Praca, dzieci, partner, rodzice, niekończące się listy zadań i cudze potrzeby, które zawsze wydają się pilniejsze od własnych. W tej codzienności łatwo zapomnieć o sobie. Anka, grana przez Magdalenę Popławską, zna smak takiego życia, bo od dawna funkcjonuje w trybie przetrwania, a codzienne kryzysy i pozornie kontrolowany chaos wypełniają jej każdą chwilę. Kiedy wydaje się, że „jakoś to będzie”, przychodzi jednak tragiczna kumulacja: zdrada, utrata pracy, długi, bunt dzieci. Czy ten moment okaże się dla niej szansą czy katastrofą?
To historia, z którą utożsami się wiele kobiet. Anka zdecydowanie nie jest perfekcyjną panią domu. Każdego dnia próbuje pogodzić obowiązki rodzinne i zawodowe, a kiedy tylko wydaje się, że wreszcie udało jej się opanować codzienny chaos, życie komplikuje się na nowo. Tym razem jednak wszystko idzie nie tak. Mąż zdradza, szef zwalnia z pracy, dzieci się buntują, długi rosną, do drzwi puka komornik, a matka Anki przewraca na wszystko oczami.
Gdy emocje po odejściu małżonka opadają, zaczyna się jazda bez trzymanki: samotne wychowanie nastoletniej córki i syna w spektrum autyzmu, walka o mieszkanie i pieniądze, romans z przystojnym prawnikiem. Były mąż jednak nie odpuszcza i chce zawalczyć o rodzinę. Teraz uratować mogą ją jedynie odwaga i i poczucie humoru. Czy w takiej sytuacji roztrzepana Anka zdoła odnaleźć nową siebie i wreszcie zacząć żyć na własnych warunkach? Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, ta nowa komedia o tym, jak nie zwariować w rzeczywistości pełnej obowiązków i oczekiwań, z pewnością cię nie zawiedzie.
(Fot. materiały prasowe)
Nowy film Tomasza Koneckiego i Iwony Ogonowskiej-Koneckiej – współtwórców takich komedii jak „Lejdis” czy „Testosteron”, którzy od lat łączą humor z uważnym spojrzeniem na relacje – zaczyna się od rodzinnego kryzysu. Jego tematem jest natomiast sztuka oswajania. Ona musi przyjąć informację o zdradzie, on wniosek o rozwód. Oboje będą uzgadniać podział opieki nad dziećmi, mierzyć się z uratą pracy i kłopotami finansowymi. Raz dominuje komedia, raz dramat, jak w życiu. Humor jest tu mechanizmem obronnym, ale nigdy nie odwraca uwagi od problemów. Nie jest to więc cukierkowa baśń i od początku wiemy, że pełny happy end nie jest możliwy, ale akceptacja zmiany i mentalny reset – już tak.
(Fot. materiały prasowe)
Twórcy z uwagą przyglądają się więc emocjonalnemu załamaniu bohaterów, ale nie dają im się do końca się złamać. A może to oni sami nie dają się życiu? Anka na moment traci kontrolę: nocą zabawa i kluby, za dnia leżing na kanapie i zajadanie smutków. Wkrótce jednak dokonuje pewnej emancypacji. Nie zamienia się w ofiarę, tylko prze do przodu. Zauważa też, że wrzucenie na luz ma swoje plusy i że im mniej walczy z życiem, tym jest jej lżej. Problemy nie znikają, ale z takim podejściem łatwiej je znieść. Jej mąż stara się natomiast odbudować życie nauką obecności, czerpania radości z bycia ojcem i właściwego układania priorytetów. Wie, że nie zmieni przeszłości, ale może wpłynąć na przyszłość.
(Fot. materiały prasowe)
W centrum mamy jednak przede wszystkim opowieść o relacjach: ciepłą, życiową i z morałem. Niejednoznaczne interakcje bohaterów często rodzą absurdalne sytuacje, ale też skłaniają do refleksji. Czy warto tak pędzić przez życie? Czy kiedy mąż zdradza, a długi rosną, trzeba rozpaczać? Czy może jednak pozwolić sobie na oddech, spontaniczność i po latach stawiania innych na pierwszym miejscu w końcu wybrać siebie? Scenariusz Karoliny Szymczyk odpowiednio buduje napięcie, a dialogi dodają całości komediowej wyrazistości.
(Fot. materiały prasowe)
Obsada również spisała się znakomicie. Magdalena Popławska z rozbrajającym humorem, błyskotliwością i szczerością wciela się w kobietę, która próbuje odnaleźć się w pędzie codziennego życia, a Piotr Rogucki zachwyca w roli jej męża. Ona pracuje na dramatyczny charakter filmu, on wnosi komizm i sytuacyjny dowcip. Maja Seklecka ujmuje kreacją zbuntowanej nastolatki, a Barbara Wypych jako przyjaciółka Anki wnosi dużo humoru, podobnie jak Dorota Kolak, matka niezgadzająca się z wyborami córki. Co więcej, w filmie wystąpili także Kamil Szeptycki, Piotr Trojan, Krzysztof Stelmaszyk i Zofia Zborowska.
W kinie spodziewajcie się więc niezobowiązującej rozrywki, która pokazuje, że zmiana nie musi zła i z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Inspiruje do zwolnienia tempa i tego, aby dać się ponieść życiu i z pełną otwartością przyjąć to, co od niego dostajemy. W końcu każdy miewa chwile zwątpienia, przeżywa porażki i popełnia błędy. Kryzysy są w końcu częścią życia. Lepiej jednak je zaakceptować, niż udawać, że nas nie dotyczą. Dziś kobiety nakładają na siebie ogromną presję. Chcą być świetnymi matkami, partnerkami i jednocześnie spełniać się zawodowo. Ten film przypomina jednocześnie, że nie da się być ideałem. Czasem warto odpuścić, i nie jest to oznaką słabości, a zdrowym podejściem do życia.
(Fot. materiały prasowe)
Na pytanie zawarte przez twórców w tytule jednoznacznej odpowiedzi nie uzyskamy. Film ten nie powstał bowiem, aby jej nam dostarczyć (chociaż pojawiają się w nim pewne wskazówki), ale przede wszystkim po to, aby pokazać kobietom w podobnej sytuacji, że nie są same i że tuż obok nas żyje wiele takich Anek – zmęczonych, zdradzanych, czujących, że nie dowożą, borykających z pracą, wychowaniem dzieci i problemami finansowymi. Romansujących, pragnących zabawy. I takich, które mimo wszystkich tych trudności, wciąż pchają ten wózek zwany życiem. Raz lepiej, raz gorzej, byle do przodu.
„Jak żyć, żeby nie zwariować” można obejrzeć w kinach.