Stan wojenny, potajemne nagranie w radiowym studiu i piosenka, która do dziś jest wielkim hitem. Kulisy powstania tego legendarnego utworu Oddziału Zamkniętego pokazują, że czasem wystarczą dobre znajomości i odrobina sprytu, by stworzyć przebój, który przejdzie do historii. Mało kto wie, że wszystko zaczęło się od utworu pod tytułem, który cenzorom wyjątkowo nie przypadł do gustu.
Był 1983 rok. Stan wojenny wciąż odciskał piętno na polskiej kulturze. Oddział Zamknięty, choć zdobywał coraz większą popularność, nie miał łatwego życia w radiu. Niektóre teksty interpretowano jako aluzje do władzy. Piosenka „Twój każdy krok” miała być wymierzona w generała Wojciecha Jaruzelskiego, a zespół zyskał niechcianą reputację grupy, której lepiej nie zapraszać na antenę.
Pomocną dłoń wyciągnął do muzyków Andrzej Szpilman, syn kompozytora Władysława Szpilmana, którego losy przypomniał oscarowy film „Pianista” z Adrienem Brodym w roli głównej. Sam komponował, obracał się w warszawskim środowisku muzycznym i znał ludzi, którzy mogli otworzyć przed zespołem drzwi do radia. Kiedy usłyszał Oddział Zamknięty, był przekonany, że warto o niego zawalczyć.
– Uznałem, że to jeden z najbardziej autentycznych rockowych zespołów – wspominał.
Szansa pojawiła się, gdy na urlop wyjechał Antoni Wroński, redaktor odpowiedzialny za muzykę w radiowej Jedynce, niezbyt przychylny zespołowi. Zastępował go Jan Weber, zaprzyjaźniony z rodziną Szpilmanów. Andrzej postanowił wykorzystać ten moment. Plan wymagał jednak dyskrecji. Szpilman namówił realizatora Andrzeja Hamerskiego, by po zakończeniu oficjalnych nagrań, nocą, gdy studio opustoszeje, zarejestrował dwa utwory za dodatkowym honorarium. Cała operacja odbywała się nieoficjalnie, a w komunistycznych realiach mogła przysporzyć sporych kłopotów.
Jednym z nagrywanych utworów była „Gandzia”. Muzyczny pomysł podsunął wcześniej basista Marcin Ciempiel. Prosta, chwytliwa kompozycja miała potencjał na przebój, ale tekst dotyczył marihuany, a więc tematu, który w ówczesnym radiu mógł wywołać niemałe zamieszanie. Jakby tego było mało, podczas nocnej sesji wokalista Krzysztof Jaryczewski wpadł na pomysł, który o mało nie zakończył się uszkodzeniem sprzętu.
– W studiu stały kotły symfoniczne. Ponieważ praca przebiegała w rozluźnionej alkoholem atmosferze, wydało mi się zabawne, żeby instrument ten wykorzystać w nagraniu – opowiadał. Za każdym razem, gdy śpiewał tytułowe słowo, uderzał pałką w kocioł. Realizator musiał go upominać, by nie zniszczył instrumentu.
Szpilman jeszcze tej samej nocy przygotował około dziesięciu kopii nagrania, ale z jednej z nich wyciął fragment z charakterystycznym uderzeniem. Tak powstał krótki dżingiel, który zaniósł do audycji „Lato z radiem”. Michał Rybczyński zachwycił się nim i zaczął puszczać go na antenie. Wkrótce radio grało również całą piosenkę. Przez chwilę wyglądało na to, że misterny plan się powiódł. Wystarczyło jednak, że redaktor wrócił z urlopu.
Po tygodniu ktoś doniósł Wrońskiemu, że radio propaguje palenie marihuany. „Gandzia” zniknęła z anteny. Muzycy i Szpilman nie zamierzali jednak rezygnować. Skoro problemem był tytuł, postanowili nadać piosence nowe imię. Tak narodziła się „Andzia”.
Gitarzysta Wojciech Łuczaj-Pogorzelski wspominał, że zespół próbował przekonywać, iż Gandzia to po prostu imię dziewczyny, znajomej z zagranicy. Ta interpretacja nie pomogła. Nowa wersja utworu szybko trafiła na listę przebojów Trójki, lecz po dwóch tygodniach, mimo rosnącego zainteresowania, również z niej spadła. Według Szpilmana mogła to być zemsta redaktora Wrońskiego. Łuczaj-Pogorzelski zapamiętał jednak przede wszystkim reakcję cenzury PRL, która tym razem nie ograniczyła się do pojedynczego słowa czy podejrzanego zwrotu.
– Cenzor przekreślił na krzyż całość tekstu, aż się papier podarł – opowiadał muzyk.
Czytaj także: Władze chciały zablokować ten hit Lady Pank. Zamiast go uciszyć, wypromowały go jeszcze bardziej
Za tekst „Gandzi” odpowiadał Marcin Ciempiel. Jak tłumaczył, inspiracją były jego doświadczenia z czasów studiów medycznych. Podczas zajęć na warszawskiej ulicy Filtrowej widywał wiele osób uzależnionych od narkotyków. Dopiero wtedy uświadomił sobie skalę problemu. – Przyznam, że do tamtej pory nie zdawałem sobie sprawy, jak to jest powszechne zjawisko – mówił.
Podkreślał również, że utwór nie miał zachęcać do sięgania po narkotyki. Przeciwnie, w jego interpretacji była to piosenka o uzależnieniu i jego konsekwencjach. Jej bohater stopniowo podporządkowuje całe życie tytułowej postaci, aż nie potrafi już bez niej funkcjonować.
– To była pierwsza polska piosenka antynarkotykowa – przekonywał autor tekstu.
Ostatecznie „Andzia i ja” weszła do kanonu polskiego rocka i do dziś kojarzy się z charakterystycznym brzmieniem Oddziału Zamkniętego. Dziś zespół ochoczo wykonuje pierwotną wersję piosenki, bez konieczności tłumaczenia, że tajemnicza dziewczyna to tylko znajoma z zagranicy.
Źródło: Adam Halber, „Andzia-Gandzia, „Angora” nr 38/2012 (angora.pl), Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2012; bibliotekapiosenki.pl; tekstowo.pl [dostęp: 23.10.2026]