1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Ten film oddaje głos kobietom, które przetrwały przemoc seksualną podczas wojny. Reżyserka jest jedną z nich

Ten film oddaje głos kobietom, które przetrwały przemoc seksualną podczas wojny. Reżyserka jest jedną z nich

Kadr z filmu dokumentalnego  „Ślady” (Fot. materiały prasowe festiwalu Millenium Docs Against Gravity)
Kadr z filmu dokumentalnego „Ślady” (Fot. materiały prasowe festiwalu Millenium Docs Against Gravity)

Odsłuchaj artykuł

Angelika Kucińska - Ten film oddaje głos kobietom, które przetrwały przemoc seksualną podczas wojny. Reżyserka jest jedną z nich

00:00 10:10
15s
0,5 x
15s
Hołd dla niezłomnego ducha, manifest siły siostrzeńskiego wsparcia. Dokument „Ślady” oddaje głos kobietom, które podczas okupacji i trwającej właśnie wojny doświadczyły przemocy seksualnej. O kulisy jego powstania pytamy jedną z reżyserek filmu Alisę Kovalenko.

Spis treści:

  1. Alisa Kovalenko o przemocy seksualnej podczas wojny: „Wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę sama”
  2. „Ślady”: jak bohaterki filmu odzyskują siebie po traumie wojennej
  3. Od reżyserki do żołnierki. Alisa Kovalenko: „Coś wtedy we mnie umarło”
  4. „Ślady” Alisy Kovalenko i Marysi Nikitiuk nagrodzone na Berlinale

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 05/2026.

Nikt w ukraińskich instytucjach nie był przygotowany na tego typu zbrodnie. Na spotkanie głównie z kobietami, ale też mężczyznami, którzy doświadczyli przemocy na tle seksualnym ze strony rosyjskich żołnierzy – mówi Alisa Kovalenko.

– Do przypadków naruszeń seksualnych dochodziło już po agresji Rosji w 2014 roku. Po pełnoskalowej inwazji przestępstwa tylko przybrały na sile. Ale wtedy kobiety zaczęły mówić”. Reżyserka tłumaczy też: „Iryna Dovgan, główna bohaterka filmu, powołała organizację SEMA Ukraine. Zaczął się tworzyć jakiś system reagowania, którego wcześniej brakowało, choć i tak wciąż długa droga przed nami. Pracujemy z ocalałymi oraz instytucjami międzynarodowymi i ukraińskimi, policją, prokuraturą, ministerstwem polityki społecznej, żeby zbudować sprawnie działające procedury, które skutecznie wyciągną konsekwencje wobec sprawców, ale i przyniosą konieczne wsparcie ofiarom”.

Opowieści o tym, czego dopuszcza się bezkarna rosyjska armia wobec ukraińskich cywilów, są wstrząsające, to oczywiste, ale równie przejmująca jest w tym filmie scena, w której jedna z bohaterek rozmawia z przedstawicielką organizacji niosącej pomoc ofiarom gwałtów wojennych. Gdy kobieta dostaje informacje o dostępnym wsparciu, mówi tylko: „Myślałam, że nikogo nie obchodzę”.

Alisa Kovalenko o przemocy seksualnej podczas wojny: „Wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę sama”

Wspomniana Iryna Dovhan, która dziś przewodzi wspierającej kobiety ofiary SEMA Ukraine, była ekonomistką i właścicielką salonu kosmetycznego. Poznajemy też Olhę Cherniak, ona była urzędniczką w administracji rejonowej. Tetiana Vasylenko i Galyna Tyshchenko – przedsiębiorczyniami, Nina – rolniczką, Liudmyla Mefodivna Mymrykova uczyła języka i literatury ukraińskiej ( jej szkoła została zbombardowana).

Ich historie są niezbitym dowodem zwyrodnialstwa rosyjskiego wojska, ich wola przetrwania – krzepiącym komunikatem, że w siostrzeństwie nadzieja.

„Ale każdy z przypadków należy rozpatrywać indywidualnie, żeby jak najlepiej pomóc przetrwance – podkreśla Alisa Kovalenko. – Traumatyzuje je nie tylko przemoc seksualna, bo tej bardzo często towarzyszą tortury. Wszystkie bohaterki filmu zostały brutalnie pobite. Niektóre straciły domy”.

Alisa Kovalenko, reżyserka filmu (Fot. materiały prasowe festiwalu Millenium Docs Against Gravity) Alisa Kovalenko, reżyserka filmu (Fot. materiały prasowe festiwalu Millenium Docs Against Gravity)

Jeśli chodzi o Alisę, to najpierw dołączyła do SEMA Ukraine, a dopiero potem zdecydowała się nakręcić film. Sama jest ofiarą przemocy seksualnej. W 2014 roku została zatrzymana podczas protestów na Majdanie (gdzie kręciła dokument „Alisa w krainie wojny”), a w areszcie zgwałcił ją oficer rosyjskiego wywiadu. „Nie chciałam robić »Śladów«. Ale czułam, że muszę – wyznaje. – O własnym doświadczeniu przemocy nie byłam w stanie mówić przez jakieś dwa lata. Nie rozmawiałam z nikim, z przyjaciółmi, z rodziną. Najbliżsi nie wiedzieli, co mi się przydarzyło w areszcie, bo nie chciałam obciążać ich moją traumą. Wydawało mi się, że jakoś sobie poradzę sama. A gdy zdecydowałam się zeznawać, wyszło, że jestem pierwszą kobietą w Ukrainie, która publicznie opowiedziała o przemocy seksualnej podczas wojny”.

Kiedy Iryna niedługo później zaprosiła Alisę na spotkanie społeczności SEMA Ukraine, Alisa nawet nie wiedziała, czy w ogóle chce tam pójść. Wspomina:

„Wtedy było nas zaledwie piętnaście, ale czułam wielką moc kobiecego wsparcia. Nie jestem więc reżyserką filmu dokumentalnego o kobietach, które padły ofiarą przemocy seksualnej ze strony rosyjskich żołnierzy. Jestem jedną z nich. Jedną z ocalałych. Zresztą decyzja o tym, że film powstanie, nie była moją indywidualną decyzją. Podjęłyśmy ją wspólnie z czterema przetrwankami”.

„Ślady”: jak bohaterki filmu odzyskują siebie po traumie wojennej

Na pytanie o koszt emocjonalny pracy, która wymaga grzebania we własnej krzywdzie, Alisa Kovalenko odpowiada tak: „Oczywiście zakładałam, że film cofnie mnie w czasie do tego, co sama przeżyłam w 2014 roku. Że przypomni mi osobiste traumy, więc będzie wymagał gigantycznego poświęcenia.

Ale wiedziałam również, że robię coś, co jest ważniejsze ode mnie, więc postanowiłam zagryźć zęby w imię wyższej sprawy.

Co nie znaczy, że było łatwo. Pamiętam dzień, w którym nagrałyśmy pięć historii. Wróciłam do hotelu i nie mogłam się ruszyć. Czułam się kompletnie pusta w środku i ta pustka paliła. Przez miesiąc oglądałam zarejestrowane opowieści torturowanych, bitych, zgwałconych kobiet, obcowałam z tym materiałem w takim natężeniu, że zaczęłam mieć koszmary. Wspomnienia z własnej niewoli mieszały się w nich z historiami innych kobiet”.

Przyznaje, że w pionie trzymało ją tylko poczucie misji. „Starałam się nie tracić wiary, że na końcu tego tunelu jest światło. A potem zaczęłam je dostrzegać. W uśmiechach naszych bohaterek, które powoli wracały do zdrowia. Odzyskiwały siebie, radość z życia. Rany – otwarte, gdy spotkałam każdą z nich po raz pierwszy – powoli zaczynały się goić”, opowiada.

Niech o wielkiej odwadze bohaterek „Śladów” dodatkowo zaświadczy fakt, że osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej związanej z konfliktem, bardzo rzadko decydują się publicznie opowiedzieć o wszystkim, co im się przydarzyło, gdy wojna trwa, bo takie wyznania są obarczone ogromnym ryzykiem. Rosyjscy żołnierze wciąż przebywają w Ukrainie.

