1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Muzyka
  4. >
  5. Melissa Auf der Maur: prawdopodobnie jej nie znasz, a szkoda. Anna Gacek opowiada jej rock’n’rollową historię z nieczęstym happy endem

Melissa Auf der Maur: prawdopodobnie jej nie znasz, a szkoda. Anna Gacek opowiada jej rock’n’rollową historię z nieczęstym happy endem

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Podczas koncertu Hole w Los Angeles (1999). (Fot. Jeff Kravitz/Contributor/Getty Images)
Podczas koncertu Hole w Los Angeles (1999). (Fot. Jeff Kravitz/Contributor/Getty Images)
Jestem felietonistką, która lubi wyzwania – opowiem wam dziś o kobiecie, o której pewnie nigdy nie słyszeliście.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 06/2026.

W czasach bezwstydnej autopromocji jestem przejęta dość skromnym potencjałem marketingowym tego wstępu, ale obiecuję, nie pożałujecie lektury! Tyle słów napisałam już o tych, którzy stoją na froncie, o gwiazdach i liderach, wybrańcach losu, samolubnie skupiających na sobie uwagę, podziw i miłość fanów. Tym razem chciałabym skierować Waszą uwagę w stronę drugiego planu. Stoi na nim dwudziestodwuletnia dziewczyna. I rozpoczyna przygodę swojego życia.

Po raz pierwszy zobaczyłam Melissę Auf der Maur latem 1994 roku, najpewniej oglądając MTV. Młoda basistka dołączyła właśnie do „najbardziej dysfunkcyjnej grupy świata”, dowodzonej przez Courtney Love Hole, kapeli ze śmiercią w herbie. W kwietniu, kilka dni przed wyczekaną premierą „Live Through This”, drugiej płyty zespołu, od samobójczego strzału zginął Kurt Cobain, mąż Love, geniusz Nirvany i rzecznik pokolenia X. W czerwcu Kristen Pfaff, basistka Hole, śmiertelnie przedawkowała narkotyki.

Chaos, trauma i zniszczenie wyprzedzały znakomitą muzykę na „Live Through This”. Courtney, ochrzczona „Yoko Ono straconej generacji”, sumiennie pracowała w mediach na etykietę kobiety znienawidzonej. Piosenki nie miały znaczenia, liczył się tylko kolejny heroinowy strzał i następny wizerunkowy skandal.

Ale show-biznes nie ma litości, nawet dla tych stojących na krawędzi. The show must go on, są koncerty do zagrania i płyta do wypromowania. Hole potrzebowali nowej basistki, a życzliwi podpowiadali, że Melissa jest po prostu najlepsza. I tak bardzo inna. Pochodziła nie ze „stolicy narkotyków”, mitycznego Seattle, lecz z niespecjalnie rock’n’rollowego Montrealu. Wychowywali ją wspierający, kochający rodzice – Love i Cobain nie mieli tyle szczęścia. Planowała dalszą edukację, interesowała się fotografią, stroniła od używek, przypadkowego seksu i kłopotów. Miała w sobie naiwność marzeń o graniu muzyki, ciężkiego rocka z lekkością bytu, na jaką może sobie pozwolić tylko ktoś jeszcze przez los niedoświadczony.

autopromocja
1200x300_strona glowna.webp

Auf der Maur była, jak przyznają same zainteresowane, „dziewicą” przy „dziwce” Love. Kompletnym przeciwieństwem obłędu i autodestrukcji. Porównywana do Wenus Botticellego rudowłosa piękność w najkrótszych spódniczkach wydawała się kolejną cool dziewczyną na ekranie MTV. Okazała się światłem w mroku i być może ostatnim ratunkiem dla grupy stąpającej po najcieńszej z powierzchni.

