Miliony słuchaczy kojarzyły ją z imprezowymi hitami i beztroskim wizerunkiem. Za kulisami popularności Bambi mierzyła się jednak z falą hejtu, która odebrała jej pewność siebie. Na albumie „B” raperka pokazuje zupełnie inne oblicze i rozlicza się z doświadczeniami, o których wcześniej nie mówiła tak otwarcie.
Jeszcze niedawno polska scena muzyczna widziała w niej przede wszystkim maszynkę do generowania wirali i idolkę nastolatków. Chwytliwe, imprezowe bity, lekka tematyka i przechwałki o sukcesie – tak wyglądała codzienność Bambi. Kiedy w 2024 roku jej popularność eksplodowała do kosmicznych rozmiarów, była dosłownie wszędzie. Kilkumilionowa publiczność na Spotify, wyprzedane koncerty, a wreszcie własny zestaw w McDonald’s przypieczętowały jej status absolutnego fenomenu popkultury.
Jednak po głośnym odejściu z wytwórni Baila Ella Records – założonej przez swoją dotychczasową mentorkę, Young Leosię – raperka i wokalistka wróciła z czymś, czego niewielu się po niej spodziewało. Jej najnowszy album „B” to nie tyle kolejna płyta w dorobku, ile jedna z najbardziej spektakularnych i udanych metamorfoz wizerunkowych i artystycznych ostatnich lat na polskim rynku muzycznym.
Wraz z gigantycznym sukcesem komercyjnym przyszła ogromna fala hejtu, z którą trudno byłoby sobie poradzić nawet osobie o wyjątkowo silnej psychice. Krytyka w sieci dotyka wielu osób, ale w przypadku dziewczyny, która tak młodo znalazła się w samym środku bezwzględnej machiny show-biznesu, skala agresji była wręcz dewastująca.
okładka albumu Bambi – „B” (Fot. mat. prasowe)
Sama Bambi poruszająco opowiedziała o tym w szczerej rozmowie z Katarzyną Nosowską. Artystka przyznała, że wyśmiewana przez internautów diastema nigdy wcześniej nie była dla niej powodem do wstydu. Przeciwnie, uważała przerwę między jedynkami za uroczy element swojej urody i nie miała z tego powodu żadnych kompleksów. Tymczasem pod niemal każdym filmem, wywiadem czy nagraniem z jej udziałem pojawiały się tysiące drwiących komentarzy. Efekt? Wycofanie, poczucie zagubienia i głęboki uraz psychiczny, który doprowadził do tego, że dziewczyna zaczęła wstydzić się własnego uśmiechu i po prostu przestała się uśmiechać.
Nowy album „B” zdejmuje z Bambi kolorową, imprezową maskę. To materiał zaskakująco dojrzały, momentami bardzo smutny i gorzki. Raperka rozlicza się na nim ze wszystkim, co spotkało ją w ostatnich latach: z nagłym awansem do pierwszej ligi, fałszywymi relacjami i z tym, jak brutalnie przemysł muzyczny potrafi traktować młode, często naiwne i wchodzące w ten świat bez pancerza ochronnego wokalistki.
Najbardziej przejmującym i wymownym punktem tej muzycznej spowiedzi pozostaje dla mnie utwór „Warto kłamać”. To niezwykle intymny, poruszający tekst, w którym bezlitosna diagnoza dorastania w blasku reflektorów uderza najmocniej:
„Bo każdy chce cię zwieść
Mały, niewinny blef
To jeszcze nie jest dramat
Dlatego warto kłamać
Nie chcesz mnie całej w ranach
Nie chcesz mnie na kolanach
Nie chcesz, gdy płaczę sama
Dlatego warto kłamać”
Te słowa idealnie spinają klamrą to, kim Bambi stała się dzisiaj. Z plastikowej ikony pokolenia TikToka stała się artystką, która nie boi się pokazać własnych blizn.
Ta przemiana nie ogranicza się jednak wyłącznie do warstwy tekstu i rozliczeń z przeszłością. Płyta „B” zachwyca przede wszystkim jako niezwykle dopracowany, kompletny koncept artystyczny. Całość jest idealnie spójna wizualnie – od efektownych sesji zdjęciowych, przez przemyślane teledyski, po charakterystyczne, gigantyczne peruki, które stały się znakiem rozpoznawczym jej nowego image'u. Co kluczowe, w tym przypadku nie mamy do czynienia z przerysowaną formą bez pokrycia, bo za efektownym opakowaniem idzie doskonała muzyka.
Fot. Dorota Szulc
Brzmienie albumu to zasługa m.in. Francisa (właściwie Szymon Frąckowiak), który dostarczył nowoczesne, soczyste bity na światowym poziomie, w które wpleciono żywe instrumenty, a nawet partie orkiestrowe. Ta muzyczna przestrzeń idealnie współgra z autorskimi tekstami wokalistki. Choć Bambi nie porywa się na wysmakowane poetyckie metafory, jej liryka jest do bólu szczera, celna i przemyślana. Biorąc pod uwagę jej młody wiek, dojrzałość tych wypowiedzi broni się bez najmniejszego trudu.
Produkcja idealnie współgra z autorskimi tekstami Bambi. Choć wokalistka nie sięga po poetyckie zawijasy, jej liryka jest przemyślana, celna i do bólu szczera. Zważając na jej wciąż młody wiek, cała propozycja broni się bez najmniejszego trudu. Bambi udowodniła, że talent, muzyczna dojrzałość i przemyślana wizja potrafią obronić się same – bez tanich prowokacji, za to z potężnym, artystycznym konkretem.
Już w najbliższą niedzielę, 25 października, Bambi po raz pierwszy zaprezentuje nowy materiał w pełnej koncertowej odsłonie podczas autorskiego B-DAY Festival w warszawskiej hali COS Torwar. Na scenie wystąpią również BIA, Princess Nokia, Bb trickz, Chy Cartier, Dina Ayada, PIXY i Karrahbooo.