku w Birmie, kiedy powstawał wyłoniony w castingu zespół, dziewczynom występującym w klubach przypisywano reputację bliską prostytutkom. Birmańskie wzorce kobiecego piękna, powielane przez liczne billboardy reklamowe nie są jednak dalekie od modeli zachodnich, a na pewno nie mniej restrykcyjne („Kobieta powinna mieć owalną twarz, duże sarnie oczy i lekko zadarty nosek, a także niezbyt ciemną karnację” – zgodnie wyliczają bohaterki dokumentu).

Kiedy producent Peter Thein zrywa kontrakt z Tiger Girls, argumentuje, że dziewczyny nie miały wystarczającej ilości kontraktów reklamowych, które stanowią o być czy nie być w wytwórni. Wymagająca zaangażowania w pracę nad głosem i choreografią Nikki May pomaga podopiecznym stawić czoła oczekiwaniom rynku. Funduje im wizyty w salonach piękności i sprawia, że stają się bardziej pewne siebie. Opowieść o wkraczaniu nastolatek w dorosłość jest uniwersalna jak wzorce, które są im stawiane w globalnej wiosce.

Młode piosenkarki, dla których silną motywacją pracy jest pomoc w utrzymaniu rodzicom, decydują się na zmianę nazwy zespołu na The Me N Ma Girls, jako skrót od The Myanmar Girls (Birmańskie dziewczyny), co pozwala im także symbolicznie uwolnić się od byłego producenta Petera Theina. To, jak ważna jest niezależność, wiedzą doskonale. Świadomie podchodzą także do stawianych im wymagań i zmieniającej się w Birmie rzeczywistości społeczno-politycznej, w której nastaje nadzieja na demokratyczne przemiany. Bohaterki filmu Juliet Lamont chciałyby żyć w Birmie, w której mogłyby chodzić do nocnych klubów, ale już nie takiej, w której rozluźnienie norm obyczajowych i bieda sprawią, że kobiety będą pracować jako prostytutki. Chcą stać się tak popularne jak zachodnie gwiazdy, ale te, które ceni się za oryginalność. Jak Rihanna i Beyoncé? Oby Beyoncé z „Telephone” z Lady Gagą, a nie ta w lekko omdlewającej pozie z plakatów H&M zalewających Warszawę, na które przykro się patrzy.

Film „Pani Nikki i Tiger Girls” można zobaczyć na w ramach Planet + Doc Film Festiwal w sekcji „Fetysze i kultura” 17 maja.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze