„Happy End” Michaela Hanekego już w kinach

mat.pras. filmu/Gutek Film

Michael Haneke to jeden z najbardziej cenionych współczesnych reżyserów. O jego ostatnim filmie pt. „Happy End”, który od dziś można oglądać na ekranach kin, rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland.

Najnowszy film o przekornym tytule „Happy End” to Haneke z przymrużeniem oka. Do tej pory był bardzo na serio.

Każdy z nas może spojrzeć na to zupełnie inaczej i to jest właśnie w jego kinie najciekawsze. Niewiele osób poza mną odebrało „Happy End” jako satyrę. Ten film faktycznie zaskoczył wszystkich, bo Haneke pokazał się tu w wydaniu komediowym. Chociaż happy end nie jest w nim nam dany. To sarkastyczny i ironiczny komentarz do rzeczywistości. Reżyser mówi:„słuchajcie, cokolwiek zrobicie, to i tak wszystko pozostanie na swoim miejscu, bo tak jest skonstruowany świat”. To zebrane fragmenty i obrazy z jego wcześniejszych dzieł. Ale zapewniam cię, ten film do nas wraca. A im więcej czasu mija, tym głębiej się go postrzega. Widzimy wciąż ten sam współczesny świat, a jednak albo coś się w nim zmieniło, albo my zobaczyliśmy więcej wraz z upływem czasu.

Krytycy określili „Happy End” jako „satanistyczną telenowelę o psychopatach”. Brzmi jak horror.
No właśnie, a zapewniam Czytelników, nie jest to film o psychopatach, tylko o zwykłych ludziach, których spotykamy na co dzień. Obserwujemy współczesnych bohaterów, którzy widzą życie w pełnej ostrości. Chociaż może faktycznie łatwiej stać się psychopatą, dostrzegając świat dokładnie taki, jaki jest…

Co Haneke mówi nam o kondycji współczesnego człowieka i dzisiejszego świata?
On cały czas zastanawia się nad człowiekiem. W swoich filmach szuka interakcji i rozmowy z widzami. Powiedział mi kiedyś, że cieszy się z tego, że został reżyserem filmowym – dzięki temu nie musi chodzić na terapię. W filmach uwalniają się jego lęki, neurozy i nieszczęścia. W tym tkwi jednak pewna pułapka. Pokazał ją w filmie „Benny’s Video”. Główny bohater rejestruje wszystko kamerą i wydaje mu się, że w ten sposób zachowuje kontrolę. A to nieprawda… Podobnie my – w kontakcie z newsami w telewizji, mediach czy Internecie sądzimy, że dobrze znamy i rozumiemy ten świat, mamy nad nim jakąś kontrolę. A to bardzo złudne. W tej refleksji Haneke jest mi bardzo bliski.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »