Ten niepozorny, ale wstrząsający i ważny społecznie dramat rodzinny nie tylko zostaje w głowie długo po seansie. On rozrywa ją na drobne kawałeczki, zahaczając o serce. Jest więc sporym wyzwaniem emocjonalnym, ale warto je podjąć, bo to jeden z najintensywniejszych filmowych doświadczeń od wielu lat. Tak autentycznego i nieprzejaskrawionego obrazu rodziny polskie kino prawie nie pamięta. To bezapelacyjnie jeden z najlepszych filmów o demencji i jej wpływie na bliskich chorego oraz byciu rodzicem dla własnych rodziców i samych siebie.
„Strzępy” to poruszający najczulsze struny obraz lęku, miłości i bezwzględności cierpienia. Rodzina Gerarda, profesora uniwersytetu, zauważa, że psychika mężczyzny wyraźnie słabnie. Pewnego dnia ich ukochany syn i dziadek siada nieruchomo na klatce schodowej. Innym razem wkłada aparat fotograficzny do zmywarki. Ale kiedy podczas wykładu postanawia podlać kwiatki swoim moczem, zszokowanym studentom trudno nazwać to chwilową ekstrawagancją. Gerardowi, jak mówi jego synowa, „gotuje się mózg”. Diagnoza? Alzheimer, który wpędza jego głowę do grobu. Ten film odziera jednak chorobę z romantyzmu i pokazuje niepojętą skalę jej dewastacji. To po prostu szokujące studium powolnej degradacji zarówno człowieka, jak i rodziny oraz emocjonalny poligon, którego dosłownie nie sposób opuścić bez szwanku.
Czytaj także: Ten oscarowy film z Anthonym Hopkinsem trafia prosto w serce. Tak przerażająco demencji nie pokazał jeszcze nikt
(Fot. materiały prasowe)
Ten przejmujący film to kino moralnego niepokoju w starym dobrym stylu oraz jeden z najmocniejszych obrazów starości, choroby i rodziny, która musi stawić jej czoła – dojrzały i szczery w podejmowanej tematyce. Druzgocąco portretuje wpływ Alzheimera na otoczenie chorego, niemoc, poświęcenie oraz heroizm opiekunów oraz ich trudne wybory. Codzienność podszytą grozą i trwanie naznaczone brakiem sprawstwa.
(Fot. materiały prasowe)
Wzruszający, ale nie ckliwy dramat o rodzinnej tragedii dosadnie obrazuje również jak życie z Alzheimerem dotyka nie tylko chorego, ale i jego bliskich, a także bezlitośnie pokazuje jak opieka nad chorym może być stresująca, nieprzewidywalna i odbierająca radość z życia. Widzimy w nim też jak rosnące objawy wywołują coraz silniejsze emocje, od niepokoju po głęboki ból i jak trudne jest rozdarcie między wiernością wobec rodziców a życiem z własną rodziną oraz akceptacja zupełnie nowej, wymagającej sytuacji.
Czytaj także: Żurawski, Jakubik i Szyc tworzą trio, którego nie da się zapomnieć. Ten polski serial zachwycił zarówno widzów, jak i krytyków
Ta przerażająco autentyczna wizja choroby i człowieka, któremu odbiera ona kontakt z rzeczywistością, wyróżnia się też imponującym aktorstwem. Michał Żurawski wreszcie dał pokaz pełni swojego talentu, oddając rozpacz i bezradność swojego bohatera, która udziela się również widzom. Z kolei wcielający się w głównego bohatera Grzegorz Przybył podniósł poprzeczkę w graniu bohaterów z problemami zdrowotnymi naprawdę wysoko.
(Fot. materiały prasowe)
Porażająca siła filmu wynika jednak z napisanych z największą czułością dialogów, scen będących blisko życia, często zabawnych w swej beznadziei i pełnych pytań. Jak uchronić ukochaną osobę od samotności, jeśli pogrąża się w wewnętrznej izolacji? Czym jest zdrowy egoizm? Kiedy kończy się życie, a poświęcenie jest niewarte swojej ceny? Jak to wszystko pogodzić, włączając w to pracę zawodową? Cóż, trzeba dokonywać wyborów, a ich konsekwencje są nieuniknione i prowadzące do dramatycznego końca.
Czytaj także: Dwa wczesne objawy demencji, których lepiej nie ignorować. Mogą zwiastować przyszłe problemy z pamięcią
W filmie, oprócz samego postępu choroby, najbardziej uderza bowiem wstrząsający finał, o którym naprawdę trudno zapomnieć. „Nie mogę przestać myśleć o scenie końcowej”; „Jeszcze nigdy nie byłam tak wstrząśnięta po polskim filmie”; „To było jedno z najbardziej intensywnych doświadczeń emocjonalnych, jakie spotkało mnie w kinie. Rozrywa serce na strzępy”; „Dawno się nie rozpadłem po żadnym filmie tak bardzo, jak po tym”; „Rollercoaster emocjonalny” – twierdzą widzowie, dodając również:
„Kolejny polski film, który przeszedł bez echa, a nie powinien”; „Nie pamiętam kiedy oglądałam tak dobrą rodzimą produkcję”.
(Fot. materiały prasowe)
I mają absolutną rację, bo „Strzępy” kapitalnie balansują między słodyczą a goryczą. Chwytają za serce i wywołują skrajne emocje. Powodują dyskomfort, przytłaczają realnością i zmuszają do refleksji nad znaczeniem więzi rodzinnych w obliczu starości i choroby. Warto obejrzeć, aby doświadczyć tych emocji i przemyśleć istotę bliskości i odpowiedzialności.
„Strzępy” dostępne są na TVP VOD, Player i Nowe Horyzonty VOD.