Czy „Seksmisja” to przede wszystkim błyskotliwa satyra na PRL, czy jednak film, który utrwala stereotypy o kobietach? Ponad 40 lat po premierze komedia Juliusza Machulskiego wciąż budzi emocje – i udowadnia, że najlepsze kino nie daje prostych odpowiedzi.
(Fot. Materiały prasowe)
To pytanie tylko pozornie jest proste. Na pierwszy rzut oka widza to opowieść o dwóch mężczyznach – Maksie Paradysie (Jerzy Stuhr) i Albercie Starskim (Olgierd Łukaszewicz), którzy zgłaszają się na ochotników do wzięcia udziału w eksperymencie hibernacji. Zamiast jednak obudzić się po latach kilku, wybudzają się po latach aż 40, czyli w roku 2044.
A rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej niż ta, którą opuszczali. Po wojnie nuklearnej mężczyźni bowiem wyginęli, a na świecie zostały same kobiety. Ludzkość żyje pod ziemią, w ściśle zorganizowanym, hierarchicznym społeczeństwie. Maks i Albert mają zostać poddani nie tylko nowej edukacji, ale i zmianie płci, ponieważ mężczyźni to już relikt przeszłości.
Panowie nie chcą jednak się temu poddać i postanawiają uciec. Po drodze odkrywają, że społeczeństwo żyje w kłamstwie, a historia została sfałszowana. Najwyższe władze manipulują obywatelkami, twierdząc, że powierzchnia Ziemi nie nadaje się do życia. Jak się okazuje, ideologię podziemnego kobiecego państwa oparto na propagandzie i wzbudzaniu w obywatelkach strachu.
(Fot. Materiały prasowe)
„Seksmisja” to więc nie tylko opowieść o pociesznych Maksie i Albercie i ich przygodach w rzeczywistości pełnej przedstawicielek płci przeciwnej. W latach 80. dzieło Juliusza Machulskiego (powstałe w roku 1983) odczytywano przede wszystkim jako krytykę systemów totalitarnych, PRL-u. W takich ideologiach, podobnie jak w świecie rządzonym przez kobiety w „Seksmisji”, wszechobecna jest propaganda, władza bez przerwy kontroluje społeczeństwo, niewygodne fakty są wymazywane z historii, a nieposłuszne jednostki traktuje się jako zagrożenie.
W wieku XXI, gdy w Polsce komunizmu już nie ma, pojawiły się zarzuty wobec seksistowskiego wydźwięku „Seksmisji”. Symbolem władzy totalitarnej stał się bowiem w tym obrazie świat rządzony przez kobiety. Panie w filmie są przekonane o własnej wyższości, emanują emocjonalnym chłodem, rządzą autorytarnie.
Reżyser filmu podkreśla, że zależało mu jednak na wyśmianiu ideologii roszczącej sobie prawo do głoszenia jedynej prawdy. Machulski twierdzi, że „Seksmisja” nie jest filmem antykobiecym, a stanowi sprzeciw wobec dyktatury, manipulacji, fanatyzmowi. I na miejscu kobiet równie dobrze mogliby pojawić się mężczyźni.
Oczywiście wspomniani Jerzy Stuhr i Olgierd Łukaszewicz. Ale również Bożena Stryjkówna, Bogusława Pawelec, Beata Tyszkiewicz, Hanna Stankówna, Ryszarda Hanin, Ewa Szykulska, Dorota Stalińska i Wiesław Michnikowski.
Autorem scenariusza i reżyserem filmu jest Juliusz Machulski.
„Seksmisja” jest dostępna na Netflix i Prime Video w ramach subskrypcji, film można też wypożyczyć na CANAL VOD i Prime Video (jeśli nie opłaca się subskrypcji).