Wspominam o tym nie tylko dlatego, że dni wydania i promocji „Live Through This” są jednymi z najbardziej tragicznych i fascynujących w dziejach muzyki i głównym wątkiem mojej nadchodzącej książki. Kilka tygodni temu ukazała się – niestety nie w Polsce – znakomicie przyjęta autobiografia Melissy „Even the Good Girls Will Cry”. „Nawet grzeczne dziewczynki w końcu zapłaczą”, bo otwarty umysł i czyste serce nie chroniły przed światem Hole, tak brutalnym, że jedna książka to nie dość, by opisać inferno. W 2017 roku Patty Schemel, perkusistka zespołu, wydała swoje wspomnienia „Hit So Hard”, wstrząsającą lekturę, bo nałóg heroinowy ściągnął dziewczynę z multiplatynowego zespołu na samo dno.

„Bezdomna, sprzedająca swoje ciało na ulicy” to ostatnie, o czym myślimy, patrząc na Patty wybijającą rytm punkowych hymnów, do których faluje wielotysięczny tłum legendarnego festiwalu Lollapalooza. A jednak tam skończyła, na ulicy, opuszczona przez kolegów z zespołu, stracona. Nigdy nie przestanie pociągać mnie ten paradoks rock’n’rolla – przyciąga najbardziej delikatnych, wrażliwych, kruchych i podatnych, by postawić przed nimi wyzwania, którym nie podołaliby najsilniejsi.

Courtney Love i Melissa Auf der Maur (1997). (Fot. Lindsay Brice/Getty Images) Courtney Love i Melissa Auf der Maur (1997). (Fot. Lindsay Brice/Getty Images)

Wtedy, latem 1994 roku, Auf der Maur została rzucona od razu na najgłębszą z wód, miała co wieczór stać na scenie obok Courtney Love, najbardziej kontrowersyjnej kobiety rocka, w szponach żałoby i heroinowego nałogu, próbującej resztkami sił ogarnąć swój zespół i wciąż młode macierzyństwo, przegrywając na każdym z frontów. To było ponad sto koncertów promujących „Live Through This”, a podczas nich zdarzyło się wszystko: od bójek i sądowych pozwów, przez striptizy nieprzytomnej Love, po „przypadkowe” przedawkowania narkotyków. I działo się to na oczach cynicznych mediów, które stawiały słaniającą się w opiatowym zamroczeniu Courtney obok Madonny i Diany, najsłynniejszych i najbardziej frapujących kobiet lat 90.

Po stronie muzyków Hole, rzuconych w paszczę tragicznych okoliczności, nie stanął nikt. Na swoją obronę mieli tylko instrumenty i całą moc furii, jaka wydobywała się z głośników, gdy zaczynali grać numery z „Live Through This”. Melissa pisze w książce empatycznie o emocjonalnym tle tego spektaklu zniszczenia: gdzie podziało się współczucie dla młodej wdowy, która powinna być na terapii, a nie na scenie?

Gdzie chociaż słowo gniewu na ojca, który samobójczym strzałem pozbawił niespełna dwuletnią dziewczynkę szans na dobre, spokojne dzieciństwo? O tym media nie mówiły ani wtedy, ani dziś. Cobain pozostaje geniuszem. Courtney – na zawsze będzie punkową dziwką.

Dlatego tak ważne są te zapiski uczestniczek zdarzeń i dlatego tak dopieszczam moją książkę, by najpierw udokumentować, a później poszerzyć narrację, nieco ją zmienić. Era „Live Through This” to było szaleństwo ego, heroiny i krwi, ale to także wspaniałe dni kobiecej kreatywności i feministycznych, nieprzepraszających przekazów. To nie znakomite albumy Green Day, Nine Inch Nails czy Soundgarden zdobywały szczyty zestawień „albumów roku 1994”, zrobiła to właśnie „Live Through This”, ozdobiona przez krytyków epitetami godnymi płyt największych. Tak łatwo o tym zapomnieć, mając przed oczami zdjęcia półnagiej Love na scenie.

I Patty, i Melissa oddają sprawiedliwość liderce Hole, mając jednocześnie świadomość niejednoznaczności jej charakteru i wielu (wieeeelu) dyskusyjnych zachowań. Love poszła na wojnę z całym światem, osamotniona w swoich artystycznych, intelektualnych i rynkowych ambicjach. Kobiety alternatywnego rocka nie chciały być tak słynne.

Z kolei sławne kobiety pop miały gdzieś historię XVIII-wiecznej Anglii i dzieła renesansowego malarstwa. Ale nie ona. Courtney miała w sobie tę pociągającą, niebezpieczną moc prawdziwego, nieprzewidywalnego rocka, którą jej menedżer porównywał do siły Janis Joplin, żywiołu, który utożsamiamy z charyzmatycznymi bogami sceny, każdym Morrisonem, Popem, Rottenem, Cave’em, gotowymi na wszystko straceńcami z pokrwawionymi torsami, ale tak nieczęsto z kobietami, zostawiając im inną specjalizację – diw w kryształach i kokach czy gwiazdek pop w skąpych kombinezonach. Ale Love czuła się równa mężczyznom i w swoim talencie, i w możliwościach. To był manifest, który doskonale z tamtych czasów pamiętam i biorę go sobie do serca każdego dnia, nawet dziś, gdy czytam w prowadzonej właśnie korespondencji mailowej: „Pani Anno, jestem zaskoczony, że kobieta może tak negocjować”. Otoż może, ponieważ Courtney Love nauczyła ją, że ani jej płeć, ani czerwona szminka, ani buty na obcasie nie zabierają nic z jej kompetencji, ambicji i charakteru.

Melissa Auf der Maur w nowojorskiej księgarni Strand opowiada o swojej nowej książce „Even The Good Girls Will Cry” (2026). (Fot. Theo Wargo/Getty Images) Melissa Auf der Maur w nowojorskiej księgarni Strand opowiada o swojej nowej książce „Even The Good Girls Will Cry” (2026). (Fot. Theo Wargo/Getty Images)

Jeszcze przed napisaniem autobiografii Melissa podziękowała Love w otwartym liście opublikowanym w jednym z magazynów muzycznych:

„Muzyka rockowa była w całości zdominowana przez mężczyzn. Nie przeszkadzało mi to, uwielbiałam rocka, odkąd odkryłam kolekcję płyt mojej mamy. Było to oczywiste, że okładki, piosenki, ich teksty, wszystko było manifestem męskiego świata magii i muzycznych mocy. Kobiety funkcjonowały w kontekście dziewczyn, kochanek, muz, czasem osobistych fotografek. Ale prawie nigdy jako liderki, osoby na froncie. Courtney, zmieniłaś moje życie”.

Życie Auf der Maur rzeczywiście zmieniło się w rekordowym tempie, o czym kapitalnie pisze w autobiografii, bo naiwna dziewczyna z Montrealu stała się wystylizowaną pięknością siedzącą w pierwszym rzędzie na pokazie Versace, odmawiającą trójkąta supermodelce, randkującą z przystojniakami z Hollywood, rozkochującą w sobie nową gwiazdę rocka i wylegującą się w pięciogwiazdkowych hotelach.

Ale kompas nie zawiódł Melissy nigdy, pozwalając przytomnie dostrzec, że losy Hole są przesądzone, bo tak płonąć można tylko przez chwilę. W 1999 roku dołączyła do The Smashing Pumpkins, w 2004 roku wydała niezłą solową płytę, a później powoli, ale konsekwentnie zaczęła wycofywać się z aktywnego grania muzyki, by dziś spełniać się w swojej rodzinie i kuratorskich działaniach. Jest to soczyście rock’n’rollowa historia z tak nieczęstym happy endem, a jej najnowszym rozdziałem jest urocze zdjęcie uśmiechniętych, przytulonych pań, Auf der Maur i Love, wygrzewających się na kalifornijskim słońcu, pozdrawiających swoich instragramowych obserwatorów. Tytuł „Live Through This”, w 1994 roku makabryczny i upiorny, dziś wydaje się aktem radykalnego triumfu – z nich wszystkich to właśnie one to „przetrwały”.

Anna Gacek, dziennikarka, przez dwie dekady głos radiowej Trójki, autorka, podcasterka. Jej najnowszego podcastu „Blaski i cienie. Anna Gacek i biografie najsłynniejszych” można słuchać w Audiotece.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE