Karo Nowak - Dobrawa to nie tylko żona Mieszka I. Kim była naprawdę? O jednej z najważniejszych kobiet w historii Polski wiemy dziwnie mało
00:00
19:42
Matka Chrzestna Polski? Bezwolna marionetka? Bezwstydnica? Święta? Dobrawę nazywano każdym z tych określeń. I nie, prawda nie leży „gdzieś pośrodku”. Po prostu ją zgubiliśmy. Czy to oznacza, że dziś możemy napisać Dobrawę na nowo?
Wiemy, że istniała. To już dużo. Zaskakująca część postaci historycznych rozmywa się nam tak dalece, że łatwiej byłoby chyba nazwać je legendarnymi. W tym przypadku mamy dość dowodów, by mówić o realnej kobiecie. Co jednak żadną miarą nie znaczy, że te kobietę znamy! I to również nic niespotykanego. Historia jest jak księga pełna wyrwanych kartek. Czasem mamy niemal komplet, innym razem zostaje strzęp okładki. A to skłania do wypełnienia luk nową opowieścią; zgodną z fantazją, interesami, a nawet prawidłami marketingu.
Nawet o jej imię toczono spory – Dobrawa, Dubrawa, Dąbrówka... Ostatecznie za kronikarzem Thietmarem, który mówi o niej Bona, czyli dobra, większa część badaczy przyjęła ten pierwszy zapis: Dobrawa. Mielibyśmy więc dwie Bony w historii. Sporo, jak na kraj, w którym to imię nigdy jakoś się nie przyjęło.
Co jeszcze o Dobrawie? Znamy jej powiązania z chrztem Mieszka i często niesłusznie rozciągamy ten wpływ na wszystkich Polan, ba! Na całą Polskę (która zresztą wówczas jako twór państwowy nie istniała, nawet nie kiełkowała, ot zasiano ziarenko). Ale już nie umiemy z całą pewnością powiedzieć, czy w czasie chrztu Dobrawa patrzyła na męża wyczekująco, jak na realizację swojego wielkiego projektu, a może z obojętnością słuchała mszy znudzona kolejnym dniem, marionetka przekazywana z rąk do rąk.
Czy, uwikłana w międzynarodową politykę, Dobrawa zazdrościła siostrze, Mladzie, która została w Pradze i zarządzała klasztorem? A może przeciwnie, dopiero dzięki małżeństwu i swojej nowej misji była w swoim politycznym żywiole?
Ona, w prostej linii potomkini Praojca Czecha (którego pierwsi kronikarze wcale nie łączyli z Lechem), dziedziczka legendarnej królowej-wieszczki Libuszy – założycielki Pragi, bratanica świętego Wacława, dziecię kraju, który już dołączył do chrześcijańskiej Europy. Albo przeciwnie, płonęła z wściekłości, bo przecież zesłano ją na tereny potencjalnie wrogie (jej życie było zaledwie wąskim okienkiem polsko-czeskiego pokoju w tamtych czasach) i z jej perspektywy kulturowo „gorsze”, zacofane i mało prestiżowe.
Nie wiemy. Nie wiemy. Nie wiemy. To nasz refren. Nie wiemy, kiedy dokładnie się urodziła. Nie wiemy, jak wyglądał jej kontrakt ślubny z Mieszkiem. Nie wiemy, jak wyglądało jej życie przed małżeństwem. Nie wiemy, kogo przywiozła ze sobą na ziemie Polan. Nie wiemy jak wyglądała, co robiła, myślała, czuła…
Możemy jedynie pisać ją sobie na nowo.
Nie ma wiele do powiedzenia. Z oficjalnej platformy edukacyjnej Ministerstwa Edukacji (ZPE), dowiemy się, że „jedną z najważniejszych decyzji, które podjął Mieszko, było wprowadzenie nowej religii, chrześcijaństwa. W tym celu poślubił czeską księżniczkę Dobrawę i za pośrednictwem jej kraju, w 966 roku, przyjął chrzest”. To samo źródło, choć już w treściach kierowanych do nieco starszych uczniów, przynajmniej odnotowuje kronikarzy próbujących oddać część sprawstwa Dobrawie. Zaznacza jednak, że kronikarz przeszacował rolę księżniczki i nie należy go traktować poważnie.
Przeciętne polskie pacholę opuści zatem szkolne mury z przekonaniem, że wszystkie decyzje i plany należały wyłącznie do Mieszka.
I moglibyśmy pójść za owym pacholęciem, rzucić plecak w kąt, uznać, że skoro nam tak ex cathedra ogłoszono jedyną prawdziwą, najprawdziwszą prawdę to wystarczy ją zakuć i można iść grać w piłę. Zintegrowana Platforma Edukacyjna to przecież, jak czytamy w jej opisie zbiór „cyfrowych materiałów edukacyjnych zgodnych z podstawą programową.” Bezwolna Dobrawa jest więc zgodna z podstawą programową. Roma locuta, causa finita. Ale potem zaczynamy czytać historyków, a ci, na złość polskiej edukacji podstawowej, powtarzają to swoje męczące „nie wiemy”.
„Mówiąc poważnie, nie przekreślałbym w tym wypadku czynnika osobistego – przyznaje prof. dr hab. Andrzej Pleszczyński, historyk zajmujący się historią średniowiecza w rozmowie z przedstawicielami Muzeum Historii Polski – naszkicowana sytuacja polityczna stanowiła jedynie tło, drugi plan dramatu, który rozgrywał się w głowie Mieszka (…); dramatu, którego główną treścią było ustosunkowanie się do propozycji światopoglądowej podsuwanej przez Dąbrówkę.” Polecam zresztą całą rozmowę, ale zostańmy przy clue, czyli Silnej Dobrawie. Dobrawie pisanej przez tych, którzy chcą kobiety sprawczej, szyi która kręci głową, lub nawet głowy całego chrystianizacyjnego przedsięwzięcia.
Oczywiście, można też przyjąć silną Dobrawę jako swego rodzaju organizację, czy też markę – pod którą kryje się nie tylko księżniczka, ale cały jej orszak księży, mnichów i doradców. W takim sensie, kiedy „przemawiała Dobrawa” był to komunikat sztabu public relations mówiącego jednym głosem. Głosem chrześcijaństwa rzecz jasna. Przy czym, tak na marginesie, nie mylmy chrześcijaństwa z wiarą. Jakkolwiek źle by to nie brzmiało. Dla tego konkretnego kontekstu, nie badamy ani siły wiary Mieszka ani religijnych uniesień Dobrawy et consortes, bo tu znów podniosę nasz refren – „nie wiemy”. Chrześcijaństwo natomiast było przynależnością kulturową. Chrześcijaństwo oznaczało Europę.
I Dobrawa była Europejką dużo bardziej niż nasz Mieszko. Przy czym absolutnie nie odczytujmy tego jako krytyki wobec naszego władcy. Przeciwnie, jak na karty, które dostał, Mieszko zagrał wręcz fenomenalnie i nadrobił wiele dekad w zaledwie kilka lat. Wróćmy jednak do tego, czy Dobrawa mogła mu pomagać, ba! Kierować nim, czy po prostu była trofeum przekazywanym z rąk do rąk.
Niemiecki kronikarz Thietmar z Merseburga, piszący stosunkowo niedługo po śmierci Dobrawy, rozpływał się nad tym, jak rezolutnie nakłaniała Mieszka do chrztu. Ba! Nawet czasem zdarzało jej się naginać zasady postu, byle tylko przypodobać się mężowi i finalnie osiągnąć sukces. Gall Anonim również obstaje przy silnej Dobrawie, widzi ją jednak raczej jako twardą negocjatorkę wspieraną przez profesjonalny sztab.
Rzecz jasna, kronikarzy trzeba traktować zawsze z lekkim przymrużeniem oka. Ot chociażby Thietmar miał na pieńku z męskimi Piastami, wolał czynić ukłony w stronę ich zagranicznych żon. Jeśli jednak przyjmiemy, że w jego anegdotach o łamaniu przez Dobrawę postów tkwi ziarno prawdy, będziemy musieli też przyznać, że sterowana, czy nie, czeska księżniczka brała sprawy we własne ręce.
Czy miała ku temu narzędzia? Czeski badacz, Vratislav Vaníček, stawia tezę że Dobrawa, jak jej siostra Mlada, mogła być przeznaczana początkowo do kariery duchownej. Trudno się zresztą dziwić prokościelnej nadgorliwości jej ojca, który splamił się zabiciem brata, ale także krzewiciela wiary w jednej nieszczęsnej osobie św. Wacława. Obie siostry mogły więc odebrać dobre wykształcenie, miały kontakt z księgami religijnymi także w językach słowiańskich. Były więc przygotowane i do ewangelizacji, i do rządzenia. Ale czy tak było na pewno w przypadku Dobrawy? Pozwólcie, że powtórzę nasz refren: nie wiemy.
Ten sam Vratislav Vaníček, który sugeruje dobre wykształcenie Dobrawy, nie wyklucza jednocześnie, że przyjęcie przez Mieszka chrztu mogło być po prostu elementem sojuszu militarnego (jak miał zaznaczać m.in. kronikarz Widukind). Narzeczona nie miałaby wówczas nic do gadania, byłaby jednym z warunków kontraktu. Podobnie jak odprawienie „siedmiu żon”, których „zażywał” Mieszko (wg Galla Anonima), a które później już nie pojawiają się na kartach historii. Posłuszne, jak niewiastom przystało.
Tylko czy samo doszukiwanie się sprawczości nie jest błędem wynikającym z dwudziestopierwszowiecznego pisania Dobrawy? Jakby to przedsiębiorczość, zarządzanie, przejmowanie kontroli i dominacja wyznaczały wartość jednostki, a ciche podążanie i pilne posłuszeństwo ją dyskredytowało.
Jeśli Dobrawa faktycznie była pokorna, dawała się przesuwać po planszy wczesnoeuropejskiej polityki, czy nie świadczyłoby to o niej – paradoksalnie – jak najlepiej, w kontekście jej czasów i roli? Jeśli spojrzymy na nią, jak na pracownika wykonującego perfekcyjnie swoje zadania, czy żołnierza słuchającego rozkazów, może okazać się, że Dobrawa Pokorna była w istocie tą godną szacunku – wsparła wielki plan, profesjonalna do końca, niezależnie od własnych poglądów czy ambicji.
Czeski Kronikarz Kosmas napisał sobie i Czechom Dobrawę „nad miarę bezwstydną”. Wytykał jej, że będąc już w wieku podeszłym (co mogło równie dobrze oznaczać dwadzieścia-dwadzieścia kilka lat) „zdjęła ze swej głowy zawój i nałożyła panieński wianek”, czyniąc tym samym „wielkie głupstwo”.
Powiedzieć, że Kosmas nie znosił Polaków, to nie powiedzieć nic. Swoje słowa kreślił ponad 100 lat po śmierci księżnej, w czasach, kiedy nasze narody częściej skakały sobie do gardeł niż się kochały. Nie dziwi więc nic. Ale jest w tym cytacie rysa, którą w ciągu wieków to powiększano, to szpachlowano. Miałaby bowiem Dobrawa faktycznie nosić już nakrycie inne niż panieński wianek – ale jako mężatka, wdowa, czy mniszka? Nie wiadomo.
Sugerowano, że mogła być w związku z margrabią miśnieńskim Gunterem. Ten jednak żył i miał się świetnie już po ślubie Dobrawy z Mieszkiem, o wdowieństwie w tym przypadku nie mogło być mowy. A jednak badaczy przez długi czas ów Gunter uwierał, tym bardziej, że syn Guntera, niejaki Guncelin jest w kronice Thietmara określany kilkukrotnie mianem brata Bolesława Chrobrego.
Współcześni badacze odrzucają jednak wcześniejsze małżeńskie przygody Dobrawy, wskazując inny rodzaj braterstwa. Może więc śluby zakonne? W tym kierunku idzie wspomniany już czeski badacz Vaníček. „Rozważa się, czy przypadkiem nie złamała pewnego rodzaju przysięgi duchowej; jej siostra Mlada niedługo po jej wyjeździe (ok. 967–968) została przeoryszą, może o tej funkcji myślano także dla Dobrawy.”
A zatem wianek miała oryginalny czy z odzysku? Czy istotnie była „bezwstydna” (mocne słowo, zważywszy na harem jej późniejszego męża)? Nie wiemy.
Idźmy tropem odwrotnym i napiszmy sobie ideał. Do tego zresztą dążyli kronikarze Thietmar i Gall Anonim a później także Kadłubek, wpisując Dobrawę w szerszy kontekst mulieres suadentes – niewiast nakłaniających. W tym nakłanianiu chodziło rzecz jasna o kobiety, które wskazywały mężom-władcom drogę chrześcijaństwa. Ten motyw jest starszy niż polska państwowość, ba! Sięga św. Heleny, matki cesarza Konstantyna Wielkiego (żyjącej na przełomie III i IV wieku). Taka miała być nasza Dobrawa, ale także jej babka Ludmiła w Czechach, Klotylda we Francji, Adelajda na Węgrzech czy Olga na Rusi (tu akurat miało chodzić o przekonywanie syna i akurat wypadku motyw ten naciągany jest straszliwie; Olga nikogo nie przekonywała, Olga mówiła, jak teraz będzie).
Co godne i sprawiedliwe, za tę przysługę dla kraju nagrodą było udane dziecię a zarazem zrealizowany cel zawodowy królowej. W przypadku Dobrawy takim dziecięciem był oczywiście Bolesław Chrobry. Córka Świętosława nie jest w stu procentach potwierdzona, poza tym to jednak córka, więc w średniowiecznych realiach nagroda znacznie niższej rangi niż syn-dziedzic.
I tu moglibyśmy powiedzieć, że ot żarty ze średniowiecznych kronikarzy i ich mentalności. Gdyby nie fakt, że „świętą Dobrawę” piszą także współcześni.
„Mamy w kraju problem demograficzny. – słusznie zauważa Prezydent Miasta Gniezna, Michał Powałowski, po czym dodaje – Przed wiekami Dobrawa miała ogromny wpływ na chrystianizację Polski. Być może teraz, w ten symboliczny sposób wpłynie także na zmianę trendów dotyczących rodzicielstwa i macierzyństwa.”
Cytat ten pochodzi z niedawnej uroczystości odsłonięcia pomnika Dobrawy i Mieszka w Gnieźnie. Królewska para uchwycona została we wzruszającej scenie pożegnania. Oto Mieszko idzie w kolejny bój, żegna go widocznie ciężarna żona. Czy skłoni Polki do refleksji skuteczniej, niż zrobiłaby to zmiana polityki mieszkaniowej? Nie wiemy, ale też i nie o tym jest ta historia. Gniezno pisze swoją „świętą Dobrawę”, a święci może nie lepią garnków, za to cuda już owszem.
– Gdy rodzice będą chcieli mieć potomstwo lub gdy będą mieli problemy w staraniach o dziecko, mogą przyjeżdżać do Gniezna, by dotknąć brzucha Dobrawy.– zakłada prezydent – Z perspektywy marketingu turystycznego taki przesąd to dobry sposób na przyciągnięcie nowych odwiedzających.
Przypuszczam, że nie zdaje sobie przy tym sprawy, jak blisko mu do średniowiecznych rajców miejskich umieszczających w centralnym miejscu kaplicy relikwię z dalekiej Ziemi Świętej.
Bo warto jednak odrzucić pogląd, że o! Kiedyś to zabawnie naiwni średniowieczanie wierzyli we wszystko. Nie to co my! My, nowocześni i oświeceni mamy marketing, wskaźniki efektywności… Jesteśmy lepsi, mądrzejsi, sprytni. Tyle że nie.
Prezydent w garniturze i imć rajca w barwnych nogawicach, cortehardie wyszywanej złotą nicią, są zaskakująco podobni. I obu świętość jest jednakowo na rękę, obaj ją piszą, i – stawiam śmiałą tezę – na pierwszym miejscu stawiają jednak marketing miasta. Co w zasadzie jest rzeczą słuszną. Choć może niekoniecznie wygodną.
Najsłynniejszy portret Dobrawy, namalowany przez Jana Matejkę (nota bene również Czecha, po ojcu) nie przedstawia prawdziwych rysów księżnej. Nie znamy ich z żadnej miniatury, rzeźby, czy nagrobka. Nie mamy żadnego cytatu, nie przemówiła do nas ani słowem.
I może właśnie w tej ciszy jest najgłośniejsza – ciało sprowadzone do symbolu, życie do funkcji, osoba do mitu. Korzystając z luk, wyłomów w wiedzy, możemy, pisać ją, naginać, przetwarzać, dekonstruować.
I tylko żal, że nie znamy najważniejszego z chóru głosów – jej własnego. Bardzo chciałabym go usłyszeć.
Źródła:
- Ewa Ziętara, Chrzest Mieszka I, 14 kwietnia – Święto Chrztu Polski, Rozmowa z dr. Andrzejem Pleszczyńskim https://muzhp.pl/kalendarium/chrzest-mieszka-i
- Vratislav Vaníček, Narzeczona Dobrawa i nawracanie księcia Mieszka (aspekty genealogiczne, polityczne i transformacyjne) https://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.ojs-doi-10_15804_hso240202
- Kamil Janicki, Dobrawa, Dubrawka, Dąbrówka… Jak naprawdę miała na imię pierwsza polska władczyni? https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/12/06/dobrawa-dubrawka-dabrowka-jak-naprawde-miala-na-imie-pierwsza-polska-wladczyni/
- Dobrawa – Matka Chrzestna Polski, prof. Tomasz Jurek https://www.o-nauce.pl/?p=3332
- Martin Homza Mulieressuadentes – PersuasiveWomen.FemaleRoyalSaints in MedieavalEastCentral and Eastern Europe, https://www.academia.edu/43506698/Mulieres_suadentes_Persuasive_Women_Female_Royal_Saints_in_Medieval_East_Central_and_Eastern_Europe
- Anna Agnieszka Dryblak, Benjamin Husvik, Queens and Duchesses in the High Middle Ages: The Role of Elite Women in ShapingDynasticLegitimationduringPeriods of PoliticalChange*
- https://repozytorium.uw.edu.pl/server/api/core/bitstreams/12a71ca3-ba72-4fc4-a600-a476ee153ef6/content
- Pomnik brzemiennej Dobrawy może przyciągnąć do Gniezna pary starające się o dziecko https://www.pap.pl/aktualnosci/pomnik-brzemiennej-dobrawy-moze-przyciagnac-do-gniezna-pary-starajace-sie-o-dziecko
- Kosmasa Kronika Czechów w przekładzie Marii Wojciechowskiej, Warszawa 1968