„A bohaterki filmu dalej mieszkają bardzo blisko linii frontu – objaśnia Kovalenko. – Ich odwaga jest w tym kontekście naprawdę niezwykła. Pamiętajmy też, że one nie robią tego dla siebie. Opowiadają o torturach i przemocy z myślą o innych – kobietach, mężczyznach i dzieciach – którzy doświadczyli podobnego okrucieństwa. Nasz film nie służy prywatnym interesom, dochodzimy sprawiedliwości dla wszystkich ofiar i ocalałych. W Ukrainie mówi się dziś o tysiącu osób, które doświadczyły tortur o charakterze seksualnym z rąk rosyjskich żołnierzy od rozpoczęcia okupacji w 2014 roku. Wiadomo, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, skrzywdzonych jest znacznie więcej, ale boją się i wstydzą się mówić”.

Od reżyserki do żołnierki. Alisa Kovalenko: „Coś wtedy we mnie umarło”

Kovalenko jest znakomitą, uważną, czułą, zaangażowaną dokumentalistką. Niezwykle rzetelną w dążeniu do prawdy, nie gra na prostych sentymentach.

W jej filmach realizuje się transformacyjny potencjał sztuki, choć sama w naszej rozmowie przyznaje, że gdy w lutym 2022 roku Rosja zaczęła bombardować kolejne ukraińskie miasta, uznała, że są sytuacje, w których kino nic nie może. Wstąpiła do ochotniczej armii ukraińskiej. „Coś wtedy we mnie umarło, nie czułam się już reżyserką, więc zostałam żołnierką” – mówi. Mimo wszystko zabrała ze sobą kamerę.

Na froncie nagrywała intymne, poruszające pamiętniki wideo, kierowane do pięcioletniego synka, a po powrocie do domu zmontowała je w wyjątkowy dokument „Mój drogi Theo”. „Jeszcze w 2014 roku zmieniła się moja definicja kina dokumentalnego, które od tamtej pory traktuję jako pewien cywilny, człowieczy obowiązek, a dopiero potem wypowiedź artystyczną.

Istnieje potężniejsza broń niż filmy, ale film otwiera serca. Wyzwala w ludziach empatię. Rozbudza chęć niesienia pomocy innym. Zachęca, żeby działać. Żeby przyłączać się do wspólnej walki o sprawiedliwość, którą osiąga się żmudnym, rutynowym wysiłkiem. Wierzę właśnie w taką codzienną ciężką pracę nad zmianą świata na lepszy”.

Plakat promujący „Ślady” (Fot. materiały prasowe) Plakat promujący „Ślady” (Fot. materiały prasowe)

„Ślady” Alisy Kovalenko i Marysi Nikitiuk nagrodzone na Berlinale

„Ślady” to film zrealizowany wspólnie przez Alisę i inną ukraińską reżyserkę Marysię Nikitiuk. W pewnym momencie Kovalenko zaprosiła ją do współpracy. Pierwszą reakcją była… cisza. Marysia przyzna potem, że zamilkła, bo temat filmu dotyka jej najgłębszych lęków. Ale dosłownie chwilę później powiedziała bez wahania, że tak, chce współreżyserować.

Ich dokument doceniono podczas ostatniej edycji festiwalu filmowego Berlinale, pokazywano go w sekcji Panorama i wyróżniono nagrodą publiczności. „Wchodzimy na czerwony dywan, wita nas dyrektorka artystyczna festiwalu Tricia Tuttle, a najstarsza z naszych bohaterek, dziś 78-letnia, w jednym z pierwszych zdań prosi o nowoczesną broń dla ukraińskiej armii, bo inaczej przegramy. Ta kobieta w dojrzałym wieku, z problemami zdrowotnymi, w takim momencie myśli przede wszystkim o swoim kraju”, mówi ze wzruszeniem Kovalenko. I dopowiada: „Potrzebujemy broni, na pewno. Ale potrzebujemy też emocjonalnego wsparcia, żeby nie opadał w nas zapał do walki, bo jesteśmy naprawdę zmęczeni wojną. Zmęczeni, ale nie zdesperowani!”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE